08/12/2023
Przez 15 minut, kiedy moje dziecko płakało w drodze do domu usłyszałam na ulicy i w autobusie:
- że pani go weźmie ze sobą
- że moje dziecko jest niegrzeczne
- że moje dziecko jest za duże żeby płakać
- że kiedyś to było niedopuszczalne
- że to są skutki bezstresowego wychowania
- pytanie czy coś go boli (skierowane do dziecka).
Dlaczego dziecko płaczące w miejscu publicznym, prowokuje komentarze? Dlaczego do komentowania czuję się zobowiązany obcy człowiek, nie mający pojęcia o tym co przeżywa dziecko (czy faktycznie coś je boli, czy jest głodne, smutne, zmęczone, czy przeżywa żałobę, a może zepsuła mu się zabawka, a może się czegoś przestraszyło - np. że pani je zabierze)?
Płaczące dziecko szarpie w nas najbardziej czułe struny. Płacz dziecka jest tak nieznośny, bo przypomina nam momenty, kiedy sami byliśmy dziećmi. Kiedy sami byliśmy mali, bezbronni, zależni. Kiedy sami płakaliśmy. Nawet kilkanascie sekund, kiedy przechodzimy obok płaczącego dziecka, może stać się nie do wytrzymania.
Jeśli ten płacz nie został czule utulony, jeśli nasza dziecięca słabość zderzyła się z "nie płacz", "pan cię zabierze", "wstyd tak płakać" - to właśnie drga, kiedy widzimy dziecko, które płacze.
Dlaczego ono płacze, skoro ja nie mogłem/mogłam?
Dlaczego zabrano mi to, co jemu wolno?
Napięcie w nas rośnie w mgnieniu oka i szuka ujścia. Znajduje je w postaci tych komentarzy.
Trudno przyznać się, że w momencie, kiedy byliśmy zależni, od opiekuna zamiast troski doznaliśmy krzywdy. Tak, pozbawienie prawa do przeżywania i wyrażania uczuć, to krzywda.
Dlatego ten płacz budzi złość. Nie na dziecko,nie na matkę, która "nie potrafi uspokoić dziecka" (które nie ma wyłącznika). Złość na to jak my sami byliśmy traktowani. A pod tą złością czai się żal i smutek.
Możesz utulić ten płacz. Pozwolić sobie na to, by wyrazić swój żal, swój smutek i złość. Masz do tego prawo, bo to, co w tobie, jest ważne.