Western Riding Chaps

Western Riding Chaps Strona poświęcona rękodzielnictwu - produkcji czapsów westernowych na zamówienie

Czapsy - niezbędny element stroju ( wizerunku )
kowboja i....motocyklisty ( czopery oczywiście ) !!!!

Lata lecą. pesel zaczyna bruździć w życiorysie ,  ale w głowie ciągle Western i konie . no ooo,  jeszcze  motury znowu w...
21/02/2020

Lata lecą. pesel zaczyna bruździć w życiorysie , ale w głowie ciągle Western i konie . no ooo, jeszcze motury znowu w użyciu

Czy ktoś z Szanownych   Westernowych Ziomali winszuje sobie taki ,,podręczny '' stojaczek na nożne kowbojki ?Komu stojac...
04/02/2018

Czy ktoś z Szanownych Westernowych Ziomali
winszuje sobie taki ,,podręczny '' stojaczek na nożne kowbojki ?
Komu stojaczek? Komu ?

Custom made 3 Pair Horseshoe Boot Rack. This will hold three pairs of boots. Each boot rack will vary in size because we make them with used horseshoes. Great gift idea too! All our products are uniquely and individually handcrafted from recycled (used) horseshoes. Many of the shoes used are from ou...

15/07/2017

,, CZAS NA ZMIANY II ''

SCENARIUSZ
Osoby :

Boss = właściciel rancza
Diana, Kaśka, Gr**go, Dragon, Carlos, Duchu, Dakota, Joe = Ekipa Bossa
Mark - Szeryf, Promil - z-ca szeryfa = Biuro Szeryfa Smutny Mat - Z-d pogrzebowy ,, Koniec udręki '' =
Firma Rodzinna
Artur - Właściciel saloonu , barman , pianista, wykidajło
Czarna Mary - szefowa; Szakal - gach i wspólnik =
Czarne charaktery

Scena 1 ; Plener- las

Ciszę panującą w lesie przerwał nagle dziwny odgłos. Trzask tratowanych suchych gałęzi mieszał się z głuchym, mocnym uderzeniem końskich kopyt o twardą nawierzchnię wygrzanej upałem drogi. Zza drzew szybko wyłoniły się sylwetki dwóch galopujących koni. Siedzący na nich jeźdźcy sprawiali wrażenie przybyszów z różnych stron świata. ,,Dragon'' jadący przodem na karym ogierze młody mężczyzna, ubrany był w kawaleryjską kurtkę, czarne bryczesy i mocno sfatygowany kapelusz . Jego twarz mogła budzić grozę. Zimne, niebieskie oczy i długa czerwona blizna biegnąca przez cały lewy policzek sprawiały, że nawet kiedy się uśmiechał nie wyglądał miło. A teraz uważnie patrzył pod nogi konia, wypatrując ewentualnych przeszkód, żeby do minimum ograniczyć potknięcia swojego wierzchowca. Drugi z jeźdźców, Meksykanin ,,Carlos'' feerią barw swojego stroju dorównywał chyba tylko kolorowym papugom. Ogromne zielone sombrero na głowie i obszerne , wielokolorowe ponczo całkowicie okrywało młodego meksykanina i zasłaniało cały grzbiet wysokiej , gniadej klaczy. Jego twarz była pogodna i nie szpeciły jej żadne szramy i blizny. Łagodny uśmieszek nie znikał mu z twarzy mimo tempa jazdy i trudnej drogi. Oceniając po spienionych koniach droga tej czwórki nie była łatwa, a tempo jazdy wskazywało, że zależy im na szybkim dotarciu do celu podróży.

Scena 2 ; Plener - preria

Na niewielkim okrągłym wybiegu - korralu stało kilka osiodłanych koni. Tuż przy ogrodzeniu w niewielkiej odległości od dogasającego ogniska stojące dwa duże wozy traperskie i kilka białych namiotów sprawiały wrażenie obozowiska rozbitego gdzieś na prerii przez wędrowców przemierzających bezkresne równiny Arizony lub Texasu. Ale to nie byli znużeni wędrowcy. To baza wypadowa dla kowboi strzegących ogromnego stada bydła i koni należących do bogatego ranczera . Przy dużym grillu krzątał się niestrudzony kucharz ,,Joe''. W jego pobliżu kręciło się się kilkoro małych dzieciaków , owoce szalonego temperamentu chłopaka i jego licznych kobiet . Boss siedział na ławie zbitej z nieheblowanych desek i cicho grał na organkach . Obok niego ,,Diana'' i ,,Dakota'' dłubali przy rozłożonej broni - rewolwerach i winczesterach leżących na deskach stołu. Opodal ławy na kocu rzuconym na ziemię Gr**go, młody , przystojny kowboj zerkał nieustannie w duży dekolt siedzącej obok niego pulchnej blondynki. Kaśka z wprawą krupiera tasowała i rozdawała karty , ale wyraźnie było widać że chłopakowi bardziej się podoba dziewczyna i jej walory niż remik. Wzrok skupiony na rozchylonej koszuli dziewczyny i wyłaniających się z dekoltu krągłości zdecydowanie nie sprzyjały skupieniu na grze. Obok nich na końskiej derce rzuconej na ziemię w pobliżu ogniska, spał mocno Duchu , jeszcze jeden kowboj ze ,,stajni'' ranczera Hałas powodowany przez dzieciaki i głośne śmiechy Gr**go i Kaśki zupełnie mu nie przeszkadzały. Twardo kimał z głową opartą na siodle . W pewnym momencie tę względną ,,ciszę'' przerwał niski głos kucharza; Chłopaki. Który z was nóż mi podpieprzył? Boss przerywając grę, spojrzał z rozbawieniem na kucharza i powiedział ; Józek ! Ogarnij się chłopie i pilnuj swoich rzeczy. Najpierw konia ci ukradli. Później zgubiłeś gdzieś żonę. A teraz noża szukasz ? Sięgnął po leżący na ławie nóż i rzucił w kierunku kucharza. Ten uchylił się zgrabnie i nóż wbił się w dużą deskę opartą o grill. Za mały , duży mi potrzebny ! Boss zgarnął ze stołu i rzucił mu duży nóż myśliwski ; Jeszcze marudzi . Masz większy. Ten będzie dobry ? i z dużą dawką kpiny w głosie dodał ; Dzieciaki policzyłeś ? Nic nie brakuje ? Uśmiechnął się szeroko, mrugnął porozumiewawczo do Diany przysłuchującej się rozmowie i ponownie zaczął grać na organkach. Dakota robiąc chwilę przerwy w swojej pracochłonnej czynności wstał z ławy i zgarniając ze stołu kubek podszedł do grilla . Trzymając kubek w wyciągniętej ręce wskazał głową na dzbanek z kawą i zapytał kucharza; to kawa dla ogółu czy podprawiłeś ją specjalnie dla Bossa? Kucharz spojrzał zdziwiony na Dakotę i zapytał; A możesz jaśniej ? Dakota roześmiał się i zapytał niewinnie: Nie potrujemy się wszyscy ? Diana, Kaśka i Gr**go parsknęli śmiechem i wszyscy spojrzeli na kucharza . Ten tylko wykrzywił twarz , popukał się w czoło i pokazał Dakocie środkowy palec. Wykorzystując nieplanowany czas na relaks Diana też wyciągnęła rękę z kubkiem. Dakota zabrał od niej kubek , nalał dziewczynie kawy i stanął przy stole. Postawił kubki na blacie, usiadł i wrócił do przerwanego zajęcia. W tym czasie Gr**go i Kaśka odłożyli karty i zaczęli udawać że się siłują . Po chwili zabawa przekształciła się w pieszczoty. Boss zerknął na migdalącą się parkę i skierował wzrok na dzieciaki kucharza przyglądające się rozochoconej dwójce. Ponownie przestał grać i z humorem , ale dobitnie rzucił przed siebie ; Gr**go . Odklej się od Kaśki i zachowujcie się przyzwoicie . Dzieciaki patrzą. Ty może wiesz gdzie Carlos z Dragonem się poniewierają ? Mieli wrócić wczoraj. Gr**go niechętnie odsunął się od dziewczyny i zwracając się w kierunku Bossa zdziwiony odpowiedział; No przecież pojechali do miasteczka z końmi, co to je ostatnio zajeżdżaliśmy dla dziewczyn z saloonu. Nie pamięta pan szefie ? Boss żachnął się niecierpliwie i wycedził jadowicie; To przecież wiem, sam ich tam wysłałem. Sugerujesz, że mam sklerozę ? Gr**go udając skruchę zaczął energicznie mówić z roześmianą gębą ; Nieee, no Szefie. Ale co pan ? Szef i skleroza ? Nieee . Boss spojrzał kosym okiem na chłopaka i ostrym , zdecydowanym głosem odpowiedział; Gr**go ! bo utłukę. Nie rób sobie jaj ze starszego pana .Odwracając głowę w drugą stronę na siedzącą obok niego Dianę zapytał : Diana ! Tobie Dragon nic nie zeznawał.? Przecież u ciebie wszystkie chłopaki się spowiadają. Diana , szczupła ładna blondynka pokręciła głową i nie przerywając czyszczenia rewolweru cicho powiedziała ; Nie tym razem Szefie. Nic nie wiem. Boss niechętnie powrócił do gry i z wyraźnym zniecierpliwieniem lustrował wzrokiem zasypiające w korralu konie i ludzi skupionych wokół ogniska. W pewnej chwili wszyscy ,,zastrzygli '' uszami i zaczęli spoglądać w stronę dalekich zarośli. Z oddali zza tego przerośniętego zielska wyłoniły się dwa galopujące konie niosące na grzbietach obiekty niedawnej rozmowy . Gr**go osłonił sobie oczy ręką , żeby je ochronić przed słońcem i zawołał wesoło ; Oho. Szefie, o wilkach mowa. Jadą. Ale zapierniczają. Chyba na dopalaczach ciągną . Kowboje zerwali się z miejsc i tylko Boss nadal siedział przy stole, a Duchu spał w najlepsze przy ognisku. ,, Zguby '' szybko podjechały w pobliże korralu. Kowboje zastopowali konie i jeszcze przed ich zatrzymaniem Dragon zaczął chaotyczną relację : Szefie!! Carlos widział jak z miasteczka wyjeżdżała Mary z gachem . Boss nie patrząc na Carlosa, i Dragona powoli oderwał organki od ust i spokojnie zagaił ; I co z tego? To wolny kraj i można wiele . Na te słowa Carlos nie czekając na koniec wypowiedzi Bossa zeskoczył z konia i robiąc kilka szybkich kroków w kierunku siedzących przy stole z zadyszką w głosie niemalże wykrzyczał w podnieceniu ; Ale Boss, oni załadowali całą furę dynamitem , naftą i jadą w stronę naszego rancza. Boss spojrzał wreszcie z zaciekawieniem na przyjezdnych A, to już zmienia punkt widzenia . Jak zwykle franca musiała coś skroić ! Carlos, dokąd za nimi jechałeś ? Carlos w dalszym ciągu nerwowo i z zadyszką wysapał ; Aż do rzeki Boss. Kierowali się wyraźnie do nas na ranczo . Boss spokojnie wyczyścił organki, schował je do kieszeni kurtki i podnosząc się z ławy powiedział cicho jakby do siebie ; Ciekawe skąd wiedzieli że ranczo zostało praktycznie bez ochrony ? Wszyscy są na wypasie poza domem. Chyba jakiś kret robi mi koło pióra . Na te słowa zebrani wokół Bossa kowboje jednym głosem zaczęli głośno buczeć i wyrażać swoje oburzenie . Boss ciągle zamyślony jeszcze raz sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągnął srebrny zegarek na łańcuszku. Zerknął na cyferblat i zwracając się do Diany powiedział dobitnie, patrząc spokojnym, zimnym wzrokiem na ludzi zgromadzonych wokół niego ; Diana ! Obudź Ducha, koniec spania. Reszta zbierać dupy i szykować konie ! Gr**go ! Rozsiodłać pozostałe konie i wystawić je z korralu na trawę . Swoją klacz też rozbierz . Ty zostajesz !Na ostatnie słowa Bossa Kaśka uśmiechnęła się zalotnie do Gr**go i powiedziała niskim, seksownym głosem ; Słyszysz Gr**go ? Masz mnie rozebrać ! Co ty na to ? . W tym czasie Diana odeszła od stołu , przystanęła przy śpiącym Duchu i kopiąc go w podeszwę buta skutecznie zrealizowała polecenie Bossa . Duchu wstał z ziemi i jeszcze rozespany rozglądał się na boki nie bardzo wiedząc gdzie jest i czego od niego chcą . Diana chwyciła go za kołnierz i gestem drugiej ręki pokazała na Bossa. Duchu podszedł do szefa i stanął przed nim taki mało przytomny. Boss mimowolnie odsunął głowę na bok ,, z drogi jego oddechu'', uśmiechnął się i powiedział; Duchu czas otrzeźwieć, wiesz, że masz słaby baniak to nie tankuj tyle co Gr**go i reszta. Chłopaki roześmieli się na słowa szefa i z zaciekawieniem czekali na rozwój sytuacji. Boss przyciągnął Ducha za klapę kurtki i powiedział powoli i wyraźnie ; Duchu zapieprzaj do miasteczka. Nadaj szeryfowi, żeby zbierał ekipę i śmigał w kierunku rancza. Aaa, niech szwagra weźmie ze sobą. Może chłopina coś ukroi z tego tortu co będziemy piekli. Duch spojrzał na Bossa i niewyraźnie zapytał; Jakiego szwagra? Boss warknął rozeźlony; Szeryfa szwagra. Przecież nie twojego . Smutny Mat. Właściciel zakładu pogrzebowego. Kumasz ? Duchu wyprężył się kiwnął głową i w miarę energicznym kłusikiem ruszył do korralu po konia. Boss skierował się w stronę reszty ,,stadka'' i dał hasło do wyjazdu. Wszyscy zwartą grupą zaczęli podchodzić do ogrodzenia korralu. I jeszcze raz rozległ się głuchy tętent zbliżającego się galopem konia , na którym siedział postawny kowboj w sile wieku. Wszyscy zaciekawieni zatrzymali się w miejscu . Martin już stępem podjechał do Bossa i przechylając się w siodle powiedział mu coś cicho. Boss wysłuchał relacji, kiwnął głową ze zrozumieniem i zwracając się do kowbojów dał im sygnał , że mają kontynuować . Zatrzymał stojącego obok Dakotę i powiedział ;



Dakota ! Przyprowadź mi konia, ja tu jeszcze z Gr**go coś omówię .Odwrócił się i powiedział do idącego w niewielkiej odległości chłopaka ;Gr**go ! Właśnie się dowiedziałem że przyjadą do nas Apacze. Jeżeli przyjadą w czasie naszej ,,wyprawy'' ugość ich i postaraj się namówić, żeby nie obrazili się na mnie i nie odjechali . Zaskoczony Gr**go stanął jak wryty w miejscu i mocno zdziwiony zapytał szefa ; Boss , ale co mają do nas czerwoni ? Ilu ich będzie ? Bo jakoś polubiłem swoją czuprynę i szkoda by jej było, jakby co . Zerknął niewinnym wzrokiem na łysą głowę Bossa , uśmiechnął się wesoło i zdejmując jedną ręką kapelusz , drugą potargał sobie włosy i przeczesał je palcami . Boss spojrzał na niego wściekły , pogroził mu palcem i obaj wybuchnęli śmiechem . Ten ich młody szaman, no jak mu na chrzcie dali ? Cholera. Zapomniałem . Miałeś rację . Jednak mam sklerozę. Dobra, nieważne . No więc, ten ,,Jak Mu Tam'' obiecał szkolenie dla was na szybkie i skuteczne układanie koni. Jakieś metody naturalne, czy jakoś tak. Będą z nim jego siostry, to trzymaj łapy przy sobie. Gr**go wyraźnie zaskoczony zażartował ; A ładne przynajmniej ? Bo może którąś z nich do niewoli sobie wezmę ? Boss zwracając się do Kaśki puścił do niej oko ; Kaśka a co ty na to? Zgadzasz się na harem ? Jednak przypilnuj tego ogiera i postaraj się nie wydrapać mu ślepiów, bo będzie nam jeszcze potrzebny . Dziewczyna objęła chłopaka mocno i przytuliła się do niego całym ciałem. Pocałowała go w usta i odwracając głowę w stronę Bossa i chłopaków prowadzających konie z korralu głośno powiedziała ; Już ja mu taki jasyr zgotuje, że na widok innych kobiet będzie miał lęki nocne. Kowboje słysząc słowa Kaśki wybuchnęli gromkim śmiechem . Wsiedli na konie. Dakota podszedł do Bossa i oddał mu cugle jego wierzchowca. Boss wsiadł na konia i podjechał do Gr**go. Nachylając się z konia powiedział stanowczym głosem ; Gr**go tylko mi tu młodych nie robić !! Nie gorszyć kucharza i jego potomków ! Słysząc te słowa kowboje ponownie wybuchnęli śmiechem z docinkami skierowanymi w stronę Gr**go i Kaśki . Gr**go wściekły na kolegów, łypiąc na Bossa spod oka , zrobił smutną minę i błagalnym głosem zwrócił się do Bossa; Szefie, jak bez młodych , to może ja pojadę z wami ? Joe i Kati wszystko ogarną. Boss szykując konia do wyjazdu rzucił do niego ostrym tonem ; Zostajesz. Bez gadania !! Obracając energicznie konia głośno zawołał; W drogę panowie, ...i pani !! Heyah !!! Carlos i Dragon zawrócili konie za pozostałymi kowbojami i cała stawka ruszyła galopem oddalając się od obozowiska. Gr**go i Kaśka skierowali się w stronę korralu . Kaśka przytuliła się do chłopaka i rozpinając mu koszulę na klacie namiętnie wyszeptała do ucha; Chodź Gr**go. Rozbierzemy koniki. Gr**go wykorzystując sytuację szybko rozpiął jej koszulę i położył rękę na piersi dziewczyny. Kaśka wściekła odpychając chłopaka gwałtownie strzeliła go w pysk ; Gdzie te łapy ? Powiedziałam konie , a nie mnie. Zaskoczony Gr**go chwycił się za policzek i z niedowierzaniem popatrzył na dziewczynę; Żebym ja przynajmniej wiedział kiedy i gdzie można cię dotykać? Kaśka szybko się uspokoiła i patrząc w oczy Gr**go śmiejąc się zalotnie powiedziała ; Chociaż , jak poczekasz, to kto wie ? Co się odwlecze to nie uciecze. Tak to chyba mówią w bajkach ? Gr**go nadal porządnie ogłupiały złapał się za głowę i skołowany wyszeptał ; No i zostawili mnie. A ja mam problem . Która z nich groźniejsza ? Kaśka czy Mary ?


Scena 3 A : - Miasteczko
plener - przed Saloonem. Wnętrze- Saloon

Szeryf leniwie oparty o słupek podtrzymujący zadaszenie werandy przed saloonem przyglądał się jak pijany kowboj czyni nieudolne próby wejścia na konia. Nagle dostrzegł galopującego środkiem ulicy jakiegoś kowboja. Wkurzony wziął karabinek pod pachę, odepchnął się od słupka i zrobił kilka kroków w stronę ulicy. Dopiero wtedy rozpoznał jednego z chłopaków Bossa. Zaciekawiony stanął i poczekał cierpliwie aż Duchu zatrzymał konia tuż przed nim. Mark przytrzymał rozbrykaną kobyłkę i nadal cierpliwie czekał, aż w końcu Duchu złapał oddech i jeszcze zadyszany zaczął wysapywać informacje , które zlecił mu Boss. Szeryf wysłuchał relacji Ducha , przez chwilę się zastanawiał i powiedział do kowboja ; Jedź teraz spokojnie do biura i przekaż Promilowi, żeby zebrał nasz sprzęt i podjechał bryką do saloonu. Duchu dotknął dłonią rant kapelusza w potwierdzeniu i zawracając w miejscu pomknął galopem w stronę biura Szeryf pokręcił głową z rozbawieniem , przez chwilę namyślał się co ma zrobić i już za moment energicznie skierował się w stronę wejścia do saloonu Kopniakiem otworzył wahadłowe drzwiczki i wszedł energicznie do środka. Kiwnięciem głowy pozdrowił barmana oraz kilku gości przy barze i nie zdążył jeszcze zlokalizować szwagra, kiedy barman gestem ręki zaprosił go do podejścia do baru. Szeryf podszedł bliżej i barman cicho zaczął do niego mówić ; Szeryfie, niech pan coś zrobi z tym swoim szwagrem, bo on mi klientów z lokalu płoszy . Szeryf zrobił zdziwioną minę i ostro zapytał ; Mat ludzi z saloonu ci przegania ? Artur ty saloon prowadzisz czy kabaret ? A może za dużo pijesz z klientami ? Ten tylko pokręcił głową i powiedział smętnie; Już któryś dzień z rzędu tak przychodzi, siada sam przy stoliku i pije. Jak ludzie chcą żeby pianino grało to siada na klapie od pianina i zabrania grać. Mówi, że zarobki mu spadły i czeka że może goście w ramach rozrywki zaczną strzelać do siebie nawzajem , żeby mu kasę nakręcić. Szeryf pokręcił z niesmakiem głową , zerknął w głąb pomieszczenia i ze smutkiem powiedział ; No teraz to mu już całkiem odbiło. Dobra, już go zwijam. Właśnie przyszedłem po niego. Chciał już odejść od baru, ale Artur nachylił głowę w jego kierunku i cicho powiedział; Szeryfie , jeszcze jedna sprawa. Kilka dni temu była tu Mary i dosyć długo szeptali sobie z księgowym Bossa. Wiem, że pan jest z nim dosyć blisko, a facet jest w porządku , to może warto żeby o tym wiedział . Szeryf tylko spojrzał przeciągle na barmana , podniósł rękę do ronda kapelusza i oddał niemy salut . Pożegnał się z barmanem i skierował się do stolika w głębi , przy którym siedział, a właściwie leżał z głową na blacie niepozorny człowieczek z melonikiem na głowie. Obok jego twarzy stał kufel z resztką piwa i leżały przewrócone puste szklaneczki po whisky. Szeryf położył mu rękę na ramieniu i energicznie potrząsnął ; Mat, wstawaj.! Szwagier obudź się cholero pijana.! Zarobek ci się kroi. Szwagier ! Jedziesz z nami ! Smutny Mat niechętnie uniósł głowę nad stolik, łypnął przekrwionymi ślepkami na szeryfa i zachrypniętym głosem zaskrzeczał ; Czy gdzieś ruszę moją chudą dupę to będzie zależało od tego kto będzie strzelał ? Jeżeli tylko ty , to nigdzie nie idę, bo będzie kicha nie zarobek. Ty jeszcze nigdy nie dałeś mi zarobić . Tylko raniłeś ich wszystkich. A ja lazaretu przecież nie prowadzę. Szeryf zniecierpliwiony postawił Mata na nogi i takiego zawianego , prawie ciągnął w stronę wyjścia. Obydwaj wyszli na zewnątrz i po chwili obok werandy zatrzymała się duża bryka oznakowana szyldem Biura Szeryfa. Obok wozu niecierpliwie przebierała nogami klaczka pod Duchem. Z kozła zeskoczył zastępca Marka i podszedł do mężczyzn stojących na skraju tarasu; Szeryf zwrócił się do zastępcy; Promil ! Pomóż mi zapakować tego pijanicę . I tylko popatrz młody ,co się z tobą stanie jak będziesz tak ciągle tankował. Promil spojrzał z wyrzutem na szeryfa i z dużą wprawą złapał Mata pod pachy niemalże niosąc konusa do pojazdu ; Na siedzenie z nim czy ,,na pakę'' ? Kto tu pije szeryfie ? Chyba nie mówi pan do mnie ? Szeryf warknął cicho; Na razie na siedzenie , może pawia nie puści. Jak zacznie rz**ać to sypniemy go ,,na pakę'' , a twoja ksywa to sobie z kosmosu przyleciała i tylko na chwilkę usiadła ci na ramieniu. Tak ? Promil tylko westchnął, pokręcił głową , poczekał aż szeryf wsiądzie do bryki, sam usiadł na kozioł i głośnym okrzykiem zachęcił konie do galopu . Na przedzie jechał Duchu, kierując się najkrótszą drogą w stronę rancza Bossa


Scena 4 : - Plener – lasy , preria

Grupa kowboi pod wodzą Bossa szybko mknęła po bezdrożach łąk i wąskimi leśnymi ścieżkami. Po pewnym czasie wyjechali na szerokie , piaszczyste wzniesienie. W dużej odległości przed nimi przemknął ciemny pojazd wynurzający się z gęstwiny krzewów i zmierzający dość szybko w kierunku następnej kępy. Jeźdźcy zauważyli pojazd i wydali głośne okrzyki zadowolenia . Boss podniósł rękę do góry i tym gestem zatrzymał grupę konnych. Carlos jeszcze raz spojrzał na znikający pojazd i wysapał ; To oni Boss, Mary zmieniła niedawno starą brykę na ten okaz. Boss pokazując ręką przed siebie energicznie powiedział ; Carlos, Dragon i Martin. Pojedziecie za nim . Gdyby próbowali coś wywinąć natychmiast strzelać . Ale tak, żeby zabić . My zajedziemy im z lewej. Pojedziemy przez bagna, i zastopujemy ich na drodze przed ranczem. Ruszać !! Trzech kowboi niezwłocznie pogoniło konie i szybko ruszyli za znikającymi w oddali bandytami . Boss jeszcze przez chwilę obserwował galopujących kowboi i gdy tylko zniknęli w tej samej kępie zarośli , która zasłoniła wóz bandziorów dał sygnał swojej grupie do jazdy ; No młodzież, dalej. Hejah !!! i nie czekając , aż pozostali pogonią konie ruszył wściekłym galopem ze wzgórza skręcając gwałtownie w wąską drogę odchodzącą od szlaku. Pozostali ruszyli za Bossem i ostrym galopem , na złamanie karku skręcili za nim w tę samą ścieżynę .

A na wozie Mary, jadącym szybko leśną droga zaniepokojony Szakal ściskając nerwowo karabinek Winczestera obejrzał się po raz kolejny do tyłu i wysapał ; Cała ty. Że też dałem się tak omotać !! . Mary spojrzała od niechcenia na partnera , gwałtownie zatrzymała brykę i szybko zapytała; Czego znowu ? Albo mów wyraźnie , albo wyskakuj i bardziej do siebie niż do Szakala dodała ; Tak sobie myślę , czy udało się nam wyjechać z miasta tak, że nikt nie zorientował się gdzie jedziemy ? . Szakal tylko westchnął i wycedził przez zęby ; A o czym tu myśleć , jak za nami ciągnie taki kolorowy ogon . Mary szybko spojrzała do tyłu i zaklęła ; O w mordę jeża , a ci skąd się wzięli ? . Szakal tylko wzruszył ramionami i zapytał ; Może odpuśćmy tym razem. ? Boss już wie co chcemy zrobić , bo to przecież jego pomagierzy za nami ciągną. Mary ponownie obejrzała się na stojących w pewnej odległości za pojazdem kowboi Bosa i bardziej do siebie niż do partnera wysapała niewyraźnie ; Przecież wiem, że to jego ludzie, ale jeżeli teraz tego nie zrobimy , to nie będziemy mogli zrobić tego nigdy. Mój szpicel dłużej tam już nie może pracować i wynosi się z jego rancza . Zamyśliła się i przez krótki moment wspomniała sobie scenę z saloonu, gdzie przed tygodniem spotkała się z jednym z byłych kochanków ;

Scena 3 B ; - Plener - Miasteczko . Wnętrze - Saloon

Mary siedzi przy stoliku w głębi saloonu i niecierpliwie spogląda na grupkę mężczyzn siedzących kilka stolików dalej i ostro grających w pokera. Od czasu do czasu zerka na zegarek i wiercąc się na siedzisku próbuje ściągnąć wzrokiem jednego z grających. Z rozbawieniem zerknęła na wysuszonego staruszka w meloniku siedzącego na zamkniętej klapie pianina i odganiającego się energicznie od dwóch mężczyzn próbujących ściągnąć go na podłogę . Po kilku próbach udało się jej nawiązać kontakt wzrokowy z adresatem jej świdrującego wzroku . Ten patrząc na Mary przerwał grę i mówiąc coś do kolesi przy stole zaczął zgarniać z blatu pokaźną ,,górkę '' banknotów . Tamci głośno się oburzają , ale ręka na kolbie rewolweru kolesia przemawia im do rozumu bardziej niż jakiekolwiek werbalne zapewnienia. Odwraca się od swojego stolika i lustrując wzrokiem wnętrze całego saloonu zmierza szybkim krokiem do stolika czekającej na niego dziewczyny upychając forsę do kieszeni spodni i kamizelki . Bezceremonialnie odsuwa krzesło i nonszalancko siada przy stoliku. Nachyla się blisko Mary i szeptem zaczynają rozmowę .

Scena 5: - Plener , las

Szakal z zaciekawieniem spojrzał na szefową i wzruszając ramionami zapytał bez przekonania ; A tak naprawdę to co cię tak opętało, że chcesz mu ranczo spopielić ? Mary nie patrząc nawet na niego spokojnie i cicho wyszeptała ; Chyba nie zrozumiesz tego ale słuchaj uważnie hombre. Ja mam w sobie hiszpańską krew, a żadna Hiszpanka nie puści płazem zniewagi wyrządzonej przez mężczyznę . Przez jakiś czas nic nie mówiła tylko smętnie spoglądała przed siebie . Wreszcie westchnęła i kontynuowała ; To że go kochałam i nadal kocham, nie przeszkodzi mi go zabić, a jego rodzinę zostawić na
zgliszczach. Możesz to zrozumieć? Mówiąc jeszcze te słowa spojrzała na Szakala i widząc jego wściekłe spojrzenie roześmiała się głośno i niemal wesoło powiedziała ; Jeżeli ty mnie kochasz i teraz przekonałeś się że jesteś tylko pomagierem w moich zamierzeniach , to możesz przecież postąpić jak ja z Bossem. Zabić mnie i spalić mój dom . Psychicznie zdruzgotany Szakal już nie powiedział ani słowa patrząc ponuro na drogę przed nimi. Natomiast Mary troszkę uspokojona niedawnym wybuchem ponownie zerknęła do tyłu i poganiając konie głośnym okrzykiem ruszyła z miejsca szybko przyśpieszając, ale konie jadących za nimi kowbojów wcale nie zostawały z tyłu i ciągle
były w polu widzenia.

Scena 6 : c.d. - Plener, preria

Jadący przez wysokie trawy wóz powożony przez Mary wyjechał w końcu na szeroką piaszczystą drogę ciągnącą się od rancza niemal do samej rzeki, od której dzielił ją tylko wąski pas drzew i gęstych krzewów. W oddali majaczyły pierwsze ogrodzenia pastwisk i kontury zabudowań rancza Bossa. Cel ponurej ,,wycieczki'' Mary i jej wspólnika.
W niewielkiej odległości za nimi nadal szybko pomykało trzech kowboi , których bandyci bezskutecznie próbowali zgubić przez całą tę drogę od momentu jak za nimi pojechali. Nagle ku ogromnemu zaskoczeniu Mary i Szakala z przodu pojawiła się grupa kowbojów z wyciągniętymi koltami i strzelających zawzięcie w ich kierunku. Gdy tylko zaczęła się kanonada Carlos , Martin i Dragon rozjechali się gwałtownie na boki, żeby uniknąć przypadkowego postrzału od kompanów. Ale Mary nie zamierzała nawet hamować i przyśpieszyła jeszcze , żeby staranować konie i chłopaków Bosa. Wóz jadący z ogromną prędkością przemknął środkiem pomiędzy kowbojami Bossa, a Mary nie zważając na świst kul poganiała jeszcze konie . Zaskoczony Boss zawinął koniem w miejscu i głośno zawołał ; Przestańcie strzelać ! Za nimi !Chcę ich żywych ! Wszyscy ruszyli cwałem za znikającym w oddali wozem Mary. Doganiając wóz kowboje rozciągnęli się w niewielkiego węża na czele z Dianą i Dragonem. Prowadząca dwójka zaczęła wyprzedzać brykę i niemal jednocześnie zdecydowali się na przeskoczenie z koni na pakę bagażową wozu. Zdecydowanie podjechali z obu stron i chwytając się wysokich burt wozu zgrabnie wskoczyli do środka puszczając luzem swoje konie. Ich działanie było tak szybkie i zdecydowane, że nie dali przestępcom nawet chwili czasu na zastanowienie i myśli o obronie. Szybko skoczyli w stronę kozła ;

* …. -------------------------------------------------------------------------------------------------------------
i jednocześnie zgarnęli Mary i Szakala wyrzucając ich na ziemie daleko na boki od wozu. Zaskoczenie było ogromne dla wszystkich. Boss i chłopaki aż wrzasnęli z radości , a dwójka przestępców mocno sponiewierana zaległa na glebie. Ale nie na długo. Zanim Dragon zdołał chwycić lejce i pojazd zaczął wytracać prędkość by wreszcie się zatrzymać ,a Diana mogła uspokoić rozhukane konie i nim Boss i reszta kowboi podjechali do wozu, Mary niepewnie podniosła się z ziemi , potrząsnęła oszołomiona głową i nagle odwracając się na pięcie zaczęła wiać w stronę lasu. Boss gestem ręki dał znać chłopakom, żeby nie strzelali, popatrzył za uciekinierką i rozbawiony pokręcił głową mrucząc pod nosem; Wredna to s**a , ale zaskoczyć zawsze potrafiła. Spokojnie sięgnął po lasso wiszące dotychczas przy kulbace. Rozwinął linkę i spinając konia ruszył szybkim galopem za uciekinierką. Po kilku krokach machnął linką, duża pętla ogarnęła dziewczynę i po zaciśnięciu przewróciła ją na ziemię. Tymczasem Dakota dojechał galopem do leżącego bandyty, Gwałtownie zatrzymał w miejscu konia i nie schodząc z niego sięgnął po bicz zawieszony przy kulbace. Rozwinął go i energicznym zamachem sieknął leżącego na ziemi Szakala. Ten z wrzaskiem zerwał się z ziemi i lewą ręką niepewnie wyciągnął kolta z kabury na biodrze. Dakota jeszcze raz zamachnął się i końcówką bata wyrwał kolta bandziorowi z ręki Podjechał bardzo blisko i natarł na niego koniem. Gdy Szakal próbował usunąć się na bok kopnął go mocno w głowę i bandzior ponownie znalazł się na glebie . Po chwili oszołomiony zaczął niepewnie i z ogromnym trudem powoli gramolić się z ziemi . Boss prowadząc skrępowaną lassem Mary mijając chwiejącego się jeszcze Szakala z lekka wnerwiony sytuacją tylko warknął w jego w stronę ; A ty dupku nie szalej bo zaczniemy grzać ze wszystkich luf . Zerknij tylko na chłopaków. Przecież oni tylko czekają na to, żeby postrzelać do jeszcze żywych celów . Ruchy, ruchy ! Szakal splatając ręce na karku człapiąc nogami, powoli skierował się w stronę wozu i reszty . Tam grzecznie położył się na ziemi z rękami nadal splecionymi na karku .
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
**... ; Dragon energicznie chwycił Szakala za kołnierz i pas. Jednym szarpnięciem i zamaszystym rzutem wyekspediował go za burtę wozu. Diana wyciągnęła rewolwer z kabury i przystawiając go do pleców Mary spokojnym głosem wycedziła ; Albo grzecznie ściągniesz lejce i zatrzymasz konie, albo z przyjemnością pociągnę za spust i twoje grzeszne ciało wpuszczę pod koła bryki. Wybieraj ślicznotko , ale szybko , bo nie lubię tracić czasu na idiotki. Mary z przerażeniem spojrzała do tyłu na dziewczynę i zgłupiała. Dawno już nie miała takiej pustki w głowie. Jej mroczne plany runęły w jednej chwili. Szybko zaczęła kombinować co może jeszcze zrobić, ale mocny ucisk lufy kolta na kręgosłup i szczęk odwodzonego kurka rewolweru zdecydowanie przyśpieszyły jej decyzję. Zaczęła mocno ściągać lejce i pojazd zaczął hamować. W tym czasie Boss i chłopaki aż głośno wrzasnęli z radości i zaczęli zatrzymywać konie. Dakota dojechał galopem do leżącego bandyty i nie schodząc z konia sięgnął po bicz zawieszony przy kulbace. Rozwinął go i energicznym zamachem sieknął leżącego na ziemi Szakala. Ten z wrzaskiem zerwał się z ziemi i lewą ręką niepewnie wyciągnął kolta z kabury na biodrze. Dakota jeszcze raz zamachnął się i końcówką bata wyrwał kolta bandziorowi z ręki Podjechał bardzo blisko i natarł na niego koniem. Gdy Szakal próbował usunąć się na bok kopnął go mocno w głowę i bandyta ponownie znalazł się na glebie . A Boss i reszta kowboi podjechali do wozu, Mary niepewnie spojrzała na Bossa i jego kowboi. Potrząsnęła wściekle głową i nagle zrywając się z kozła jednym susem zeskoczyła na ziemię. Odwróciła się szybko na pięcie zaczęła szybko uciekać od wozu i zgromadzonych tam konnych. Boss gestem ręki dał znać chłopakom żeby nie strzelali, popatrzył za uciekinierką i rozbawiony pokręcił głową mrucząc pod nosem; Wredna s**a ale zaskoczyć zawsze potrafiła. Sięgnął po lasso wiszące dotychczas przy kulbace. Rozwinął linkę i spinając konia ruszył szybkim galopem za uciekinierką. Po kilku krokach machnął linką . Pętla ogarnęła dziewczynę i po zaciśnięciu przewróciła ją na ziemię.
Szakal mocno oszołomiony zaczął niepewnie i z ogromnym trudem wstawać z ziemi Boss prowadząc skrępowaną lassem Mary obok chwiejącego się jeszcze Szakala z lekka wnerwiony sytuacją tylko warknął w jego w stronę ; A ty dupku nie szalej bo zaczniemy grzać ze wszystkich luf . Zerknij tylko na chłopaków. Przecież oni tylko czekają na to, żeby postrzelać do jeszcze żywych celów . Ruchy, ruchy ! Szakal splatając ręce na karku powoli skierował się w stronę wozu i reszty .Tam grzecznie położył się na ziemi z rękami nadal splecionymi na karku .

W tym czasie do grupki na drodze podjechał bardzo szybko wóz szeryfa. Jeszcze się dobrze nie zatrzymał , a pierwszy wyskoczył z niego Smutny Mat , który na widok leżącego
Szakala z radości prawie wytrzeźwiał. Zaraz za nim wysiedli szeryf i jego zastępca . Mat
podbiegł do leżącego na ziemi bandyty szybko wyciągając miarkę i zaczął mu robić wymiary. Szeryf widząc co się dzieje zdegustowany zachowaniem Mata tylko sapnął ; Szwagier, wyluzuj . Przecież on jeszcze dycha . I rusza się nawet. Zachowuj się. Szeryf przez moment szamotał się ze szwagrem, który nie chciał odejść od Szakala wołając głośno; Szwagier, sprawdź dokładnie, on już jest mój, no mówię ci, że chłopaki dali mi klienta . W końcu szeryf odsunął szwagra na bok i Promil wyciągając kajdanki skuł ręce Szakala na plecach i podprowadził do wozu. Szeryf odebrał od Bossa uciekinierkę i zapakował do towarzystwa Szakalowi ,,na pakę'' jak nazywał tę część bryki Promil. Szeryf zamknął klapę i skierował się do Bossa i kowbojów nadal stojących wokół okazałego pojazdu Mary Wyciągnął prawicę do Bossa i ściskając mu dłoń powiedział z wyraźną ulgą; Wszystko dobre co się dobrze kończy. My z Promilem mamy zwiększoną wykrywalność. Ty Boss masz brykę w prezencie od bandziorów, i tylko szwagier nic nie zarobił. Chyba że będą uciekali . To ich zastrzelę . Szwagier będzie zadowolony, a podatnicy nie zapłacą za proces. Szeryf ogarnął wzrokiem całe to mieszane zgromadzenie i machnięciem ręki dał sygnał Bossowi, żeby się nachylił do niego. Spojrzał badawczo na boki i zaczął prawić mu do ucha jakieś sekrety. Boss z grymasem zniesmaczenia i złości wyprostował się w siodle i w końcu skinieniem głowy podziękował szeryfowi za info. Ten gdy skończył zdawać relację dał krok do tyłu i podobnym gestem jak w saloonie odfajkował parodię salutu. Machnięciem obu rąk pozdrowił kowbojów i pożegnał się z nimi . Widząc, że Promil zamierza wsiąść do firmowej bryki zastąpił mu drogę i wskazując na Bossa powiedział; Nie tak prędko Promil ! Tę słodką parkę ja sam odwiozę do aresztu. Ty pomóż Bossowi odstawić ,, jego nowy nabytek'' na ranczo Boss zerknął na swoją ,,paczkę'' i spokojnie powiedział ; Nie Szeryfie. Nie będziemy cię pozbawiać pomocnika. Z takim energetycznym ,, bagażem '' lepiej uważać. Diana ! Zostań na wozie. Dragon ! Uwiąż jej konia do bryki i jazda. Dziewczyna niezwłocznie wykonała polecenie Bossa. Usiadła na koźle zdobycznego wozu i zapytała ; Na ranczo z nim ? Boss kiwnął potakująco głową i powiedział ; Tak. Odprowadź brykę na ranczo . Dragon ! Pojedziesz z Dianą i prędko wracajcie do bazy . A my kochane owieczki nie jedziemy opijać zwycięstwa, tylko wracamy na pastwisko i tam zajmiecie się waszą normalną, codzienną , ulubioną pracą. Nooo dalej do roboty dzielni kowboje! Źwirzaki na was czekają ! Kowboje ze zniesmaczeniem pokręcili głowami, ale już nie komentowali słów szefa . Szeryf siedząc na koźle swojego wozu przyglądał się jak kawalkada z Bossem i jego kowbojami ruszyła z miejsca i skierowała się w stronę bazy, skąd tak niedawno wyruszyli. Promil podszedł do wozu i wgramolił się na kozioł obok szeryfa, odebrał od niego lejce i spoglądając do tyłu na śpiącego na tylnym siedzeniu Mata i siedzących na ,, pace '' więźniów głośnym okrzykiem zachęcił konie do jazdy.

Scena 6 ; c. d. - Plener – preria - okolice obozu,bazy

Już w okolicach obozowiska kowboje spostrzegli przed sobą kilku jeźdźców zmierzających w tym samym co oni kierunku. Carlos podjechał bliżej do Bossa i rzucił półgłosem ; Boss czy pan widzi to co ja ? To chyba nasi ,,czerwoni goście'' zapowiadani przez pana ? Boss uważnie przyjrzał się jadącej w oddali grupce jeźdźców ; Taa . Ale miało być ich troje , a jest znacznie więcej. Dobrze, że jeszcze nie opijaliśmy naszej wiktorii, bo miałbym wątpliwości , ilu ich naprawdę widzę. A gdyby przed nami dotarli do obozu to Gr**go zawałem by chyba odwalił .Usiadł wygodniej w siodle i przynaglił konia do szybszej jazdy. Kowboje też popędzili konie i już niebawem zrównali się z Apaczami. Indianie słysząc zbliżającą się karawanę ,,bladych twarzy'' osadzili konie w miejscu i patrząc na zbliżającą się grupę spokojnie oczekiwali na spotkanie. Po przywitaniu z gośćmi Boss w towarzystwie młodego Apacza wysforował się na czoło całej stawki i wszyscy spokojnym stępem skierowali się najkrótszą drogą do obozowiska na prerii. Kowboje dużym zainteresowaniem i przyjemnością przyglądali się ślicznym siostrom młodego szamana . Natomiast męska część grupy indiańskiej już nie wzbudzała tak przyjemnych odczuć . Ich spokojne i dumne twarze emanowały ukrytą siłą i bliżej nieokreśloną groźbą. Wszyscy biali pomni na różne, niekoniecznie dobre i miłe wspomnienia w kontaktach z czerwonymi, z rezerwą i chłodem podchodzili do wizyty Apaczów. Jednocześnie z ciekawością myśleli o doświadczeniach Indian w układaniu i tresurze koni, a to już leżało w żywotnym interesie każdego kowboja. Bo przecież ich praca i nawet życie w dużej mierze zależały od relacji pomiędzy końmi i ludźmi .Wszyscy uważali, że chyba nadszedł czas na zmiany. Porozumienie i współpraca miały szansę wyprzeć siłę i brutalność w kontaktach z tymi pięknymi zwierzętami.

Scena 7 ;– Plener -
Miasteczko, przed biurem szeryfa

Przejazd wozu szeryfa z taką ciekawą zawartością wzbudzał wśród mieszkańców mieszane uczucia. Od ulgi, że na jakiś czas Czarna Mary nie będzie siała zgorszenia i strachu wśród okolicznej ludności do okazywania jawnej nienawiści i pogardy. Szeryf nie pozwolił jednak na bliższe kontakty z ziejącymi jadem mieszkankami miasteczka i na wysoce prawdopodobne uszkodzenia ciała Mary. Spokojnie podjechali pod biuro szeryfa i
wśród szpaleru zgromadzonych licznie gapiów przeprowadzili wraz z Promilem pasażerów bryki do aresztu w budynku Biura . Jedynie Smutny Mat nieświadom całego zamieszania spokojnie i słodko prywatnie kimał na siedzeniu służbowego pojazdu szeryfa.

cdn.

Adres

Srodmiescie
00-682

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 16:00
Wtorek 08:00 - 16:00
Środa 08:00 - 16:00
Czwartek 08:00 - 16:00
Piątek 08:00 - 16:00
Sobota 08:00 - 21:00
Niedziela 08:00 - 21:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Western Riding Chaps umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij