20/02/2026
Czy strzelanie dynamiczne” przekłada się na poziom bezpieczeństwa całego kraju? Przyjrzyjmy się argumentacji, którą coraz częściej słychać w mediach społecznościowych.
Zdaniem wielu osób, aktualna sytuacja w Polsce to „Teksas Europy” - rośnie liczba wydawanych pozwoleń, coraz więcej osób ma swoją broń, coraz więcej osób chce się szkolić i trenować. Szczególnym wyznacznikiem sukcesu ma być rosnąca w Polsce popularność „strzelań dynamicznych” i „taktycznych”, które mają rzekomo przygotowywać P***ków do profesjonalnego, realnego i bojowego użycia broni.
Zdaniem niektórych w Polsce jest już tak dobrze, że nie ma potrzeby nic zmieniać, a jakakolwiek próba zmian w UoBiA to wręcz zamach na polską rację stanu.
Jak na to patrzymy w Fundacji Ad Arma?
Rosnąca popularność hobby, jakim jest strzelanie „dynamiczne”, jest (i pozostanie w przyszłości) domeną przede wszystkim bardzo wąskiej (w skali całego społeczeństwa) grupy ponadprzeciętnie zamożnych mężczyzn (gdyż tylko takie osoby realnie stać na drogie treningi z użyciem dużej ilości amunicji).
W perspektywie sił zbrojnych, szkolenia ze strzelania „dynamicznego” ukierunkowane pod sytuacje „taktyczne” to przede wszystkim pole działania wąskiego grona jednostek specjalnych, a nie szeregowych żołnierzy wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Na czas W każdy obywatel dostaje konkretny przydział mobilizacyjny. Cywil wydający fortunę na „szkolenia dynamiczne”, gdy trafi do wojska nie będzie komandosem, ale przede wszystkim np. kierowcą ciężarówki, ładowniczym w czołgu, operatorem jakiegoś innego sprzętu lub logistykiem.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa militarnego państwa, społeczeństwu jako całości o wiele bardziej potrzebni są liczni, przeszkoleni masowo specjaliści (mechanicy, kierowcy, technicy, operatorzy systemów itp.), niż wąska grupa cywilnych „komandosów”, którzy na czas wojny i tak będą pełnili funkcje określone przez plany mobilizacyjne, a nie ich własną fantazję.
Trzeba przy tym pamiętać o tym, że na współczesnym polu walki zdecydowana większość strat to artyleria i drony. Wedle szefa armii ukraińskiej, za straty zadawane na wojnie ukraińsko-rosyjskiej przez obie strony są odpowiedzialne w 60% drony, a w 40% artyleria. Broń strzelecka ma pomijalne znaczenie w tym kontekście. Tymczasem w Polsce „taktyczni” strzelcy szkolą się ze strzelania dynamicznego, nie potrafiąc jednocześnie trafić z KBKS-u do tarczy na 50m.
Według naszych licznych obserwacji, popularność strzelania „dynamicznego” niekoniecznie przekłada się na realne wyszkolenie strzeleckie. Duża część „strzelców dynamicznych” omija podstawowe, fundamentalne elementy wyszkolenia strzeleckiego, których opanowanie jest żmudne, nudne i mało „tacti-cool”. Następnie oczywiste braki usiłuje rekompensować kupnem drogiego sprzętu oraz trenowaniem tylko wygodnych elementów.
Niedawno byliśmy świadkami sytuacji, gdy na strzelnicę przyszła grupa mężczyzn, którzy chwalili się głośno, jak to oni od dawna strzelają tylko „na bojowo” i szkolą się do „realnego” użycia broni – „taktycznie”, „dynamicznie” do „prawdziwej walki” itp. Gdy chwilę później przyszło do tego, aby wziąć broń do ręki i na spokojnie, bez stresu i pośpiechu, po prostu trafić do wyznaczonego celu, mężczyźni mieli problem z prawidłowym skupieniem kilku strzałów z broni bocznego zapłonu. Argumentowali to tym, że „tak to oni nie trenują”. Jednocześnie często te same osoby i środowiska natychmiast wszczynają alarm, gdy widzą jak ktoś nosi broń przy sobie w kaburze krzycząc: „po co ci to potrzebne?”.
Dlatego zdaniem Fundacji Ad Arma, realnym wskaźnikiem poprawy bezpieczeństwa społecznego nie jest to, ilu P***ków trenuje IPSC, tylko to:
1) Ile osób nosi broń przy sobie na co dzień (to oczywiście w praktyce niemierzalne, ale chodzi o sposób myślenia i patrzenia).
2) Jak łatwo całkowicie przeciętna osoba (np. 70-letni dziadek lub 19-letnia studentka) może stać się posiadaczem broni w sytuacji zagrożenia własnego bezpieczeństwa, kryzysu, anarchii itp.
Z punktu widzenia osób cywilnych i poziomu bezpieczeństwa całego społeczeństwa zdecydowanie ważniejsze jest to:
1) Ile osób ma przy sobie na ulicy np. mały rewolwer J-frame w kieszeni niż to, ilu członków ma sekcja dynamiczna w lokalnym klubie i jak szybko potrafią oni robić taktyczne wymiany magazynów w swoich karabinach.
2) Ile osób ma broń, którą nosi na co dzień przy sobie i ma opanowane fundamenty prawidłowego posługiwania się tą konkretną bronią w sytuacji samoobrony, a nie to ile tuningowanych pod zawody sztuk broni jest trzymanych szczelnie zamkniętych w szafach S1.
Szkolenia i trening z posługiwania się bronią – tak, koniecznie, ale cywile powinni szkolić się jak cywile - do noszenia broni i do użycia broni w sytuacji zagrożenia siebie i swojego otoczenia. To jest istota cywilnego dostępu do broni palnej, o którym Fundacja Ad Arma przypomina od początku swojego istnienia.
Zachęcamy wszystkich do patrzenia na rzeczywistość „strzelecką” w Polsce z powyższej perspektywy.