Nomada

Nomada Rowerowy Nomada, od pięciu lat podróżuje po Europie Wschodniej i Azji.

WYSPIAŃSKI Psychodeliczne kreski, podkręcone kolory i łamanie kanonów z konwencjami. Witkacy w swojej twórczości korzyst...
14/04/2025

WYSPIAŃSKI

Psychodeliczne kreski, podkręcone kolory i łamanie kanonów z konwencjami. Witkacy w swojej twórczości korzystał z szerokiej gamy różnych wspomagaczy, gdzie przy nakładaniu farby na płótno, towarzyszyły mu fraktale i totalnie odmienne stany świadomości. Czasami na namalowanych przez niego portretach można znaleźć małą, tajemniczą literkę C wskazującą, że dane dzieło powstało pod wpływem różnych specyfików IYKWIM.

Budząc się w swoim łóżku, biorąc ciepły prysznic, idąc do pracy, patrzę na ostatnią podróż już z dystansu. Minął miesiąc, moja literka C, adrenalina połączona z endorfiną powoli przestaje działać. Fluorescencja ostatnich miesięcy blaknie, kreski nałożone na płótnie już nie są tak wyraźne, tracą wyrazistość.

Jestem adrenalajn dżanki. To uzależnienie które można, a nawet muszę kontrolować i dozować. Uzależnienie które daje kopa żeby robić dalej rzeczy, pisać i robić foty. W końcu, uzależnienie które trwa nieustannie przez większość część rok. Rozszerzone źrenice, zmieniający się krajobraz, droga, ludzie, kraje, języki. A potem już tylko odwyk, powrót po którym trzeba znowu się zaadoptować do kalendarza, terminów, pracy, rutyny pozbawionej takiej ilości wystrzałów dopaminy, gdzie w tej płaskiej rzeczywistości czuje się jak w Minecrafcie. Tylko te zdjęcia z podróży przypominają o kolorach, barwach i zapachach, o tym cugu dopaminowym, triggerują.

Tylko, który obraz jest prawdziwy, bliżej sedna? Ten malowany na "haju" czy ten widziany już z dystansu? A może czas w końcu przełączyć tryb Witkacego i włączyć Matejko w głowie?

DZIECI WOLNEGO LASULas. Strasznie mi tego brakowało. Wszechobecna zieleń, horyzont schowany za kołyszącym się leśnym oce...
24/03/2025

DZIECI WOLNEGO LASU

Las. Strasznie mi tego brakowało. Wszechobecna zieleń, horyzont schowany za kołyszącym się leśnym oceanem.

Zachodnia Polska to ogromne lasy głównie sosnowe, ale świerk też można znaleźć. Zieleń wchodzi w oczy z każdym mrugnięciem. A ile tu ptaków? Na Białej Górze, z którego wysokiego brzegu można było podziwiać Odrę i jej zakola, co po chwila przelatywały czaple. Nocą było słychać dziki i sarnie szczekanie.

Po zimowych miesiącach na stepie i pustyni, wejście do lasu robi ogromne wrażenie. Zobaczyć taki ogrom zieleni, wow. Myślę, że niejeden sakwiarz z Azji Centralnej planując swoją podróż do Europy,zastanawia się jak to jest po drugiej stronie Wielkiego Stepu. Patrząc na Google earth i wieczną zieleń, myśli, czy może mają tam drogi w tym lesie? Czy jest bezpiecznie po zmroku?

Długie podróże zmieniają percepcję, zmieniają perspektywę. Ten las i ta zieleń jest inna niż rok temu. Doświadczając Innego, na własnej skórze, w nozdrzach, w dłoni, pod nogami, cała rzeczywistość filtrowana jest przez tak wiele innych poranków, innych dni, że po takim czasie odbiór starej, znanej rzeczywistości jest pisany jest na nowo, może z większą ilością wrażliwości i większą uwagą?

Super było się zobaczyć i pojeździć, powitać wiosnę. Szczególnie dzięki organizatorom

( tytuł inspirowany z książek Ursuly le Guin)

KROPKI POŁĄCZONE Udało się. Dojechałem do stolicy Mongolii, Ułan Bator. Około 16 000 km na rowerze, ponad 9 msc w drodze...
06/03/2025

KROPKI POŁĄCZONE

Udało się. Dojechałem do stolicy Mongolii, Ułan Bator. Około 16 000 km na rowerze, ponad 9 msc w drodze. Ostatni tysiąc km to ogromne zmęczenie, dlatego póki co czuje ogromną ulgę.

Przed wyjazdem dawałem sobie 25 procent szans, że dojadę, że uda się zrobić to zdjęcie i nic się nie stanie po drodze. To 25 procent szans udało się przekuć w szczęśliwy koniec, a nie byłoby mnie tutaj gdyby nie ludzie, którzy wspierali mnie od samego początku.

Dzięki przede wszystkim Poli, mojej dziewczynie za cierpliwość, za pomoc w każdym momencie kiedy "miałem pod górkę", za wsparcie i za to że jesteś. Myślę, że jechaliśmy cały czas razem pomimo, że oddzielały nas tysiące kilometrów.

Dzięki wszystkim za kawy, patronkom i patronom. Ciepły prysznic, lepsze jedzenie, wizy. Wasza pomoc spowodowała, że ta podróż była dużo łatwiejsza. Szczególne podziękowania dla: Bartka Maliszewskiego, Jacka Rudzińskiego, Macieja Dobryna, Jakuba Stroińskiego, Jacka Rudzińskiego, Skuna i Łysej z bombelkami, Szczurka, Podmostamiwarszawy, Anety Witas, Anna Gełesz, Anny Dobrowolskiej, Kuby Burskiego, coffeeteatrip, Joanny Gondek, Igi Hoffman, Iwony Jurak, Jakuba Oniszczuka, Jakuba Organa, Andrzeja Pidanty, Jedraszka, Kasi Reszelskiej, Kasi Stache, Jakuba D, Łukasza Rzepeckiego, Łukasza Szczypińskiego, Macieja Kluziaka, Bębenkowej, Martyny Rzepeckiej, Szefuncia, Moniki Michała Nidzinskiego, Patryka Fliegera, Paweła Szatrowskiego, Podkastu Rowerowego, Piotra Łuczyńskiego, Roberta Nowakowskiego, Piotra Słabika, Agnieszki Hirsch, Jaszczi, Tomasza Elantkowskiego, Szeldona BB, Tomasa Johnsa , Viry Fedorenko, DED i HRD Gabryszewskich, Wojciecha, Marty i Staszka Wójcik, Joanny i Tomasza Klaus, Zofii Sprady i Bartka Zoladkowskiego.

Dziękuję wszystkim firmom, które mnie wsparły sprzętowo:
za ciepły śpiwór, bez niego byłoby kruchopl dzięki waszym częściom zbudowałem rower marzeń
nic dodać nic ująć, cieszę się waszymi sakwami
dzięki wam miałem dom
rękawiczki i czapki w Pamirze zdały się celująco pl za poświęcony czas przy serwisie

(reszta w kom)

GERMINAL Miasteczko Ałtaj położone w mikro obniżeniu terenu jest poprzecinane siatką asfaltowych i  gruntowych dróg. Dre...
25/02/2025

GERMINAL

Miasteczko Ałtaj położone w mikro obniżeniu terenu jest poprzecinane siatką asfaltowych i gruntowych dróg. Drewniane płoty oddzielają ceglane domostwa, jak i wojłokowo materiałowe mongolskie jurty, a do tego wszystkiego kilka betonowych osiedli wybudowanych w czasach republiki ludowej i komunistycznego przywództwa Cedenbala.

W tym urbanistycznym chaosie mijają mnie popularne tutaj toyoty, czasami ktoś przejedzie na koniu za sprawunkami, a czasami dzieciaki ze szkolnymi tornistrami zagadują turystę po angielsku.

Nad tym miasteczkiem górują długie, metalowe i pociągłe, strzelające ku niebu kominy. Wydobywa się z nich ciemny, czarny dym, tańczący na wietrze. W 15 tysięcznym Ałtaju takich kominów jest kilkanaście.
Wchodzę na teren jednego z takich zakładów, gdzie dym wzbija się ku niebu.

- To jest elektrociepłownia - mówi napotkany mężczyzna z taczką, wywożący rozgrzany żużel. Wyrzuca go do zagłębienia na drodze między blokami - Śmiało, wejdź do środka, ale nie rób tam zdjęć - przestrzega na koniec.

Po przekroczeniu progu i dwóch ogromnych stert węgla, wchodzę w trzewia pomieszczenia, ciemnego, zakurzonego, gdzie pośrodku z gigantycznego metalowego pieca wydobywa się szalenie buchający ogień. Mongolska moria, nie da się oddychać. Pył, zaduch i ciemności.

Dwóch mężczyzn z ubrudzonymi maseczkami na twarzach, z szypami w rękach ciągle dokłada do pieca. Ogień bucha im stale w twarz. W końcu dostrzegają mnie, wychodzimy razem na zewnątrz na fajka i rozmawiamy przez translator.

- Kurz, pył, opiłki węgla są najgorsze. Kaszel strasznie dokucza po pracy, ale co zrobisz - mówi mężczyzna, który w spracowanej, brudnej od węgla dłoni, trzyma szluga - Tak, jest to ciężka robota, ale jest...

Długo nasza rozmowa nie trwa. Piec potrzebuje kolejnej porcji czarnego złota, domaga się kolejnej ofiary z węgla. Płomień nie może zgasnąć, ludziom w mieszkaniach nie może zabraknąć ciepła, a w kranie musi lecieć ciepła woda, chociaż przez kilka godzin, najczęściej o poranku.
(reszta w komentarzu poniżej )

GERMINALMiasteczko Ałtaj położone w mikro obniżeniu terenu jest poprzecinane siatką asfaltowych i  gruntowych dróg. Drew...
25/02/2025

GERMINAL

Miasteczko Ałtaj położone w mikro obniżeniu terenu jest poprzecinane siatką asfaltowych i gruntowych dróg. Drewniane płoty oddzielają ceglane domostwa, jak i wojłokowo materiałowe mongolskie jurty, a do tego wszystkiego kilka betonowych osiedli wybudowanych w czasach republiki ludowej i komunistycznego przywództwa Cedenbala.

W tym urbanistycznym chaosie mijają mnie popularne tutaj toyoty, czasami ktoś przejedzie na koniu za sprawunkami, a czasami dzieciaki ze szkolnymi tornistrami zagadują turystę po angielsku.

Nad tym miasteczkiem górują długie, metalowe i pociągłe, strzelające ku niebu kominy. Wydobywa się z nich ciemny, czarny dym, tańczący na wietrze. W 15 tysięcznym Ałtaju takich kominów jest kilkanaście.
Wchodzę na teren jednego z takich zakładów, gdzie dym wzbija się ku niebu.

- To jest elektrociepłownia - mówi napotkany mężczyzna z taczką, wywożący rozgrzany żużel. Wyrzuca go do zagłębienia na drodze między blokami - Śmiało, wejdź do środka, ale nie rób tam zdjęć - przestrzega na koniec.

Po przekroczeniu progu i dwóch ogromnych stert węgla, wchodzę w trzewia pomieszczenia, ciemnego, zakurzonego, gdzie pośrodku z gigantycznego metalowego pieca wydobywa się szalenie buchający ogień. Mongolska moria, nie da się oddychać. Pył, zaduch i ciemności.

Dwóch mężczyzn z ubrudzonymi maseczkami na twarzach, z szypami w rękach ciągle dokłada do pieca. Ogień bucha im stale w twarz. W końcu dostrzegają mnie, wychodzimy razem na zewnątrz na fajka i rozmawiamy przez translator.

- Kurz, pył, opiłki węgla są najgorsze. Kaszel strasznie dokucza po pracy, ale co zrobisz - mówi mężczyzna, który w spracowanej, brudnej od węgla dłoni, trzyma szluga - Tak, jest to ciężka robota, ale jest...

Długo nasza rozmowa nie trwa. Piec potrzebuje kolejnej porcji czarnego złota, domaga się kolejnej ofiary z węgla. Płomień nie może zgasnąć, ludziom w mieszkaniach nie może zabraknąć ciepła, a w kranie musi lecieć ciepła woda, chociaż przez kilka godzin, najczęściej o poranku.

(reszta w komentarzu)

DOJECHAŁEM Dojechałem drogą lądowa do Mongolii.Po 229 dniach w drodze, około 15 000 km. Dojechałem, udało sie, jak ja si...
17/02/2025

DOJECHAŁEM

Dojechałem drogą lądowa do Mongolii.
Po 229 dniach w drodze, około 15 000 km. Dojechałem, udało sie, jak ja się cieszę, że tu jestem.

Kosztowało mnie to ogrom wysiłku, znoju, niedogodności, stresu i nerwów. W końcu jestem tam, gdzie marzyłem żeby być. W Mongolii, kraju nomadów, a gdzie jak nie w tutaj jest moje miejsce.

To jeszcze nie jest czas na podziękowania przede mną jeszcze ostatnie 1500 km do Ułan Bator, stolicy Mongolii i ostatnie 3 tygodnie w rowerowym siodełku w trakcie tej podróży... niemniej w tych emocjach, dziękuję Wam wszystkim, obserwującym, komentującym, dopingującym, wspierającym kawkami, bo to między innymi dzięki Waszej pomocy spełniłem swoje marzenie, dziękuję z całego serca 🙏

Wsparcie sprzętowe:

pl



Adres

Poznan

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nomada umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Nomada:

Udostępnij

Kategoria