26/06/2026
„Za bardzo cackacie się z końmi.”
„Koń musi dostać, bo inaczej nie będzie szanował człowieka.”
„Naturalsi.”
Takie teksty słyszymy regularnie.
I za każdym razem zastanawia mnie jedno – dlaczego dla części osób cierpliwość i szacunek wobec konia są powodem do wyśmiewania, a bicie czy szarpanie nadal bywa przedstawiane jako oznaka „dobrego jeździectwa”?
Mówią: „Przecież on się mnie nie boi.”
Tylko że nauka o zachowaniu koni mówi coś zupełnie innego. Koń nie zawsze okazuje strach ucieczką czy paniką. Część koni zamiera, tłumi reakcje albo przestaje próbować się bronić. Brak widocznego oporu nie jest dowodem zaufania. Czasem jest dowodem tego, że zwierzę nauczyło się, iż sprzeciw niczego nie zmieni.
To nie jest partnerstwo. To nie jest szacunek. To nie jest cel, do którego chcemy dążyć.
Koń nie potrzebuje przemocy. Potrzebuje jasnych zasad, konsekwencji i człowieka, który potrafi komunikować się bez wybuchów złości.
Bo autorytet nie bierze się z tego, jak mocno potrafisz uderzyć czy szarpnąć. Autorytet buduje się wiedzą, opanowaniem i konsekwencją.
Najłatwiej wyśmiać kogoś, nazywając go „naturalsem”. Znacznie trudniej spojrzeć na własne metody i zadać sobie pytanie, czy naprawdę są skuteczne, czy po prostu były przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Na szczęście świat jeździectwa się zmienia. Dziś coraz więcej wiemy o emocjach, uczeniu się i dobrostanie koni. To, że kiedyś coś było powszechne, nie oznacza, że było właściwe.
My nie będziemy przepraszać za to, że wybieramy wiedzę zamiast mitów, cierpliwość zamiast przemocy i relację zamiast strachu.
Jeżeli dla kogoś to jest „cackanie się z końmi”, to niech tak będzie.
My wolimy mieć konie, które współpracują dlatego, że ufają, a nie dlatego, że boją się konsekwencji.