16/06/2026
Wyobraź sobie sytuację: jest sobotnie popołudnie. Telefon dzwoni, a w słuchawce Adam Michta z Medialnej Grupy Motocyklowej Hornet rzuca wyzwanie: „Na za dwa tygodnie potrzebujemy 18 sprawdzonych, doświadczonych motocykli do zabezpieczenia trasy kolarskiej IRONMAN 70.3 Warsaw. Będziemy wozić sędziów, fotografów, kamerzystów i ogarniać zdarzenia na trasie”.
Brzmi jak plan? Jasne. Tyle że o godzinie 20:00 dostajemy info od organizatora: „Do 22:00 musimy mieć ostateczne potwierdzenie pełnego składu”.
Zegar tyka. Mam potwierdzone tylko 6 maszyn. Dwie godziny na zebranie kolejnych 12 profesjonalistów, którzy wiedzą, jak okiełznać ciężki motocykl w wymagających warunkach.
Telefon rozgrzał się do czerwoności. Szybki zrzut kontaktów do ekipy, sprawdzonych znajomych, kumpli i kumpelek z trasy. Efekt? Dokładnie o 22:00 melduję Adamowi: „Mamy komplet!”
Egzamin z techniki w sercu Warszawy
Dla większości z 18-osobowej ekipy – mimo ogromnego bagażu kilometrów w siodle – był to absolutny debiut w zabezpieczeniu wydarzenia tej rangi. Na starcie zameldowali się wszyscy, bez wyjątku. Zjechali z Poznania, Torunia, Warszawy i okolic, niektórzy skrócili wyjazdy żeby być w tym z nami. Gotowi na wszystko.
Praca przy wyścigu triathlonowym to nie jest zwykła przejażdżka. Przepisy zabraniają zawodnikom jazdy w peletonie, więc kolarze jadą w odstępach, tworząc długi, niekończący się sznur. Mimo to, w wielu miejscach naturalnie zbijali się w grupy i robiło się niesamowicie ciasno.
Przebijanie się do przodu, godziny jazdy czasem w żółwim tempie, lawirowanie między pędzącymi rowerami i nagłe, precyzyjne manewry z pasażerem (często z ciężkim sprzętem fotograficznym na plecach) wymagały żelaznej koncentracji. To tutaj w 100% zaprocentowały umiejętności wolnego manewrowania, które na co dzień katujemy z Wami na placu szkoleniowym. Bez perfekcyjnej kontroli nad motocyklem przy minimalnych prędkościach, bezpieczna praca w takim ścisku byłaby po prostu niemożliwa.
Trasa IRONMANA potrafi zaskoczyć. Tuż przed samym startem dostajemy cynk od organizatora:
„Na trasie kolarskiej leży potrącony dzik 🐗!”
Szybka akcja – na miejsce ruszają Wojtek z Maciejem. Zwierzakowi nie dało się już pomóc, ale przeszkoda została błyskawicznie usunięta, zanim na asfalt wpadli pierwsi zawodnicy. Bezpieczeństwo startujących ponad wszystko.
Emocje nie opadły, a tuż po starcie, na 3. kilometrze – kolejna sytuacja nagła. Kolizja dwóch rowerzystów, szlif i utrata przytomności jednego z nich. Nasz zespół natychmiast zabezpiecza miejsce wypadku i wzywa medyków. Kolarz po chwili odzyskuje przytomność, otwiera oczy, patrzy na ratownika i pyta: „Czy mogę dokończyć wyścig?” 🤯 Mina ratownika medycznego w tamtym momencie? Bezcenna. To pokazuje, jaki hart ducha mają ci sportowcy – ale i jak dynamiczne były to zawody dla nas.
Podsumowując: to był niesamowity sprawdzian z logistyki, opanowania i czystej techniki jazdy. Cała ekipa stanęła na wysokości zadania. Pokazaliśmy, że motocykliści to nie tylko pasjonaci prędkości, ale przede wszystkim zdyscyplinowana, profesjonalna grupa wsparcia, na którą można liczyć w kryzysowych momentach. Co najlepsze – wszyscy zadeklarowali, że piszą się na kolejne edycje!
Ogromne, głośne DZIĘKUJĘ za podjęcie tego wyzwania i perfekcyjną robotę dla całej ekipy!
Szacunek dla Was: Andrzej, Maciej S., Wiola, Wojtek, Piotrek, Arkadiusz, Konrad, Tomek, Szymon, Marcin, Krzysztof, Maciej C., Dawid, Maciej M., Volodymyr, Mariusz i oczywiście Adam.
Do zobaczenia na trasie i na placu! Pamiętajcie: budujcie skille, bo nigdy nie wiecie, kiedy uratują Wam (albo komuś) skórę.