11/02/2016
"Nadeszła to chwila wiekopomna, gdy o relacji, żem se przypomniał,
a kiedy relacja zawita morowa, to każdy siurek do dupy się schowa
i wszystkie dzierlatki chętne wnet będą, gdy na nasz profil licznie przybędą
i nawet dla Jasia się znajdzie dziewczyna, tak nowy rozdział się rozpoczyna"
Tym pięknym wierszykiem, nad którym myślałem 2 dni, godzinę i 37 minut rozpoczyna się nowa era, w krótkiej, acz wspaniałej historii naszego dzielnego zespołu, który pomimo licznych przeszkód, które napotykał na swojej drodze, zerwanych więzadeł, skręconych kostek, obitych mord, rozciętych łuków brwiowych, zapomnianych spodenek i nie zjedzonych śniadań, zdołał osiągnąć sukces o jakim marzyły wcześniej miliony i o jakim zwykli śmiertelnicy mogliby tylko pomarzyć, zdobywając mistrzostwo 3 ligi 3LK.
W finale spotkaliśmy się zespołem bendż riwendż, nie bardzo jednak wiedzieliśmy dlaczego jakaś ławka miałaby dokonywać na nas vendetty ( ławki są zazwyczaj samotne i smutne, bo ludzie na nie siadają dop. red. ) co zaowocowało niemrawym, żeby nie powiedzieć chujowym początkiem w wykonaniu naszych dzielnych wojowników trójkąta. Po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy 5 punktami. Tak, to dokładnie tyle samo palców ile ma ręka dorosłego, zdrowego mężczyzny. Na domiar złego Tofik, któremu przypomniały się stare dobre czasy, kiedy wraz z kolegami napierdalał w Tekkena na Playstation 1 wpierdalając chio chipsy, po nieduanym K.O na przeciwniku został odesłany na karnego jeżyka. Schodząc z boiska, nawet nie spojrzał na puchar, niczym Zinean Zinezidan w pamiętnym berlińskim finale. To druzgocące wydarzenie wstrząsneło nami, jak Little Boy Hiroszimą. Było jednak impulsem do podjęcia walki o nasze przeciętne cele w życiu. W głowach szumiała nam przepiękna piosenka zespołu Feel, którą zawsze puszczamy sobie przed meczem. "Pokonaj dziś siebie..." to natchnęło nasze serca do jeszcze większej walki, walki w imię zasad, skurwysynu. Bartas, który po zakończeniu kariery zajmię się prawdopodobnie sprzedażą mrożonek, i tym razem zamrażał przeciwników po swoich wycieczkach pod ichni kosz. Radek, to wielkie wynaturzone bydle, w końcu nie wyczymał i wybuchł, niczym islamski terrorysta we francuskiej restauracji, a z nieba posypał się złoty kurz, w postaci punktów, których potrzebowaliśmy bardziej, niż koszulka Banana potrzebowała prania. Dobrą zmianę dla Tofika, który teraz cicho popłakiwał sobie w szatni, dał Skarbek, ten atletyczny niczym atleta i rosły niczym gruszki na wierzbie mężczyzna w sile wieku, pokazał na co go stać. Ale nie jeden raz. Przepychania pod koszem uczył się chyba pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu W swoich akcjach co rusz udowadniał, że w trumnie czuje się lepiej niż Ryan Reynolds. To wszystko złożyło się na serial 14:2 trzymający w napięciu bardziej niż "Na wspólnej", gdy Roman zaczął pić. Na drugą połowę wychodziliśmy z przewagą 3 punktów, najpewniej tych, które rzucił Banan tuż zza łuku w swojej brawurowej akcji. Graliśmy mądrze jak pan Jezus nakazał, nie daliśmy się nabrać na nikczemne i łajdackie zagrywki ze strony przeciwników, żadnego wrażenia nie robiła nas postępująca śmieciomowa i już do końca mądrze grając stale powiększaliśmy przewagę za sprawą niezawodnego, jak Toyota Yaris, młodszego z rodziny Łapczukowatych, a także tego starszego, który na poście spędził 40 dni, podczas których z finezją baletnicy z Jeziora Łabędziego trafiał słysze po ekwilibrystycznych piruetach. Maciuś,pieszczotliwie zwany przez przeciwników patykami w gównie, pokazał im, że gówna się nie dotyka bo śmierdzi, a co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie, zdobywając 8 śmierdzących punktów i 7 zbiórek. Swoją obecność na boisku zaznaczył także Siwy, który miał szlachetne intencje oraz nasza maskotka Jędrula, któremu udało się nawet dorzucić nędzny wdowi grosz. Spotkanie zakończyło się wynikiem 55:46, przytulaliśmy się ciepło i ściskaliśmy mocno, a miłość była w powietrzu razem z azotem,tlenem i argonem.
Dziękujemy wszystkim bandwagonerom, którzy zostali w tym momencie kibicami sukcesu, a jak wiadomo sukces jedno ma imię "Illuminati". Słodkiego, miłego życia, bez chłodu, głodu i bicia wszystkim Illuminatom w nowym nadchodzącym sezonie,a także udanego pobytu lub dalszej dobrej podróży. Cieść.
P.S. Puchar, który zdobyliśmy zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, śmiało można więc mówić o mitycznym świętym graalu