28/05/2026
Nie wiem jak Ty, ale ja aż za dobrze poznałam ten stan. Dokładnie pamiętam moment, w którym pierwszy raz ucieszyłam się z odwołanej wizyty. Wcześniej takie nieprzewidziane dziury w grafiku strasznie mnie irytowały. W końcu z tego żyłam.
Te momenty ulgi zaczęły pojawiać się coraz częściej, aż w końcu zaczęłam reagować nerwowo na dźwięk telefonu czy wiadomości, w której ktoś pytał o wolny termin. Wypalałam się, ale oczywiście nie miałam świadomości, ze to się dzieje. Ot, zmęczenie - tłumaczyłam sobie. Tak, tak, byłam mistrzynią w racjonalizowaniu sobie rzeczy trudnych.
Minęły lata i dziś z podobnym problemem boryka się Iza, która trafiła do mnie na mentoring. Przyszła z ogromnym żalem do siebie, że "źle traktuje" swoje klientki. Nie rozumiała, co się dzieje, bo przecież pracowała z tymi paniami już jakiś czas i bardzo je wszystkie lubiła. A jednak każdy dźwięk telefonu, każda chęć umówienia się kolejne osoby zaczęła w niej wywoływać najpierw irytację, a w końcu lęk. Na pierwszym spotkaniu opowiadała, że za każdym razem, gdy otwiera kalendarz, czuje w brzuchu straszny ucisk.
Ciało wysyłało już nie subtelne sygnały, ale ogromne czerwone flagi.
Stworzyłyśmy z Izą plan wychodzenia z kryzysu. Realizuje go pod moim okiem krok po kroku. Poszła też po pomoc do psychiatry, bo do kompletu pojawiły się problemy ze snem. Od męża usłyszała, że przesadza... Tego wolę nie komentować.
Być może odnajdziesz w historii Izy jakąś część swojej własnej. Jeśli tak, nie czekaj, aż samo minie. Wierz mi lub nie, ale nie minie. Zazwyczaj na chwilę "przycicha", a potem jest gorzej.
Zatrzymaj się, zrób krok wstecz. Odetnij choć jedną małą rzecz, która w tygodniu Cię obciąża. Zrób choćby niewielką przestrzeń na regenerację.
Nie dam Ci gotowej recepty na poprawę, bo takiej nie ma. Każdy z nas ma inne potrzeby, każdy przypadek jest indywidualny. Szukaj pomocy, wsparcia. Nawet jeśli czujesz, że najchętniej odizolowałabyś się od wszystkich, nie rób tego. Teraz jest właśnie czas, w którym drugi człowiek może okazać się nieocenioną pomocą. A jeśli czujesz, że potrzebujesz profesjonalnego wsparcia, śmiało napisz.
I tak na koniec... Pamiętasz jeszcze, co kiedyś sprawiało Ci radość w tej pracy? Co sprawiło, że wybrałaś właśnie taką drogę zawodową? Daj znać w komentarzu, jeśli masz ochotę przypomnieć sobie swoje "dlaczego" :)