Arkadiusz Stec

Arkadiusz Stec Jestem! - to moja przestrzeń do ekspresji. Nie szukam uwagi — raczej miejsca na myśli. Pomiędzy spokojem a szaleństwem. Bez przekonywania. Bez celu na zasięgi.

Ptaki, ruch i refleksje społeczno-polityczne. Cześć, nazywam się Arkadiusz. Jestem z przedostatniego pokolenia (urodzony w 1980 roku) – to znaczy, że przechodziłem ze świata analogowego do cyfrowego razem z rozwojem technologii. Nie tylko wiem, jak działa komputer, ale też wiem, jak jest zbudowany. Dlaczego to ważne? Bo mam poczucie, że jestem częścią ostatniego pokolenia, które nie oglądało na Yo

uTube, jak zbudować szałas – tylko go po prostu budowało, mieszkało w nim i czerpało z tego radość. Bez potrzeby zdobycia tysiąca lajków – wystarczało uznanie od kogoś z bliskiej, wtajemniczonej ekipy. Ten profil powstał pierwotnie jako moja wizytówka w wyborach samorządowych, ale dziś to miejsce, w którym chciałbym „zarażać” innych szacunkiem do naszej planety – zwierząt, roślin i ludzi - bo z tym ostatni jest słabo! Wchodzę w dyskusje z hejtem, tropię w sieci niebezpieczne zjawiska – ludzi, którzy sieją dezinformację i promują pseudonaukę. Obecnie śledzę m.in. pewien niepokojący profil kobiety, która pokazuje, jak „uwolnić ChatGPT”, by rzekomo przekazywał nam objawione prawdy. Odpowiednio „nakarmiony” model językowy może rzeczywiście zacząć wspierać teorie spiskowe – uważam, że to niebezpieczna forma pseudoreligii, która może prowadzić do kultu sztucznej inteligencji. Chcę się tu również dzielić sukcesami mojego wolontariatu na rzecz psów północy – przeprowadzam kontrole przedadopcyjne u potencjalnych opiekunów. To ważna część mojej misji. Jestem też pasjonatem ruchu – przez cały rok, niezależnie od pogody – dlatego promuję aktywność na świeżym powietrzu, pokazując własne działania i zachęcając innych. Ruch był i jest dla mnie najlepszym lekarstwem na wiele dolegliwości współczesności. Do tego wszystkiego pasjonuje mnie ludzki mózg – ten niesamowity instrument, który wciąż skrywa wiele zagadek. W ubiegłym roku postanowiłem, że moje zainteresowanie uzbroję w profesjonalną wiedzę – dlatego zostałem studentem kognitywistyki – interdyscyplinarnej nauki zajmującej się badaniem umysłu, świadomości, percepcji, emocji oraz procesów poznawczych z perspektywy psychologii, neurobiologii, filozofii, lingwistyki i informatyki. W tym roku mam 45 powodów, by rozwijać moją wirtualną tożsamość. Zapraszam do mojego świata
Arkadiusz

16/07/2026



Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji to niewątpliwie jeden z największych fenomenów naszych czasów. Należy jednak ...
14/07/2026

Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji to niewątpliwie jeden z największych fenomenów naszych czasów. Należy jednak pamiętać, że wciąż są to jedynie programy, za którymi stoją zaawansowane modele matematyczne i statystyczne. Z tego względu termin „sztuczna inteligencja” uważam za dość niefortunny. Choć w naukach kognitywnych istniał okres dominacji metafory komputacyjnej, w ramach której próbowano sprowadzić funkcjonowanie ludzkiego umysłu do pracy komputera, paradygmat ten został szybko – i słusznie – obalony. Działanie układu nerwowego jest wciąż na tyle złożone, że ukrywa przed nami wiele tajemnic.

Pewien wgląd w te procesy daje nam funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI), który umożliwił badanie in vivo aktywacji poszczególnych obszarów mózgu poprzez śledzenie natlenienia krwi w rejonach o zwiększonej aktywności neuronalnej. Pozwala to zaobserwować niezwykle skomplikowane relacje, chociażby te zachodzące między korą ruchową a korą czołową. Pierwsza z nich odpowiada za egzekucję konkretnych działań motorycznych, podczas gdy druga zajmuje się ich planowaniem. Warto uświadomić sobie, że w naszym układzie nerwowym nieustannie zachodzi mnóstwo procesów, z których w ogóle nie zdajemy sobie sprawy – to mechanizm optymalizujący, mający na celu uniknięcie przeciążenia poznawczego. Oczywiście możemy również świadomie „programować” pewne wzorce ruchowe poprzez ich fizyczne powtarzanie lub samą wizualizację. Z punktu widzenia aktywacji sieci neuronalnych nie ma to dla mózgu większej różnicy; istnieją wszak badania naukowe potwierdzające wymierne efekty u osób stosujących wyłącznie trening wyobrażeniowy. Fascynujące, prawda?

Wracając jednak do wspomnianych algorytmów – chciałbym zademonstrować dość zabawny rezultat realizacji prostego polecenia. Mój prompt brzmiał: "nowe zadanie: skadruj to zdjęcie do kwadratu na social media; popraw jakość i naświetlenie; żeby było widać oba hamaki i ludzi". Jak widać, system nie do końca poradził sobie z tym wyzwaniem. Polecenie było co prawda dość lakoniczne, wręcz oszczędne w słowach, jednak doskonale ukazuje to szerszy mechanizm. W sytuacji generowania treści przez AI często dochodzi do podobnej „frywolnej twórczości”, którą programiści określają mianem halucynacji. Ponieważ modele te są zoptymalizowane po prostu na dostarczenie wyniku, ostateczny rezultat ich działania potrafi nas niekiedy mocno zaskoczyć.

Arkadiusz

Co lubię w górach? Wszystko. A przede wszystkim to, że cel jest tam tak wyraźny. Nawet jeśli na początku wydaje się wręc...
13/07/2026

Co lubię w górach? Wszystko. A przede wszystkim to, że cel jest tam tak wyraźny. Nawet jeśli na początku wydaje się wręcz nieosiągalny, to po podzieleniu drogi na etapy w zasadzie każdy może zdobyć swój szczyt. Długa i wyczerpująca wędrówka zachęca jednak nasz umysł do marudzenia i stękania (z moich terenowych ankiet wynika, że zdecydowana większość z nas tak ma). Pojawiają się chwile zwątpienia, które materializują się w postaci wewnętrznych antyafirmacji: „po co tam idziesz?”, „daj sobie już spokój, nie chce mi się”, „naprawdę musisz coś sobie udowadniać?”, „to nie jest bezpieczne, po co się tak męczyć?”. Zupełnie tak, jakby nasz umysł chciał nas chronić – bo de facto trochę tak właśnie jest, system po prostu próbuje oszczędzać zasoby.

Każdy długi szlak wymaga mnóstwa energii, a każdy krok w niepewnym terenie może wygenerować uraz, który w najlepszym wypadku zakończy naszą marszrutę. W najgorszym – stanie się przyczynkiem do łańcucha zdarzeń, który wielu zaprowadził na ich ostatnią górę. Zazwyczaj naiwnie nie wierzymy, że to akurat nam może się coś przydarzyć. Czytamy o wypadkach innych, ale rzadko myślimy, że w zasadzie każdy z nas mógłby znaleźć się w butach nieszczęśników płacących za swoją pasję najwyższą cenę. Nie piszę tu o tych, którzy świadomie ignorują sygnały ostrzegawcze i negują ryzyko, że coś pójdzie nie tak – bo zbliża się burza albo teren ewidentnie przerasta ich kompetencje i siły. Wtedy sprawa jest moim zdaniem znacznie prostsza: gramy w ruletkę z szansami 50/50. Uda się, to będzie fajnie, a jak się nie uda, to... no właśnie, co? Zwalimy winę na burzę, za ciasne buty, czy może na kaca po wczorajszym, tak pięknym ognisku integracyjnym?

Na szczęście ryzyko można minimalizować. Są szkolenia na różnym poziomie turystyki, ale przede wszystkim warto zainwestować w mądre towarzystwo. Choć uważam, że samotne wędrówki mają w sobie ogromną wartość, to w trudnym terenie, wysoko w górach, drugi człowiek bywa wręcz niezastąpiony. Swoją drogą, to właśnie takie ekstremalne sytuacje najlepiej weryfikują i obnażają relacje międzyludzkie. Pokazują, że zwyczajnie potrzebujemy siebie nawzajem, czemu tak mocno zaprzecza dzisiejsza promocja kultury skrajnego indywidualizmu. Warto pamiętać, że patrząc z czysto ewolucyjnego i poznawczego punktu widzenia, naszą najsilniejszą adaptacją jest właśnie zdolność do tworzenia więzi i wspólne przezwyciężanie trudności. I choć osobiście bardzo lubię pobyć sam na sam, to równie mocno cenię sobie moje małe stado pobratymców na szlaku – bo zbyt duże tłumy szybko mnie męczą.

AREK

13/07/2026

Część mojego świata to góry. Były, są i będą ważnym elementem mojego stylu życia. To dzięki nim zdobyłem kiedyś dodatkow...
10/07/2026

Część mojego świata to góry. Były, są i będą ważnym elementem mojego stylu życia. To dzięki nim zdobyłem kiedyś dodatkowe punkty u mojej przyszłej teściowej, która każdego roku część wakacji spędzała w ukochanych Tatrach:)

W górach wszyscy jesteśmy równi. Drogie ciuchy i modne buty nie wniosą Cię na szczyt – tam zawsze musisz zmierzyć się z własnymi ograniczeniami. Niestety, na szlaku wciąż nie brakuje ignorantów, którzy nie szanują przyrody ani wypracowanego przez dekady turystycznego savoir-vivre'u. Góry nie są dla wszystkich, a ci, którzy nie przestrzegają ich zasad, często płacą najwyższą cenę. Myliłem się, myśląc, że powyżej 4000 metrów takich osób już nie spotkam. Są również tam. Prawdopodobnie tragiczne statystyki na Mont Blanc biorą się właśnie z tego, że spora grupa śmiałków zwyczajnie lekceważy tę górę, a ona potrafi być absolutnie bezlitosna.

Dla mnie to wejście było zupełnie nowym doświadczeniem, mocno odmiennym od samotnych tatrzańskich trekkingów – tutaj sukces zależał od całego zespołu. Na trasie czekały inne trudności: ciągła ekspozycja z kulminacyjnym odcinkiem śnieżnej grani (około 150 metrów przejścia ścieżką o szerokości pary butów) i oczywiście lodowiec usiany szczelinami, który mocno potęgował poczucie niebezpieczeństwa. Powyżej 4000 m n.p.m. stałym towarzyszem był porywisty wiatr, błyskawicznie zabierający ciepło i spychający z obranej drogi. Największym wyzwaniem okazała się walka o każdy oddech, ale dzięki wypracowaniu odpowiednich strategii, cały zespół dzielnie opanował oddychanie w tych ekstremalnych warunkach.

Każdy znajomy pyta, co będzie następne. Nie mam pojęcia, ale wiem, że chciałbym zmierzyć się jeszcze z kilkoma szczytami. Tymczasem odpoczywam i szlifuję pracę magisterską, którą mam nadzieję obronić we wrześniu.

Pozdrawiam,
Arkadiusz

Dawno nic nie publikowałem. Może dlatego, że życie mamy tylko jedno i nie zawsze jest czas, by o nim opowiadać. Czasem t...
09/07/2026

Dawno nic nie publikowałem. Może dlatego, że życie mamy tylko jedno i nie zawsze jest czas, by o nim opowiadać. Czasem trzeba je po prostu przeżyć.Ostatnie tygodnie to był mój czas. Czas przygotowań, ogromnego wysiłku i cichej refleksji. Czas dobrze wykorzystany, którego zwieńczeniem było wejście na dach Europy Zachodniej – Mont Blanc, od włoskiej strony.

Idąc tam, w nieznany i surowy teren, myślałem przede wszystkim o kimś bliskim. O kimś, kto w tym samym czasie toczył walkę o coś o wiele ważniejszego niż zdobycie szczytu.

Poznaliśmy się stosunkowo niedawno, zaledwie kilka lat temu. Jak to często u nas bywa – połączyły nas psy. Rafał, choć sam zmagał się z problemami zdrowotnymi, miał w sobie niesamowite światło. Był zawsze pełen optymizmu, otwarty na życie i na drugiego człowieka.

Dziś wiem, że ten mój mały sukces zawdzięczam właśnie jemu. Kiedy na podejściu brakowało mi sił, powtarzałem sobie w duchu: „Rafał, idę tam dla Ciebie. Żebyś z tego wyszedł i wrócił do rodziny. I do nas – ludzi, którzy mieli zaszczyt Cię poznać”.

Mnie się udało. Tobie, niestety, nie.

Nigdy Cię nie zapomnę.

AREK

Śpiewak w pełnej krasie. Takie zdjęcia lubię najbardziej — przypadkowe spotkania człowieka z przyrodą, bez scenariusza i...
27/05/2026

Śpiewak w pełnej krasie. Takie zdjęcia lubię najbardziej — przypadkowe spotkania człowieka z przyrodą, bez scenariusza i wielkiego planowania. Rzadko kiedy wychodzę z planem. Po prostu zabieram aparat i pstryk.

Coraz bardziej przekonuję się, że fotografia chwili ma w sobie coś prawdziwego — uczy uważności, cierpliwości i gotowości na moment, którego nie da się przewidzieć. Natura nie umawia się na sesje. Trzeba po prostu być obok.

Życzę Pięknego Dnia!

Arkadiusz

Foto: materiały własne

Adres

Rybnik
44-200

Telefon

+48797293247

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Arkadiusz Stec umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Arkadiusz Stec:

Skróty

Udostępnij