15/07/2026
Warto przeczytać..
😂 Jest coś piękniejszego niż zawody 14–15-latków?
Oczywiście.
Rodzice 14–15-latków. 😍
To już nie jest hobby.
To jest poziom ekspercki.
A czasami wręcz olimpijska dyscyplina dyletanctwa.
Przez cały rok obejrzą trzy transmisje pływackie, dwa filmiki na YouTube i jednego TikToka z trenerem zza oceanu.
Ale po dwóch sezonach na trybunach następuje zjawisko niemal mistyczne.
Rodzi się nowy specjalista.
Jednocześnie fizjolog wysiłku.
Biomechanik.
Psycholog sportu.
(Asia Budzis… konkurencja rośnie. 😂)
Dietetyk.
Trener motoryczny.
Specjalista od taperingu.
Ekspert od periodyzacji.
I oczywiście selekcjoner reprezentacji Polski.
(Bartek Kizierowski… podobno już ustawiają się w kolejce. 😂)
Najpiękniejsze jest jednak to, że cała ta wiedza aktywuje się dokładnie 7 sekund po dotknięciu ściany.
Nawet sztuczna inteligencja potrzebuje więcej czasu na analizę.
Diagnoza?
– Za mało nóg.
– Za dużo nóg.
– Za późny chwyt.
– Za wczesny chwyt.
– Za długo pod wodą.
– Za krótko pod wodą.
– Oddychał.
– Niepotrzebnie oddychał.
– Nie oddychał.
– Za wolna strefa nawrotowa.
– Trener źle przygotował.
– Gdyby popłynął innym torem…
…tylko nikt nigdy nie potrafi powiedzieć którym.
To fascynujące zjawisko psychologiczne.
Nazywa się efektem Dunninga-Krugera.
Im mniej wiemy, tym bardziej jesteśmy przekonani, że wiemy wszystko.
A teraz przypomnę coś, co w tym całym zgiełku często umyka.
To są dzieci.
Dzieci przechodzące największą przebudowę organizmu od chwili narodzin.
Dziewczynki rosną.
Zmienia się masa ciała.
Zmieniają się proporcje.
Poszerzają się biodra.
Środek ciężkości nagle wybiera się na własną emigrację.
Koordynacja przez chwilę przypomina próbę połączenia z internetem na dworcu PKP w 2004 roku.
Chłopcy?
Jeden wygląda jak uczeń siódmej klasy.
Drugi jak ochroniarz w Spatifie w Sopocie.
(Bywam. Uwielbiam. Potwierdzam. 😂)
Jeden waży 50 kilogramów.
Drugi prawie 90.
Jeden właśnie odkrywa, czym jest dojrzewanie.
Drugi ma tyle testosteronu, że gdyby zamknąć go w słoiku, można byłoby otworzyć sieć siłowni.
I teraz następuje apogeum absurdów.
Rodzice oczekują, że obaj powinni popłynąć identyczny czas.
Bo przecież…
“są z tego samego rocznika.”
Tak samo jak ja i Robert Lewandowski jesteśmy praktycznie z tego samego rocznika.
Szkoda tylko, że Barcelona nigdy do mnie nie zadzwoniła.
Najbardziej lubię jednak moment po zawodach.
Rozmowę z trenerem.
Bo trener, który:
* prowadzi osiem treningów tygodniowo,
* analizuje technikę,
* planuje obciążenia,
* obserwuje rozwój biologiczny,
* rozmawia z zawodnikami,
* monitoruje regenerację,
* układa sezon przez wiele miesięcy…
…musi jeszcze zdać egzamin przed rodzicem, który właśnie zakończył heurystyczną analizę wyścigu pomiędzy kawą a hot-dogiem z Żabki.
— Dlaczego nie wygrał?
— Dlaczego oddychał?
— Dlaczego nie oddychał?
— Dlaczego nie zrobił życiówki?
— Dlaczego tamten zrobił?
Jakby trener miał gdzieś w magazynku, obok desek i pullbuoyów, czerwony przycisk z napisem:
„REKORD ŻYCIOWY – WŁĄCZ”.
Prawda jest znacznie mniej widowiskowa.
W tym wieku największym przeciwnikiem rzadko bywa zawodnik z toru obok.
Najczęściej jest nim własny organizm.
Organizm, który każdego dnia zmienia parametry gry.
Dlatego czasami zamiast urządzać dziecku konferencję prasową, a trenerowi komisję śledczą, warto zrobić coś znacznie trudniejszego.
Po prostu powiedzieć:
„Jestem z Ciebie dumny. Widziałem, ile pracy w to wkładasz.”
Bo dzieci nie potrzebują kolejnego eksperta.
Ekspertów na trybunach mają już pod dostatkiem.
Potrzebują dorosłych.
Takich, którzy rozumieją, że sport nie jest wyłącznie narzędziem do produkcji medali.
Jest przede wszystkim miejscem, gdzie wychowuje się ludzi.
A to… jest zdecydowanie trudniejsza konkurencja.
Nadal kochany.
One and Only.
Artur Mikicin