18/10/2016
Nie odzywałam się przez miesiąc, niezbyt fajnie z mojej strony. Ale na swoje wytłumaczenie, niestety, muszę powiedzieć, że ta cisza nie jest spowodowana niczym. Nie wiem, jak mam ubrać w słowa to wszystko, co się przez ten miesiąc stało, co się wyjaśniło, a co przysporzyło jeszcze więcej wątpliwości, ale chyba najlepiej będzie zacząć po prostu od początku.
Ostrzegam, że post będzie bez ładu i składu, ale to się w zupełności pokryje z tym, co teraz siedzi mi w głowie.
Ostatni wspólny trening frisbee zaliczyłyśmy pod koniec sierpnia. Na chwilę obecną jestem niemal pewna, że był to ostatni trening w życiu Szczurka. 30 sierpnia nie byłam jeszcze świadoma, co złego dzieje się w tym małym ciałku, nie wiedziałam też, że nigdy więcej nie będę mogła rzucić jej vaulta, overa, czy flipa, który w końcu zaczął wychodzić. Nie wiedziałam, że w odstawkę pójdą wszystkie skoki, gwałtowne zwroty, zahamowania, a co za tym idzie, również piłeczki i dyski, w efekcie również samo dogfrisbee, które są tak bardzo kochane przez Gabi. Ale do rzeczy, na początku września zauważyłam, że sposób poruszania się Gabi jest inny niż zwykle. Chodząc kołysze biodrami i można zauważyć sztywność w tylnych kończynach. Znajomi, którzy byli wcześniej wtajemniczeni w całą sprawę, podobnie, jak ja, mieli nadzieję, że to nic takiego. Niestety moje obawy potwierdziły się w momencie, gdy Szczurek został prześwietlony. "Na zdjęciu miednicy, wykonanym w pozycji AP bez uprzedniej sedacji/premedykacji, na wysokości szyjki kości udowej lewej widoczne zagęszczenie tkanki kostnej z odczynem tkankowym. Zmiany świadczą o możliwym starym pęknięciu kości/złamaniu lub o odczynie litycznym. Zalecane wykonanie powtórnego zdjęcia w sedacji. Jeśli zmiany będą nadal widoczne, zaleca się wykonanie biopsji kości." Czyli mamy podejrzenie martwicy główki lewej kości udowej. Cudownie. Od miesiąca z hakiem ograniczamy aktywność, co niestety odbiło się na kondycji i wyglądzie Szczurka, ale zdrowie jest najważniejsze. Wiem, że to dla jej dobra, wiem, że najważniejsze jest to, żeby jej nic nie bolało, nawet, jeśli musi się to wiązać z tym, że to mnie boli serce, gdy patrzę na zdjęcia z zawodów, na których widnieje jej mordka i te oczy, wpatrzone w dysk jak w najcenniejszy skarb. Jest mi po prostu przykro i chyba tyle mogę powiedzieć o całej tej chorej sprawie. Rok 2016 jest rokiem, który darzę mieszanymi uczuciami. Z jednej strony jest to rok moich osobistych małych i wielkich sukcesów, nasz pierwszy start na zawodach dogfrisbee, masa spełnionych marzeń, 7 miejsce na LP, znalezienie się w połowie stawki i tym samym pokonanie psów, które wydaje się, że są lepszym materiałem na frisbee doga. Rok, w którym Gabi w końcu udowodniła, że york też potrafi, i to jak! Z drugiej, jednak strony, rok, w którym po raz ostatni mogłam doświadczyć tego zaszczytu, jakim jest współpraca we frisbee z Gabi. Pierwszy i ostatni sezon startowy zamykam z żalem do samej siebie, że naraziłam mój najcenniejszy Skarb na cierpienie i szczerze mówiąc, wolałabym nigdy nie wystartować w żadnych zawodach, niż odmawiać Gabi rzutu piłeczką, czy dyskiem, co jest dla niej po prostu torturą.
Wyniosłam z tego nauczkę, tylko ubolewam, że kosztem mojego psa, którego za nic w świecie bym nie skrzywdziła i za którego dałabym się pokroić. Mądry P***k po szkodzie, lecz sęk w tym, że wolałabym, żeby to mnie się ta szkoda stała a nie Gabi.
Całość zakończę apelem, prześwietlajcie swoje psy, zanim zaczniecie z nimi robić coś na poważnie! Może i brzmię teraz, jak hipokryta, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to, jeśli w ten sposób mogę oszczędzić innemu psu cierpienia, a jego właścicielowi wyrzutów sumienia pod tytułem " a co by było, gdybym jednak ją prześwietliła przed rozpoczęciem treningów?"
fot. fotografiapodpsem.pl
PS, trzymajcie kciuki w piątek, Szczurek ma sterylkę.