22/04/2026
Każdy kto ma psa , to na pewno wie, że jak coś się dzieje to zawsze w niedzielę albo w nocy 🙈🙈
W ostatnią niedzielę nasze psy na swoim własnym ogrodzie miały nieproszonego gościa. Zrobiło się chwilowe zamieszanie - wiadomo, jak wszystkie psy wkładają nos w jedno miejsce to musi być tam coś wyjątkowego. No i niestety było.
Dwa psy poznały z bliska żmije i jej możliwości. Wiadomo stado psów i jedna żmija- to nie mogło skończyć się dobrze.
Jako pierwszy oberwał Tornado, nie wiadomo dokładnie gdzie , bo nie możemy znaleźć ugryzienia. Prawdopodobnie w okolice nosa lub wewnętrzną stronę wargi. Drugie podejście zaliczył Timon. Ten ma ślad po środku kufy między nosem na oczami.
Wściekła i zmarznięta po przymrozkach żmija wewaliła w Tornada chyba cały jad z ostatniego pół roku. Wierzcie mi pies, w ciągu paru minut zrobił się ospały , osowiały i zaczęła się tworzyć ogromna opuchlizna. Timon dostał resztkę jadu , więc na niego oprócz opuchlizny nie zadziałało tak mocno.
Powiem Wam jedno. Dostać surowicę, którą można by było podać w ciągu paru godzin od ugryzienia graniczy z cudem. Zadzwoniliśmy chyba do 20 punktów wterynaryjnych - nikt nie ma. Dodatkowo niedziela, a u nas brak przychodni całodobowej, najbliżej Kraków ( minimum godzina dogi bez korków). A psy puchną co raz bardziej.
W końcu udało się dodzwonić do zaufanego weterynarza , który przyjął nas w niedzielę.
Mimo że w ciągu pierwszej godziny od ugryzienia zostały podane leki ( steryd , antybiotyk , kroplówka, furosemid i witamina B12 ) stan Torando ciągle się pogarszał. Opuchlizna zaczęła obejmować całe podgardle i ostatecznie doszła aż do przejdniej części klatki piersiowej. Pies był tak słaby, że ciężko mu było wstać z podłogi. Ostatnie 3 dni przespał , odmawiając jedzenia.
Dziś możemy w końcu odetchnąć z ulgą. Tornado wraca do siebie , mimo że cały czas jest pod kontrolą weterynarza i na lekach. Zaczyna się bawić, chodzi spokojnie po ogrodzie, opuchliza prawie już zanikła.Timon pozbierał się już w pełni drugiego dnia. Opuchlizna całkiem zeszła, nie był osowiały.
Została nam teraz walka z konsekwencjami trucizny, która niestety wchłonęła się cała do organizmu przez brak surowicy. Poniżej zobaczycie badania krwii rocznego psa, który w sobotę był okazem zdrowia.
Uważajcie na te gady i nie czekajcie na wizytę u weta.