27/06/2019
Deszcz i słońce, niby noc i dzień wiosennej równonocy, naprzemiennie uderzały w drakkar, którym to trzech Naszych drużynników wybyło na wyprawę. Ich podróż na obrzędy kupalnocy owocowała w wymianę wszelakich wieści z żywotów własnych, któremi to możności nie mieli, by się dzielić w czas. Ich pogodności nie zepsuł fakt owy, iż mokrą od deszczowin glebe zastaną, i z niedogodnościami przez to stworzonymi radę dać winni.
Dla jednej z podróżnych, Radzimiłły, Krasawicą zwanej też, dzięki ojcowiźnie swej i urodzie, wyprawa to szczególnej była wagi, gdyż nowicjuszką jeno ogłoszona w szrankach Drużynnych, i eskapada owa pierwszyzną dla Niej stała.
Gdy łódź na wodzie szarej zacumowała, Najemni poczęli ekwipunek swój na ląd ładować, nie licząc Księcia samego, który stanowił, iż mniej przyjazne oczy mogą nieprzychylnie na drakkar łypać, tudzież on będzie na pokładzie sypiał. Jak się przekonalim w czasach, nie tylko wyposażenie swe strzec mógł dzięki decyzji takowej podjętej, ale i spoczynek po biesiadzie był dlań łatwiejszym wiele, a i bezpieczniejszym nadto.
Po zniesieniu towarów na miejsce obozowiska, Drużynni poczęli z zaprzyjaźnionemi Hirdami witać się, w śmiechy i dłonie wyciągnięte uzbrojeni. A gdy zmrok Grodzisko spowił, biesiada jeszcze piękniejszą ostała, w śpiewy i zabawy wszelakie obfita.