Illuminati Gdynia

Illuminati Gdynia Illuminati Basketball Gdynia to wspaniała drużyna, która z pełną determinacją i zaangażowanie

04/10/2019

"Guess who's back, back again, Illuminati's back ... powiedz mamie i tacie"
Tak przed laty nawijał pewien amerykański szansonista, dziś ta mrzonka staje się faktem...
Już teraz zapraszamy na nasze premierowe spotkanie, które odbędzie się w hali SP 18 przy ul. Krasickiego 28 w Gdyni dzisiaj o godz. 20.00.
Będą jak zawsze piękni chłopcy, rozstania, powroty, wzruszenia, a wszystko to podlane pikantnym koszykarskim sosem.

06/04/2017

„No hejka, co tam się z Tobą dzieje? Skąd to zwątpienie? Dlaczego chcesz teraz się poddać, tylko dlatego, że raz czy drugi Ci nie wyszło? To nie jest żaden powód. Musisz iść i walczyć” takimi oto słowami do walki zagrzewał nas nasz wielki ( dosłownie i w przenośni ) kapitJan przed meczem. Do tej pory byliśmy w rozsypce ( i nie chodzi tu o popularne ustawienie na WF-ie przyp.red.) wywołanej przez 5 porażek z rzędu i odejście naszej Pancernej Brzozy, czyli Radka, który okazał się być zwykłym nikczemnikiem, łachmytą i hultajem przenosząc swe beztalencie do innej drużyny. Miał być przy nas pilnować czy nie zgubimy się, a tu Skarbek pogrzebany, więc głęboko w środku gdzieś i choć bez śladu łez, z Radkiem pożegnaliśmy się. Odwracając się na pięcie, zanucił jeszcze refren piosenki S.O.S słynnej koszalińskiej pieśniarki Katarzyny C. i zniknął w dali, stając się tym samym Kevinem Durantem 3LK .
Miejmy nadzieję, że od tej pory nigdy nie spojrzy w lustro bez wyrazu zniesmaczenia swoją osobą, a wszystkie niezdobyte razem puchary, które już nigdy się nie zdobędą, będą mu spędzały sen z powiek. Illuminati to jeden wielki organizm, a wycięcie jednego narządu, nie zburzy harmonii przez lata budowanej szampańską atmosferą i niewinnym śmieszkowaniem , dlatego w ogóle nie przejęliśmy się tą powetowaną stratą i jak zwykle z wywaloną wędliną podeszliśmy do kolejnego meczu. Przejęci trwogą i nasrożeni, tacy właśnie byliśmy. Data była nieprzypadkowa, mecz rozpoczynał się dokładnie 21 godzin i 37 minut od 12 rocznicy wydarzenia znanego jedynie prawdziwym Iluminatom, to był ten dzień by wygrać, mój synu. Musieliśmy podnieść się jak papież z popiołu, co też uczyniliśmy.
Zaczęło się, no , co tu dużo mówić, niezbyt morowo. Oni czekali na Krzysztofa bracie, my na Tofika i pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Po bezowocnej pierwszej kwarcie, której podsumowaniem były ziemniaki rzucane o tablicę przez Siwego po wielokrotnych penetracjach, klasycznie ostatnimi czasy dostawalim w dupala wynikiem 4:11. Każdy Boombox rzucany przez przeciwnika trafiał prosto do swojej destynacji . Jednak wiedzieliśmy, że nadejdą dni chwały, dał nam przykład Tofik jak zwyciężać mamy, swoim szykiem, klasą i elegancją, która biła z niego kiedy zasiadał na ławce trenerskiej, trafiając do nas wprost ze spotkania, na którym wprowadził Amazona do Polski oraz rozwiązał wszystkie problemy Trzeciego Świata, przyniósł ze sobą tak pożądany w naszych kręgach „Gut Efort” ( ze startonordyjskiego - „wola walki” ) Bodziec bez którego nie bylibyśmy w stanie wygrać, od razu dał impuls do działania. I choć brakło cymbałów, to cymbalistów było wielu, między innymi nasz dzielny kapitan, który rozrzucał piłki niczym śmieci po swoim pokoju, wtórował mu Skarbek, który próbował jakoś ogarnąć ten bajzel. Efektem 17:17 po pierwszej połowie meczu.
Na III kwartę wyszliśmy zmotywowani przemowami Tofika, który wciąż nie wychodził z roli kołcza. Na boisko została wezwana gorsza po łówką duetu 21/37, najlepszy autor relacji wśród koszykarzy, a zarazem najlepszy koszykarz wśród autorów relacji, co dobitnie świadczy o poziomie jednych i drugich, dając kolegom przykład, że ciężka praca na treningach i takie zaangażowanie społeczne, jak jego, może przynieść triple- single i szacunek wśród rodziny Illuminati. Z miejsca w drużynę wstąpił duch święty, Jasiu seryjnie zaliczał punkty, tak jak seryjnie zalicza kolejne dziewczyny po zwycięskich meczach Illuminati, Skarbek zapakował najpiękniejszy wsad jaki widzieliśmy, przez następne pokolenia nazywany Supermonster, Maciek rzucał entłany, Bartas zamrażał kolejnych przeciwników, a Banan był po prostu okey, do pełni szczęścia brakowało tylko trójki o dechę, która kompletnie, konkretnie shajpowałaby całą ławkę . Jak zwykle obyło się również bez przykrych incydentów, zachęcany do rzutu hakiem Jasiu, opacznie zrozumiał słowa trenera i celowo podstawił nogę jednemu z naszych oponentów, za co w ogóle nie przepraszamy. Illuminaci wygrali 51:36, powtarzam 51:36 i z nadzieją spoglądają na kolejne mecze, a następny już w najbliższy wtorek o godzinie 20.00 tam gdzie zawsze . Pozostańcie stjuningowani. P*s jouł.

ILLUMINATI BLEW  A 22-POINT LEAD  !!!
13/12/2016

ILLUMINATI BLEW A 22-POINT LEAD !!!

12/12/2016

Właśnie teraz, gdy nasi dzielni chłopcy walczą z drużyną Nowy Folder o utrzymanie w 2 lidze, gdzieś w zatęchłej wiosce zabitej dechami, nieopodal miasta Koszalin, które jest perłą pomorza zachodniego, nasz nieznany i nielubiany redaktor stara się opisać to co wydarzyło się w zeszły piątek, choć bardziej zasadnym byłoby użycie słowa ''odjebało".
Tym razem Illuminaci podejmowali Monsters. Pomimo wysokiej stawki spotkania od samej rozgrzewki atmosfera była luźna jak sobotni stolec Skarbka, radosnym harcom i wesołym podrygom nie było końca. Zaczęliśmy efektownie, wyśmienite podanie Jasia w okolice kosza zakończył Bananeiro ( spłoniesz, gdy poczujesz te skuteczność oooooo), chwile poźniej Trójeczkę dorzucił Skarbek, który jak wspomniałem wyżej, w sobotę preferował raczej luźną dwójkę. Później niestety coś się popsuło i nie było nas widać, a rywale raz po raz za pomocą pawiego krzyku wymuszali kolejne rzuty wolne, zaznaczając swoją boiskową przewagę. Na parkiecie pojawił się nawet gorszy połówek duetu 21/37, który czując się oszukany przez ZUS wrócił z przedwczesnej emerytury. Od tej pory, choć może to nie mieć żadnego związku, sprawy nabrały innego charakteru oraz jakiegokolwiek charakteru. Na naszej tablicy zaczął rządzić Radek, który zbierał piłki, niczym sadyści ( albo sadownicy) zbierają w pierwszej połowie października najsmaczniejszą odmianę jabłek -Topaz. W swoisty trans wpadł Siwy, wykorzystując swoje gównowjazdy zakończone 2+1, chociaż nietaktem było jego wejście 4-taktem, które warto odnotować w kanonie najgorszych akcji Illuminatów. Pomimo, że wciąż przegrywaliśmy nie wszystko było stracone.
W przerwie między III a IV kwartą Jasiu przyniósł na ławkę pewną miksturę, był to Kociołek znanego koszalińskiego druida Januszoramiksa, sporządzony z nikomu nieznanych składników ( wśród nich najlepszych okolicznych jabłek). Każdy wziął po łyku, oprócz Jasia, który w dzieciństwie wpadł do beczki z wywarem. Nagle atmosfera zrobiła się gęsta, jak ta o poranku w pokoju Jasia przy zamkniętym oknie, więc na czwartą kwartę wybiegliśmy szybko i z przytupem. Wiedzieliśmy, że musimy być odporni na parcha, jakim były nieustające ataki przeciwnika, bardziej nawet niż jabłoń odmiany Topaz ( która jest całkowicie odporna na parcha przyp. red.) a nasze akcje muszą owocować wspaniałymi, soczystymi, lekko kwaskowatymi i celnymi rzutami. Ruszyła drużyna już nikt nie zatrzyma, a wszystko szło po naszej myśli, 10 punktów pod rząd zdobył Radek, prowadziliśmy już 7 punktami. To co odjaniepawliło się potem, no cóż, do dziś nie potrafimy tego wytłumaczyć, w jednej chwili uciekły wszystkie nasze supermoce, pozostał tylko niesmak, jak po zjedzeniu antonówek i pytanie: czy nazwa Monsters to przypadek?
Spotkanie było przegranym.

23/10/2016

Witam Illuminatów, witam hejterów, witam wszystkich. Jaaaaaaasiu !!! Janeeeeeeek !!! Od tych sakramentalnych i sakramenckich zarazem słów, należałoby rozpocząć. Kiedy 21 lat i 37 miesięcy temu Janusz Ł. zapraszał tymi słowami syna na świątecznego tatara, nie spodziewał się jak dramatycznych wydarzeń będzie on kiedyś nie tylko świadkiem, ale i uczestnikiem. Wydarzeń, które zapiszą się w historii o wiele bardziej, niż ostre zatrucie pokarmowe i sr***ka spowodowane salmonellą. Takie właśnie mieliśmy okazję oglądać w trakcie naszego ostatniego meczu z drużyną Nieobliczalnych Gdynia z Gdyni.
Mecz miał być nadzieją na lepsze jutro, na świecie miał nastać pokój, a Tytus miał odzyskać włosy i utraconą godność i rozum człowieka. Godnie mieliśmy pożegnać tych, których już z nami nie ma ( R.I.P in pizza #37 Jędrek ) i otworzyć nowy rozdział w nowożytnej historii Illuminatów. Jednak tak się nie stało. Co wydarzyło się tamtego feralnego wieczoru w hali przy ul.Okrzei 6 ? Odpowiedzi szukam, czasu jest tak wiele. I choć ważne są tylko te dni, których nie znamy i że potrafisz widzieć dobro, to po długim, niepotrzebnym i jak zawsze spierdolonym wstępie postaram się w skrócie przybliżyć moją wersję wydarzeń.
Zaczęło się tak jak z naszym mieszkaniem. Piękne zdjęcia, niska cena i dogodna lokalizacja, a na koniec wypierdala Ci prąd podczas robienia obiadu, gdy jesteś głodny bardziej niż Kanye po 40 dniach na pustyni. 9:0, cuś pięknego. Skarbek był Kobim, Janek był Kobim, matematyka nie miała dla Tofika tajemnic ( 2+1=3 ). Pierwsza kwarta była jak wyczyny seksualne Skarbka, było szybko, dobrze, intensywnie i z wieloma mężczyznami, jednak nie miało prawa trwać więcej niż 3 sekundy. Do końca kwarty szliśmy po złoto swoop . Niestety, upojeni wspaniałą grą nie zauważyliśmy, że wyjebało prunt, a w pobliżu nie było żadnego prostego, wąsatego elektryka z Gdańska, który by temu zaradził. A dalej to był już tylko k***a dramat w tym antyludzkim państwie i nie pomógł nawet koniec kariery gorszej połówki z duetu 21:37, który przygnieciony ciężarem swojego beztalencia skończył ze sobą, a stryjek zamienił siekierkę na kijek, bowiem z zastrzeżonego numeru #37 zadzwonił nowy nabytek Rytus i poziomem kreta na żuławach dołączył do reszty drużyny. W kuluarach mówiło się nawet o dotkliwym pobiciu jakie nasz kapitan sprawił Tytusowi po meczu, jednak uspokajamy wszystkich zaniepokojonych: to jego normalna twarz. Nie pomógł również najświeższy świeży nabytek w postaci Świeżaka, choć ładny z niego chłopiec, taki świeżutki, to ręką chuja nie oszukasz.
Wspomnienia wciąż są bolesne, kukle swędzące, jednak żywię nadzieję, że forma naszego zespołu będzie rosła, a wraz z nią poziom relacji. P*s joł

P.S. No mecz se k***a przegralim

17/05/2016

"Illumari se wygrało mecz, wjeżdża znów relacja
Czytaj, nie zawiedziesz się".
Taką oto parafrazą słynnego już utworu , równie słynnych artystów estradowych,wchodzących w skład Illuminati Gdynia, zaczynamy kolejną wstrząśniętą,a może i nawet wstrząsającą relację. Właśnie teraz, gdy siedzę sobie w ciepłym kurwidołku ogarnięty widokiem Jasia siedzącego w charakterystycznych jemu majteczkach, wszechobecnego syfu a Skarbek raczy nas smrodem rodem z murzyńskiej chaty po obiedzie, bo postanowił coś przekąsić, wspominam piątkowy mecz, w którym nasi dzielni wojownicy spod herbu trójkąta z okiem wygrali z drużyną o tajemniczej nazwie BBR, której nie udałoby się rozszyfrować nawet samemu Turingowi.
I tu was zaskoczę drogie dzieci, bowiem nastroje wcale nie były bojowe, a nasze wyjebane i sflaczałe jaja rozlewały się po całym parkiecie w czasie regulaminowej rozgrzewki, która nieregulaminowo przeciągnęła się o jakieś 20 minut, co jeszcze bardziej nas rozleniwiło. Ławka była krótka i szybka, bo lubimy krótko i szybko, lecz pomimo tego nasze urodą nieskalane twarze zdawały się krzyczeć "chodźcie śmiało, jest nas mało".
W mecz, jak w matkę, wszedł Siwy, który już po 5 minutach gry miał na swoim koncie 6 pkt. 21 złotych i 37 groszy. Do głosu doszedł też Janek łowca bramek i pomimo pizdowania się się przez cały tydzień, jak to go kosteczka boli, sprawił iż, to nie on, lecz przeciwnicy musieli się zmagać z bólem kręconych, po jego CROCSach, kostek. TAK TAK dobrze przeczytaliście, bowiem Jan zwany Łanem po znakomitym meczu stał się łakomym kąskiem marketingowym i tego samego dnia podpisał kontrakt na dostawę obuwu z firmą CROCS. Popularne "krokodylki" przyciągnęły naszego gwiazdora przede wszystkim niebanalną estetyką oraz znakomitym trzymaniem kostki. Nie przekonało to jednak naszej drugiej lśniącej gwiazdy Skarbka, który postanowił, że zostanie przy butach do powerliftingu, choć krytycy zgodnie przyznają, że jedyny lifiting jaki mu potrzebny, to ten ryja.
Ale dość już o butgrze, wracajmy do meczu, a w tym nasze chłopaki wbrew powszechnemu wyjebaniu skrupulatnie zaznaczały swoją przewagę w każdym aspekcie gry. Warto zwrócić uwagę na znamienitą prezentację dwóch bliźniaków czworo-jajowych Maciusia i Kornela, którzy wspólnymi siłami zbudowali mur w obronie, a w ataku łącznie zdobyli aż 11 ważnych punktów, co bardzo ucieszyło zarząd naszego zespołu. Po pierwszym połowie prowadziliśmy już 39-16, co wprawionym matematykom i tegorocznym naturystom powie, że nasza przewaga wynosiła już 23 punkty. Przypadeg? K***a nie sondze.
Prawdziwy popis notował Skarbek pseudonim SuperMonster, choć Agata twierdzi, że JustRegular, tym razem nie był ani trochę rozwolniony, na obu tablicach zbierał nawet znaczki pocztowe a po meczu numery do brzydkich kobiet, co wyzbierał to rzucił i zakończył mecz ze zdobyczą 18pkt 18zb. Warto dodać, że zaliczył on także pierwszą tróję w życiu, choć na co dzień woli walić dwóję. Na lodzika za wspaniałą postawę zasłużył również Siwy, pomimo, że nie wspomniały o nim ani lokalne, ani też zagraniczne media to zagrał swój najlepszy mecz w pomarańczowych barwach. Do kosza wtaczał się każdy niechlujnie rzucony przez niego farfocel, aż nazbierał ich 19. Jak zwykle jednak piłka i liczby nie kłamio i najwięcej punktów zaliczył nasz spizdowany bólem kostki Kapitan, który co rusz zgrabnymi piruetami gubił obronę rywali oraz swoją godność i rozum człowieka. Nasz tragic bronson, gorsza połówka duetu 21/37 został prawdziwym olerałd plejerem 2 asysty 2 zbiórki i 2 straty, a ostatecznie wygraliśmy 71:46 z nadzieją na lepsze jutro i owocną dalszą współpracę.
Jeśli chcecie zobaczyć te młode wilki, bo chłopaki to są w agencji towarzyskiej, to z polizaniem chujka zapraszamy na jutrzejsze spotkanie, które ku waszemu zaskoczeniu odbędzie się jutro o godzinie 18.00 w Gdynia 3LK Arena ul.Okrzei 6. Cieść.

21/03/2016

W tym momencie kiedy to Jasiu katuje swoje mięśnie kolejnym efektownym treningiem na siłowni, Skarbek jak zwykle śpi lub spożywa, a całe Illuminati trwa w nieustających przygotowaniach do środowego meczu, wjeżdża kolejna relacja z życia wzięta. Po 3 kolejnych meczach bez zwycięstwa, a tak że bez chłodu, głodu i bicia naszym niezwyciężonym wojownikom prawilności w końcu udało się wygrać pierwszy mecz w II lidze. Był to pojedynek zacięty bardziej niż nastolatek po goleniu. Od samego początku postawiliśmy twarde warunki, niektórzy postawili je już nawet przed meczem w klubowej toalecie, jednak przeciwnicy nie zamierzali odpuszczać. Oni postawili na skuteczność zza łuku, a my postanowiliśmy wpuścić chamstwo na salony dlatego też już w pierwszej kwarcie na boisko wybiegł mistyczny duet 21:37. To zestawienie w połączeniu z poszukującym zaginionej formy Radkiem zdecydowało a zakończeniu kwarty wynikiem 14-13 dla przeciwnika. W związku z przybyciem zdezelowanego zielonego Peugeota, a wraz z nim naszego kapitana ze swoją świtą byliśmy pełni wiary i nadziei tak jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i Atomek. Nic bardziej mylnego, Jasiu był cieniem tego chłopaka, w którym niegdyś kochały się wszystkie dziewczęta, a Siwy, z którym przyjechał, borykał się z napięciem przedmiesiączkowym. W obronie rządził Skarbek, który pokonał siebie, a konkretnie rozwolnienie, z którym musiał stawać oko w oko od początku meczu, ten obsrany czynnik zadecydował o jego 8 zbiórkach i 5 blokach ( z czego 2 supermonster xD) tak sytych, że na wieść o nich wstawali murzyni z wszystkich ławek w promieniu 5 km od Gdyni a przeciwnicy zapadali się pod ziemię jak górnicy z Chile. Bartas obgadywał kolejnych przeciwników za plecami swoim aksamitnym kozłem a Maciek to dobry chłopak i zawsze wspomoże asystkiem jeśli go o to ładnie poprosisz a i punkciki skurwiel rzuci, gdy zajdzie potrzeba. Swoje zrobił także Tofik, czołowy reseller polskiej but gry, a także Mati Dżej, swój nędzny wdowi grosz dorzucił także YenJay, który wyskoczył tyle nad ziemią, cała drużyna przeciwnika na niego, a i tak udało się zmieścić. Warto wspomnieć o naszej drużynowej tradycji, której także i tym razem stało się zadość, gdyż nasi zawodnicy zdołali zgarnąć dwa dachy z czego jeden po strzelaniu fakami jak z karabinu w kierunku sędziego. Na największą pochwałę zasługuje jednak Banan zwany też przez nielicznych Kacprem. Jego oczy marzące, jego usta drwiące, jego aury pachnące, a także jego punkty na 18 sekund przed końcem meczu pozwoliły nam ustalić wynik spotkania na 56-55, legendarna już 100% skuteczność 2/2 pozwoliła mu objąć pierwszej miejsce w tabeli najskuteczniejszych skutecznych strzelców II ligi 3LK. Serdecznie gratulujemy, a że tak się chujowo złożyło, że dzisiaj ma urodziny, jesteśmy zmuszeni życzyć mu wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia i wielu sukcesów w naszej oczojebnej koszulce. Także zostawcie mu słowa wsparcia w tym trudnym dla niego czasie i wpisujcie miasta. Cieść

11/02/2016

"Nadeszła to chwila wiekopomna, gdy o relacji, żem se przypomniał,
a kiedy relacja zawita morowa, to każdy siurek do dupy się schowa
i wszystkie dzierlatki chętne wnet będą, gdy na nasz profil licznie przybędą
i nawet dla Jasia się znajdzie dziewczyna, tak nowy rozdział się rozpoczyna"
Tym pięknym wierszykiem, nad którym myślałem 2 dni, godzinę i 37 minut rozpoczyna się nowa era, w krótkiej, acz wspaniałej historii naszego dzielnego zespołu, który pomimo licznych przeszkód, które napotykał na swojej drodze, zerwanych więzadeł, skręconych kostek, obitych mord, rozciętych łuków brwiowych, zapomnianych spodenek i nie zjedzonych śniadań, zdołał osiągnąć sukces o jakim marzyły wcześniej miliony i o jakim zwykli śmiertelnicy mogliby tylko pomarzyć, zdobywając mistrzostwo 3 ligi 3LK.
W finale spotkaliśmy się zespołem bendż riwendż, nie bardzo jednak wiedzieliśmy dlaczego jakaś ławka miałaby dokonywać na nas vendetty ( ławki są zazwyczaj samotne i smutne, bo ludzie na nie siadają dop. red. ) co zaowocowało niemrawym, żeby nie powiedzieć chujowym początkiem w wykonaniu naszych dzielnych wojowników trójkąta. Po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy 5 punktami. Tak, to dokładnie tyle samo palców ile ma ręka dorosłego, zdrowego mężczyzny. Na domiar złego Tofik, któremu przypomniały się stare dobre czasy, kiedy wraz z kolegami napierdalał w Tekkena na Playstation 1 wpierdalając chio chipsy, po nieduanym K.O na przeciwniku został odesłany na karnego jeżyka. Schodząc z boiska, nawet nie spojrzał na puchar, niczym Zinean Zinezidan w pamiętnym berlińskim finale. To druzgocące wydarzenie wstrząsneło nami, jak Little Boy Hiroszimą. Było jednak impulsem do podjęcia walki o nasze przeciętne cele w życiu. W głowach szumiała nam przepiękna piosenka zespołu Feel, którą zawsze puszczamy sobie przed meczem. "Pokonaj dziś siebie..." to natchnęło nasze serca do jeszcze większej walki, walki w imię zasad, skurwysynu. Bartas, który po zakończeniu kariery zajmię się prawdopodobnie sprzedażą mrożonek, i tym razem zamrażał przeciwników po swoich wycieczkach pod ichni kosz. Radek, to wielkie wynaturzone bydle, w końcu nie wyczymał i wybuchł, niczym islamski terrorysta we francuskiej restauracji, a z nieba posypał się złoty kurz, w postaci punktów, których potrzebowaliśmy bardziej, niż koszulka Banana potrzebowała prania. Dobrą zmianę dla Tofika, który teraz cicho popłakiwał sobie w szatni, dał Skarbek, ten atletyczny niczym atleta i rosły niczym gruszki na wierzbie mężczyzna w sile wieku, pokazał na co go stać. Ale nie jeden raz. Przepychania pod koszem uczył się chyba pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu W swoich akcjach co rusz udowadniał, że w trumnie czuje się lepiej niż Ryan Reynolds. To wszystko złożyło się na serial 14:2 trzymający w napięciu bardziej niż "Na wspólnej", gdy Roman zaczął pić. Na drugą połowę wychodziliśmy z przewagą 3 punktów, najpewniej tych, które rzucił Banan tuż zza łuku w swojej brawurowej akcji. Graliśmy mądrze jak pan Jezus nakazał, nie daliśmy się nabrać na nikczemne i łajdackie zagrywki ze strony przeciwników, żadnego wrażenia nie robiła nas postępująca śmieciomowa i już do końca mądrze grając stale powiększaliśmy przewagę za sprawą niezawodnego, jak Toyota Yaris, młodszego z rodziny Łapczukowatych, a także tego starszego, który na poście spędził 40 dni, podczas których z finezją baletnicy z Jeziora Łabędziego trafiał słysze po ekwilibrystycznych piruetach. Maciuś,pieszczotliwie zwany przez przeciwników patykami w gównie, pokazał im, że gówna się nie dotyka bo śmierdzi, a co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie, zdobywając 8 śmierdzących punktów i 7 zbiórek. Swoją obecność na boisku zaznaczył także Siwy, który miał szlachetne intencje oraz nasza maskotka Jędrula, któremu udało się nawet dorzucić nędzny wdowi grosz. Spotkanie zakończyło się wynikiem 55:46, przytulaliśmy się ciepło i ściskaliśmy mocno, a miłość była w powietrzu razem z azotem,tlenem i argonem.
Dziękujemy wszystkim bandwagonerom, którzy zostali w tym momencie kibicami sukcesu, a jak wiadomo sukces jedno ma imię "Illuminati". Słodkiego, miłego życia, bez chłodu, głodu i bicia wszystkim Illuminatom w nowym nadchodzącym sezonie,a także udanego pobytu lub dalszej dobrej podróży. Cieść.
P.S. Puchar, który zdobyliśmy zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, śmiało można więc mówić o mitycznym świętym graalu

Illuminati nie odpuszczajo nawet na treningach. Punktualnie o godzinie 17:38 doszło do zderzenia dwóch naszych najcięższ...
08/02/2016

Illuminati nie odpuszczajo nawet na treningach. Punktualnie o godzinie 17:38 doszło do zderzenia dwóch naszych najcięższych ciężkich armat. Mógł zabić, a skończyło się tylko na rozciętym luku bagażowym, urażonej dumie i sponiewieranym ego. Niestety Maciek zmarł w drodze do szpitala. Był takim ładnym chłopcem ;( RIP in pizza

Trzon Illuminati tuż po odebraniu laurów konsumenta i w oczekiwaniu na kolejną brawurową relację, która może jutro zstąp...
07/02/2016

Trzon Illuminati tuż po odebraniu laurów konsumenta i w oczekiwaniu na kolejną brawurową relację, która może jutro zstąpić z niebiosa lub też wyskoczyć jak Jasiu z linii osobistych. Stej tjuned

Adres

Sosnowiec

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Illuminati Gdynia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij