14/10/2025
Cena pasji.
Cena pasji. Cena bycia trenerem.
Wszystko ma swoją cenę. I nie mam na myśli pieniędzy, choć te też bywają problemem. Chodzi o coś innego – o czas, który mija, którego nie da się cofnąć. O relacje, które się rozluźniają. O chwile, które omijasz. O ludzi, którzy odchodzą, bo „znowu jesteś na meczu”, bo „ciągle nie masz czasu”.
Bycie trenerem to nie tylko rozstawianie pachołków, prowadzenie treningu i wrzucenie zdjęcia z meczu. To życie, które oddajesz w imię pasji, której nikt poza tobą do końca nie zrozumie.
Czasem wracasz do domu po 22:00. Zmęczony, brudny, zziębnięty, ale w głowie wciąż analizujesz: „co mogłem zrobić lepiej?”. Nie oglądasz seriali, nie chodzisz do kina, nie masz siły na spotkania towarzyskie. W weekendy inni odpoczywają – Ty jesteś na boisku. Często nie jako trener – ale jako kierowca, psycholog, ojciec zastępczy, logistyk i czasem... jedyny dorosły, który naprawdę wierzy w tych młodych ludzi.
Zanim ktoś powie: „Po co Ci to?”, odpowiem: bo to silniejsze ode mnie. Bo gdybym miał z tego zrezygnować – nie byłbym sobą. Bo piłka to nie tylko gra. To sens. To azyl. To jedyne miejsce, gdzie wszystko ma znaczenie.
Ale to nie jest bajka. To kosztuje. I czasem, zbyt często, płacisz więcej, niż możesz sobie pozwolić. Zaniedbujesz rodzinę. Pracę zawodową. Relacje. Zdrowie. I nawet jeśli masz wokół ludzi – to na końcu dnia, po ostatnim gwizdku, po powrocie do pustego mieszkania – zostajesz sam. Sam z myślami. Sam z pasją, która cię napędza... i po cichu wypala.
I mimo to – wracasz. Na kolejne treningi. Na kolejne mecze. Z wiarą, że choć cena jest wysoka, to to, co dajesz – i co zostawiasz po sobie – ma sens.