05/01/2021
10 rocznica morsowania.
Niedawno miałem okazję obchodzić 10 rocznicę morsowania. W związku z tym chciałbym napisać w skrócie jakie są moje wnioski wynikające z doświadczenia płynącego, z tych kilku zim i być może zachęcić kolejne osoby do „przełamania” swojej głowy, bo tylko ona stanowi przeszkodę w zimowym pływaniu.
Przede wszystkim największym plusem jest fakt, ze przez ubiegłe lata udało mi się zarazić tą zajawką całkiem pokaźna grupę osób, z których większa część od krótszego lub dłuższego czasu robi to wytrwale i konsekwentnie. Zawsze jest mi mega miło, jak mogę wyskoczyć z nimi na wspólną kąpiel 💪
Ale zaczynając od początku.
Gdy pierwszy raz pod namową kolegi zdecydowałem się udać na morsowanie wraz z Ostródzkim Klubem Zmarźlaka, była pełna zima i temperatura powietrza oscylująca pomiędzy -5, a -8 stopni.
Wspomnieć muszę tutaj o fakcie, ze kilka miesięcy wcześniej za sprawą pływania na wyciągu wakeboard w wietrzne, zimne dni, nabawiłem się nawracającego zapalenia pęcherza. Zdecydowałem się jednak wspomnianego zimowego dnia na wejście do lodowatej wody, co kontynuowałem później prawie w każdą kolejną niedzielę. W konsekwencji ku memu ogromnemu zdziwieniu, zapomniałem na zawsze o zapaleniu pęcherza i nigdy już nie dostałem infekcji.
Apropo chorowania. Regularne morsowanie pozwala praktycznie zapomnieć o jakichkolwiek przeziębieniach, grypach czy wspomnianych infekcjach.
W obecnym czasie, gdy każdy panicznie boi się zachorowania i szuka cudownych suplementów, które de facto nie są przebadane tak jak produkty stricte lecznicze (co oznacza, że mogą działać, lub całkiem przeciwnie „ocierać się” o efekt placebo), wystarczy zrobić coś, co z całą pewnością działa i wpływa nie tylko na odporność, ale tez na układ krążenia, niweluje kontuzje, daje ogromnego kopa energii, czy ma pozytywny wpływ na skórę, między innymi ujędrniając ją.
Mówiąc bezpośrednio, jak chcesz być zdrowa/y i poczuć ze żyjesz, zamiast siedzieć i narzekać, ze chorujesz, tracisz dni na leżenie w łóżku, o stracie pieniędzy nie wspominając, to jedź nad jezioro lub morze, rozgrzej się i ze wsparciem innej osoby wejdź do wody pewnym krokiem, oddychając przy tym w miarę możliwości równo i spokojnie, a nie pożałujesz! Jak wytrzymasz około półtorej minuty, to uznasz, ze kolejne, płynące sekundy są już nieco przyjemniejsze w ogólnym odczuciu.
Słowo klucz „wsparcie” - żeby nie było za pięknie, znane są przypadki osób, które stawiały pierwsze kroki w morsowaniu i ze względu na dobrą adaptacje do zimna (w ich mniemaniu), szły w rutynę spędzając w wodzie np. zamiast 2 razy po 4 min. - kilkanaście minut na raz. Kończyło się to omdleniem spowodowanym pierwszymi objawy hipotermii. Niestety ciężko w takim momencie uświadomić sobie swoje trudne położenie, jak przesadzisz i masz zawroty głowy, robisz się senny i robi się dziwnie błogo. Wszystko trzeba robić z umiarem, słuchając swojego organizmu.
Wzorując się na osobach, które z powodzeniem bezpiecznie wydłużają czas ekspozycji na zimno, trzeba mieć tez na uwadze, ze przeważnie robią to już od dłuższego czasu i nie jest to ich pierwszy sezon pływania, a co za tym idzie maja znacznie lepiej zaadaptowane organizmy do takich warunków. Dlatego też zawsze warto mieć obok siebie drugą osobę, żeby było raźniej i bezpieczniej.
Kończąc dodam jeszcze, że od tego sezonu ze względu na 10 rocznicę, zdecydowałem się na pływanie bez rękawiczek i butów neoprenowych. Przyznam, ze nie spodziewałem się takiego hardcoru i moje kończymy mnie nienawidzą, ale będę dalej próbował się zaadaptować. Ciekawe tylko gdzie jest granica bólu i wytrzymałości, bo przy większym minusie cieżko mi jest sobie wyobrazić doznania, jakie temu będą towarzyszyły 🥴🙃
Podsumowując i biorąc pod uwagę minusy zimowego pływania...okazuje się, że nie ma żadnych minusów! Więc jak zależy Ci na zdrowiu i bardzo dobrym samopoczuciu, to nie zastanawiaj się, tylko zacznij działać!
Ze sportowymi pozdrowieniami 💪😊