07/09/2025
Cieszonko-
-Za drugim podejściem nas ucieszyło!
Pierwsze spotkanie z łowiskiem zapamiętałam w sposób dwojaki. Piękna okolica, krajobrazy jak z internetu, ale ryby… nas nie polubiły. Rano mgła, potem upał, ostatecznie jeden odjazd na 12 godzin i tyle.
Wierzyłam jednak w potencjał miejsca i widziałam na własne oczy, że ryby (duże) tam są!
Dziś spróbowaliśmy kolejny raz. Już na krócej, bo z mniejszym entuzjazmem, ale daliśmy tej wodzie szansę. Zameldowaliśmy się późno, po 9 i byliśmy sami większość czasu. Na branie nie czekaliśmy długo- i to na obu wędkach! Na mojej jak podejrzewam, był jednak szczupak, który odciął cały zestaw. U Wojtka za to karpik, który wpłynął w grążele i też się urwał. Szybka strata, ale dała nam nadzieję. Po chwili u mnie kolejne branie! Sztuka bardzo konkretna, byłaby naj tego sezonu, ale te grążele… Kolejna strata mnie zmartwiła, bo ciężko uniknąć grążeli, mimo szczerych chęci. Następne branie znów po chwili od wyrzucenia zestawu! Tym razem udało się wyholować pięknego, ciemnego lina.
Potem nadeszła cisza i słońce grzało niemiłosiernie.
Wojtek poławiał na spławik wzdrążki, a grube ryby widowiskowo wyskakiwały z wody, żeby się chociaż pokazać. Gdy zaczęły pojawiać się chmury na niebie, zameldowały się u nas liny- u mnie i u Wojtka. Potem nadeszła znów cisza.
Po 13 Wojtek pojechał odebrać pizzę (kanapki nam się zepsuły na słońcu 🥵), a u mnie odjazd na wędce! Jak można się domyśleć przy końcówce ryba wpłynęła znów w grążele…. Byłam już zrezygnowana, ale odpuściłam jej na maxa hamulec… i po 15 minutach przyjechał Wojtek- wszedł do wody pomóc mi z żyłką wplątaną w grążele- a karp nadal był i grzecznie czekał! Wyciągnęłam go- myślę: uf! Szybkie foto i cyk do wody- a na drugiej wędce branie… Ku mojemu zdziwieniu to nie był tym razem karp… a karaś! I to nie byle jaki! Ważył 2,4 kg! Niesamowite- nigdy takiego na żywo nie widziałam. Chwilę później na tą samą wędkę kolejny karaś! Jeszcze większy- 2,65 kg. Co to za dzień… Kilka brań jeszcze nam nie wyszło, raz Wojtkowi wyskoczył jesiotr i się spiął. Po 15 brania się uciszyły, ale zdarzyła się wyjątkowa sytuacja. Podczas zwijania zestawu poczułam uderzenie i opór! Pomyślałam, że to kolejny szczupak, który przerwie mi zestaw. Ku mojemu zdziwieniu po ciężkim holu, przy brzegu wynurzył się jesiotr! I to zaczepiony nie w mój zestaw, a czyiś, który zawiesił się na moim haku… niezła to była sztuka! Zerwał się nam przy brzegu, ale z plusów, nie będzie już biedak pływał z podajnikiem i glonami… Tym akcentem zakończyliśmy ten dzień- ale wrócimy jeszcze, bo ryby są tam- piękne i zdrowe, a krajobraz to bajka!