26/10/2025
Krystian Włodarczyk - własnymi ścieżkami
Początkowo pomysłów było kilka, ale ostatecznie zdecydowałem się na pociąg 🚂🚃🚃🚃
Środa 22.10.2025
Mój wyjazd zaplanowałem na piątek z Wałbrzych Szczawienko o godzinie 16:06, żeby na spokojnie dojechać i odebrać pakiet startowy w godzinach działania biura zawodów. Oczywiście, żeby nie było za łatwo, przy próbie zakupu biletów w okienku usłyszałem "brak wolnych miejsc, nawet stojących" O kurde, lekko zdziwiony pytam o wcześniejszy pociąg, ale odpowiedź Pani znudzonej swoją pracą jest taka sama. Udaje się kupić bilet na 17:13. Wiem, że czeka mnie kontakt z Organizatorem z prośbą o odbiór pakietu w sobotę przed zawodami. Po powrocie do domu i szybkiej analizie sytuacyjnej piszę do Organizatora, ten szybko odpisuje nie robiąc żadnych problemów 💪 Wspaniale 😊 Stresik opadł 🫣 Przy okazji dostałem małego pstryczka w nos, żeby nie kupować biletów na ostatnią chwilę...
Piątek 24.10.2025
Dworzec Szczawienko, nadjeżdżający pociąg do Wrocka. Buziaki z Żonką i jadę... Zasiadam wygodnie i bezstresowo przy oknie, żeby po kilkunastu minutach na jakiejś stacji podczas postoju usłyszeć komunikat z głośników, że pociąg w którym siedzę będzie miał opóźnienie na stacji końcowej 🤣😂 WTF ‼️ Sprawdzam nerwowo ile mam czasu na przesiadkę, ale w tym czasie pociąg rusza... Wszystko w granicach normy. To tylko pięć minut... Zdążę na ICKA z Wrocka 🥳 18:25 zasiadam wygodnie na zarezerwowanym miejscu w docelowym pociągu. Łapię głęboki oddech, a o 18:34 ruszam dalej w stronę ultra. Szkoda tylko, że siedzę w przeciwnym kierunku do jazdy 🤣😂 20:27 Jestem na miejscu. Witam Kalisz 😈
Odpalam Garminka i idę do biura zawodów. To tylko 3 kilometry... Na miejscu udaje mi się odebrać pakiecik, także będę mógł pospać dłużej 🤣😂 Spotykam również fajną Ekipę Biegaczy, Grzechu, Przemo i Daga. Wszyscy nocujemy u Orga 😴 Z Grześkiem nawijamy najdłużej, ale trzeba się wyspać, więc około 23:00 idziemy w kimę. Trzeszczący materac nie pomaga w zaśnięciu. Wystarczyło delikatnie się obrócić, żeby narobić sporo hałasu 🤣😂 Sorki 🫣 Słaba nocka, więc nie pospałem... O 05:15 wstaję, bo dalsze oszukiwanie się nie ma sensu. Trzeba ogarnąć majdan i przygotować się do biegu. Działamy 💪 Przed startem Grzechu rozkłada swój stolik pod punkt żywieniowy przy starcie/mecie, a ja wbijam pod stolik ze swoją torbą z Lidla 🤣😂 Szybka fota z Ekipą i o 06:30 start na dystansie stu kilometrów. Formuła biegu to dwukilometrowa z małym haczykiem pętelka po ścieżkach Parku Miejskiego, wypełniona po brzegi wiewiórkami 🐿 Pierwsze kilometry lecą zgodnie z planem, a nawet i trochę lepiej 🎯 Biegnę z Grześkiem i kibicujemy Przemkowi i Dagmarze. Co 10 kilometrów korzystamy z zaoszczędzonego czasu i robimy krótką przerwę na szamę, picie i inne zachcianki. Mam cały pojemnik pysznych naleśników z dżemem 😋 od mojej Żonki ❤️ Na trasie udaje nam się nawet chwilę posuportować Przemka, który przyjechał powalczyć o dobry wynik, a nie tak jak my zgonować i walczyć o ukończenie 😂🤣 Na 50 kilometrze ściągam mokrą kurtkę, koszulkę, rękawki kompresyjne i opaskę z głowy i zarzucam świeże termo z czyściutką i pachnącą koszulką Grupa biegowa Tristone Wałbrzych 💪 Oczywiście co 10 kilometrów, zgodnie z obietnicą dzwonię do mojej Niuśki z krótką relacją 😍 Do 60 kilometra wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku, ale przecież to jest ultra... Choćbyś nie wiem jak dobrze był przygotowany to i tak możesz nie uniknąć takich przykrych sytuacji jak wymioty, rozwolnienie, odwodnienie, przegrzanie, wyziębienie, skrajne wyczerpanie i wywołane nim halucynacje, zniechęcenie, apatia, mroczki przed oczami i podwójne widzenie, skurcze, zmasakrowane stopy, kolana, pęcherze, otarcia, skręcenia, zwichnięcia, utrata paznokci u stóp... Ultra jest NIEPRZEWIDYWALNE 😈 Ultra musi boleć ‼️ W moim przypadku wpadło kilka z powyższych, co rozłączyło dwuosobową machinę 🏃🏻♂️🏃🏻 Straciłem dużo czasu w tojku 💩 a po wyjściu zwolniłem w obawie o żołądek. Od tego momentu fajny bieg zamienił się w walkę o każdy kilometr, o każdą pętlę i na dodatek w samotności. Co prawda co chwilę widziałem się z Ekipą i wspieraliśmy się słowem lub gestem, ale to nie było to samo. Każdy skupił się na swoim biegu w bólu i cierpieniu 😵💫 Choć moim celem było 11:30 przez chwilę pojawiła się szansa na złamanie 10 godzin, która po wspomnianych 60 km oczywiście przepadła 🤪 Zaczęły się kalkulacje. Od samego początku biegłem z wyliczonym, własnym limitem czasowym dopasowanym pod pociąg powrotny 🚆 Nie chciałem zamulać we Wrocku 5 godzin 😬 Musiałem ukończyć bieg maksymalnie o 18:00, żeby o 19:16 wsiąść do pociągu. Na ostatnich dwudziestu kilometrach jak biegaczy pomalutku ubywało na trasie, kibice odpalają się na całego. Doping, oklaski, wspiercie. Atmosfera robi się coraz bardziej gorąca 🔥 Pomimo zmęczenia nogi niosą ile mogą, serducho bije mocniej, głowa chce dalej 💣💥 Nie pamiętam na którym kilometrze, ale pewna Koleżanka częstuje mnie jabłecznikiem i proponuje ciepłą herbatkę z miodem i cytryną. Ciasto biorę, ale na herbatę nie mam czasu 🤗 Dziękuję za pomoc. Ciasto postawiło mnie na nogi 🫡 Niestety nie na długo, coraz częściej pojawiały się problemy ze szkitami 🦵🦵 Cóż radzę sobie jak mogę... Na 96 kilometrze nagle dostaję olśnienia. Zapominam o problemach, a do przodu ciągnie myśl o 3 ostatnich pętlach 🔄 To tylko 6 kilometrów. Musi się udać, już nic i nikt mi tego nie zabierze. Zrobię to ‼️ Koleżanka od jabłecznika proponuje pizzę, ale nie myślę o jedzeniu, napieram 😈 Chcę to już mieć za sobą 🥴 Ostatnia prosta i bang... Mocny ból w kolanie. Pierwsza myśl - "nie, nie, nie teraz ### mać" 💀 Masaż nie pomaga. Nie tracąc czasu biegnę dalej z zaciśniętymi zębami. 11:10:50 przekraczam metę 🏁 Szybko żegnam się ze Znajomymi, Wolontariuszami i samym Dyrektorem Biegu i kieruję się pod prysznic 🛀 Po wszystkim zamawiam taksówkę i ze spokojem jadę na dworzec 🏫 Zdążyłem 🥳 Wszystko zgrało się tak jak chciałem. W Wałbrzychu jestem o 22:30, więc nocka we własnym wyrku z Żonką 🥰
Teraz czekam na oficjalne wyniki.
Bądźcie z nami 👊
Pozdrowionka 👋