15/09/2026
Elżbieta Blaźniak pracowała w warszawskiej Legii 20 lat. Przez 17 wiosen zajmowała się w stołecznym klubie kontraktami z UEFA i FIFA. Odeszła na własną prośbę.
Na ten temat i tego, co wydarzyło się w sierpniu 2014 roku w Edynburgu w rewanżowym starciu Legii z Celtikiem w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, w którym wpuszczenie nieuprawnionego do gry Bartosza Bereszyńskiego doprowadziło do przyznania Szkotom walkowera, porozmawiał z nią dziennikarz Jerzy Chromik. Przeprowadzony przez niego wywiad „Pani UELA” znalazł się w książce "Remanent 7. Gra bez piłki":
Jerzy Chromik: Okazało się, że bez Blaźniakowej łatwiej o zbłaźnienie...
Elżbieta Blaźniak: Nie ma niezastąpionych, są tylko źle poinformowani. To taka moja wersja znanego porzekadła Jerzego Kuleja.
Jerzy Chromik: To w ilu meczach nie może jeszcze grać Bereszyński?
Elżbieta Blaźniak: Pauzował w zgodzie z przepisami tylko w pierwszym meczu z Celtikiem. UEFA dołożyła mu kolejny, a więc nie może grać ani razu z Kazachami i ewentualnie w pierwszym grupowym Ligi Europy.
Jerzy Chromik: Kto w tamtej Legii zgłaszał zawodników do rozgrywek UEFA?
Elżbieta Blaźniak: Przed naszymi pierwszymi występami w Lidze Mistrzów Zbigniew Korol, a od 1999 roku sama odpowiadałam za wszystko.
Jerzy Chromik: Nie było pomyłek?
Elżbieta Blaźniak: Prasa o tym nie pisała.
Jerzy Chromik: Zabrakło piorunochronu?
Elżbieta Blaźniak: Wszystkiego. Znajomości przepisów, asekuracji, współpracy pracowników, pokory... Nikt nie spodziewał się takiej wpadki? Szczerze? Starzy pracownicy spodziewali się tego. Za bardzo rozmyła się odpowiedzialność.
Jerzy Chromik: I nie ostrzegali nowych?
Elżbieta Blaźniak: Wielokrotnie. Ale słyszeli – wiem, pamiętam, ja też się znam. Po dziesiątym takim dictum każdy daje za wygraną. Zna się, to niech robi.
Jerzy Chromik: Było trochę prezesów, aż nastał ten ostatni...
Elżbieta Blaźniak: Mój trzynasty, nomen omen, przyszedł przed Wigilią w 2012 roku. Mówił dzień dobry, ale nie miał o czym z nami rozmawiać. Nie ważne było, co robię i na czym się znam. Zaczęto zwalniać. Jak zwalniają, to będą przyjmować – pomyślałam. I rzeczywiście.
Jerzy Chromik: Jakie były powody odejścia?
Elżbieta Blaźniak: Nawarstwiały się przez tygodnie. Najpierw asystentka poprzedniego prezesa, przejściowo odpowiedzialna za flotę samochodową i loże VIP, zastąpiła Piotra Strejlaua w roli kierownika drużyny. To był początek jak z serialu Barei „Zmiennicy” i pierwszy sygnał do odwrotu. Potem z dnia na dzień zwolniono lekarza klubowego Stasia Machowskiego i masażystów. Nawet nie mogli pożegnać się z drużyną. A ostatni bodziec do mojego rozstania – pojawił się młody, zdolny prawnik i zakwestionował to, co robiłam przez całe życie. Wszystko było źle – transfery, kontrakty. On miał wprowadzić nas w nowy wymiar prawa. Pomyślałam – no to beze mnie...
Jerzy Chromik: Nikt nie zatrzymywał?
Elżbieta Blaźniak: Od członka zarządu usłyszałam, że nie ma mnie przecież na liście do zwolnienia. Odpowiedziałam – dziś nie ma, jutro będę...
Jerzy Chromik: Rozstanie niezapomniane? Naręcza kwiatów, buziaki...
Elżbieta Blaźniak: Pożegnano mnie bardzo miło. Przyszli prawie wszyscy. Dostałam paterę, nawet nagrodę pieniężną, padło wiele ciepłych słów. Złego słowa nie da się powiedzieć...
Jerzy Chromik: O transferach, kontraktach i UEFA wie pani wszystko.
Elżbieta Blaźniak: Pół wieku doświadczeń. To nie jest aż tak bardzo skomplikowane, a przepisy od lat są niezmienne.
Jerzy Chromik: Szkoda, że nie zadzwoniono, gdy przygotowywano listę przed nową edycją Ligi Mistrzów...
Elżbieta Blaźniak: Wielka szkoda. Na skrzydłach poleciałabym do biura...
Jerzy Chromik: Jak mogło dojść do pomyłki?
Elżbieta Blaźniak: Pewnie sporządzono standardową, tak zwaną listę A zgłoszonych do drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Słyszałam, że było na niej nazwisko Bereszyńskiego. Zanim doszło do jej zatwierdzenia, ktoś powiedział – proszę go wykreślić. To wykreślono. Nikt nie protestował, nie przekonywał, że wtedy nie zacznie biec kara trzech spotkań? Ja bym się kłóciła, udowadniała, że przepisy są jednoznaczne. No, ale nie wszyscy dadzą się pokrajać za swoje zdanie. Nawet rzetelny pracownik, który sprawdza wszystko po trzy razy, wie, że nie tylko w wojsku przełożony ma zawsze rację...
Jerzy Chromik: Wpisano Bereszyńskiego na listę A dopiero przed spotkaniami z Celtikiem?
Elżbieta Blaźniak: To było już bez znaczenia, bo w Edynburgu i tak miałby za sobą dopiero drugi mecz pauzy. Za późno zaczęto liczyć do trzech. Bereszyński nie miał prawa nawet wejść do szatni, usiąść na ławce rezerwowych, nie mówiąc o grze!
Jerzy Chromik: Wina pani kierownik?
Elżbieta Blaźniak: Choć nie wysyła list, dostaje kopie wszystkich. Mogła zapobiec nieszczęściu. Nie zapobiegła...
Jerzy Chromik: A kto kazał wykreślić nazwisko zdyskwalifikowanego przed meczami z St. Patrick’s?
Elżbieta Blaźniak: Prezes raczy wiedzieć...
Jerzy Chromik: Ostrowska?
Elżbieta Blaźniak: I przebój Szklana pogoda...
Jerzy Chromik: Też to lubię, więc dokończę: „Nad ogromną betonową wsią z wolna gaśnie słoneczna żarówka”...
Elżbieta Blaźniak: Skończmy tę rozmowę. Płakać mi się chce. Chciałabym móc pocieszyć piłkarzy. To przecież ich wysiłek zmarnowano. Nie ma mnie przy Łazienkowskiej od roku, ale czuję się tak, jakbym dostała walkower życia.
Książka "Remanent 7. Gra bez piłki" jest dostępna na ⏩ https://bit.ly/lbc-remanent7
📷 Roger Gor/Wikimedia Commons/Creative Commons Attribution 3.0 Unported license