18/10/2024
Ach co to był za sportowy weekend!
Rozpoczęliśmy w sobotę w górach 😉
Relacja Joanna Zuza Markiewicz: Po 3 edycjach UK30 przyszedł czas na UK50. Za tą enigmatyczną nazwą kryje się 58 km i ok 2118 m przewyższenia. Bieg po krzakach, bezdrożach i ścieżkach Karkonoszy oraz Górach Izerskich. Uwielbiam tu być! Pogoda była fantastyczna: słoneczna polska złota jesień w Kotlinie Jeleniogórskiej rozgościła się na dobre: złoto-czerwono-zielonkawe barwy pieściły oczy i umilały dalsze kaemy. Lecz częściej musiałam patrzeć pod nogi, aby Błotny Potwór nie porwał mi buta albo nie podstawił nogi 🙂 Zaliczyłam tylko 1 porządną glebę, ale upadek w miękkie błotko był w miarę przyjemny, acz niespodziewany. Na kolejnych punktach trasy odbijałam się ze sporą rezerwą czasową. To dodawało mi siły, pewności i wiary, że ukończę ten bieg. Po drodze były też małe kryzysy, ale że końcówkę trasy biegłam razem z 2 chłopakami to wspieraliśmy się nawzajem. Nazwaliśmy się nawet: Tres Amigos de UK 😉 Na metę wpadłam jak na skrzydłach: przepełniała mnie radość i ogromna satysfakcja: kolejne ultra zapisane w moim biegowym CV … a następne bieganie po górkach już niedługo 😉
Następnego dnia – w niedzielę mierzyliśmy się z królewskim dystansem w Poznaniu Poznań Maraton oraz za oceanem – w Chicago, mieliśmy również silną reprezentację w PoznańFive.
Relacja Łukasza: Zdawałem sobie sprawę, że nie jestem specjalistą w biegach długodystansowych, wolę raczej sprinty. Założenie więc w tym wypadku było proste. Zamienić bezboleśnie plan treningowy zakładający przebiegnięcie półmaratonu w Walencji (pierwotne założenie) na odbywający się w tym samym czasie Poznań Maraton. Czy się udało? Oczywiście! Równe tempo do 36 km w doborowym towarzystwie zrobiło swoje. Dzięki imponującej regularności Katarzyna Popkowska i Magdalena Sawińska udało mi się bez większego stresu dobiec do końca podbiegu na wspomnianym 36-tym kilometrze (dziękuję dziewczyny!!!!! ❤ ), a potem już siłą woli dokulać się do linii mety w zaplanowanym czasie. Radek, Kuba, dziękuję za asystę na ostatnich kilometrach, bez Was nie zmieściłbym się w limicie.
Do słów Łukasza należy dodać, że limit sami sobie narzuciliśmy i było to nie byle co tylko złamać czas 3:45:00.
Relacja Magdy: Wchodząc do strefy startowej w nieprzyjemnym deszczu i wietrze był moment zwątpienia, ale jak tylko usłyszałam dobrze znane dźwięki „We will rock you” wystukiwane i śpiewane przez tysiące gardeł dookoła, nastawienie zmieniło się o 180 stopni, a dodatkowo w tym momencie przestało padać 🙂, więc uzbrojeni w uśmiechy ruszyliśmy 😊. Niesamowite przeżycie, a dystans przed którym czułam duży respekt, dzięki moim biegowym towarzyszom (Kasi i Łukaszowi) i wspaniałym kibicom minął zaskakująco szybko i bez większych kryzysów. Rada od debiutantki 😉 - dobry plan przygotowawczy, regularne jedzenie i picie, ale +1000 punktów do wyniku to bieg w grupie i mobilna grupa wparcia, która zajmuje Twoją uwagę i nie wiesz kiedy zleciał kolejny kilometr.
Jako ekipa maratończyków (po niedzieli mogę już tak dumnie o sobie mówić 😊 – przyp. Magda) dziękujemy Zibi Nadolski za świetne przygotowanie, cenne wskazówki i doping. Chcielibyśmy podziękować również wszystkim wspierającym nas kibicom ❤ - zarówno, tym dopingującym w konkretnych miejscach na trasie (Agnieszka Solecka, Marta Barszcz,Jakub Jabłoński, Kinga Kalitka), jak i zmechanizowanym gangom rowerowym dbającym o odpowiednio głośne motywowanie nas do walki. Kasia G., Renia, Stuwa, Marta Smierzchała Jakub Szlanga Radosław Majewski - dziękujemy za wsparcie, dostarczanie składników odżywczych, cenne uwagi, przygotowanie na każdą ewentualność (rękawiczki w tamtym momencie były bezcenne) i towarzystwo - pomimo niesprzyjającej pogody no i naszej „małomówności” 😉.
Relacja Beata Stuwe: Poczuć sławę „ maratońskich emocji” chciała również czwórka naszych reprezentantów, którzy zdecydowali się o 9:15 wystartować w Poznan Five. Było mokro, tłoczno, ale tylu kibiców i takiej muzy nie ma raczej żaden bieg na 5 km w Poznaniu. Szymon Fenikowski wiele nie oczekiwał, a wykręcił tego dnia życiówkę, Beata się o swoją prawie otarła, Renata Popiołek obfotografowała medal, bo siebie nawet nie zdążyła, a Jakub stwierdził, że dawno takiej dobrej grochówki jak na linii mety nie jadł 🍲
W drugiej części dnia, kiedy u nas emocje powoli opadały, za oceanem na swój królewski dystans ruszała Dagmara Henclewska, która przemknęła maraton w Chicago Bank of America Chicago Marathon
Przed nami kolejny weekend grupa PRO366 się nie zatrzymuje i również wykorzysta go sportowo – znowu będziemy robić hałas i biegać w kilku lokalizacjach – STAY TUNED!
P.S. Maraton to świetna zabawa, dla nieprzekonanych, wrzucamy link do fragmentu relacji WTK z naszym skromnym udziałem 😉 i zapraszamy do nas na wspólne treningi:
https://youtube.com/.../UgkxcBsZ3n0RZUX...