17/07/2021
Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.
Po opublikowaniu informacji, że Tour de Warsaw pojawia się ponownie w rowerowym kalendarzu nie mogło być innego wyjścia niż start w tej legendarnej imprezie.
UltraCyrkle są zbyt nieliczni aby samodzielnie wystąpić jako drużyna więc potrzebna była zewnętrzna rekrutacja silnych łydek, które miały wspomóc w przejechaniu 240 km od startu do mety. Do drużyny dołącza Paweł, który jest w gazie bo kręci kilometry codziennie na swoim segmencie i młody narybek Mariusz, który postanawia ustanowić swoją życiową życiówkę tego dnia.
Cel udziału to dobra zabawa. Trójka z nas startuje równo tydzień po wymagającym Pierścieniu Tysiąca Jezior gdzie pokonała ponad 600 km i >4000 m przewyższeń więc TdW to taka trochę rozjazdówka.
W dzień wyścigu wstajemy bardzo wcześnie bo start w kierunku zachodnim zaplanowany został dla nas na 7:15 a trzeba z zachodniej strony Warszawy dojechać na wschodnią. Ładujemy się do SKM i jedziemy. Do pociągu wsiadają inni zawodnicy.
Na miasteczko TdW wjeżdżamy jako pierwsza ekipa, pusto. Na wjeździe wita nas Michał Bodek kierownik zamieszania. Miasteczko się dopiero rozstawia. Spokojnie czekamy przy ciasteczku, herbacie i kawie.
Kierownik drużyny Marek idzie odebrać pakiet, montujemy numerki. W tym czasie dojeżdżają inne ekipy, wozy techniczne, my swojego nie mamy.
Po pojawiających się zawodnikach od razu widać, że łatwo zgarnąć złoto nie będzie ;-) Okoliczne “konie” wyjaśniają sytuację, że przyjechaliśmy tutaj dobrze się bawić i być wyprzedzanym a nie wyprzedzać :-) Cel ustalony.
Startujemy spokojnie bo start ostry za 20 km gdzieś w Konstancinie. Rozgrzewamy łydy rozmawiając. Dojeżdżamy do startu ostrego ale coś nie bardzo nam się spieszy do przyśpieszenia czego efektem jest wyprzedzenia nas przez pierwszą ekipę, nie powiem, jadą naprawdę szybko i tak szybko jak się pojawili szybko zniknęli za horyzontem.
Trochę nas to motywuje i zaczynamy kręcić trochę szybciej (jak na nas). Mijamy Baniochę, Łoś i tutaj gubi nas nasze przyzwyczajenie w jazdach długodystansowych, bo zatrzymujemy się na spokojnie przy sklepiku. Na luzie jemy sobie drożdżówki, pijemy colę i rozmawiamy z lokalnym mieszkańcem. Zapomnieliśmy, że to wyścig a nie jakieś kilkudniowe ultra i tracimy cenny czas. Efekt? za chwilę dogania nas kolejna ekipa, potem kolejna. Przez chwilę staramy się dotrzymać koła ale odpuszczamy bo ekipie są też zawodnicy z mniejszą ilością watów w łydach.
Lecimy spokojnie w stronę Brwinowa. Przejeżdżamy przez znane tereny gdzie tuż za miasteczkiem już w ilościach hurtowych wyprzedzają nas ekipy :-)
Jazda przez tereny Kampinosu to już mijanie się z ekipami startującymi w stronę wschodnią. Da się zauważyć wiele drużyn Grupetto Warszawa w tym jedną całą żeńską. Celem jest punkt żywieniowy w Nowym Dworze Mazowieckim. Był pomysł aby zajechać do restauracji Mc ale odpuszczamy bo to już byłoby niepoważne tracić cenne sekundy ;-)
Na punkt dojeżdżamy, nawet coś zostało, ostatnie kawałki arbuza, które w upał są najlepszym pokarmem kolarza, ciasteczka, woda i pomarańcze.
Spokojnie odpoczywamy, sms-ki, social media i okazuje się, że zostaliśmy sami. Obsługa zaczyna zwijać interes bo jak nas informuje zamykamy stawkę. Uuuuu no to trzeba lecieć, wstydu nie robić.
Ciągniemy się dalej po północnej części trasy, wiemy, że złota nie będzie więc jedziemy bez spiny. Zaliczamy kolejny sklep, gdzie pijemy piwko 0% i zjadamy po lodziku, uzupełniamy płyny w bidonach bo żar leje się już z nieba. Dalej spotykamy dwóch zawodników, którzy odpadli ze swoich drużyn. Postanawiamy cisnąć do lotnej mety i potem spacerkiem.
Mijamy lotną więc chwilę odpoczynku. Startujemy a część ekipy rusza z kopyta. Kierownik Marek zostaje z Mariuszem, który ma już życiówkę i odpuszcza tempo, dwa razy mylimy lekko drogę ale na szczęście zerknięcie w porę na nawigację nie powoduje dużej straty. Jedziemy, jedziemy i meta. Drużyna czeka na maruderów. Od razu 5 minut dla fotoreporterów na ściance, pączek a potem upragniona ławeczka i popas z oranżadą w tle.
Zdążyliśmy przed złożeniem miasteczka TdW ;-)
Pakujemy się i jedziemy do domu. To było fajne. Jazda bez spinki ale z atmosferą ścigania. Za rok na pewno złoto :-)
Foto: Edyta Lesiak M LIGA
Honorowy patronat UltraCyrkli: Powiat Pruszkowski Krzysztof Rymuza Starosta Pruszkowski WspieramyzDuma