Pomorskie zasiadki z Nelą- testujemy łowiska

Pomorskie zasiadki z Nelą- testujemy łowiska Zasiadki na Pomorzu- łowiska, metody, przynęty, klimat! 📍 Trójmiasto i okolice
Przeprowadziłam się z Kujaw na Pomorze i odkrywam wędkarstwo na nowo.

Jeziora, morze, rzeki... Pstrągi, karpie, czy belony, próbuję każdej metody!

Rybki złowione na Orlich Stawach (16-19.08).
19/08/2026

Rybki złowione na Orlich Stawach (16-19.08).

Łowisko Okonek odwiedziliśmy pod koniec lipca i to aż trzykrotnie. Polubiliśmy to miejsce rok temu- kiedy to karpie odpa...
14/08/2026

Łowisko Okonek odwiedziliśmy pod koniec lipca i to aż trzykrotnie. Polubiliśmy to miejsce rok temu- kiedy to karpie odpalały się podczas ciepłych wieczorów i brały jak szalone.
Tym razem dwa dni były dość specyficzne- deszcz i słońce mieszały się na przemian.
Ten trzeci raz, dokładnie w moje urodziny był najbardziej obiecujący ze względu na stabilną, słoneczną i przyjemną pogodę +25 st. Żaden z tych dni jednak nie przyniósł mi brania karpia. Liny, płocie, leszcze- i to naprawdę sporo ryb, a płoć nawet 32 cm!
Wojtkowi natomiast w ten 3 wyjazd przytrafił się jeden karp. Oczekiwaliśmy więcej, szczególnie tych większych ryb, ale ostatecznie nie były to złe dni. Na metodę dało się połowić, tylko niestety karpie gorzej współpracowały.

05/08/2026

Nawet nie wiedzieliśmy, że taką rybę można tu złowić 😅

🇭🇺 Węgierska przygoda z karpiami – Koi HorgásztóPodczas wakacyjnej podróży, przejazdem przez Węgry, postanowiliśmy zatrz...
03/08/2026

🇭🇺 Węgierska przygoda z karpiami – Koi Horgásztó

Podczas wakacyjnej podróży, przejazdem przez Węgry, postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę przy wędkach. Początkowo planowaliśmy spróbować połowić na wodach państwowych – w końcu Węgry słyną z ogromnych jezior i pięknych karpi, często przygotowywanych pod długie zasiadki. Niestety czas był ograniczony, więc wybraliśmy prywatne łowisko w okolicy Miszkolca.

Łowisko powstało po żwirowni i ma dwie części – jedną typowo pod zasiadki karpiowe oraz drugą sportową, na której właśnie łowiliśmy. Trafiliśmy na naprawdę ekstremalne warunki… ☀️ Temperatura przekraczała 35°C, a słońce od samego rana niemiłosiernie grzało.

Na szczęście ryby dość szybko zaczęły współpracować. U mnie pierwsze branie było na smak czekolada–pomarańcza, niestety ryba po chwili się spięła. Później udało się jednak wyholować dwie ryby 😊

Po godzinie 9 brania praktycznie ustały – upał osiągał swoje maksimum. Łowiliśmy tylko do godziny 14, bo warunki dały nam mocno w kość. Wojtkowi niestety spięły się łącznie trzy ryby.

Ciekawostką było to, że podejrzeliśmy miejscowych wędkarzy – wielu z nich łowiło na spirulino. Mam taki zestaw, ale niestety mój był za lekki i nie byłam w stanie osiągnąć potrzebnej odległości. Sporo osób łowiło też klasycznie na sprężynę. Ja próbowałam jeszcze pellet wagglera, ale przy mocniejszych rzutach niestety sprzęt nie wytrzymał – antenka odpadła całkowicie 😅

Mimo wszystko wyjazd oceniamy bardzo pozytywnie. Zawsze fajnie jest odwiedzić nowe miejsca i spróbować swoich sił na nieznanej wodzie. Na pewno przy lepszych warunkach pogodowych można byłoby wycisnąć z tego łowiska dużo więcej, ale i tak zostają fajne wspomnienia 🎣

Z niedosytem po wcześniejszych dwóch zasiadkach wróciliśmy na Orle Stawy. Lubimy to łowisko, domek i klimat tego miejsca...
09/06/2026

Z niedosytem po wcześniejszych dwóch zasiadkach wróciliśmy na Orle Stawy. Lubimy to łowisko, domek i klimat tego miejsca, na tyle, że w dniu wyjazdu znów czujemy niedosyt 😅
Zaczęliśmy łowić w czwartek. Już po godzinie zameldował się piękny karp 9,6 kg (rekord) u mojego brata na scopex’a. Apetyt rósł, ale nocka i reszta dnia bez brań. W piątkowy ranek po godzinie 8 złowiłam swój nowy rekord- karpia 9 kg na smak kokos- ananas. O 10:00 odjazd u brata na orzech tygrysi- jednak zakończył się spinką. Chwilę później na corn power i znów spinka. Po 12 zameldował się u mnie na smak pepper karp 7 kg. Wszystkie te ryby złowione były w deszczu. Po 16 trafił się przyłów- szczupak u mojego brata. O 18:00 się rozpogodziło, w końcu przestało padać, ale także ryby przestały brać. Na kolejne branie czekałam do 22. Na kulkę truskawkową 20 mm pokusił się jesiotr- jedyną sztuka i to +16 kg w stawie. Widzieliśmy go jednak tyle co dał się pokazać- wyskoczył i wypiął się z haka. Noc przyniosła mi jeszcze jednego karpia ok. 5 kg, a ranek zaskoczył mnie niesamowicie. Założyłam microwaftersa spice, na którego wyciągnęłam po ok 15. minutach od wyrzutu zestawu karpia 16,8 kg! Ledwo co go uniosłam. To była walka- tego się nie spodziewałam. Po nim Wojtek złowił lina. Zaczęło się rozpogadzać i niestety do kolejnego dnia nie było już brań.
Wyjazd był zaskakujący, a podsumowując efekty uzyskaliśmy dużo lepsze niż rok temu. Szkoda tylko tej ciszy od sobotniego poranka do niedzieli- ale tak to już na rybach bywa…

Rybki na łowisku w Gniewinie zaczęły skubać. Wybraliśmy się już dwa razy.Efekty: w piątek 3 ryby, 1 spinka i 2 brania po...
06/04/2026

Rybki na łowisku w Gniewinie zaczęły skubać. Wybraliśmy się już dwa razy.
Efekty: w piątek 3 ryby, 1 spinka i 2 brania poza tym.
W niedzielę: 8 brań- 4 ryby wyciągnięte, 4 spinki. Brały nam daleko od brzegu i prawie wszystkie wzięły na duo mango od MatchPro, a najładniejszy, złoty wyjątkowo na smak kiełbasy (taka wariacja, może Wielkanocna🤣) Wiatr w porywach miał imponującą prędkość, a chwilami kropiło, także pogoda nie była idealna. Jedynie słońce czasem polepszało sytuację, szczególnie w niedzielę 😁 Miło jednak było połowić pierwsze karpie w sezonie 2026!

Kanał rzeki Redy 🎣Wiosna przyszła, a jak wiosna — to i wędkowanie na spławiczek na kanale. To miejsce poznałam rok temu,...
27/03/2026

Kanał rzeki Redy 🎣

Wiosna przyszła, a jak wiosna — to i wędkowanie na spławiczek na kanale. To miejsce poznałam rok temu, choć muszę przyznać, że więcej ryb złowiłam podczas ostatnich trzech krótkich, 1–2 godzinnych wypadów niż przez cały poprzedni sezon.

Nie ma co ukrywać — głównie płotki, wzdręgi, leszcze i krąpie, ale łowienie na bata to jednak świetna sprawa! Nawet niewielkie sztuki potrafią dać sporo frajdy i są dobrze wyczuwalne na wędce.

W niedzielę startuję tam w zawodach. Pogoda niestety nie zapowiada się najlepiej, ale z rybami nigdy nic nie wiadomo — może mimo wszystko będą aktywne 🙂

02/11/2025

Coś mnie podkusiło, żeby skoczyć jeszcze raz na ryby w tym roku (może to niedosyt po „zakończeniu sezonu” miesiąc temu albo to jesienne słoneczko… ;) ) Byliśmy 4 godziny, wynik jak widać bez rewelacji, ale było przyjemnie w ciągu tych 4 godzin, a po 15 się ochłodziło, więc skończyliśmy ostatecznie łowić. Z amurkiem była dziwna sprawa, bo hol trwał chwilę, ale przy końcu ryba nic nie walczyła, była jak „kłoda” … ale spokojnie, wrócił do wody i popłynął normalnie. Wojtek 2 karpiki, 1 spięcie. Teraz pozostało nam czekać do wiosny 🥲

🎣 Temat rzeka… dosłownie! - Rzeka Reda, subiektywnie, podsumowanie sezonuOd trzech lat mieszkamy w Redzie, więc najbliżs...
26/10/2025

🎣 Temat rzeka… dosłownie! - Rzeka Reda, subiektywnie, podsumowanie sezonu

Od trzech lat mieszkamy w Redzie, więc najbliższy nam akwen to oczywiście… rzeka Reda. Przyznam szczerze – długo się jej obawiałam. To rzeka typowo „górska”, szybka, kapryśna, z pstrągami i trocią, a nie z leszczem czy karpiem, które kojarzą mi się z klasycznym wędkarstwem. Do tego sporo zaczepów, trudny dostęp i dzienne zezwolenie za 80 zł – nie zachęcało 😅

Rok temu wysłałam więc w „delegację” mojego męża Wojtka, by sprawdził, czy Reda to w ogóle miejsce dla nas. Kupiłam mu na święta podstawowy sprzęt spinningowy – woblery, obrotówki i wodery. Niestety, pierwsze próby zimą skończyły się zerwanymi przynętami i zmarznięciem…

Drugie podejście mieliśmy w wakacje 2024. Pojechaliśmy razem na odcinek Mrzezino–Połchowo, ja z krzesełkiem obserwować, Wojtek z wędką powalczyć. Po godzinie bez efektu stwierdziłam, że to nie dla nas. Ale jak to ja – musiałam spróbować. Czwarty rzut okazał się dla mnie szczęśliwy! Pstrąg potokowy 34 cm, w końcu! Od tamtej pory zmieniłam zdanie i… zaczęło się!

Na 2025 kupiliśmy całoroczne zezwolenia i co weekend odkrywaliśmy nowe miejscówki. Pierwsze efekty przyszły dopiero w marcu – maluchy po 20 cm, ale radość ogromna! Potem przyszły trochę większe pstrągi potokowe, a nawet tęczaki. Była też przygoda z trocią – która spięła się tuż przed podbierakiem, ale emocje niezapomniane…

W międzyczasie kupiłam wędkę muchową – bo jak tu nie spróbować, gdy nad Redą tyle robactwa wiosną! Wojtek szybko się odnalazł w tej metodzie i nawet złowił lipienia. Ja zostałam przy spiningu i przerzuciłam się z gum na obrotówki.

Latem Reda trochę wyschła, a my wróciliśmy do naszych ukochanych jezior i karpi- jednak to jest nasze miejsce. Do pstrągów na pewno też wrócimy, głównie zimą i wiosną – w końcu to piękne, dzikie ryby, które potrafią dać mnóstwo emocji! Ostatecznie jednak ,,pstrągarzami” na etat nie zostaniemy 😅

Cieszonko- -Za drugim podejściem nas ucieszyło! Pierwsze spotkanie z łowiskiem zapamiętałam w sposób dwojaki. Piękna oko...
07/09/2025

Cieszonko-
-Za drugim podejściem nas ucieszyło!
Pierwsze spotkanie z łowiskiem zapamiętałam w sposób dwojaki. Piękna okolica, krajobrazy jak z internetu, ale ryby… nas nie polubiły. Rano mgła, potem upał, ostatecznie jeden odjazd na 12 godzin i tyle.
Wierzyłam jednak w potencjał miejsca i widziałam na własne oczy, że ryby (duże) tam są!
Dziś spróbowaliśmy kolejny raz. Już na krócej, bo z mniejszym entuzjazmem, ale daliśmy tej wodzie szansę. Zameldowaliśmy się późno, po 9 i byliśmy sami większość czasu. Na branie nie czekaliśmy długo- i to na obu wędkach! Na mojej jak podejrzewam, był jednak szczupak, który odciął cały zestaw. U Wojtka za to karpik, który wpłynął w grążele i też się urwał. Szybka strata, ale dała nam nadzieję. Po chwili u mnie kolejne branie! Sztuka bardzo konkretna, byłaby naj tego sezonu, ale te grążele… Kolejna strata mnie zmartwiła, bo ciężko uniknąć grążeli, mimo szczerych chęci. Następne branie znów po chwili od wyrzucenia zestawu! Tym razem udało się wyholować pięknego, ciemnego lina.
Potem nadeszła cisza i słońce grzało niemiłosiernie.
Wojtek poławiał na spławik wzdrążki, a grube ryby widowiskowo wyskakiwały z wody, żeby się chociaż pokazać. Gdy zaczęły pojawiać się chmury na niebie, zameldowały się u nas liny- u mnie i u Wojtka. Potem nadeszła znów cisza.
Po 13 Wojtek pojechał odebrać pizzę (kanapki nam się zepsuły na słońcu 🥵), a u mnie odjazd na wędce! Jak można się domyśleć przy końcówce ryba wpłynęła znów w grążele…. Byłam już zrezygnowana, ale odpuściłam jej na maxa hamulec… i po 15 minutach przyjechał Wojtek- wszedł do wody pomóc mi z żyłką wplątaną w grążele- a karp nadal był i grzecznie czekał! Wyciągnęłam go- myślę: uf! Szybkie foto i cyk do wody- a na drugiej wędce branie… Ku mojemu zdziwieniu to nie był tym razem karp… a karaś! I to nie byle jaki! Ważył 2,4 kg! Niesamowite- nigdy takiego na żywo nie widziałam. Chwilę później na tą samą wędkę kolejny karaś! Jeszcze większy- 2,65 kg. Co to za dzień… Kilka brań jeszcze nam nie wyszło, raz Wojtkowi wyskoczył jesiotr i się spiął. Po 15 brania się uciszyły, ale zdarzyła się wyjątkowa sytuacja. Podczas zwijania zestawu poczułam uderzenie i opór! Pomyślałam, że to kolejny szczupak, który przerwie mi zestaw. Ku mojemu zdziwieniu po ciężkim holu, przy brzegu wynurzył się jesiotr! I to zaczepiony nie w mój zestaw, a czyiś, który zawiesił się na moim haku… niezła to była sztuka! Zerwał się nam przy brzegu, ale z plusów, nie będzie już biedak pływał z podajnikiem i glonami… Tym akcentem zakończyliśmy ten dzień- ale wrócimy jeszcze, bo ryby są tam- piękne i zdrowe, a krajobraz to bajka!

Adres

Pomorze
Reda
84-240

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Pomorskie zasiadki z Nelą- testujemy łowiska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria