Pomorskie zasiadki z Nelą- testujemy łowiska

Pomorskie zasiadki z Nelą- testujemy łowiska Zasiadki na Pomorzu- łowiska, metody, przynęty, klimat! 📍 Trójmiasto i okolice
Przeprowadziłam się z Kujaw na Pomorze i odkrywam wędkarstwo na nowo.

Jeziora, morze, rzeki... Pstrągi, karpie, czy belony, próbuję każdej metody!

02/11/2025

Coś mnie podkusiło, żeby skoczyć jeszcze raz na ryby w tym roku (może to niedosyt po „zakończeniu sezonu” miesiąc temu albo to jesienne słoneczko… ;) ) Byliśmy 4 godziny, wynik jak widać bez rewelacji, ale było przyjemnie w ciągu tych 4 godzin, a po 15 się ochłodziło, więc skończyliśmy ostatecznie łowić. Z amurkiem była dziwna sprawa, bo hol trwał chwilę, ale przy końcu ryba nic nie walczyła, była jak „kłoda” … ale spokojnie, wrócił do wody i popłynął normalnie. Wojtek 2 karpiki, 1 spięcie. Teraz pozostało nam czekać do wiosny 🥲

🎣 Temat rzeka… dosłownie! - Rzeka Reda, subiektywnie, podsumowanie sezonuOd trzech lat mieszkamy w Redzie, więc najbliżs...
26/10/2025

🎣 Temat rzeka… dosłownie! - Rzeka Reda, subiektywnie, podsumowanie sezonu

Od trzech lat mieszkamy w Redzie, więc najbliższy nam akwen to oczywiście… rzeka Reda. Przyznam szczerze – długo się jej obawiałam. To rzeka typowo „górska”, szybka, kapryśna, z pstrągami i trocią, a nie z leszczem czy karpiem, które kojarzą mi się z klasycznym wędkarstwem. Do tego sporo zaczepów, trudny dostęp i dzienne zezwolenie za 80 zł – nie zachęcało 😅

Rok temu wysłałam więc w „delegację” mojego męża Wojtka, by sprawdził, czy Reda to w ogóle miejsce dla nas. Kupiłam mu na święta podstawowy sprzęt spinningowy – woblery, obrotówki i wodery. Niestety, pierwsze próby zimą skończyły się zerwanymi przynętami i zmarznięciem…

Drugie podejście mieliśmy w wakacje 2024. Pojechaliśmy razem na odcinek Mrzezino–Połchowo, ja z krzesełkiem obserwować, Wojtek z wędką powalczyć. Po godzinie bez efektu stwierdziłam, że to nie dla nas. Ale jak to ja – musiałam spróbować. Czwarty rzut okazał się dla mnie szczęśliwy! Pstrąg potokowy 34 cm, w końcu! Od tamtej pory zmieniłam zdanie i… zaczęło się!

Na 2025 kupiliśmy całoroczne zezwolenia i co weekend odkrywaliśmy nowe miejscówki. Pierwsze efekty przyszły dopiero w marcu – maluchy po 20 cm, ale radość ogromna! Potem przyszły trochę większe pstrągi potokowe, a nawet tęczaki. Była też przygoda z trocią – która spięła się tuż przed podbierakiem, ale emocje niezapomniane…

W międzyczasie kupiłam wędkę muchową – bo jak tu nie spróbować, gdy nad Redą tyle robactwa wiosną! Wojtek szybko się odnalazł w tej metodzie i nawet złowił lipienia. Ja zostałam przy spiningu i przerzuciłam się z gum na obrotówki.

Latem Reda trochę wyschła, a my wróciliśmy do naszych ukochanych jezior i karpi- jednak to jest nasze miejsce. Do pstrągów na pewno też wrócimy, głównie zimą i wiosną – w końcu to piękne, dzikie ryby, które potrafią dać mnóstwo emocji! Ostatecznie jednak ,,pstrągarzami” na etat nie zostaniemy 😅

Cieszonko- -Za drugim podejściem nas ucieszyło! Pierwsze spotkanie z łowiskiem zapamiętałam w sposób dwojaki. Piękna oko...
07/09/2025

Cieszonko-
-Za drugim podejściem nas ucieszyło!
Pierwsze spotkanie z łowiskiem zapamiętałam w sposób dwojaki. Piękna okolica, krajobrazy jak z internetu, ale ryby… nas nie polubiły. Rano mgła, potem upał, ostatecznie jeden odjazd na 12 godzin i tyle.
Wierzyłam jednak w potencjał miejsca i widziałam na własne oczy, że ryby (duże) tam są!
Dziś spróbowaliśmy kolejny raz. Już na krócej, bo z mniejszym entuzjazmem, ale daliśmy tej wodzie szansę. Zameldowaliśmy się późno, po 9 i byliśmy sami większość czasu. Na branie nie czekaliśmy długo- i to na obu wędkach! Na mojej jak podejrzewam, był jednak szczupak, który odciął cały zestaw. U Wojtka za to karpik, który wpłynął w grążele i też się urwał. Szybka strata, ale dała nam nadzieję. Po chwili u mnie kolejne branie! Sztuka bardzo konkretna, byłaby naj tego sezonu, ale te grążele… Kolejna strata mnie zmartwiła, bo ciężko uniknąć grążeli, mimo szczerych chęci. Następne branie znów po chwili od wyrzucenia zestawu! Tym razem udało się wyholować pięknego, ciemnego lina.
Potem nadeszła cisza i słońce grzało niemiłosiernie.
Wojtek poławiał na spławik wzdrążki, a grube ryby widowiskowo wyskakiwały z wody, żeby się chociaż pokazać. Gdy zaczęły pojawiać się chmury na niebie, zameldowały się u nas liny- u mnie i u Wojtka. Potem nadeszła znów cisza.
Po 13 Wojtek pojechał odebrać pizzę (kanapki nam się zepsuły na słońcu 🥵), a u mnie odjazd na wędce! Jak można się domyśleć przy końcówce ryba wpłynęła znów w grążele…. Byłam już zrezygnowana, ale odpuściłam jej na maxa hamulec… i po 15 minutach przyjechał Wojtek- wszedł do wody pomóc mi z żyłką wplątaną w grążele- a karp nadal był i grzecznie czekał! Wyciągnęłam go- myślę: uf! Szybkie foto i cyk do wody- a na drugiej wędce branie… Ku mojemu zdziwieniu to nie był tym razem karp… a karaś! I to nie byle jaki! Ważył 2,4 kg! Niesamowite- nigdy takiego na żywo nie widziałam. Chwilę później na tą samą wędkę kolejny karaś! Jeszcze większy- 2,65 kg. Co to za dzień… Kilka brań jeszcze nam nie wyszło, raz Wojtkowi wyskoczył jesiotr i się spiął. Po 15 brania się uciszyły, ale zdarzyła się wyjątkowa sytuacja. Podczas zwijania zestawu poczułam uderzenie i opór! Pomyślałam, że to kolejny szczupak, który przerwie mi zestaw. Ku mojemu zdziwieniu po ciężkim holu, przy brzegu wynurzył się jesiotr! I to zaczepiony nie w mój zestaw, a czyiś, który zawiesił się na moim haku… niezła to była sztuka! Zerwał się nam przy brzegu, ale z plusów, nie będzie już biedak pływał z podajnikiem i glonami… Tym akcentem zakończyliśmy ten dzień- ale wrócimy jeszcze, bo ryby są tam- piękne i zdrowe, a krajobraz to bajka!

Tym razem szybki wypad na pobliskie Kujawy (które najczęściej plusują lepszą pogodą). - 4 godzinki na PZW- wzdręgi, płot...
25/08/2025

Tym razem szybki wypad na pobliskie Kujawy (które najczęściej plusują lepszą pogodą).
- 4 godzinki na PZW
- wzdręgi, płotki, krąpie, uklejki i karaś (brat złowił na dumbelsa).
- fajna zabawa na spławik i kukurydzę.

17/08/2025

Już myśleliśmy, że w te wakacje temperatura nie przekroczy 30, ale się myliliśmy! Jezioro Okonek, brań niewiele w tę pogodę, 4 hole, 3 spinki (coś za dużo spinek ostatnio). O dziwo było przyjemnie nad wodą, bo las dawał nam cień od 14. Lubię kolor tych karpi… miejsce przy grążelach jest urocze, ale dość ciężkie. Płytko plus zaczepy to wymaganie, któremu nie sprostaliśmy w 100%.

Gniewino--Łowisko, które zna już chyba każdy zainteresowany wędkowaniem na łowiskach prywatnych w okolicach Trójmiasta 🎣...
14/08/2025

Gniewino-
-Łowisko, które zna już chyba każdy zainteresowany wędkowaniem na łowiskach prywatnych w okolicach Trójmiasta 🎣
Słyszałam o nim od lat, ale zawsze wybierałam inne miejsca… aż w tym roku, w ostatnim tygodniu, pojechałam tam dwa razy. I co? Przepadłam!

Dlaczego? Bo tu naprawdę jest co robić na rybach…
Wystarczyło 5– 6 godzin, a brań było dużo! Nawet spławik potrafi tu zaskoczyć – a nie wszędzie tak jest (feederowcy zdominowali świat wędkarski🤣).

Ostatnio stoczyliśmy pojedynek z amurem na kukurydzę. Niestety wyskoczył z podbieraka i się spiął – a miał ok. 7 kg…
Na spławik wpadł też karp i płotki, a na metodę – sporo karpi w granicach 2– 4,5 kg. Kilka ryb spięło się po wygięciu haka (wyprostowane po kilku sekundach holu!), więc profilaktycznie zrezygnowaliśmy z haków mikado.

Najlepsze smaki? Spicy, Kraken i Toxic – po raz kolejny dały radę 💪
Mimo że łowisko jest niewielkie i komercyjne, urzekło mnie. Jest po prostu idealne, gdy ma się mało czasu, a chce się po prostu połowić 🎣💚

10/08/2025

Jezioro Okonek – Załakowo 🎣 Szukaliśmy ostatnio mniej znanych łowisk komercyjnych na całodniową zasiadkę i… udało się co...
10/08/2025

Jezioro Okonek – Załakowo 🎣

Szukaliśmy ostatnio mniej znanych łowisk komercyjnych na całodniową zasiadkę i… udało się coś znaleźć 😉. Wędkarz na TikToku podsunął mi pomysł na Jezioro Okonek. Godzina drogi z Redy, szybki research na Facebooku i kilka dni przed łowieniem wykupiliśmy dniówkę na stanowisku nr 12.

Rezerwacja jest prosta – robi się bezpośrednio na stronie jeziora. Warto się jednak pospieszyć, bo część stanowisk bywa zajęta. Łowienie kosztuje 70 zł za stanowisko (4 wędki, 2 łowiących), od północy do północy – dość nietypowa, ale fajna opcja i w rozsądnej cenie.

Na miejscu łowisko od razu zrobiło na nas pozytywne wrażenie. Cisza, zapach lasu, a samo stanowisko ma wzmocniony brzeg lub pomost. Nad głową światło, jeśli ktoś łowi w nocy i kamera. Obok domki do wynajęcia, ale jest też miejsce na rozbicie namiotu. Jest też prysznic i toaleta, a mimo udogodnień typowych dla komercji jeziorko zachowało swój naturalny urok i trochę dzikiego klimatu. Widać obiecujące grążele, ale i zaczepy – przynajmniej w naszej części.

Deeper pokazał max 1 m głębokości w naszej miejscówce, co nie napawało mnie optymizmem. Domyślam się, że stanowiska bliżej środka mają bardziej urozmaicone ukształtowanie dna.

Łowienie zaczęliśmy po 6. Większość stanowisk po tej stronie jeziora była już zajęta. U nas cisza, ale w drodze do toalety zauważyłam, że „środek” jeziora łowi. Po kilku godzinach zaczęłam myśleć, że mamy pecha z miejscem i że po 16 zwiniemy się do domu…

I wtedy o 15 – karp! (często mamy brania o pełnych godzinach 🤔)🎉 Zameldował się u Wojtka na micronwaftersa spicy od Feeder Bait. Pierwsza ryba na tę kuleczkę, piękny, czekoladowy kolor, ok. 3,5 kg. Chwilę później było drugie branie, ale nie do końca pewne, zakończyło się bez ryby na macie.

Sąsiedzi przy grążelach mieli sporo odjazdów, ale też sporo spinek. U nas kolejne branie – karp złowiony przez Wojtka na moją wędkę (trochę mniejszy, ale podobny kolorystycznie). Do tego w ciągu dnia dwa leszczyki także o ciemnych płetwach.

O 19 kolejna ryba u Wojtka, niestety spięła się blisko brzegu – chyba największa tego dnia. Planowaliśmy zbierać się przed 21, ale wtedy rozpoczęło się prawdziwe eldorado. Najpierw ja – karp. Zaraz potem Wojtek – kolejny.

21:30 – zaczęliśmy zwijać sprzęt, bo światło na stanowisku przyciągnęło chmary komarów. Wojtek zostawił jeszcze jedną wędkę na przebój i… odjazd! Ostatni, najmniejszy karpik na pożegnanie.

Dzień, który zaczął się wątpliwie, zakończył się naprawdę pozytywnie. 🌊🐟
Zamierzamy wrócić nad tę wodę i poszukać większych okazów!😊

Orle Stawy (Lędziechowo)Zacznę swoją przygodę z dzieleniem się opowieściami z moich zasiadek od tej ostatniej – dwudniow...
25/06/2025

Orle Stawy (Lędziechowo)
Zacznę swoją przygodę z dzieleniem się opowieściami z moich zasiadek od tej ostatniej – dwudniowej, spędzonej w domku na terenie Agroturystyki Orle Stawy.

Postanowiłam, że co roku wybiorę się choć raz na weekendowe łowienie z noclegiem w domku. W tym roku padło na Agroturystykę Orle Stawy – w zeszłym byliśmy na Niedamowie (Gubel, zasiadkę opiszę w osobnym poście 😊).

W połowie czerwca wynajęłam z rodziną domek na weekend. Pogoda w naszych stronach od miesiąca nie napawała optymizmem – niestabilna, wietrzna, pochmurna, z temperaturami nieprzekraczającymi 18 stopni. Na szczęście na zaplanowany weekend prognozy się poprawiły – słońce świeciło, wiatr się uspokoił, a temperatura dochodziła do 25 stopni w dzień. Takie nagłe zmiany często nie wróżą nic dobrego, ale z rybami już się nauczyłam, że bywa… przewrotnie.

Łowisko składa się z trzech stanowisk z domkami. Nasz domek był najdroższy – zapewne ze względu na komfort, możliwość noclegu większej liczby osób, prywatną łazienkę i kilka innych udogodnień. W cenie mogliśmy łowić na cztery wędki (piąta i szósta – za dopłatą). Byliśmy we czwórkę, ale głównie łowiły trzy osoby: ja (na metodę), mój mąż Wojtek (na grunt i metodę) oraz mój brat, który początkowo łowił na koszyczek z robakami, ale później przeszedł na dumbellsy.

Po pierwszym dniu właściciel wskazał nam najlepsze opcje łowienia i polecane smaki, bo nasza taktyka (jak zwykle dość chaotyczna) nie przyniosła efektów przez cały dzień. Tylko robaki u mojego brata kusiły okonie (brat woli naturalne przynęty, trochę się nie dziwię ;)), ale nic większego nie chciało się skusić. Słońce i spokojna tafla wody zachęcały karpie do wygrzewania się po drugiej stronie zbiornika – standardowo nie chciały też brać. Poza tym, bez wywózki było nam trudno do nich dorzucić.

Liczyliśmy więc na wieczór i noc.

Pierwsze obiecujące branie – na pellet o smaku ananasa – pojawiło się o 23:00. Na macie wylądował całkiem przyjemny lin. Już wiadomo – zera nie będzie! 😉

Przez całą noc głównie wędka z ananasem dawała znaki życia. Poza tym linem nie udało się złowić nic więcej, choć o 3:00 nastąpił odjazd na kulkę truskawkową 20mm – nasz sprawdzony killer na grube ryby. Niestety zanim zdążyliśmy wyjść z domku, ryby już na haku nie było…

Próbowałam też w nocy łowić na kulkę scopex squid (polecany smak na tym łowisku), ale bez kontaktu z rybą.

Nad ranem ananas znów dał znać o sobie – tym razem mój mąż złowił karasia złocistego. Liczyliśmy, że drugi dzień stabilnej pogody przyniesie więcej brań… ale całkowicie się myliliśmy. Spędziliśmy przyjemnie czas – grillowaliśmy, testowaliśmy nowe przynęty, nęciliśmy – ale bez efektów. Na pozostałych stanowiskach też słabo – jedynie jesiotr złowiony w nocy, poza tym cisza.

Nagle, po godzinie 19:00, nastąpiło przełamanie – na moją wędkę z pop-upem orzecha tygrysiego. Odjazd! Spokojny, ale mocny hol – czułam wagę ryby na kiju, ale nie walczyła na początku. Widzimy, jak się wynurza – amur! Nie mam szczęścia do amurów, więc byłam już zadowolona. Wojtek zanurzył podbierak, już prawie go mieliśmy… i wtedy cyk! Amur wyskoczył jak poparzony. Zaczęło się szaleństwo – kilka wyskoków i… urwała się plecionka przy haku. No cóż – mówiłam już, że nie mam szczęścia do amurów?

Właściciel potem potwierdził – to klasyk. Jeśli amur wyczuje podbierak i nie uda się za pierwszym razem, zaczyna wariować. Został niedosyt… ale i nowa nadzieja.

Niestety, noc nie przyniosła już żadnych brań.

Kolejnego dnia, w niedzielę, kończyliśmy zasiadkę ok. 12:00. O 7:00 z ostatnią nadzieją zarzuciłam nowe zestawy. Pop-up orzecha tygrysiego znów nie zawiódł – brania były co 10 minut. Najpierw lin, potem drugi, następnie karaś i kolejny itd. Wojtek też złapał karasia na ananasa – tym razem srebrzystego, ale najcięższego z całej wyprawy (blisko 2 kg).

Po 9:00 nastała cisza. Słońce grzało niemiłosiernie, wiatr zupełnie zanikł. Brania się skończyły. O 12:00 spakowani, z lekkim niedosytem, ale zadowoleni z poranka – ruszyliśmy do domu.

Tak nam się spodobało, że zapytałam właściciela o dostępność domku w wakacje – i udało się. Znaleźliśmy dogodny weekend w sierpniu. Amury i karpie – nadciągamy…Na kolejną zasiadkę zaopatrzymy się też w przynęty polecane przez właściciela i przygotujemy zestaw typowo karpiowy. Co z tego będzie? Przekonamy się za nieco ponad miesiąc…

Adres

Pomorze
Reda
84-240

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pomorskie zasiadki z Nelą- testujemy łowiska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria