14/06/2026
JAK PRZEJECHAŁEM 24km NA SAMEJ FELDZE 🤯🙆♂️
Fotka strzelona na końcówce 90 km. trasy rowerowej podczas zawodów Ironman 70.3. Pokiereszowany z przebitą oponą jadę już tak od 20 km. Jak to się stało.. ? Zapraszam do czytanki :)
W Niedzielę - 7 czerwca start zawodów na które od dłuższego czasu się szykowałem. Już w Piątek 5 czerwca z całą ekipą - Iras, Wojtuna, Moja żonka, synek i ja trafiliśmy do Warszawy. Wesoły Busik jechał przez całą Polskę załadowany po brzegi rowerami, torbami i jedzeniem :D Uwielbiam takie chwilę, gdy jesteśmy wszyscy razem.. Razem mam na myśli osoby z którymi dzielę wspólną drogę życiową, mają dla mnie czas i możemy robić razem wspaniałe rzeczy. Co najważniejsze i najbardziej istotne te osoby mają czas. Zawody są dla mnie ważne ale z czasem zdałem sobie sprawę, że ta cała otoczka i bycie razem sprawia mi największą frajdę. Dopełnia mnie i czuję wewnętrzną cichą radość.
W życiu się nie spodziewałem, że zawody Triathlonowe to dosyć złożony proces.. Na maratonie odbierasz pakiet startowy i hejo ! A tutaj... Jakieś worki, strefy ZMIAN T1, T2, trzeba wcześniej odstawić rower i koniecznie dobrze spakować worki w odpowiedniej kolejności. Trochę główkowania było i pytań zwłaszcza do Wojtka, który już startował. Trochę już po czasie miał dość moich pytań no ale ciężko jest coś wiedzieć jak się tego nie robiło. Cwaniak przechodził już cały proces to chętnie go pytałem :D W głowie pojawiało się mnóstwo pytań w stylu - A gdzie położyć Piankę po wyjściu z wody ? Jak znajdę swój worek i rower ? Nie pomylę się ? Czy dobrze spakuję worki ? Jak ja przepłynę 1.9 km gdy nigdy tyle nie przepłynąłem i to w dodatku OPEN WATER. ? Czy starczy sił ? Za mało ćwiczyłem... Irek robił wiele zakładek.. KURDE ja zdecydowanie za mało.. Dlaczego ? te i inne pytania kotłowały się w głowie. Aczkolwiek wiem, że robiłem co mogłem.. Człowiek jest ciekawym stworzeniem.. Często po fakcie stwierdza, że mógł coś zrobić lepiej... więcej i szybciej.. Ale czy aby na pewno ? W trakcie działania, w tygodniu, pomiędzy pracą, obowiązkami robiłem co mogłem i wiem, że na tamten moment robiłem swoje maksimum. Podejmowałem w pełni swoje możliwości.. Gdybym mógł mocniej z pewnością bym to zrobił. Szybka analiza i rachunek sumienia i wiem, że nie ma co wracać i myśleć.. Jest tu i teraz i wszystko co robiłem to robiłem na miarę swoich zasobów. Szybko sobie przypominam dlaczego tutaj jestem ! Tak ja chce się cieszyć tym startem, tym, że jestem zdrowy i odkrywam nowe Horyzonty.. o to w tym chodzi.. Gdy to stracę to całość przybierze szarą barwę a wszystko stanie się zimne i mechaniczne... Tego nie chcę !
Wewnętrzna cicha radość nie opuszczała mnie aż do samego startu.. Piątek i Sobota zleciały nam dosyć intensywnie.. Tutaj odebrać pakiet, tutaj zjeść, tutaj zawieźć rowery, tam coś dokupić.. I tak dalej :) Więc w Sobotę o 21 już lądujemy w łóżkach aby rano wskoczyć do specjalnego pociągu z napisem IRONMAN ! który odjeżdżał o 5:34 rano z dworca nad jezioro do miejscowości NIEPORĘT.
Jak już doczłapaliśmy się na miejsce startu, zobaczyliśmy masę zawodników i zawodniczek z całego świata ! Podobno aż 80 krajów różnych przyjechało na ten EVENT ! Niesamowite... Idąc w stronę jeziorka mijaliśmy masę różnych osób różnych narodowości. Ciekawe uczucie zwłaszcza jak miało się wrażenie, że każdy jest PROSEM ! Rowery jak igła aerodynamiczne ważące po parę KG i kosztujące tyle co dobry samochód, stroje TOP, kaski niczym promy kosmiczne... Robiło to wrażenie..
Dorzuciłem do sakiewki rowerowej cynamonkę i żelki. Zamontowałem bidony rozrobione z Elektrolitami i Isotonic DRINK i zacząłem się z chłopakami szykować. Powoli ubieraliśmy się w Pianki, zdaliśmy nasze worki depozytowe z czystymi ciuchami, które później były transportowane na metę i udaliśmy się w stronę startu nad brzeg jeziora. Pogoda była piękna.. Woda spokojna, czuć było entuzjazm i chęć wparowania do wody ! Start był o 8:00 tych najszybszych bloków pływackich. Z Irkiem i Wojtkiem ustawiliśmy się w grupie czasowej 50 min. +. Limit czasowy na pływanie wynosił 1h10 min. Z czasów na basenie i treningów zakładałem, że powinienem wyrobić się w okolicach 50 min.
Staliśmy gotowi do startu.. Grupki były puszczane co około 10-20 sek. Zanim doszło do nas to staliśmy już dobre 40 min. w piankach w słońcu. Czułem ja pot leci mi po stopach i rękawkach :D Zagrzany fest byłem i nie mogłem się doczekać już chłodu jeziorka. Tuż przed wejściem założyłem okularki, przygotowałem zegarek do startu i przyszła moja kolej ! Od 2 chłopaczków w pociągu usłyszałem, że początek jest płytki i zanim dojdzie się do głębszej wody jest trochę spaceru także aby zachować siły i poczuć wodę. No i ruszyłem.. Chłód fajnie zbalansował temperaturę i wszedłem w wodę bardzo dobrze. Zacząłem spokojnie aby wyrównać tętno i wskoczyć na obroty. Co 10 oddechów i około 20 przechwytów Kraulem zmieniałem na żabkę aby nawigować i ponownie wracałem do Kraula. Jak na 6 miesięcy nauki pływania to bardzo byłem zadowolony. Byłem w stanie oddychać i trzymać stałe tempo. Jak udało mi się dotrzeć do nawrotki, która była na około 900 metrach to już wiedziałem, że dotrę na brzeg. Wymijając po drodze kilka osób dotarłem na płyciznę i dotknąłem dna.. Serducho biło i czułem, że muszę chwilkę spaceru zrobić aby wyrównać oddech. Stając na brzegu spojrzałem na zegarek aby zakończyć etap pływacki i to co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania - 39 min. ! Wow no tego się nie spodziewałem... Uradowany zacząłem truchtać rozpinając piankę i lecąc do strefy zmian po worek aby uszykować się na rower.
Złapałem szybciutko rzeczy, zrzuciłem piankę, założyłem skarpetki, buty rowerowe, złapałem rower i ruszyłem za linię startu etapu rowerowego ! Zmiana poszła całkiem sprawnie.. Jakieś 4 min.
Zacząłem swój RAJD ! Założenie miałem proste - trzymać około 25km/h aby chwilkę przed 4h skończyć rower. Wcześniej zrobiłem tylko 4 treningi rowerowe, gdzie jechałem więcej niż 40 km. W tym jeden 110 km ze Szczecina po szutrze trzymając 25km/h średnią.
Jechało mi się pięknie... Co prawda nie mam czasowego roweru ale za to mam Gravel Karbonowy Kross Esker. Więc jest dosyć lekki i przyjemny. Asfalt to jest Asfalt... Leci się konkretnie ! Patrze na licznik a tam średnia 30km/h - 31 km/h. Kurde.. Niesamowicie ! W między czasie wsuwam cynamonkę i żelki i popijam ISO. Zegarek szybko pika co 5km informując mnie o przebytym dystansie.. 30 km za mną, 40 km.. 50 km i tutaj zerwał się dosyć mocny wiatr i chmury burzowe.. Zauważyłem, że osoby, które mają rowery czasowe mają też te Lemondki, dzięki którym mogą trzymać pozycję mocno aerodynamiczną podczas jazdy - pomyślałem sobie, że lemondki nie mam ale mogę położyć łokcie na kierownice i wysunąć dłonie w przód i tym samym obniżyć korpus i schować głowę pomiędzy barki. Podziałało ! Okazało się, że dzięki tej pozycji mogłem pedałować z tą samą siłą a jechałem około 3-4 km szybciej.. Dzięki zmniejszonemu oporowi powietrza. Minusem tego wariantu była gorsza sterowność i stabilizacja. No i tak lecę sobie ze średnią 33 km/h - 35 km/h wymija ludzi i myślę, że to jest niesamowite... Wszelkie moje obawy czy dam radę, czy sobie poradzę i wytrzymam te obciążenie znikły ! Byłem mega szczęśliwy ze ja zwykły szarak na zwykłym rowerze pędzę równie dobrze. Mijam 50km i 60 km.. Wszystko przebiega pięknie.. Czuję MOC w nogach. Nagle na 66 km. Zawiał mocno wiatr.. Jechałem jakieś 35mk/h w niskiej pozycji.. Poczułem jak najeżdżam na dziurę w asfalcie i BUM !!!! 💥LECĘ w powietrzu.. poczułem tylko uderzenie i zwichnięcie barku w trakcie lotu.. LEŻĘ i widzę niebo.. Ktoś za chwilę wjechał na mnie a druga osoba w znak jakiś.. Rowery lecą ja wstaję i patrzę kolano zdarte, łokieć zdarty, łańcuch zrzucony, bark boli ale nie połamałem się.. Zakładam Łańcuch, ktoś po angielsku krzyczy MAN YOU BROKE MY BIKE .. ale ja na nikogo nie wjechałem ! Za chwile odkrzykuję MAN ! I BROKE MY LEG ! ale za chwilę widzę, gość poprawił kierownicę, wsiadł i pojechał. Trochę kuśtykam, podnoszę rower, zakładam łańcuch wsiadam i ZONK... Przednia opona roztrzaskana... FLAK total... Pamiętam jak Wojtek opowiadał swoją historię na Ironman Poznań, że mu Łańcuch pękł i czekał długo na SUPPORT.. Stwierdzam, że jadę i nie czekam... Nawet nie miałem telefonu aby do kogokolwiek dzwonić. Zostały mi 24km do końca... DAM RADĘ ! Powiem tak.. na feldze dziwnie się jedzie... trochę jak na lodzie bo opona się zawija czasami z lewej czasami z prawej.. ale jakoś to wyczułem i utrzymywałem stałą prędkość około 20km/h... Morale trochę spadły ale byłem cały i jechałem sobie spokojnie do końca... Szkoda.. bo miałem piękny osobisty wyścig ! dla mnie.. robiłem rzeczy niesamowite ale lekcja była piękna... Trzeba uzbroić rower w lemondkę, muszę stać się jeszcze bardziej aerodynamiczny i będę robił RAJDY ! po koło 10 km na flaczku.. ktoś mnie zaczepił na poboczu. Jacyś BIKEPAKERSI krzyknęli, że mogą mi wymienić dętkę i mają cały sprzęt. Kurde ucieszyłem się i zgodziłem się. Kiedy kolega, który zaoferował pomoc zaczął mi odkręcać koło nadjechała sędzina i wlepiła mi karę - 30 sek. w namiocie KAR, ponieważ jest kategoryczny zakaz korzystania z zewnętrznej pomocy.. Otrzeźwiałem szybko i oczywiście to było znany fakt.. Zakręciliśmy z powrotem koło i wróciłem na trase.. I tak się kulałem.. i kulałem... Wszystkim co mijałem wcześniej tym razem oni mnie mijali i odjeżdżali a ja tylko patrzyłem i byłem bezsilny.. To mi również pokazało piękno tego sportu. Są trzy dyscypliny... Trzy możliwości na których możemy wykorzystywać swoje umiejętności i budować przewagi... Są jeszcze inne możliwości budowania skuteczności takie jak.. lepszy sprzęt, lepsza aerodynamika.. szybsze zmiany, doskonałe żywienie i nawodnienie.. To wszystko powoduję, że triathlon staje się potężnym polem strategicznym. Ktoś kto słabiej pływa może nadrabiać na rowerze.. Z kolei ktoś kto świetnie pływa może już pędzić na rowerze, gdy ktoś jest jeszcze w wodzie i może budować solidną przewagę... Także możliwości jest wiele.. Staje się to bardzo ciekawe, wręcz intrygujące.
Czas mijał a ja dojeżdżałem do końca roweru.. I tak się dokulałem do strefy zmian.. Odstawiłem rower i już spokojnie podbiegłem po worek aby założyć buty biegowe. Z roweru uzyskałem średnią 27km/h. Myślę, że straciłem około 1h przed wypadek i flaka.. Spokojnie zrobiłbym rower poniżej 3h a finalnie skończyłem z czasem 3H 21 min.
Mając buty biegowe zjadłem szybko żel z Decathlonu i ruszyłem przed siebie po drodze zahaczając o namiot i musiałem odsiedzieć 30 sek. Kary ! ..
Zrobiłem fatalny błąd... NIE POPIŁEM NICZYM ŻELU... po 1km biegu jelita miałem poskręcane jak makaron z zupki chińskiej.. Ledwo trzymałem pion, ponieważ skurcze brzucha były tak silne, że biegłem przez kolejne 5-7 km z bólem.. Dopiero jak to dobrze pozapijałem przeszedł ból i biegłem sobie spokojnie do końca...
Szczerze powiem, że nie lubię PĘTLI... a tutaj były 3.. Jakoś ciężko mi to psychicznie przychodzi.. Wolę biec z punktu A do punktu B... no ale cóż trzeba było odwalić swoje.. Czas wyścigu i walki dla mnie trochę się skończył w momencie upadku.. Ale spokojnie.. ja doprowadzam rzeczy do końca.. ! Więc tak spokojnie z tempem średnim 5:53 biegłem sobie kolejne kilometry.. Każda stacja nawadniająca była z wodą, banankiem i oshim dzięki czemu biegło się przyjemniej.. Ludzie na ryneczku, muzyczka i co jakiś czas mijałem Iraska i Wojtaska.. Zbijaliśmy Piątki i wiedzieliśmy, że ten dzień jest NASZ ! Na metę wbiegam z czasem 6:16 i czuję, że zrobiłem kawał dobrej roboty.. Ale co najważniejsze.. Miałem z tego ogromną frajdę !!!!!! Cieszyłem się każdym momentem.. Na pamiątkę dostaję piękny medal i bezcenne wspomnienia.. Moje serce się raduje na myśl, że mój Syn był cały czas ze mną i widział jak wbiegam na Metę.. Ciesze się, że mogę dawać mu dobry przykład. Wierzę, że zbierze owoce tego. Wszędzie go zabieram ze sobą. Przy okazji oczywiście zwiedzamy Muzea, bawimy się, wygłupiamy, kupujemy komiksy i spędzamy czas razem..
Moja żonka również jest nieodłącznym SUPPORTEM.. za co ogromnie dziękuję i wiem, że po cichu dojrzewa aby również wystartować ! Wiem, że jest gotowa :)
Dziękuję IRASOWI !!, który jest niezniszczalną maszyną !!! Gość mnie zaskakuje za każdym razem.. Burzy moje przekonania przez co musze stale się aktualizować :D również dzięki mnie Iruś nigdy się nie nudzi... 😅😂
Wojtuna ! Ty przetarłeś szlaki... dziękuję za to ! Jesteś mocarz.. Ostatnio nic nie trenowałeś a wpadłeś i zrobiłeś to bez problemu...
Dziękuję wam za wspaniałe chwilę razem, za śmiechy i za wesołego busa..
Jak to mówi klasyk... To co.. za rok CALAK ? 😅🥹😆szczerze powiem, że gdzieś pojawia się w moim umyśle możliwość dokonania tego.. To się odblokowało automatycznie po zrobieniu połówki..
Wiemy co musimy zrobić na pierwszym miejscu... OPTYMALIZACJA sprzętu.. Wymiana kół na karbonowe.. Lemondka.. inne bidony, odchudzenie kilku innych części.. Poprawienie strefy zmian... Jest tego trochę.. Ale i tak zabawa jest PRZEDNIA !!!
Dziękuje całemu GHETTO i każdemu kto trzymał za mnie KCIUKI !
Po tym starcie również bardzo mocno zrozumiałem, że limity są tylko w naszych głowach.. Ciało nasze może bardzo ale to bardzo dużo.. Nasz strach, obawa i lęk często nas blokują.. Obserwujcie bacznie to co mówicie, jak wygląda wasz konstrukt myślowy i czy przypadkiem nie jest on nasączony strachem, obawą i szeroko-przyjętym obciążającym przekonaniem.. Czy jest on pozytywny i was wspiera czy wręcz przeciwnie odbiera wam coś i uniemożliwia ?
Życzę wam wszystkiego dobrego.. Dziękuję 🥰❤️
P.s Zapraszamy do świątyni Ghetto Workout na treningi !!!! :)