25/06/2025
Orle Stawy (Lędziechowo)
Zacznę swoją przygodę z dzieleniem się opowieściami z moich zasiadek od tej ostatniej – dwudniowej, spędzonej w domku na terenie Agroturystyki Orle Stawy.
Postanowiłam, że co roku wybiorę się choć raz na weekendowe łowienie z noclegiem w domku. W tym roku padło na Agroturystykę Orle Stawy – w zeszłym byliśmy na Niedamowie (Gubel, zasiadkę opiszę w osobnym poście 😊).
W połowie czerwca wynajęłam z rodziną domek na weekend. Pogoda w naszych stronach od miesiąca nie napawała optymizmem – niestabilna, wietrzna, pochmurna, z temperaturami nieprzekraczającymi 18 stopni. Na szczęście na zaplanowany weekend prognozy się poprawiły – słońce świeciło, wiatr się uspokoił, a temperatura dochodziła do 25 stopni w dzień. Takie nagłe zmiany często nie wróżą nic dobrego, ale z rybami już się nauczyłam, że bywa… przewrotnie.
Łowisko składa się z trzech stanowisk z domkami. Nasz domek był najdroższy – zapewne ze względu na komfort, możliwość noclegu większej liczby osób, prywatną łazienkę i kilka innych udogodnień. W cenie mogliśmy łowić na cztery wędki (piąta i szósta – za dopłatą). Byliśmy we czwórkę, ale głównie łowiły trzy osoby: ja (na metodę), mój mąż Wojtek (na grunt i metodę) oraz mój brat, który początkowo łowił na koszyczek z robakami, ale później przeszedł na dumbellsy.
Po pierwszym dniu właściciel wskazał nam najlepsze opcje łowienia i polecane smaki, bo nasza taktyka (jak zwykle dość chaotyczna) nie przyniosła efektów przez cały dzień. Tylko robaki u mojego brata kusiły okonie (brat woli naturalne przynęty, trochę się nie dziwię ;)), ale nic większego nie chciało się skusić. Słońce i spokojna tafla wody zachęcały karpie do wygrzewania się po drugiej stronie zbiornika – standardowo nie chciały też brać. Poza tym, bez wywózki było nam trudno do nich dorzucić.
Liczyliśmy więc na wieczór i noc.
Pierwsze obiecujące branie – na pellet o smaku ananasa – pojawiło się o 23:00. Na macie wylądował całkiem przyjemny lin. Już wiadomo – zera nie będzie! 😉
Przez całą noc głównie wędka z ananasem dawała znaki życia. Poza tym linem nie udało się złowić nic więcej, choć o 3:00 nastąpił odjazd na kulkę truskawkową 20mm – nasz sprawdzony killer na grube ryby. Niestety zanim zdążyliśmy wyjść z domku, ryby już na haku nie było…
Próbowałam też w nocy łowić na kulkę scopex squid (polecany smak na tym łowisku), ale bez kontaktu z rybą.
Nad ranem ananas znów dał znać o sobie – tym razem mój mąż złowił karasia złocistego. Liczyliśmy, że drugi dzień stabilnej pogody przyniesie więcej brań… ale całkowicie się myliliśmy. Spędziliśmy przyjemnie czas – grillowaliśmy, testowaliśmy nowe przynęty, nęciliśmy – ale bez efektów. Na pozostałych stanowiskach też słabo – jedynie jesiotr złowiony w nocy, poza tym cisza.
Nagle, po godzinie 19:00, nastąpiło przełamanie – na moją wędkę z pop-upem orzecha tygrysiego. Odjazd! Spokojny, ale mocny hol – czułam wagę ryby na kiju, ale nie walczyła na początku. Widzimy, jak się wynurza – amur! Nie mam szczęścia do amurów, więc byłam już zadowolona. Wojtek zanurzył podbierak, już prawie go mieliśmy… i wtedy cyk! Amur wyskoczył jak poparzony. Zaczęło się szaleństwo – kilka wyskoków i… urwała się plecionka przy haku. No cóż – mówiłam już, że nie mam szczęścia do amurów?
Właściciel potem potwierdził – to klasyk. Jeśli amur wyczuje podbierak i nie uda się za pierwszym razem, zaczyna wariować. Został niedosyt… ale i nowa nadzieja.
Niestety, noc nie przyniosła już żadnych brań.
Kolejnego dnia, w niedzielę, kończyliśmy zasiadkę ok. 12:00. O 7:00 z ostatnią nadzieją zarzuciłam nowe zestawy. Pop-up orzecha tygrysiego znów nie zawiódł – brania były co 10 minut. Najpierw lin, potem drugi, następnie karaś i kolejny itd. Wojtek też złapał karasia na ananasa – tym razem srebrzystego, ale najcięższego z całej wyprawy (blisko 2 kg).
Po 9:00 nastała cisza. Słońce grzało niemiłosiernie, wiatr zupełnie zanikł. Brania się skończyły. O 12:00 spakowani, z lekkim niedosytem, ale zadowoleni z poranka – ruszyliśmy do domu.
Tak nam się spodobało, że zapytałam właściciela o dostępność domku w wakacje – i udało się. Znaleźliśmy dogodny weekend w sierpniu. Amury i karpie – nadciągamy…Na kolejną zasiadkę zaopatrzymy się też w przynęty polecane przez właściciela i przygotujemy zestaw typowo karpiowy. Co z tego będzie? Przekonamy się za nieco ponad miesiąc…