18/03/2026
"Przedostatniego dnia wyprawy wicher wciąż rzucał w oczy kurzem i szarpał za rękawy. W końcu naciągnęłam na kask kaptur, zasłoniłam szczelnie usta, zostawiając tylko szparkę na nos i oczy. Þjórsá biegła krótkim, miarowym galopem. Trzymałam wodze w jednym ręku, w dwóch palcach. Wicher znowu uderzył mnie w twarz. I znowu, po raz kolejny. I jeszcze raz. W pewnej chwili... zamknęłam oczy i nagle poczułam, że galopuję ze słońcem niczym w rydwanie Heliosa.
I nagle złapałam się na tym, że przez cały ten czas jadę z zamkniętymi oczami i że właściwie nie wiem, jak długo już tak jadę, że straciłam poczucie czasu. I poczułam, że wcale nie chcę otwierać oczu, lecz pragnę wciąż tak jechać i jechać, jechać w nieskończoność; chcę bujać się wraz koniem, w jego miarowym rytmie, w ślizgających się po twarzy promieniach słońca, wśród zielonego pustkowia, w rozgrzanej blaskiem ciemności, ze słońcem przykrytym powiekami. Dalej, dalej, dalej..."
©Ewa Rot-Buga, Konno po przygody
Kliknij po więcej:
https://konnopomarzenia.pl/przygody