01/12/2021
Listopadowa Wisła ma w sobie coś mistycznego. Coś co mglistym, zimnym rankiem wyciąga nas z łóżka i gna nad wodę i nie mówię tutaj o wędkowaniu samym w sobie, tu chodzi o coś więcej. Królowa polskich rzek przybrana w swoje jesienne szaty przyciąga swoja tajemniczością, spokojem, majestatem. Dla mnie jest to chyba najpiękniejsze jej oblicze, które nie tylko zachwyca niepowtarzalnym klimatem, ale potrafi również szczodrze obdarować.
Był poniedziałek, godzina ok. 6 rano gdy zameldowałem się nad rzeką w okolicach miejscowości Gołąb w powiecie puławskim z zamiarem zapolowania na wiślane leszcze. Miejsce jakie wybrałem to spokojny odcinek, w którym nurt zdecydowanie spowalnia, a maksymalna głębokość wynosi ok. 4m. Postanowiłem łowić 8-metrowym batem, który pozwalał umieścić zestaw około 11-12m od brzegu. Głębokości na tym dystansie wynosiła jakieś 270-280 cm. Miałem przygotowane dwa zestawy: 2 i 3 gramy. Żyłkę główną o grubości 0.15mm i przypon 0,11mm do którego dowiązałem haczyk nr. 18 z dosyć grubego drutu o szerokim łuku kolankowym, który znacząco zminimalizował ilość traconych podczas holu ryb. Spławik jaki wybrałem do łowienia to 3 gramy, dzięki czemu zyskałem większą stabilność zestawu. Mieszanka zanętowa jaką zastosowałem: 1 kg uniwersalnej zanęty o drobnej frakcji i ciemnym kolorze 2 kg gliny wiążącej, 100g atraktora (karmel), 100g jokera, 50g ochotki haczykowej oraz połowa małego opakowania zamrożonej pinki. Cała mieszankę przetarłem przez sito 4mm. Moja taktyka nęcenia opierała się na stworzeniu dwóch konsystencji zanęty. Pierwsze kulę z samym jokersem miały dosyć szybko zapracować i stworzyć ,,dywan” , który szybko sprowadzi ryby w pole nęcenia. Kolejne kulę, już mocniej sklejone, z dodatkiem ochotki haczykowej i pinki miały popracować dłużej, stopniowo uwalniając większe „kąski". Efekt ten uzyskałem poprzez domoczenie mieszanki małą ilością wody i zwiększenie siły uścisku przy lepieniu kul. Ryby w łowisku zameldowały się po 10 minutach. Przynęta na którą łowiłem to jedna czerwona pinka i trzy ochotki haczykowe. Udało mi się wyselekcjonować praktycznie same leszcze w przedziale około 1-2 kg. Trafiło się też oczywiście kilka płotek i krąpi, ale był to tylko pojedyncze sztuki. Brania leszczy były bardzo zróżnicowane: od zdecydowanego zanurzenia spławika, po delikatne praktycznie niewidoczne pykanie. Po około dwóch godzinach łowienia donęciłem dwiema małymi kulami. Godzinę później do wody powędrowały jeszcze dwie takie kule, co wystarczyło aby zatrzymać ryby w łowisku do końca wędkowania. Tego dnia w ok. 4 godziny złowiłem ponad dwadzieścia leszczy w przedziale 1 do 2 kilograma, kilka pojedynczych płotek i krąpi. Wisienką na torcie był karpik o wadze ok. 1,5kg. Rybki brały bez większych przestojów praktycznie od początku do końca wędkowania. Obrana przeze mnie taktyka okazała się skuteczna, a Wisła w swojej jesiennej odsłonie dopełniła całości, pozwalając tym samym zapisać kolejna stronę w moim wędkarskim pamiętniku.