31/07/2015
Muszę, muszę to napisać…. Bo się uduszę ;-)
Pytacie dlaczego?
Powodów było wiele, między innymi potężne zmęczenie fizyczne, problemy z pracownikami,
bardzo wysoki czynsz za lokal i kilka innych. Kilka, z którymi nie miałam siły się zmagać.
Moja decyzja o zakończeniu działalności podjęta w emocjach ale świadomie, wydawała się ostateczna…
Do czasu kiedy niespodziewanie zostałam poproszona o rozważenie możliwości pozostania.
Bo fajna restauracyjka, bo Goście hotelowi lubią tu przychodzić, bo lepiej współpracować z kimś kogo się już poznało niż ryzykować itp…
Złapałam wiatr w skrzydła, znowu mi się chciało.
Pal licho zmęczenie, brak urlopu od czterech lat i perspektywa dalszych miesięcy bez odpoczynku, pracę po kilkanaście godzin dziennie codziennie, dowiadywanie się o godzinie 21-szej, na którą trzeba przyjść do pracy następnego dnia (wymuszone obowiązkiem robienia śniadań dla Gości hotelowych, a ponieważ śniadania nie są w cenie noclegów, raz to było jedno śniadanie, raz kilkanaście a niekiedy wcale, raz na 7-mą, raz na 9-tą.) – poradzę sobie!
Rozważyłam, zaryzykowałam, podjęłam rozmowy – mimo wcześniejszych, odmownych decyzji w sprawie obniżki czynszu za wynajem – pomyślałam, że skoro ktoś wyszedł z propozycją, to bierze pod uwagę pewne ustępstwa.
W tym przekonaniu trzymano mnie przez prawie dwa tygodnie tylko po to, żeby powiedzieć „NIE”.
Jedyna rzecz, na którą nie miałam wpływu.
Ze wszystkim innym dałabym radę :-) .
Nie dostałam żadnej propozycji, alternatywy, żadnego innego pomysłu na rozwiązanie problemu.
Nie odpisano, że owszem, ale może inaczej, tymczasowo, w innej formie… Nie zareagowano na moją prośbę
tak, jak można by się tego spodziewać w negocjacjach. Nawet nie podjęto rozmowy ze mną. Nic. Dwa tygodnie przed terminem wypowiedzenia usłyszałam „NIE”.
Mimo wcześniejszych słów „proszę się nie martwić, na pewno się dogadamy…”, „proszę napisać pismo, muszę je przedstawić na zebraniu Zarządu, ale przecież wiadomo, że decyzja zależy tylko i wyłącznie ode mnie…”.
Decyzja jednego człowieka, niezrozumiała, zaskakująca, dziwna.
Przecież to nie ja prosiłam o rozmowę, zostałam poproszona… tylko po co..?
Pewnie nie dowiem się nigdy.
Dziwnym zbiegiem okoliczności osoba, która była zainteresowana wynajęciem lokalu, która oglądała wyposażenie – meble zakupione i zrobione przez nas do całego lokalu, sprzęt zakupiony i zainstalowany przez nas, wszystko co mogłoby zostać, osoba która wykazywała ogromne chęci na odkupienie tego – zniknęła…
Pewnie niedługo ją poznacie :-).
Wynajmie lokal z całym dobrodziejstwem – barem z litego drewna, ławami do siedzenia, półkami, szafą przelotową ze ścianką działową i drzwiami harmonijkowymi, szafkami gospodarczymi, wentylacją elektryczną, okapem kuchennym, szafami na ubrania – z naszym dobrodziejstwem, mamy na to przecież faktury. Nikt inny nie ma żadnych praw własności do tego całego sprzętu i mebli. Nikt ich nie odkupił ani nie dostał.
Po prostu zostały wpisane do protokołu odbioru lokalu…
Mimo zachęt z Waszej strony – odpuszczamy. Szkoda życia, zdrowia, nerwów.
Nie będziemy walczyć, chociaż dzięki naszym Gościom, którzy przejęli się sytuacją i wzięli sprawy w swoje ręce, namawiali do walki w imię zasad wiemy, że wygralibyśmy wojnę.
Z powodu takich decyzji „inni ludzie” czują się bezkarni i wszechwładni. Ale do czasu.
My będziemy spać spokojnie…
Paradoksalnie, składając wypowiedzenie założyliśmy, że jeśli znajdzie się ktoś chętny na odkupienie tego całego „balastu” to byłoby super, odzyskalibyśmy niewielką bo niewielką, ale zawsze jakąś część pieniędzy.
Jeśli zaś nie będzie nikogo chętnego na ten lokal, to zostawimy wszystko tak jak jest – dla nas ma to wartość opałową – wszystko robione na wymiar do niestandardowych pomieszczeń, nie nadaje się ani do domu, ani do niczego innego a jeszcze kłopot z demontażem, wywiezieniem i spaleniem.
Ktoś się znalazł i chciał a potem nagle zniknął. To dziwne i nasuwa pewne podejrzenia…
Wyszło jak wyszło – wyszło szydło z worka i ilość człowieka z człowieka ;-)
Oczywiście tak to wyglądało z mojej perspektywy.
Dziękuję za ciepłe słowa, wsparcie, za cały wspólny czas, za ostatni, niesamowity tydzień i ostatnią niedziele :-).
Przyszliście chyba wszyscy :-) :-) :-) :-)
Nie spodziewałam się, że tylu osobom będzie zależało na tym żebym została, że będą chcieli walczyć o „Kratkę”.
Były nawet propozycje napisania petycji do Zarządu, zrobienia pikiety, oflagowania się, strajku okupacyjnego, przywiązania się łańcuchami do parasoli :-). No i pomysł z taczkami ;-).
Jesteście niemożliwi i fantastyczni :-) :-) :-) :-).
Dziękuję :-) :-) :-) :-)
I tak się kończy moja przygoda z „Kratką”,
chciałabym jeszcze kiedyś spróbować bo czuję pewien niedosyt,
ale muszę odpocząć, pomieszkać trochę w domu, nadrobić zaległości towarzyskie, porządkowe itp...
Nabrać sił, dystansu, wygrać w totka ;-) :-) :-)
Acha… i jechać na zasłużony urlop :-)
A potem…………… się zobaczy :-)
Do zobaczenia! Mam nadzieję :-)
A stronę zostawiam – ku pamięci :-)
Może się skuszę na kilka historyjek z życia „Kratki” i otoczenia ;-)