23/08/2026
Siedzę nad morzem i obserwuję windsurfera…
Próbuje wypłynąć, ale morze jakby zupełnie nie chciało z nim współpracować.
Wstaje - upada.
Podnosi żagiel - ten ląduje w wodzie.
Próbuje złapać wiatr - wiatr wykrzywia go w drugą stronę.
I tak kilka razy… w duchu zaczynam mu mocno kibicować!💪
W pewnym momencie wychodzi na brzeg…
Patrzę na niego i myślę: „Nie poddawaj się”!
Nie poddaje się.
Przez chwilę stoi na brzegu. Patrzy na wodę, na wiatr, na innych ludzi. Nie wiem, o czym myśli. Może odpoczywa. Może analizuje swoje próby. Może po prostu potrzebuje chwili, żeby przestać walczyć z żywiołem.
Po kilku minutach bierze deskę i wraca 👏
I dzieje się coś pięknego.
Za pierwszym razem łapie wiatr. Żagiel się prostuje i po chwili obserwuję, jak odpływa coraz dalej od brzegu.
Pomyślałam wtedy o tym, jak często mylimy wytrwałość z ciągłym parciem do przodu.
A przecież czasem największą mądrością jest zatrzymać się, żeby móc ruszyć dalej.
Joga bardzo zmieniła moje myślenie o wytrwałości.
Nie chodzi w niej o zaciskanie zębów i walkę za wszelką cenę. Bardziej o uważność. O zauważanie tego, co się wydarza. O wyciąganie wniosków z kolejnych doświadczeń. O świadomość, kiedy próbować dalej, kiedy zmienić sposób, a kiedy na chwilę się zatrzymać.
Bo samo powtarzanie tej samej próby nie zawsze jest wytrwałością.
Czasami trzeba wyjść na brzeg i spojrzeć na wszystko z dystansu.
A potem wrócić.
Może z większym spokojem.
Może z nowym pomysłem.
Może bogatszym o te wszystkie wcześniejsze upadki.
Nie wiem, co sprawiło, że jego ostatnia próba była inna.
Ale wiem, że gdyby po poprzedniej uznał, że już wystarczy, nigdy nie złapałby tego wiatru.
Bo czasem to, co z perspektywy dzisiaj wygląda jak porażka, jest po prostu jednym fragmentem znacznie dłuższej historii.
Nie wiesz jeszcze, co będzie za chwilę.
Może znowu upadniesz.
A może właśnie przy następnej próbie złapiesz wiatr.
Nie oceniaj swojej drogi w połowie.