10/04/2026
Mundur to tylko warstwa. To, co naprawdę niesiesz, mieści się pod nim i nie każdy potrafi to udźwignąć...
Siła – honor – pewność siebie – odwaga – niezłomność – determinacja… ale jest coś jeszcze o czym nikt głośno nie mówi…
to SAMOTNOŚĆ…
Samotność osadzona pod powierzchnią munduru jest bardzo cicha, prawie wcale niezauważalna. Szczególnie na początku drogi służbowej jest całkowicie niewidoczna. Jednak czasem daje o sobie znać szeptem lub lekkim szturchnięciem. Po latach widzisz ją wyraźniej chociaż nie przyznajesz się do tego i nie uzewnętrzniasz albo udajesz, że wszystko jest ok. Przecież każdy czasem tak ma i trzeba sobie umieć z tym radzić. Popełniasz bardzo duży błąd ponieważ nie jest to ten sam rodzaj samotności, który widać u ludzi, którzy są poza strukturami mundurowymi….
Dużo mówi się dziś o samotności. W samorozwoju pisze się o tym, że można mieć wokół siebie bliskich, a mimo to czuć się samotnym. Jest to taki rodzaj samotności, w którym człowiek czuje, że nie pasuje do „starego życia”, do starych schematów, do dawnych wersji siebie. To samotność egzystencjalna, którą bardzo często widać w trakcie kryzysu. Jest to samotność „przed progiem”, moment, po którym może przyjść zmiana. Zanim jednak ona przyjdzie, człowiek najpierw mierzy się sam ze sobą. Ze swoimi przekonaniami, lękiem przed nieznanym, historią, napięciem i tym wszystkim, co przez lata nosił w środku.
Podobnie bywa w służbach mundurowych. Tylko, że tu dochodzi jeszcze jedna warstwa, ciężar. Jeszcze jeden rodzaj samotności, którego wielu ludzi po prostu nie dotyczy…
To SAMOTNOŚĆ W MUNDURZE…
Samotność pełna napięcia, odpowiedzialności, decyzyjności – niejednokrotnie ratującej czyjeś życie ale również swoje. To samotność, która nie wygląda jak cisza. Czasem wygląda jak pełen profesjonalizm. Jak opanowana twarz bez emocji, jak „ogarnięty człowiek”, który robi swoje.
Niedawno na priv dostałem wiadomość, która brzmiała mniej więcej tak… „ Nie znamy się osobiście jednak pamiętam Cię jako policjanta. Kilka lat temu w trakcie przeprowadzanej przez Ciebie interwencji, stał przede mną mężczyzna, którego twarz w czasie rozmowy nie mówiła nic, nie pokazywała żadnego odczucia. Twardy, bezemocjonalny „ glina”, tak Cię wtedy odbierałem/am”…
Dokładnie się z tym zgodzę. W służbie pełen profesjonalizm, w życiu prywatnym dla znajomych i najbliższych - wiecznie uśmiechnięty, rozkręcający towarzystwo, chętny do pomocy, którego wszędzie pełno. W piłce nożnej znany w regionie i nie tylko dobry, solidny bramkarz „Kozik”, „Kozak”, Piotrek. Tak naprawdę nikt mnie nie znał, nikomu nie pokazałem co tak naprawdę czuję wewnątrz… to SAMOTNOŚĆ – znamię munduru.
Pamiętaj drogi czytelniku. Za mundurem zawsze stoi człowiek. Kobieta lub mężczyzna. Ktoś, kto czuje dokładnie tak samo jak inni: stres, lęk, złość, bezsilność, napięcie, zmęczenie, czasem pustkę. Tylko właśnie SAMOTNOŚĆ jest tym odczuciem, którego „cywil” nie poczuje w taki sam sposób.
Ona pojawia się wtedy, gdy idziesz do służby kiedy inni mają wolne i wspólnie spędzają czas. Pojawia się w nocy, kiedy inni śpią spokojnie. Pojawia się po trudnej interwencji, po wypadku, po akcji, po zabezpieczeniu, po ratowaniu czyjegoś życia, po kontakcie z ludzkim dramatem. Pojawia się też wtedy, kiedy wracasz do domu i nie masz siły rozmawiać. Kiedy chcesz coś powiedzieć, ale nie możesz, bo obowiązuje Cię tajemnica, procedura, rola, odpowiedzialność. Finalnie zostajesz z tym sam.
Najtrudniejsze jest to, że wielu ludzi w służbie nawet nie potrafi nazwać tego po imieniu, otwarcie. Słyszałem i nadal się z tym spotykam : „ stres? Jaki stres? Przecież każdy się dzisiaj stresuje, służba to służba" lub "zdejmuję mundur, odkładam broń, rzucam blachę i funkcjonuję normalnie, niczym się nie przejmuję…"
Tyle, że to często jest właśnie przykrycie tematu. Płachta rzucona na coś, co z czasem i tak zaczyna wychodzić bokiem. Fakt, że zakładasz mundur czy kitel, nie oznacza że przestajesz być człowiekiem. To, że wchodzisz w rolę, nie znaczy, że nie czujesz. Również to, że podczas interwencji czy też zdarzenia nie możesz pokazać lęku, nie oznacza, że tego lęku nie ma. Nie możesz pokazać zawahania w działaniu. Nie możesz rozsypać się przy poszkodowanym, na służbie przy granicy państwa, podczas zabezpieczenia zdarzenia, w działaniach taktycznych czy medycznych, w murach zakładu karnego lub podczas ratowania czyjegoś życia podczas akcji gaśniczej. Tak, to prawda. Musisz jednak zrozumieć, że prawdą jest też to, że potem organizm i psychika muszą z tego zejść.
Adrenalina i noradrenalina schodzą, a to co przeżyte
i niewyregulowane, zostaje w głowie, ale przede wszystkim w ciele. Właśnie wtedy zaczyna się moment, o którym mówi się za mało.
W mojej perspektywie każdy w pełni świadomy człowiek się BOI. Niezależnie od funkcji, stopnia, doświadczenia, formacji czy zaistniałych sytuacji życiowych. Twierdzenie, że jest inaczej, nie jest oznaką siły. Często jest raczej ODCIĘCIEM. Prawdziwa siła polega na tym żeby ODCZUWAĆ, żeby umieć wrócić do siebie po tym, z czym się miało kontakt. My jednak usilnie zagłuszamy odczucia (w szczególności te trudne), które do nas przychodzą w sytuacjach NAPIĘCIA, kiedy organizm narażony jest na stres.
Dlatego uważam, że po SŁUŻBIE, po trudnym dniu w pracy, po mocnym bodźcu, po sytuacji granicznej… każdy z nas (nie tylko mundurowy) powinien naturalnie znaleźć sobie przestrzeń żeby usiąść chociaż na chwilkę w CISZY i sprawdzić, co się ze mną dzieje. Po to, żeby się uregulować, nie, żeby się rozklejać i rozpamiętywać.
Samotność w mundurze jest trochę jak stanie na warcie wewnątrz samego siebie. Nikt tego nie widzi, nikt nie słyszy, a Ty i tak czuwasz i nie dajesz sobie szansy na spoczynek. Dlatego też piszę ten post i chcę powiedzieć jasno… Dbajcie o siebie, koledzy i koleżanki w mundurach – niebieskich, zielonych, czerwonych, białych, szarych i wszystkich innych, których tutaj nie wymieniłem.
Pamiętajcie, są trzy zasady - na pozór proste…
Żeby nieść pomoc innym, najpierw trzeba nie zgubić samego siebie.
Żeby być wsparciem, trzeba umieć wracać do własnej równowagi.
Żeby podejmować decyzje za innych, trzeba mieć kontakt ze sobą.
Odpowiedzialnością i największą trudnością jest przerodzić te zasady w praktykę. Znam to z doświadczenia i wiem, że… KIEDY CZŁOWIEK ZA DŁUGO UDAJE, ŻE WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU, TO WCZEŚNIEJ CZY PÓŹNIEJ CIAŁO ALBO PSYCHIKA I TAK UPOMNĄ SIĘ O SWOJE.
Niech każdy Wasz dzień kończy się prawdziwie, bez udawania. Zawsze wracajcie bezpiecznie. Nie zgrywajcie bohaterów i nie POZWALAJCIE SOBIE ZOSTAWAĆ SAMI Z TYM, CO DŹWIGACIE ZA INNYCH.
MUNDUR MOŻE BYĆ SYMBOLEM SIŁY. TYLKO, ŻE CZŁOWIEK POD MUNDUREM TEŻ POTRZEBUJE MIEJSCA, W KTÓRYM NIE MUSI JUŻ NICZEGO UDOWADNIAĆ
Jeśli dotrwałeś do końca i ten tekst w jakiś sposób Cię poruszył – odezwij się w komentarzu lub prywatnie.
/tekst autorski/
PIOTR KOZAKIEWICZ
Ni-eMOC_Ja - Twoja Przestrzeń Świadomości