14/04/2025
WYSPIAŃSKI
Psychodeliczne kreski, podkręcone kolory i łamanie kanonów z konwencjami. Witkacy w swojej twórczości korzystał z szerokiej gamy różnych wspomagaczy, gdzie przy nakładaniu farby na płótno, towarzyszyły mu fraktale i totalnie odmienne stany świadomości. Czasami na namalowanych przez niego portretach można znaleźć małą, tajemniczą literkę C wskazującą, że dane dzieło powstało pod wpływem różnych specyfików IYKWIM.
Budząc się w swoim łóżku, biorąc ciepły prysznic, idąc do pracy, patrzę na ostatnią podróż już z dystansu. Minął miesiąc, moja literka C, adrenalina połączona z endorfiną powoli przestaje działać. Fluorescencja ostatnich miesięcy blaknie, kreski nałożone na płótnie już nie są tak wyraźne, tracą wyrazistość.
Jestem adrenalajn dżanki. To uzależnienie które można, a nawet muszę kontrolować i dozować. Uzależnienie które daje kopa żeby robić dalej rzeczy, pisać i robić foty. W końcu, uzależnienie które trwa nieustannie przez większość część rok. Rozszerzone źrenice, zmieniający się krajobraz, droga, ludzie, kraje, języki. A potem już tylko odwyk, powrót po którym trzeba znowu się zaadoptować do kalendarza, terminów, pracy, rutyny pozbawionej takiej ilości wystrzałów dopaminy, gdzie w tej płaskiej rzeczywistości czuje się jak w Minecrafcie. Tylko te zdjęcia z podróży przypominają o kolorach, barwach i zapachach, o tym cugu dopaminowym, triggerują.
Tylko, który obraz jest prawdziwy, bliżej sedna? Ten malowany na "haju" czy ten widziany już z dystansu? A może czas w końcu przełączyć tryb Witkacego i włączyć Matejko w głowie?