16/06/2022
AEGIS Unplugged 2022 27-29.05.2022
https://www.facebook.com/events/2655360211438350 by Fundacja Pretorians
Piękny Polski Maj, świetna wiosenna pogoda, ciepło i przyjemnie .. a nie, wróć, to było rok temu. Tym razem w strugach deszczu przyjeżdżamy dzień wcześniej żeby godnie wypocząć podczas tradycyjnej wizyty w hoteliku gdzie jak zwykle czekała na nas uśmiechnięta Pani Maja.
Wypoczęci z rana, nastawieni na deszczowy Aegis meldujemy się w mocnym 12 osobowym składzie na parkingu. Tradycyjne pakowanie, szpejowanie oraz chrono i jesteśmy gotowi do wyjścia. Podstępna pogoda tylko czekała na okazję jak wyjdziemy z samochodu więc pierwsze godzinka tradycyjnego spaceru niestety na mokro. Jednak tym razem zespól zaprawiony i przygotowany, bez zbędnych przestojów meldujemy się w tym samym (z racji że tym razem nosimy barwy Bałucji) miejscu co rok temu. Znajome lokacje, same pozytywne wspomnienia. Rozstawiamy namioty i sztabówkę, szybkie śniadanie i jesteśmy gotowi na pierwsze misje. Na początek tradycyjne obstawienie centrum mapy w dobrze znanym nam lasku.
Na pierwsze efekty nie trzeba było dużo czekać, zabłąkana drużyna próbowała obejść lasem drogę na ‘lotnisko’. Pozwoliliśmy im wejść w głąb lasu do zasięgu KMów, tył zabezpieczył szturm i DMR. Wroga drużyna dostaje szybką nauczkę że to nie wakacje tylko pole bitwy. U nas bez strat. Kilku wrogim jednostkom udało się zbiec, ale nie było sensu opuszczać naszej fantastycznej pozycji na szczycie górki. Więc tym razem odpuściliśmy pogoń. Szybkie odliczanie 8 wrogich trupów i już każdy czuje że to będzie dobry Aegis.
Pozostajemy na cierpliwie na miejscu, chowając się ponownie po dwóch stronach głównej drogi. Po chwili czekania i próbie rozwiązania problemów z radiem, łupem wrogiego snajpera staje się przednia czujka. Wróg zakrada się na nasze pozycje czując zew krwi .. albo przynajmniej zew plastiku Niestety dostanie się na pozycje na samym środku pomiędzy dwa wrogie oddziały nie było dobrym pomysłem. Po chwili wymiany kompozytu, cały wrogi zespól wraca do obozu. U nas 2 ranne sztuki udają się do HQ. Reszta drużyny przywołana misją centrali wyrusza na poszukiwanie handlarza. Lista zakupów spora, części rakiety, strój kosmonauty i co tylko jeszcze się da. Trasa cicha i spokojna. Po udanych zakupach wracamy doładować amunicję do bazy.
Wieczorem Banda gotowa jest na kolejną akcję i tym razem dowództwo powierza nam ważną misję osłaniania ASG-Olsztyn które transportuje paliwo do rafinerii. Wielka beczka z wodą nie jest niczym łatwym w transporcie. Prowadzimy rajd, czesząc teren dość daleko rozstawioną czujką. 30 minut od obozu, przegrupowujemy się z Ulatem wyszukując trasę którą będzie można spokojnie przechodzić z ciężkim ładunkiem. Zmierzch na dworze, ścieżka ustalona ruszamy dalej. Na miejsce pól kilometra. Nagle latarki z lasu i serie ciężkich KMów zamieniają naszą czujkę w czerwone świetliki. Ciemna noc, przeciwnik dobrze ukryty, walimy po drzewach czym się da, czuć spory chaos typowy dla wypadków z zasadzką. Po kilkunastu minutach bojów i utraty połowy oddziału, padają pierwsze trupy z zasadzki. Ku naszemu zdziwieniu w kolorach a jakże .. Bałucja .. swoi. Nie słyszeli odzewów, nie widzieli kolorów, walili czym się da. Przerwanie ostrzału, wymiana pogróżek i straszenie sądem wojskowym po powrocie do bazy. No ładnie. Jak zwykle najlepsze wymiany zaczynają się ze swoimi. Połową sił ruszamy dalej. Tym razem zespół Olsztyn prowadzi, my nosimy bańkę. Dochodzimy w okolice rafinerii. Kolejna zasadzka. Ulat dzielnie się broni, kolejni bojówkarze Nazewu oddają życie za swój kraj. Ciemno jak cholera, po lesie ciągle ktoś się kręci, ciężka powolna ścieżka i walka o każdy metr do rafinerii. Nasz zespół na tyłach zdążył już ‘zamelinować’ paliwo żeby w razie odwrotu nie utrudniało nam walki.
Godzina nieustannej walki pozycyjnej. W końcu info na radio. Dawać baniak. Dochodzimy na miejsce, wrogich trupów cała masa ale rafineria jest w naszych rękach. Przepompowanie płynu zajmuje trochę czasu. 6o osobowy oddział Bandy regeneruje siły. Po krótkiej zabawie z wężem (wojsko musi zainwestować w lepsze narzędzia, zwłaszcza do transportu cennego płynu) udajemy się 400 metrów poniżej do stacji uzdatniania. Paliwo gotowe. 3 bańki czekają do transportu. Zgłaszamy się na ochotnika, pakujemy łupy i wyznaczamy trasę do HQ. Godzinka minimum, środek nocy, przygoda pewna. Czujka z przodu wyznacza trasę, tragarze z tyłu podążają za nikłymi sylwetkami przewodników. Dochodzimy do kolejnej drogi, prawo czy lewo .. chodźmy w lewo będzie lepsze podejście pod górkę. Ok. zły wybór. Parę minut później nadzieramy się na 20o osobowy zespól których czyhał na nas i transport paliwa. Dwójka na czujce pada od pierwszych podejrzanie długich serii. Po 100 kulkach w plecy przekleństwa same cisną się na usta ale Bandziory dzielnie znoszą ból pozwalając tragarzom na ucieczkę z towarem. Rumcajs uskoczył do lasu i wykorzystując hałas wrogich KMów kąsa kilka latarek które zbyt odważnie wyszły na drogę. To daje nam czas na ucieczkę w las. Ciemny las, pełny chrustu i bagien, ale cóż nie pierwszyzna. Od wrogów słyszymy ‘szukać reszty baniaków’. Oczywiście chodziło im o paliwo. Cholera wiedzą że tu jesteśmy. Po wejściu 50 metrów w głąb lasu zalegamy pod drzewami. Przeciwnicy zaczynają czesać teren. Pierwsze latarki zaczynają skanować nasze drzewa ale niczym Arnie w predatorze .. po nas nie było śladu. Po 10 minutach poszukiwań zrezygnowani wychodzą z lasu a my zdejmujemy palce ze spustu. Adrenalina nocnych poszukiwań działa bardzo dobrze. Widzimy pierwsze trupy schodzące do bazy, słyszymy że znaleźli i dobili też Rumcajsa. Po kolejnych 20 minutach przeciwnik opuszcza pozycje a my decydujemy się na próbę powrotu do bazy. Tym razem bez dróg, przez las. Prosto jak tylko się da. Podróż bez światła i bez mapy nie jest niczym łatwym. Natrafiamy na 2 kolejne patrole, ale omijamy je szerokim łukiem przez brak możliwości identyfikacji się w nocy. Godzinę później docieramy do obozu. Witani niczym bohaterowie rewolucji dostarczamy paliwo i udajemy się do sztabówki gdzie czeka już na nas ciepła herbatka. Świetne przeżycie, dzień pierwszy owocny w przygody, nockę odpuszczamy.
Dzień nr2.
Poranek wita nas szybkim zleceniem od dowództwa. Patrol, zapewnienie pleców ekipie w drodze do handlarza. Szybka akcja, zero oporów ani zasadzek. Południe spędzamy na naszym ulubionym skrzyżowaniu, tym razem walcząc niestety tylko z deszczem. Padało 13 razy Cały zespół miał sporo czasu na przemyślenie sensu życia, planów na przyszłość i menu na obiad. W końcu bliżej południa, zbiórka nowe rozkazy, ruszamy na akcję. Domyślając się, że na planie wroga skrzyżowanie w centrum jest oznaczane jako ‘omijać!’ postanawiamy niczym góra do Mahometa wybrać się na bliższy rekonesans. Z centrali dostajemy prawdopodobną lokalizację bazy wroga z opcją zwiadu. Dzielimy się na drużyny, dla lekkiej zmyłki wykorzystujemy kawałki żółtej folii i oznaczamy naszą czujkę czymś w rodzaju żółtych pasków które nie raz obserwowaliśmy na rękawach wrogów. Po pól godzinnym spacerze, info że coś dzieje się z przodu. Czekamy, organizujemy zasadzkę na kolejnej krzyżówce. Wrogi oddział który widzieliśmy przed nami nie zwraca na nas większej uwagi kieruje się gdzieś w okolice wschodniej części mapy. Niemożliwe, że sami doprowadzą nas do swojej bazy. A jednak. Utrzymując odległość 200-300 metrów poruszamy się za nimi. Ostatnia prosta, widać już okolice obozu wrota, cofamy się na bezpieczną odległość od obozu i na kolejnej krzyżówce dzielimy się na zespoły prowokujący i ukryty. Po kilkunasty minutach oczekiwania, naszym oczom ukazuje się cała masa wrogo oznaczonych celów kierująca się w stronę naszego skrzyżowania, no nie, ten dzień nie mógł być aż tak udany. Wszyscy świeżo wyszli z bazy słychać głośne rozmowy i plany odzyskania kontroli nad rafinerią. Pierwszy odział wroga mija nasze czujki ukryte w pobliskim lasku. Po chwili ciężki KM zdejmuje cały oddział wroga dając jednocześnie sygnał do ataku zespołowi czekającemu dalej. Po chwili atakujemy już z 2 stron. Niedobitki z pierwszego oddziału wroga wskazują kierunek z którego zostali napadnięcie. Po krótkiej wymianie ognia pada 3jka naszych dywersantów. Jednak wróg nie mógł ani sekundy cieszyć się z wygranej. W tym samym momencie większość oddziału atakuje z lewej. Seria w widoczny oddział, i odbicie w prawo. Seria i odbicie, kolejni wojacy Nazewu szukają kamizelek. Nie spodziewali się kolejnego ataku, a nasz oddział wykorzystując dużą mobilność gryzie i kąsa każdego kto choć na chwilkę wychyli się spod drzewa. Kolejny krótki atak i znowu zmiana pozycji. Dochodząc już mocno na północną stronę widzimy że wróg podzielił się próbując obejść nas również od wschodu. Niestety żeby to zadziałało musieli by być cicho jednak cały oddział próbował głośno komunikować swoją strategię z resztkami głównych sił Nazewu których zebrała się już całkiem spora gromadka. Duży błąd. Bez problemu wyprzedziliśmy ich natarcie, cofnęliśmy cały oddział i zaszliśmy ich od lewej. I znowu nie spodziewali się aż takiego oporu. Kolejne pomarańczowe kamizelki zaświeciły się w lesie. Dobra wystarczy, odwrót. Straciliśmy 2 operatorów, 4 rannych a ilość wrogów wcale się nie zmniejsza. Odpuszczamy uciekamy w las żeby się przegrupować i złapać oddech. Słyszymy jak niedaleko nas pojedyncze patrole próbują przeczesać okolicę. Ale w okolice gęstego lasu już boją się wchodzić. Dodatkowe zwycięstwo psychologiczne
Planujemy powtórzyć akcję nękania sił wroga tym razem od wschodu. Obchodzimy lasem teren gdy nagle znajdujemy się pod ciężkim ostrzałem. Kolejne dwa trupy z przodu, kolejni dwaj ranni. Walczymy tak kilka minut z niewidzialnym wrogiem który naparza wszystkim co ma w naszym kierunku. Niestety amunicja na wykończeniu, wroga nie widać, zostało nas 3. Po krótkiej naradzie przeprowadzamy szybkie oskrzydlające natarcie które zaskakuje dwóch napastników, niestety pozostałych 10u nie było zaskoczonych, cały oddział martwy. Dziwne, wrogowie nie mają opasek, oczywiście, nasi. Znowu. Sąd wojskowy wyjaśni okolicznośći tego zdarzenia. No nic, skoro kompozyt wystrzelany to przy okazji należy nam się obiad. Powrót do HQ.
Po chwilowym wypoczynku, dowództwo zleca nam kolejną misję. Eskorta drużyny ze znanym nam już dobrze baniakiem do rafinerii. Luzik, nie pierwszyzna. 30 minut później wszystko już załatwione, oddział z jedną małą potyczką zakończoną w 10 sekund dociera do rafinerii. No to pewnie baniaczki spowrotem. Ale tu niespodzianka ‘Banda jest konwój do zniszczenia, słyszałem że lubicie takie akcje!’ Auuu Auu Auu w to nam graj. Szybka zbiórka, przebranie co bardziej chętnych do walki ludzi zbierających się przy rafinerii i wyruszamy w okolice lotniska obstawiać teren prawdopodobnego przejazdu konwoju.
Obstawiamy okolicę zbieraniną wojaków, sami zajmujemy boczną pozycję. W między czasie dochodza jeszcze dwa oddziały wysłane z centrali do pomocy … cholera za duzo ludzi .. coś się zaraz popier… ale trudno. Łysy przejmuje dowodzenie i rozstawia po mapie nasze oddziały aby zidentyfikować trasę konwoju. Będzie dobrze, przecież to oczywiste że będzie pewnie jechał główną trasą w stronę naszego HQ… ojj jaka niespodzianka. Z jakiegoś powodu, Defender nadjeżdza od naszej bazy idealie w naszym kierunku z najmniej pilnowanej strony. Cięzki ostrzał licznie wysypujacej się z niego obstawy szybko stawia nas na nogi. Obchodzimy teren z dwóch stron skurwając się w lesie próbująć wybadac sytuację liczebną wroga. W między czasie dwa pozostałe odziały na moście łapią kontakt z licznym odziałem wroga, tracimy z nimi kontakt. No to jak zwykle wszystko na naszych barkach, ale co tam, nie pierwszyzna! Ogień! Pierwsze ofiary natarcia po stronie obstawy konwoju, idzie nieźle, powoli systematycznie aż tu nagle kontakty z tylu. Spada dwójka naszych skrzydłowych, ale skąd tam wróg? Przecież teren był obstawiany przez dwie nasze ekipy, no i faktycznie były to dokładnie te dwie ekipy. Które po usłyszeniu odgłosów walki, postanowiły walić do wszystkiego co się rusza nie zwracając uwagi na okrzyki z naszej strony. Znowu sąd wojenny, tym razem twarze i naszywki są nam znane. Wiedziałem że było za duzo osób… dziwna sytiacja szybko odeszła na drugi plan, konwój był wazniejszy. Naliczyliśmy 6 trupów, przecież nie mogło ich być więcej w Land Roverze, czy to już koniec? Jeszcze nie, kolejne dwa trupy z naszej strony, jeden z napastników przyklejony do samochodu ostro raził seriami w las. Jednak nie miał nic do powiedzienia na atak spod samochodu. Koniec obstawa wybita, szarpiemy drzwiczki, pomagamy otwieraczem z buta… mamy to, skrzynka. Wyładować dostarczyć do bazy prosty temat.
Wybieramy prosta ścieżkę do HQ, 6 bandziorów na posterunku. Nie udało nam się dojść nawet do 1go skrzyżowania, wpadliśmy na wycofujący się oddział z Olsztyna. Nie przejdziemy, zasadzka na skrzyżowaniu masa luda. Dobra, przecież to nie jedyna ścieżka, walimy od lotniska boczną ścieżką przez las. ASG prowadzi, my dwójkami nosząc cenny ładunek tuż za nimi. Znowu seria z lasu, na oślep ale zawsze, seria z przodu .. zasadzka rozszerzyła się na kolejne skrzyzowanie. Taszcząć skrzynkę dużo nie powalczymy. Z drugiej strony lasu słychać znajome okrzyki Harcerza poganiającego swoją drużynę. Do tego spotkania musiało w końcu dojść. Ale ilośc wroga nieznana, czas 21 i początek zmroku, brak rozpoznania z przodu, cięzki wybór. Szykie spojrzenie na mapę, zaraz przecież możemy obejśc bagno do okoła i wrocić na krzyrzówkę na wschodniej stronie bazy. Wykonać. Puściliśmy zaprzyjaźniony oddział sami obstawialiśmy tyły. Co chwilę z drugiej strony bagna widzieliśmy przemieszczające się w tym samym kierunku oddziały. Wróg? Swój? Nie widać, nie wiadomo, nie ryzykujemy. Podążamy mało uczęszczaną ścieżką do przodu. Po 30 minutach marszu, dochodzimy do pierwszej drogi powrotnej. Znaczy drogi, na mapie była drogą, w rzeczywistości okazała się solidną odnogą bagna. Czujka wraca przemoczona do kolan, bez szans. Walimy dalej. Drogi powrotnej nie widać, ale ścieżka wydaje się uczęszczana. Kolejne 20 minut trasy, zbliżamy się do skraju lasu, nie ma siły trzeba wracać na 2ga stronę. Wypuszczamy kilku ochotników do badania możliwości przejścia przez rzekę. Po 10 minutach czekania mamy 3 opcje. W pław (w życiu, wiesz ile kosztują te spodnie, jeszcze mamy 2 dni bieganie nie będę gonił w mokrych!), do tylu, może droga już przejezdna? Albo pojedyncze drzewo opadnięte wzdłuż rzeki. Po szybkim upewnieniu się, że każdy z obecnych czuje się co najmniej niebiańsko-męski aby pokonać rzekę po chybotliwym, prowizorycznym, pojedynczym drzewie szukamy pierwszego ochotnika. Na ochotnika wybrany został młody. Dzielnie podjął się przeprawy badając teren. Kilka minut później był już na drugiej stronie zachwalając wielkość i klasę swoich Balls Of Steel. Przejście jest, drugą stroną rzeki można wzdłuż płotu dostać się na 2gą stronę bagna. Do dzisiaj Młody twierdzi że musiał pokonać dwa krokodyle i hipopotama żeby zorganizować ta przeprawę. Myslę że każdy kto był na tamtym brzegu potwierdzi max jednego chomika polnego i dwie wiewiórki, ale cóż było ciemno, niech se ma. Wywalczył zbadał przeprawę zdobył wzgórze. Palimy światło żeby umożliwić przejście reszcie ekipy, część Bandziorów wyciąga telefony z nadzieją na ciekawe nagranie z wieczornej kąpieli jednego lub kilku uczestników ucieczki. Ale nic takiego się nie stało. Każdy dzielnie, krok za krokiem przemierzył niby-mostek i wspiął się na 2gi brzeg. Co za przygoda! Co za emocje! Cholera a gdzie jest skrzynia? Szybki powrót Rzeźnika na 2gą stronę i już jesteśmy w komplecie. Przeprawa nocą przez las nie robiła już na nas w tym momencie żadnego wrażenia. Udało nam się ominąć dwa podejrzane patrole, przeczekaliśmy przemarsz wojsk i przejazd samochodów. Powoli do celu nasza 10o osobowa ekipa dokonała cudów odwagi i męstwa. Docieramy do bazy. Skrzynka do dowództwa, niech kombinują co z nią zrobić. Bohaterowie zasłużyli na odpoczynek. Kolejny fantastyczny dzień na aegisie za nami.
Dzień nr3.
Poranek pełen pozytywów i częściowego sprzątania obozu. Wiadomo ostatnia bitwa, podsumowanko i można nareszcie pojechać na dobre jedzenie. Po śniadaniu wraz z większą grupą udajemy się przez pole ‘minowe’ na północ od bazy do składu rakiet. Trzeba zmontować wszystkie części które zdobyliśmy w trakcie tych paru dni, no i w końcu trzeba wysłać kogoś w kosmos. Obstawiamy pustą drogę słuchając odgłosów montażu rakiety. Po dłuższej chwili hasło do wymarszu. Olsztyn prowadzi, znają tajną trasę na kosmodrom. Ścieżka cicha, podejrzana, idealna na zasadzkę .. ale ciągle nic. Przeprawa przez rzekę, ciągle nic .. geniusz strategiczny dowództwa czy lenistwo wroga? Do kosmodromu 400 metrów, nie no masakra pełna wygrana. Przemyślenia te szybko są ucięte seriami karabinów. No nareszcie się dzieje. Jesteśmy na górce z widokiem na kosmodrom. Wzgórze po prawej obstawione w pełni przez dmr/snajperów przeciwnika nie ma jak podejść. Pozostaje więc dół górki po lewej albo frontalne natarcie. No dobra Panowie na to czekaliśmy, Banda na szpicy rozpoczyna finalne natarcie na kosmodrom. Teraz już wiemy dlaczego mieliśmy zerowy opór wroga po drodze, wszyscy byli tutaj. Okopani po zęby. Widzimy ciągnące się nitki wsparcia odcinające nas od kosmodromu. Podzieliliśmy się na drużyny szturmująca i odciągającą uwagę i krok po kroku wyrywamy wrogowi kolejne metry ziemi. Jednak ilość przeciwników jest przytłaczająca. Spada kolejny operator, i kolejny a wrogów ciągle jakby więcej. Cholera gdzie nasze wsparcie? Długo tak nie pociągniemy. 10 miut później zyskaliśmy kolejne 20-30 metrów i napotkaliśmy kolejną ścianę kompozytu na naszej drodze. Resztkami sił, amunicji i Bandziorów przeprowadzamy szybki atak po lewej stronie próbując wypchnąć wroga z lasku na wzgórzu. Niestety w między czasie, jednemu odziałowi udaje się dostać na nasze plecy, i pod osłona lasu, na ślepo zasypują dziesiątki dzielnych wojowników gradem pocisków. Nie damy rady walczyć w 2 kierunkach na raz. Ostatni operator wyciąga kamizelkę. No to by było na tyle. Nie przejdziemy dalej. Trzeba było tu leżeć od 5 rano. W tym momencie zbierając resztę trupów do kotliny z kosmodromem docierają posiłki Bałucji. O proszę, rychło w czas … walka trwa kolejną godzinę. Przez jedno pole bitwy przesypuje się co chwilę całość uczestników rozgrywki. Nie ma już czasu na respa więc to ostatnia walka. I tak faktycznie do ostatniego żołnierza walczyliśmy. I walczyliśmy dzielnie. Będąc już w bazie dostajemy info że doszliśmy, odpaliliśmy rakietę, mamy to! Sukces świętowany jest okrzykami w obozie. Ale to już bez nas. Co mogliśmy to zaczęliśmy. Dokończyli inni.
Pakujemy obóz i ruszamy w drogę powrotną.
To był dobry Aegis, pełen niespodziewanych przygód. Brakowało co prawda tak fantastycznych rok temu Śmigieł, troszkę trzeba było dołożyć w butach. Ale nam to nie straszne. Nikt nie wymiękł, nikt nie został w obozie, dzień i noc Banda realizowała skutecznie każde zadanie które było dla nas wyznaczone. Ciekawe jaki plan ma dowództwo na ściągniecie naszego kosmonauty do domu , pewnie dowiemy się dopiero za rok.