20/03/2026
https://www.facebook.com/share/18NbX9kWs1/?mibextid=wwXIfr
Może wprowadźcie tego typu wywieszki — wtedy będę wiedział, czego się spodziewać.
Muszę poruszyć temat, który mnie nurtuje. Polska, stolica, a okazuje się, że są miejsca, gdzie obsługa nie włada moim językiem.
W ostatnim czasie, w bardzo krótkim okresie, przekonałem się, że trzeba znać języki obce, żeby funkcjonować w naszej Warszawie.
Trzy niezależne zdarzenia:
Salon z ubraniami drogich marek w centrum Warszawy. „Elegancja Francja”, ale okazuje się, że obsługa nie znała nie tylko mojego języka — francuskiego też nie. Nie mogłem się dogadać w sprawie koloru kurtki, którą chciałem kupić. Wydawać by się mogło, że oczekiwałem zbyt wiele — pytanie o inny kolor i rozmiar spotkało się z niezrozumiałą odpowiedzią pani, która mnie obsługiwała. Domyśliłem się, że miał to być język polski, ale jednak nim nie był. Jedyne, co zrozumiałem, to to, że pani nie rozumie mojego polskiego. Po chwili, zniesmaczony sytuacją, uznałem, że bez przesady — w Polsce obsługa powinna rozmawiać w naszym języku — i zrezygnowałem z zakupu.
Kawiarnia na Saskiej Kępie, a także dyskont na Wawrze — panie obsługujące nie mówiły po polsku i prawie nic nie rozumiały.
I pytam Was: czy to nie jest przesada? Chyba nie wymagam zbyt wiele, oczekując, że obsługa będzie rozmawiać w moim języku.
Bojkotujmy takie miejsca, gdzie nie szanuje się naszych praw.
Dopisane:
Do komentarzy w stylu „trzeba znać języki obce” — nie o to chodzi. Uważam, że to nic nadzwyczajnego wejść do sklepu w Polsce i oczekiwać, że obsługa będzie władać naszym językiem.