10/11/2023
Miałem pisać wcześniej, ale skończył mi się darmowy transfer danych ;) A tak na serio to, ale ten czas zapierdziela...
W tym roku kalendarzowym miałem już nigdzie nie startować i na spokojnie skupić się na ogarnianiu rzeczywistości, ale jak to bywa trochę mi się znudziło...
I tak w przedostatni weekend września wybrałem się do Mikołajek na szutrowy Great Lakes Gravel.
(Nie)stety nie byłem przygotowany na to żeby przejechać koronnych 300 mil i skupiłem się na dystansie krótkim, czyli 100 - milowym klasyku.
Przyjemny w tym roku wrzesień akurat tego dnia nie musiał się trochę popsuć, ale finalnie pogoda była ideolo do jazdy.
Start wcześnie rano przy lekkiej mżawce i potem już tylko bezdroża i kapka asfaltów Warmii i Mazur. W tym rejonie nie mogło też oczywiście zabraknąć kocich łbów, było też ku memu zaskoczeniu trochę piasków, poczułem się przez chwilę na początku trasy jak w Wielkopolsce. Do tego cała gama błota, kałuż, singli, krzaków, górek i pagórków pomieszane szczyptą deszczu oraz wiatru, wszystko łączące się idealnie w piękną trasę.
Dwa bidony zabranego izo z międzytankowaniem na punkcie lotnym utworzonym przez organizatorów starczyło tak trochę na styk, ale deszczówka też nawadnia ;) Z odżywianiem na trasie postanowiłem zaryzykować jeszcze bardziej, bo w kieszenie upchałem siedem żeli w różnych smakach i wariantach od 226ers Poland.
Tak, potencjalnie to recepta na bombę z opóźnionym zapłonem. Zwłaszcza, że od jedzenia żeli na zawodach odszedłem jakieś 5 - 6 lat temu, gdy okazało się, że mój organizm ich nie toleruje.
Okazało się jednak, że produkty tej firmy bardzo mi podchodzą i co ważne dają mocny podkład pod kilkugodzinną jazdę.
Finalnie na trasie było całkiem szybko, momentami wymagająco i bawiłem się wyśmienicie. Jedynie pod koniec, na singlach w Mrągowie załapałem jakiś lekki mini dołek motywacyjno - egzystencjalny, ale udało się całkiem sprawnie przepędzić złe demony. Pomagała w tym obecność pozytywnych ludzi na trasie i kilka roześmianych... krów pasących się przy trasie :D
Na mecie w Mikołajkach zameldowałem się z czasem 06:33:22 zajmując miejsce #29 OPEN na 175 startujących zawodników. Jak na jedyne zawody w tym roku i kilka miesięcy nierobienia prawie niczego w temacie treningu to chyba całkiem sprawnie.
Następnego dnia miałem planach jeszcze Brąswałd MTB organizowany przez Warmia MTB , ale lekki brak czasu i gravelowy rower spowodowały, że pojechałem tylko na chwilę zobaczyć zmagania zawodników na trasie. Piękna miejscówka! Polecam każdemu!
Na sam koniec serdeczne podziękowania dla tych nielicznych, którzy trzymali kciuki i śledzili moje zmagania tego weekendu.
Osobne ukłony dla ekipy mechaników z CCR Sport - sklep i serwis rowerowy Poznań, którzy przygotowali sprzęt do startu na dobre kilka tygodni wcześniej tak doskonale, że niczego nie trzeba było korygować, czy też regulować aż do samej mety!
Foto: Anna Kuśmierczyk/Mateusz Klimek