Zalatany Maciej, czyli krótka historia o tym, dlaczego nie lubię biegać

Zalatany Maciej, czyli krótka historia o tym, dlaczego nie lubię biegać Ale teraz zapraszam na krótką historię.

Krótka historia o tym, dlaczego nie lubię biegać...
Jakby ktoś w 2019 mi powiedział, że będę biegać to bym mu pokazał jak Skłodowska-Curie z mema, gdzie może się.... puknąć.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA NOWY ROK 2️⃣0️⃣2️⃣6️⃣ 🥳Jak mawia staropolskie przysłowie "Jaki Nowy Rok, taki cały rok".A jeś...
01/01/2026

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA NOWY ROK 2️⃣0️⃣2️⃣6️⃣ 🥳
Jak mawia staropolskie przysłowie "Jaki Nowy Rok, taki cały rok".
A jeśli w tym nowym roku będzie działo się u mnie tyle co dzisiaj, to szykuje się 3️⃣6️⃣5️⃣ naprawdę mocnych dni 🫣
Zabawa 🥳 sylwestrowa wyjątkowo w rozsądnych godzinach 😅
Następnie krótka 🏃 przebieżka i punktualnie o 9️⃣ parkrun Lasek Marceliński, Poznań.
Później powrót i 😴 drzemka, a potem 🛩️ lot na Cytadelę na Noworoczne Spotkanie Biegowe Poznańskich Grup Biegowych 🤩
Ale mi było mało, bo mało było 🍝 jedzonka w 😺 miskach w Kociej Hacjendzie na Wartostradzie. Oczywiście 🏃 biegiem 🫣
Może kiedyś 😮‍💨 odpocznę. Ale jeszcze nie teraz 😂
A Wy jak przywitaliście Nowy Rok❓
Cześć 😄
Foto:
Fotografia Tomasz Szwajkowski
Ja i mój sylwestrowy kapelusz

Kto zna 🎵 piosenkę z przedszkola "Tańczymy Labado"❓ Nie musicie pamiętać całego tekstu, ale kto pamięta ten 💃🕺 taniec w ...
18/11/2025

Kto zna 🎵 piosenkę z przedszkola "Tańczymy Labado"❓ Nie musicie pamiętać całego tekstu, ale kto pamięta ten 💃🕺 taniec w kółku, za każdym razem trzymając się w inny sposób❓ I to "już było❗️" gdy ktoś powtórzył jakąś wersję 🫣 Tak samo mam teraz, bo już chyba skończyły mi się wymówki na pisanie kolejnych relacji, że ☁️ pogoda nie taka, a to 🐈‍⬛ kociamber mi po klawiaturze przeszedł, a to za dużo się działo, a to weny brakowało 🤷‍♂️ No nic, trzeba chyba wziąć na klatę fakt, że trzeba się zabrać za pisanie, bo inaczej to to wszystko samo się nie zrobi, o wyjściu na prostą nie wspomnę 🙄 A skoro już pomarudziłem na samego siebie to zapraszam na kolejną Krótką Historię 😁
W poniedziałek czułem się nieźle przeczochrany 🤸‍♀️ wygibasami dopiero co minionego weekendu. No i nastał nowy tydzień a ja... na ⛱ urlopie 🤩 No skoro i tak w środę szykował się wyjazd, a trzeba było ogarnąć jeszcze kilka rzeczy zanim wybędziemy z Katarzyna Minawi z Poznania, to nie zaszkodzi odpocząć od problemów ludzi pierwszego świata trochę bardziej. Korzystając z wolnego czasu, którego zawsze za mało wskoczyłem na 🚲 rower i zrobiłem rundę po fyrtlu. Ot, taki kawał dobrze wykonanej, nikomu niepotrzebnej roboty i przez 2️⃣,5️⃣godziny przebyte 3️⃣2️⃣km. No i nowe 🟦 kwadraciki do kolekcji 😅 Później odrobina odpoczynku 😉
We wtorek kolejna porcja przygotowań do 🚗 wyjazdu i tym razem wizyta w Swarzędzu. Trochę było szukania tego i owego, ale w końcu wszystko zostało skompletowane. A skoro tak, to znowu 🚲 rower poszedł w ruch, tym razem wyciągnięty z bagażnika i ruszyłem na małą przejażdżkę po okolicy. Trochę było kręcenia, bo w sumie w 2️⃣rundach zrobione niemal 4️⃣0️⃣km 😲 Powrót do 🏠 domu 🌜 wieczorem. Jakby ktoś pytał, to nie zapomniałem o wtorkowym 🏃‍♂️ biegu. Dzisiaj po prostu żadnego nie było 😅
W środę już nie było zastanawiania się co ze sobą zrobić, tylko wcześnie rano spakowane wcześniej 💼 walizy wrzuciliśmy do Syreny i przez 🇨🇿Czechy ruszyliśmy na 🇷🇸Słowację, a konkretniej do miejscowości Bela w rejonie Małej Fatry, czyli pasma ⛰ górskiego w Karpatach Zachodnich, gdzie najwyższym szczytem jest Wielki Krywań ze swoimi 1️⃣7️⃣0️⃣9️⃣metrami.
Najpierw szybkie 🛒 zakupy, a później na początek, choć w sumie pod koniec dnia, mały rekonesans po okolicy, żeby choć trochę rozprostować 🦵 nogi po długim czasie za kierownicą. W sumie niecałe 3️⃣km, a i tak wspinaczki było ponad 1️⃣3️⃣0️⃣metrów 🤯 No i wjechała jeszcze wspinaczka na wieżę widokową 😉 Nie było lekko, a coś czuję, że dalej czeka nas tu nie mniejsza wyrypa 😏
W czwartek 🎒 wymarsz wcześnie rano, bo przed nami w planie przedsmak Małej Fatry, czyli Mały Krywań. Tak naprawdę to jest drugi co do wysokości ⛰ szczyt w okolicy i choć jego 1️⃣6️⃣7️⃣1️⃣metrów nad poziomem morza może nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia, to jednak dla mieszczucha z 🇵🇱polskich nizin zawsze to okazja do powdrapywania się tu i tam.
Autko 🚗 zostało grzecznie w bazie a my założyliśmy 👟 butki i ruszyliśmy na szlak. Start z Beli, chwilę później przelot przez rozdroże w Osadzie Mazgutovci na 5️⃣4️⃣8️⃣metrach, później przez Branica, Chaty nieco niżej bo na 4️⃣9️⃣3️⃣metrach i znowu nieco wyżej Mala Branica i jej 5️⃣2️⃣0️⃣metrów.
Tuż przed 9️⃣ przerwa na nabranie sił do dalszej wędrówki. Okoliczności wręcz idealne, bo dotarliśmy do rozległej polany, a ☀️ słoneczko przyjemnie grzało. No ale Mały Krywań sam się nie zdobędzie, więc pora ruszyć dalej w drogę do 👆 góry. I tak pięliśmy się w kierunku kolejnego wzniesienia, aż Kasia się zorientowała, że w 🎒 plecaku brakuje części prowiantu na ciąg dalszy wędrówki 😱 Cóż było robić, ruszyłem z powrotem w 👇 dół i nie tak znowu za chwilę dotarłem do miejsca, gdzie rozbiliśmy obóz. Tyle że nigdzie nie było śladu przekąsek. Czyżby to jednak sprawa 🐻 niedźwiedzi❓🤔 Skoro nigdzie nie znalazłem zguby, wróciłem szybko na górę. Przynajmniej był dodatkowy trening 😅
Tyle że podejścia do 👆 góry nie było widać końca. A nie, czekaj, jest❗️ Sedlo na Koni ze swoją wysokością 1️⃣1️⃣7️⃣0️⃣metrów było tak naprawdę tylko chwilą na wypoziomowanie żyroskopu. W okolicy południa osiągnięty szczyt Koniarki na wysokości 1️⃣5️⃣3️⃣5️⃣metrów. Tylko gdzie podziała się tabliczka❓🤔 Krótkie zejście do Sedla Bublen i zgodnie z logiką chodzenia po ⛰ górach tylko po to, żeby chwilę później rozpocząć kolejne podejście 🤷‍♂️ Chwilę po 1️⃣3️⃣ Maly Fatransky Krivan i jego 1️⃣6️⃣7️⃣1️⃣metry na poziomem morza zdobyte 😎 Dzisiaj już wyżej nie wejdziemy, więc trzeba nacieszyć 👀 oczy widokami, tym bardziej, że łaskawa ☁️ pogoda pozwalała na bardzo dużo. Oczywiście nie zabrakło miliarda 📷 zdjęć 😅
No i zaczęło się schodzenie w 👇 dół przez Sedlo Priehyb na 1️⃣4️⃣6️⃣2️⃣metrach, niemal do wysokości wyjściowej. Następnie zwrot w kierunku bazy w Beli przez... drogę 🚲 rowerową, a później jeszcze pole ⛺️ kempingowe 😲 Ci 🇷🇸Słowacy to mają pomysły 😏
Ostatecznie wyszło ponad 3️⃣7️⃣km marszu w słowackich górach i ponad 2️⃣0️⃣0️⃣0️⃣metrów w 👆 pionie z czasem brutto 1️⃣2️⃣:2️⃣0️⃣:0️⃣0️⃣ od wyjścia z bazy do powrotu, choć 🚶‍♂️ marszu w czystej postaci tylko i aż prawie 🔟godzin, bo było przecież kilka pauz, w tym ta na 🍝 obiad Dolnej Tizinie 🤯 Dobrze że udało się dotrzeć do 🏁 mety przed zmrokiem, bo przecież we wrześniu już nie jest tak długo jasno 🤷‍♂️
W piątek kolejny ambitny plan. Krótka przejażdżka 🚗 autkiem, żeby nie dokładać kilometrów do i tak zaplanowanej długiej trasy, w dodatku wzdłuż 🛣 ulicy nic szczególnego pewnie byśmy nie zobaczyli, a wciąż trzeba by uważać na przejeżdżające 🚙 samochody 🤷‍♂️
Start z 🅿️ parkingu chwilę po 9️⃣rano i przemarsz przez Biely Potok na wysokości wyjściowej 5️⃣7️⃣5️⃣metrów nad poziomem morza. Następnie rząd kładek wzdłuż 🌊 potoku... zapewne Bialego Potoku 😅 a następnie przez Ostrvne. A potem kładki 👉 poziome się skończyły i zaczęły 👆 pionowe 😱 które przeistoczyły się w schody, niezliczone ilości schodów. I byłoby fajnie i w ogóle, ale gdzieniegdzie było naprawdę wąsko i ciasno. Ot, taka leciutka wędrówka po górach 😅
W ten oto sposób dotarliśmy do Novych Dierów. Tylko jak do tego doszło, że po tych wszystkich atrakcjach na tabliczce napisali 6️⃣7️⃣0️⃣m.n.p.m. to ja nie wiem 🤷‍♂️
Później już można było obyć się bez tego typu udogodnień, no ale umówmy się, że to 6️⃣7️⃣0️⃣ to jednak nie planowane 1️⃣6️⃣1️⃣0️⃣, więc trzeba dalej piąć się w górę. Tym razem już używając naturalnej infrastruktury 😉 No i zaczęła się wspinaczka poprzez stacje pośrednie Podziar, Pod Palenicou, Pod Tesnou Riznou, Pod Tanecnicou i Sedlo Medzirozsutce na wysokości 1️⃣2️⃣0️⃣0️⃣metrów. Słoneczko ☀️ niemal w zenicie, ale chwila przerwy się należy.
No i przyszedł czas na szczytowanie... Znaczy się na atak na szczyt 🤭 A było co robić, bo pokonanie 4️⃣0️⃣0️⃣metrów zajęło nam około 9️⃣0️⃣minut. Czy ja wspomniałem, że to było 4️⃣0️⃣0️⃣metrów w pionie❓ 😅 I oczom 👀 naszym ukazał się Wielki Rozsutec 🤩 Niby nigdzie w okolicy już wyżej nie da się wejść 😎 Zatem krótka przerwa na napawanie się 🌅 widokami i kilka 📷 zdjęć, bo co ja bym wam potem pokazywał 😂
No to teraz pora na odrobinę marszu w 👇 dół. I w sumie okazało się, że choć czasem łatwiej jest wejść niż zejść, to tym razem kolejne 4️⃣0️⃣0️⃣metrów w pionie z Sedlem Medziholiem po drodze pokonane w krótszym czasie 😲 aż dotarliśmy do przełęczy Pod Rozsutcom.
No i żeby nie było, że to już koniec zabawy w ⛰ góry, to zanim zeszliśmy do 🚗 autka jeszcze małe podejście na Sedlo Zakres, a dalej czekał na nas Mały Rozsutec ze swoimi 1️⃣3️⃣4️⃣3️⃣metrami. Czy ja napisałem małe podejście❓ Może i małe w ilości metrów w 👆 górę, ale za to takiej wyrypy nie powstydziłby się żaden miłośnik gór, czy inny kaskader-samobójca. Normalnie mały, ale wariat 😆 Tego nie da się opisać, tego trzeba spróbować 🫣 A potem już powrót na 🅿️ parking, ciągle maszerując w 👇 dół 🫣 W sumie wyszły ponad 2️⃣3️⃣km i 1️⃣4️⃣0️⃣0️⃣metrów lotu w 👆 górę przez 9️⃣godzin od startu do lądowania, z czego 7️⃣godzin w ruchu. Na dzisiaj wystarczy. Do bazy.
Dzień 4️⃣, sobota. Znowu ⏰ pobudka z 🐓 kurami, bo dzisiaj Creme de la creme Małej Fatry czyli Wielki Krywań. A może to dlatego, że trzeba było szybko pojawić się na 🅿️ parkingu❓🤔 W sumie nie wiem, spór o to która wersja jest prawidłowa trwa do dzisiaj.
Nie żeby 🏞 trasa nie przewidywała 2️⃣5️⃣km latania w poziomie z dodatkową opcją 👆góra-dół👇 😏 Kasia stwierdziła że ten dzień jest cieplejszy niż poprzedni, choć zapowiadali w prognozach przelotne opady 🌧 deszczu. Po niecałych 2️⃣km od startu my byliśmy już 2️⃣0️⃣0️⃣metrów wyżej, a ze mnie ciekło, jakby zamiast chłodniej robiło się coraz cieplej 🥵 Albo po prostu było jak zwykle. A przecież ⌚️ zegarek pokazywał tętno w granicach 1️⃣0️⃣0️⃣. A może i tu Garmin mnie oszukuje 🧐
W sumie to nikt nie powiedział, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie i że gdy idzie się na szczyt to będzie pod górkę, no ale dlaczego pierwsze 6️⃣km było tylko i wyłącznie z głową zadartą do 👆 góry, ja się pytam 🧐 Normalnie prawie jak na Ultra Wysoczyzna w 2️⃣0️⃣2️⃣1️⃣roku 😏
Już po 3️⃣km było niemal 4️⃣0️⃣0️⃣metrów wyżej, a po niecałych 4️⃣km mieliśmy już 2️⃣5️⃣% wszystkich podejść zaplanowanych na dzisiaj. Dotarliśmy na polanę, na której byliśmy wczoraj. Ale teraz plan zakładał zwrot w inną stronę. Odpoczęli❓ To dalej w drogę, bo na najbliższy szczyt Stoh, jeszcze 2️⃣km i kolejne 4️⃣5️⃣0️⃣m w 👆 górę. W sumie nie było tak źle, bo szlak nie był nazbyt wymagający, choć mała przerwa się należy 😏
Przed ruszeniem dalej sprawdzenie czy wszystko w 🎒 plecaku jest dobrze przymocowane bo teraz z kolei pora na tryb "z górki na pazurki". No i się zaczęło ↘️ schodzenie. W pewnym momencie za plecami zacząłem słyszeć głosy 😱 a to grupka 🏃🏃‍♂️ biegaczy leciała w dół... rozmawiając. Na pewno zastanawiali się, tak samo z resztą jak ja, po co było wchodzić na górę skoro teraz trzeba schodzić w dół. Szlak wzdłuż tyczek, które służą za drogowskazy 🐧 zimą. Co tam że mają jakie 3️⃣, może4️⃣metry. Tyle ❄️ śniegu leży tutaj zimą. A srogie to było zejście, nie kłamię 😅 Oj, biedni ci co chcą od tej strony zdobyć ten szczyt... Jak już można było powiedzieć, że zeszliśmy na dół to teraz pora na kolejne szczytowanie. Przed państwem... 🍞 Chleb 😆 Potem jeszcze trochę hasania po grani i dotarliśmy w okolice 🕍 schroniska. Ale zanim wejdziemy do środka, najpierw główne podejście czyli Wielki Krywań. Z początku chciałem coś sprawdzić w 📱 telefonie więc oczywiście zajęło mi to całe wieki i do tego czasu Kasia była daleko w przodzie. Zatem atak na szczyt w iście 🏃‍♂️ biegowym stylu 😲 Dotarłem na górę, no i wiadomo, kilka 📷 fotek, popodziwiałem 🌅 widoki i już leciałem na dół bo Kasi nagle było 🥶 zimno 🤷‍♂️ A później obiecana przerwa w schronisku Panorama pod Wielkim Krywaniem. W końcu trzeba nadrobić trochę kalorii. Już mieliśmy ruszyć w dół, aż tu nagle jak nie huknie, jak nie srutnie... i do tego powiało że mało głowy nie urywa. I nagle tuż obok nas wylądował 🚁 helikopter słowackiego GOPR czy co oni tam mają... Dobra, nie przeszkadzamy w akcji, lecimy w dół. Choć jak weszliśmy na szlak to co sprawniejsze ślimaki mogłyby nas wyprzedzać. Tak było stromo i nierówno. Tak, szliśmy w 👇 dół z prędkością mniejszą niż zazwyczaj idziemy w 👆 górę 🤷‍♂️
Na 🅿️ parkingu niemal 2️⃣5️⃣km i prawie 2️⃣0️⃣0️⃣0️⃣metrów w pionie. Czas brutto 🔟:2️⃣0️⃣:0️⃣0️⃣, choć netto niby niecałe 7️⃣godzin 😲 A może by tak trochę odpocząć❓ Czy to nie dla nas❓🤔
W niedzielę luksus, bo wyjazd z bazy dopiero o 9️⃣, choć plan nie mniej ambitny niż poprzednie wędrówki do tej pory. Przyjazd na 🅿️ parking w miejscowości Strecno i ruszyliśmy do boju. Przejście przez most Wag (słow. Vah) i już byliśmy w Nezbudska Lucka, gdzie chwilę później zaczęło się ↗️ podejście na Suchy. Ci 🇷🇸Słowacy to mają pomysłowe nazwy ⛰ szczytów, prawda❓ Ale za to jakie to było podejście❗️ Start z poziomu 3️⃣5️⃣0️⃣mnpm z chwilą przerwy w Chacie pod Suchym prawie 7️⃣0️⃣0️⃣metrów wyżej❗️ A to dopiero 8️⃣km 😲 A potem atak na szczyt, ale czegoś takiego nie da się przewidzieć, a już na pewno my się tego nie spodziewaliśmy. Najpierw, co prawda krótka, niemal pionowa 1️⃣0️⃣0️⃣metrowa ściana, później długie wypłaszczenie co tylko zapowiadało, że 😈 zło uderzy znienacka, bo do celu jeszcze 3️⃣6️⃣0️⃣metrów w 👆 pionie. No i tak jak wcześniej nie mogliśmy przebić wysokości 1️⃣2️⃣0️⃣0️⃣mnpm, tak nagle na ⌚️ zegarku pojawiło się ponad 1️⃣3️⃣0️⃣0️⃣, bo znowu góry zafundowały nam kolejną sesję wspinaczki. Oj, co tam się działo... Statystyki pokazały, że nachylenie miało 3️⃣6️⃣% 🤯 Teraz się nie dziwię, że to tyle trwało 😏 No ale 🌄 widoki ze szczytu wynagradzały trud włożony w to piekielne podejście. A może by tak zaproponować Marek Rutek jakiś 🏃‍♂️ trening na tym szlaku❓😆 To by Biegające Krejzole dopiero miały zaprawę 😅
Oczywiście szczyt i okolica 📷 obfotografowana dookoła, a że nie było dodatkowych atrakcji, a czas zaczął nagle gonić, to ruszyliśmy w drogę powrotną. Ale nie tym samym szlakiem❗️ O nie❗️ Chyba byśmy nie dotarli na dół żywi, a już na pewno za jasnego 😏 Odbiliśmy na alternatywny szlak i to był strzał w 🔟 😁 Co prawda były fragmenty, gdzie nie było lekko, ale przez większość czasu szliśmy trasą z pięknymi widokami i na pewno łaskawszym podłożem. W 🕍 Chacie pod Suchym przerwa na nadrobienie 🍝 kalorii i uzupełnienie 🫗 płynów i można było ruszać z powrotem do 🚗 samochodu. Gdyby tylko szlak, który początkowo był w miarę przystępny nie zmienił się w kolejny tor sprawnościowy 🫣 Ale udało się jakoś przeżyć. No i tak się już rozluźniłem, że na prostej drodze mało nie zatańczyłem 🤸 bredgenca, jak to mawiał Andrzej Lepper. Dla niezorientowanych mowa o takim tańcu na głowie. A na pewno bym tak skończył, bo lewa 🦶 stopa dwukrotnie nie ogarnęła jak poprawnie stąpać po równym, natomiast prawa chyba nie była przygotowana na takie wygibasy 🫣 Na szczęście wytrzymała i choć pewnie od 🇩🇪niemieckiego sędziego za takie lądowanie dostałbym niskie noty za styl, to ja jednak cieszyłem się, że dalej byłem w jednym kawałku. A jak boli, to się przecież rozchodzi i będzie miodzio, prawda❓😅 A było jeszcze gdzie, bo przed powrotem na 🅿️ parking zaliczyliśmy jeszcze wizytę w ruinach 🕌 zamku Stary Hrad. Kiedyś to pewnie była solidna forteca, teraz zostały już niestety tylko ruiny, które jeszcze lokalne władze próbują uchronić przed totalnym rozkładem. Ja oczywiście zapominając o bolącym stawie skokowym próbowałem obejść zamek dookoła po zewnętrznym pierścieniu umocnień, ale musiałem odpuścić, bo ścieżka kończyła się piękną skarpą z 4️⃣0️⃣metrowym uskokiem 😱 Wróciłem więc na dziedziniec i zacząłem zwiedzać ów przybytek już w bardziej tradycyjny sposób, zaglądając oczywiście wszędzie, gdzie było to możliwe 😉 A później już powrót na 🅿️ parking, gdzie grzecznie czekała na nas nasza 🚗 Syrena. Był co prawda plan, żeby zawitać jeszcze na twierdzę Strecno, ale ☀️ słońce zaczęło już zachodzić i nawet gdybyśmy dotarli pod bramę to za dużo by z tego nie było. No to powrót do bazy, bo dzisiaj i tak wyszło niemal 2️⃣5️⃣km i 1️⃣3️⃣5️⃣2️⃣metry w górę przez nieco ponad 9️⃣godzin marszu. To chyba dobry wynik, prawda❓😉
Gratisowo w tej relacji dorzucę wam jeszcze poniedziałek, bo pewnie niektórym za mało tekstu pisanego 😂 A na dzisiaj zaplanowane 💼 pakowanie i powrót do 🇵🇱Polski 🥺
Ale zanim zakończymy naszą wizytę w rejonie Małej Fatry 🚗 wycieczka do miejscowości Terchova, czyli mieściny, w której rozrabiał Janosik. Ten prawdziwy, a nie jakieś tam podróby czy coś. I choć zasadniczo Janosik był zbójnikiem czy innym łachudrą, to jednak był dość ważną personą i doczekał się swojego pomnika. Ba❗️ Możnaby wręcz powiedzieć, że ze wzgórza Vŕšky na miasteczko spogląda niemal 8️⃣metrowa, wykonana ze stali nierdzewnej, statua tego łobuza, która została uroczyście odsłonięta w 3️⃣0️⃣0️⃣rocznicę jego urodzin. I tak z pozoru przyjemny spacer po okolicy zamienił się w prawie 5️⃣km dreptanie to w 👆 górę, to w 👇 dół, aż zebrało się 1️⃣3️⃣6️⃣metrów w pionie 😲 Taka słowacka Dziewicza Góra Biega w spacerowej edycji 😅
No ale przed nami jednak było kilka godzin jazdy 🚗 autkiem, więc pora na powrót do 🏠 domu, tym bardziej, że jutro normalnie do pracy. Co prawda ja na szczęście na 🌙 nocną zmianę od 1️⃣5️⃣, no ale Kasia już tak nie do końca 🤷‍♂️ Zaraz zaraz... Czy przypadkiem jutro nie ma 🌜 wieczornego biegu❓ Muszę to sprawdzić.
Cześć 😄
Zdjęcia:
- ja i mój czeski, znaczy słowacki film

No i 🍆* bombki 💣 strzelił, 🥁 Strefy Kibica znowu nie będzie... 🤷‍♂️No i nie tam żeby coś, ale... komu z Was udało się za...
05/11/2025

No i 🍆* bombki 💣 strzelił, 🥁 Strefy Kibica znowu nie będzie... 🤷‍♂️
No i nie tam żeby coś, ale... komu z Was udało się zapisać na Wings for Life World Run w Poznaniu na 2️⃣0️⃣2️⃣6️⃣rok❓
Niby porzundek czy inny poznański Ordnung jest przy zapisach, ale jednak co się można przy tym 😬 nastresować i 🧑‍🦳 osiwieć, to zupełnie inna sprawa 🫣
No to zaczynamy 🕐 odliczanie do maja i zobaczymy ile kilometrów tym razem uda się 🏃‍♂️ przebiec, zanim Kapitan Wąs Adam Małysz ze swoją mobilną 🏁 metą złapie mnie na 🛣 trasie. A może by tak zabrać się za jakieś 🏋️‍♀️ treningi❓🤔 Tylko czy ja znajdę na to czas 😅
To z kim się widzę na starcie i jakie są plany tych z Was, kto ma już swój 📆 pakiet❓😉
Cześć 😄
*tak, to jest bakłażan

📣PERSONAL BEST ALERT📣 Jak do tego doszło, nie wiem.Serio, serio.Jeszcze na 1️⃣5️⃣sekund przed startem nie miałem planu n...
11/10/2025

📣PERSONAL BEST ALERT📣

Jak do tego doszło, nie wiem.
Serio, serio.
Jeszcze na 1️⃣5️⃣sekund przed startem nie miałem planu na ten 🏃 bieg. Już nawet chciałem wyrywać plecaki z 🚩 flagami 🐰 zającom 🫣
Ale warun był niemal doskonały i tylko trochę 🌪️ wiało na ↩️ nawrotce, a 🦵 nogi niosły, więc nie było innego wyjścia jak dać z siebie tyle, na ile 🏭 fabryka pozwalała.
I tak od dzisiaj będę chodził dumny z nowej życiufki1️⃣8️⃣:4️⃣4️⃣ na dystansie 5️⃣km 😎
Do rekordu 🌍 świata jeszcze trochę brakuje, ale to mój 🔝 rekord świata 😁
Cześć 😄


Facebook mi proponuje przenieść się w przeszłość i przypomnieć sobie co porabiałem na przykład w styczniu 2️⃣0️⃣2️⃣4️⃣.....
05/09/2025

Facebook mi proponuje przenieść się w przeszłość i przypomnieć sobie co porabiałem na przykład w styczniu 2️⃣0️⃣2️⃣4️⃣... Ja doskonale pamiętam co wtedy robiłem, bo przez zaległości w relacjach post ze stycznia był nie tak znowu dawno temu 🫣 Przyjdzie jeszcze taki dzień, że sam się będę z tego 😂 śmiał. Na razie ubaw to pewnie mają niektórzy z was, którzy sami nie mogą uwierzyć z jak bardzo zamierzchłych ⏳ czasów jest ta relacja 🫣 No ale ja uparty jestem jak tak taki statystyczny 🫏 osioł i przybywam z kolejną Krótką Historią o tym dlaczego nie lubię 🏃‍♂️ biegać...
W poniedziałek myślałem, że wstawanie po GRAVEL 2024 i jej 4️⃣1️⃣3️⃣km z dodatkami będzie wyzwaniem porównywalnym jakimś 🇬🇷greckim herosom, czy coś w tym stylu. A tu wystarczyło tylko trochę się wysilić żeby podnieść na raz obie 👀 powieki, a później przezwyciężyć grawitację i odepchnąć się ✋ rękoma od 🛏 łóżka. Ajajaj❗️ Zapomniałem, że to właśnie najbardziej w 🍊 dostały akurat ✋ dłonie, które w odróżnieniu od reszty systemów musiały ciągle trzymać kierownicę i być w pełnej gotowości nie tylko na niektórych wymagających ↘️ zjazdach, ale także wielu prostych odcinkach, których jednak do najłatwiejszych nie mogłem zaliczyć 🤷‍♂️ No ale wstałem przy 1️⃣próbie 😅
🥪 Śniadanie, 🐈 kociambry, reszta porządków po weekendowym szaleństwie, znowu 🐈‍⬛ kociambry, a później ruszyłem w kierunku 🚗 Syreny, a dalej w drogę do Swarzędza. Jeszcze tylko trzeba 🐈 Ancymona ściągnąć do 🏠 domu z klatki schodowej, bo jak tylko otworzyłem drzwi to dostał przyspieszenia niczym ja na ostatnich 2️⃣0️⃣km Warty Gravel 😹 Na miejscu 💻 praca zdalna, bo przecież nie mogę zapominać o problemach ludzi pierwszego świata, które trzeba rozwiązać 😏 Dość sporo tego było, więc jak przyszła pora to w te pędy wyłączyłem komputer i poszedłem się przejść po okolicy, żeby przypomnieć sobie jak się chodzi, a nie tylko to 🏃‍♂️ bieganie, czy, tym bardziej teraz, jazda na 🚲 rowerze 😅 No i wyszło niemal 8️⃣km 😲 Po drodze zajrzałem do Adam Tomaszewski, bo dawno go nie odwiedzałem. Okazało się, że jak się nie widzieliśmy udało mu się w końcu uskutecznić 🌍 zagramaniczą wycieczkę 🚲 rowerową z pewną grupą. Do tej pory coś nie miał szczęścia i kilka razy tuż przed wyjazdem przytrafiało mu się coś, co zmuszało do rezygnacji z tych planów. Tym razem jednak pojechał... i pech złapał go w dalekiej 🇷🇴Rumunii skąd przyjechał z pokiereszowanym rowerem... i złamanym obojczykiem oraz 4️⃣żebrami 😱 Ja mu chyba doradzę zmianę zainteresowań na jakieś ♟ szachy czy bierki lub układanie 🧩 puzzli... 🤯 Powrót do 🏠 domu późno 🌜 wieczorem.
We wtorek już normalnie do 💻 pracy poleciałem do biura. Tak, na 🚲 rowerze 😅 Szybko dzisiaj czas zleciał bo zadań było dość sporo, więc jeszcze na ⌚️ zegarku nie pojawiła się 1️⃣7️⃣, a my byliśmy już w blokach startowych 🤫
Powrót do 🏠 domu i chwila 😮‍💨 odpoczynku przed na Sportowo vol. 55. Dojazd na miejsce niby dłuższy, ale łatwiejszy, bo zamiast Katarzyna Minawi na pokładzie 🚗 Syreny gościłem powracającego do życia Zakrza biega - misja Wygrać Życie. Przy kłopotach z ustaleniem miejsca spotkania po prostu podjechałem po niego na Dębiec, za to jednak wszystko poszło zgodnie z planem, bo i wyszedłem o 🕰 czasie z 🏠 domu, a i dotarliśmy do Bolechowa na tyle szybko, że znalazła się jeszcze chwila na małą 🤸‍♀️ rozgrzewkę przed ruszeniem na 🛣 trasę.
Niemalże punktualnie o 2️⃣0️⃣ Arek Bednarek dał sygnał do startu i poszły 🐴 konie bo betonie. A właściwie asfalcie. Wiedziałem, że ta edycja będzie w moim wykonaniu raczej sprawdzianem czy w ogóle pamiętam jak się 🏃‍♂️ biega. Do tego jeszcze musiałem pamiętać, że przecież od jakiegoś już czasu próbujemy z Katarzyna Kołaczkowska rozbić gruz w mięśniach moich 🦵 nóg, a co za tym idzie, bieganie nie jest teraz takie szybkie. Ale okazało się, że udało się też przeprowadzić testy mocy na poszczególnych odcinkach trasy 😲 A nawet pomogłem Aleksandra Bórkowska z Maratończyk Poznań w ustanowieniu nowej 🔝 życiówki na 5️⃣km 🤯 Ma się te ukryte talenty, nie ma co 😆 Tak więc cały mokry bo ☁️ pogoda dokazywała i 🥵 grzało że aż strach, ale szczęśliwy przekroczyłem bramę i linię końcową z czasem 2️⃣0️⃣:0️⃣7️⃣ zajmując 8️⃣miejsce. Później jeszcze krótkie schłodzenie. Udało się jeszcze trochę pogadać, pośmiać, a nawet zrobić kilka 📷 zdjęć. A potem powrót na 🅿️ parking po 🚗 autko i do ruszyliśmy z powrotem do Poznania.
Zakrza odstawiony do 🏠 domu, a ja mogłem spokojnie wrócić do siebie... i pójść na spacer z 🐈🚶‍♂️ Ancymonem, który zrobił powtórkę z poniedziałku i gdyby mógł, to by przebił się przed drzwi od klatki schodowej. Nie było więc wyjścia i ruszyliśmy pozwiedzać podwórko 🌜 wieczorową porą. Ale jednak tym razem obyło się bez skakania po 🌳 drzewach i testów równowagi na murkach 😹
W środę 💻 praca z biura, więc wjechała kolejna dawka przypominająca z jazdy na 🚲 rowerze. I nawet szybciej skończyliśmy, bo czuło się, że wręcz nie wypada teraz siedzieć w 4️⃣ścianach, tylko korzystać z pięknej ☁️ pogody za oknem.
A skoro tak, to pod 🌜 wieczór Treningowe Plusport 24, choć ja mam wrażenie, że mi jednego treningu w tej serii brakuje przez błąd przy "oczku" 🤷‍♂️ Jazda rowerem na Golęcin i byłem prowodyrem do zawiązania grupy numero 1️⃣Uno1️⃣, która to za zadanie miała 🏃‍♂️ bieg ciągły między 6️⃣ a 8️⃣km, jako formę regeneracji po zawodach lub na nie 💪 sił zbierania. Tak więc ruszyłem ostrożnie do przodu i sukcesywnie posuwałem się metr za metrem, aż na ⌚️ zegarku pojawiło się zakładane 8️⃣km. Pewnie odpuściłbym sobie już po 6️⃣km, ale Jacek Błaszczyk to dobry sparingpartner, który potrafi zmotywować do odrobiny wysiłku. Później końcowe rozciąganie, tym razem pod przewodnictwem Claudio Messina, żeby ✋ łapka Anna Kodym, która ucierpiała przy innej aktywności fizycznej, mogła się w spokoju regenerować 🥺 Taaak, sport to zdrowie, mówię wam 😏 I już chciałem się zbierać do wyjścia, aż tu nagle na stadion wlała się 🟧 pomarańczowa 🌊 fala ludków z Maratończyk Poznań i moje plany powrotu jeszcze "za jasnego" spełzły na niczym, a akurat dzisiaj nie miałem przy Czerwonej Strzale 🔦 lampek, bo zostały przy Czarnym Trekingu po GRAVEL 2024 🫣 A zatem 🌜 wieczorową porą, dokonując w duchu małego samobiczowania za grzechy i inne błędy, wróciłem do 🏠 domu, gdzie już czekał na mnie 🐈 Ancymon gotowy na podwórkowy patrol. Normalnie gdyby mógł to by trzymał w paszczy smycz i szelki, ale on ma przecież od tego swoich ludzi 😹
W czwartek rano obudziłem się z wrażeniem, że w 🌕 nocy przejechał po mnie jakiś 🚂 pociąg. Ale nie taki 🚅 Pendolino, że szybko i po krzyku, tylko taki długi, powolny, ciężki pociąg towarowy z 1️⃣5️⃣7️⃣1️⃣6️⃣wagonami po brzegi wypełnionymi jakimś strasznie ciężkim ładunkiem. Zachciało mi się 🤸‍♀️ treningu w środę... 😏 No nic, trzeba wstać, bo 😺 kocie miski i pudełko śniadaniowe Kasi były chore, a przecież same się nie uleczą 🤷‍♂️ A potem chwila latania po chacie i już wychodziłem z 🚲 Czerwoną Strzałą pod ręką, żeby pojechać do biura w centrum. Oj, trochę się nie chciało, ale przecież muszę ciężko 💻 pracować, żeby moje kociambry miały godne życie 😸 No i żeby rozwiązywać problemy ludzi pierwszego świata, ale ostatnio jest ich podejrzanie mało, więc w razie czego trzeba zachować czujność 😏
A pod 🌜 wieczór z Biegiemwlas | Trening 12/12 - LASEK MARCELIŃSKI TEST 1500 m, gdzie jak sama nazwa wskazuje Marcin St zaplanował test na 1️⃣5️⃣0️⃣0️⃣metrów, zakończony 🔥 ogniskiem, które miało trwać i trwać do późna 🤫 Ale na początek 3️⃣km rozbieganie, żeby pobudzić do życia wszystkie systemy. Później 🤸‍♀️ dogrzanie tego i owego, ale już bardziej statycznie, a potem egzamin z tego kto czego się naumiał w 🏃‍♂️ bieganiu na półtora klocka. Ja w sumie nie miałem nic nikomu do udowadniania, bo nie było mnie niestety na pierwszym teście 🤷‍♂️ Za to przynajmniej tu byłem 🥇 z czasem 5️⃣:3️⃣6️⃣. Czy to dobrze❓ Może nie zupełnie, ale biorąc pod uwagę Wartę Gravel, wynik jest całkiem przyzwoity 😅 Na koniec schłodzenie dookoła naszej testowej 🔁 pętelki, a następnie obiecane ognisko 🤩 Powrót do 🏠 domu, również zgodnie z obietnicą, póóóóźno 🤫

W piątek 💻 praca na 🌜 wieczorną zmianę bo nie udało się zamienić z nikim, ale sądząc po mailu Seba za dużo się tego dnia nie działo od rana, więc miałem nadzieję, że i później będzie spokojnie. I na szczęście tak było, więc szybciutko podjechałem odebrać 📆 pakiety na Run, który był zaplanowany idealnie na ostatnie minuty mojej zmiany 😏 Dobra, jakoś to będzie. Do wyjścia z 🏠 domu ogarnięte jak najwięcej, a później 💻 komputer do 🎒 plecaka i jazda na Międzynarodowe Targi Poznańskie. Normalnie podjeżdżając niemal pod samo wejście miałem wrażenie, jakby zupełnie nic się w temacie nie działo, ale wystarczyło wejść na teren jednego z pawilonów i już zaczęła się ogólna wrzawa, a chwilę później pochłonęła nas ta 🥳 atmosfera charakterystyczna dla imprez 🏃‍♂️ biegowych w centrum miasta. Oczywiście nie było kiedy sprawdzić list startowych, ale byłem przekonany, że spotkam kogoś znajomego. No i się nie pomyliłem, bo chwilę później już byłem otoczony przez reprezentację HernikTeam 😁 Kilka zamienionych zdań, parę wspólnych 📷 fotek, ale jednak chociaż na chwilę zajrzałem jeszcze do 💻 komputera, no bo przecież nie mogłem tak po prostu zostawić koleżanki samej na pastwę problemów ludzi pierwszego świata. Ale dobra, 🏃‍♂️ pobiegajmy coś.
W drodze pod bramę startową jeszcze spotkałem Łukasz Kitajczuk, a potem już ruszaliśmy na trasę, która na 1️⃣km nieco zaskoczyła mnie swoim przebiegiem, bo takich ↩️ nawrotek to się nie spodziewałem 🤷‍♂️ W końcu jednak wypadliśmy z Targów na 🛣 ulice miasta. Było 🥵 gorąco i duszno, bo tego dnia miało niby 🌧 padać, zapowiadali jakąś ⛈ burzę, ale chyba nieco się zgubiła w drodze do Poznania 😏 Lecąc długą ⬆️ prostą minąłem Franklin Czarnecki, który 📣 zagrzewał z chodnika wszystkich jak popadnie. No chłop na schwał 🥰 Gość, z którym miałem niejedną okazję się pościgać, teraz miał przymusową pauzę związaną ze zdrowiem. I to nie była kontuzja 😏 Franklin dużo zdrowia 😉 No ale dobra, bo faktycznie my tu jednak 🏃‍♂️ biegamy po mieście, więc odrobina koncentracji, bo tempo niby przyzwoite, ale w pewnym momencie zobaczyłem jak mija mnie Łukasz 🤯 który zabrał się z dość liczną grupą, która pewnie celowała w 2️⃣0️⃣minut. I choć miał to być spokojny 🏃‍♂️ bieg, bo 🦵 noga czy 💻 praca, to jednak gdzieś z tyłu głowy chciałem wpaść na 🏁 metę z jakimś przyzwoitym czasem 😅 Na rondzie w ➡️ prawo, znowu ⬆️ prosto, a ⌚️ zegarek pokazywał, że lecę w miarę równo. Kolejny zwrot w ➡️ prawo i już obraliśmy kierunek powrotny na Targi. Znowu pojawił się Franklin, teraz w towarzystwie Hania Jaraszkiewicz, więc już nie było lipy, trzeba było trochę przyspieszyć 🤪 I to się nawet udało, co więcej, to się nawet mogło podobać, bo w pewnym momencie zacząłem doganiać i wyprzedzać kilka osób. Wlot na Targi, do 🏁 mety 4️⃣0️⃣0️⃣metrów, więc trzeba utrzymać dobre tempo. Dopadliśmy do ostatniego zakrętu i 🔥 ogień z 👟 kapci na króciutkiej ⬆️ prostej do bramy, która okazała się nie być 🏁 metą 🤦‍♂️ Ta była dopiero po wykonaniu kolejnych 2️⃣ciasnych zwrotów, na szczęście oba były w ⬅️ lewo, więc chyba im wybaczę ten dziwny zabieg 😏 Czas finalny 2️⃣0️⃣:1️⃣1️⃣ na dystansie... 5️⃣,0️⃣9️⃣km⁉️ Skoro mój uwielbiający skracać dystans ⌚️ Garmin pokazał taki rezultat, to ciekawe ile wyjdzie Kasi 😏 Ale dobra, to później. Teraz szybka 📷 fota z 🏅 medalem, 🫗 butelka wody w rękę i szybko do depozytu, bo czeka mnie jeszcze chwila pracy 🤷‍♂️ Następnie powrót do 🏠 domu 🌜 wieczorową porą i pierwszym 🌕 nocnym kursem, a na miejscu zapachowe kocie szaleństwo 😻 Dobra, tyle na dzisiaj, ale tak można zaczynać weekend 😁
Sobota, zwykle nazywana , tym razem stała pod znakiem NorDan RUN. Ale przecież dzisiaj parkrun Lasek Marceliński, Poznań ma swoje 3️⃣urodziny, a mnie ma tam nie być❓😱 Skoro nie dam rady 🏃‍♂️ pobiec, to chociaż przyjadę wcześniej i pomogę nieco w przygotowaniach do tej 🥳 imprezy, bo rzekomo każda para ✋ rąk się przyda. I rzeczywiście towaru było co niemiara, od uroczystych obrusów, przez niezliczoną ilość 🎈 balonów, o 🍰 słodkościach i innych 🥧 wypiekach na stole nie wspomnę. No i oczywiście nie mogło w międzyczasie zabraknąć miliona 📷 zdjęć, bo potem zapomnę, że tam byłem, bo przecież nie będę figurował w statystykach. A nie, czekaj, będzie 🦺 wolontariat 😅
No ale stare poznańskie przysłowie mówi, że opłacony 🏃‍♂️ bieg to świętość, więc pora się zawijać z Lasku Marcelińskiego, podjechać po Kasię i zasuwać do Wolsztyna. Podczas 2️⃣edycji startowałem na średnim dystansie 2️⃣4️⃣km, tym razem oboje z Kasią wybraliśmy 🔟km. A to wszystko przez 🤵‍♂️👸 zaślubiny Agnieszka Kijak-Mantas i Tomek Mantas, na które mieliśmy jechać zaraz po 🏃‍♂️ biegu w Wolsztynie.
Wyciągając wnioski z ubiegłego roku, tym razem nie pchaliśmy się 🚗 Syreną pod samo biuro zawodów. Umówmy się, to nie Wiśniowy Czołg, żeby się nią wszędzie zmieścić, a poza tym przy strefie 0️⃣ zarządca terenu wyznaczył 💰 opłaty za 🅿️ parking. No tak to my się bawić nie będziemy. Zostawiliśmy autko kawałek dalej i w ramach 🤸‍♀️ rozgrzewki potruchtaliśmy na miejsce.
Pakieciki 📆 odebrane, parę znajomych osób na miejscu. A później 2️⃣rozgrzewka i już ekipa zapraszała na start. Na Nordanie kwestia 🏞 trasy rozwiązana jest w ten sposób, że obiega się Jezioro Wolsztyńskie dookoła. Ale zapytacie gdzie tu 🔟km, a co dopiero 2️⃣4️⃣ czy już w ogóle 4️⃣8️⃣km. Otóż nie, organizatorzy zlitowali się i nie zafundowali uczestnikom powtarzania kilka razy tej samej 🔄 pętli. Pomysł na trasy był taki, że im dłuższy dystans tym dalej leci się na ⬆️ północ, oddalając się od Wolsztyna, a później w odpowiednim miejscu przeskakuje się przez rzekę Dojcę, która zasila jezioro i wraca się drugą stroną w kierunku 🏁 mety. Normalnie Pomysłowy Dobromir by tego lepiej nie wymyślił 😅 W zeszłym roku jak kończyłem swoje 2️⃣4️⃣km to nawet udało mi się dogonić uczestników którzy kończyli dyszkę, bo finalnie lecimy tą samą ścieżką 😲 Teraz to mnie będą mieli okazję gonić 😅 Lecimy z tematem.
Start spod hotelu i kierowaliśmy się ➡️ prawą stronę na wspomnianą już ⬆️ północ przez Park Wolsztyński. Zauważyliście, że oni tam wszystko mają wolsztyńskie❓🙃 No dobra, hotel nazywa się inaczej, ale to chyba tylko potwierdza tę regułę 😂 No i myśląc tak o tym wszystkim spojrzałem na ⌚️ zegarek, a tam po 1️⃣km 4:08 😲 Gdzie mnie tak gna❓🤔 No tak, z ⛰ górki było. Poza tym na początku zawsze tak jest, że nie wiadomo gdzie pędzę 🤷‍♂️ Kolejne 2️⃣km po 4:18 wzdłuż jeziora, aż dotarliśmy do jego końca. Nawet na chwilę pojawiła się cywilizacja, bo przebiegaliśmy przez wieś Karpicko. No ale w końcu dotarliśmy do atrakcji, które 🐯 Tygryski kochają najbardziej. Trochę ⛰ górek, trochę 🏜 piachów, nawet odrobina w 👇 dół i ⌚️ Garmin po 4️⃣km pokazał 4:37. Tak myślałem, że nie było za szybko, no ale nikt nie powiedział, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. W sumie nie, było przyjemnie 😅 Nawet nie było za dużo kluczenia, raptem 2️⃣szybkie zakręty. W sumie potem była powtórka, choć tym razem oba były w ⬅️ lewo, przelot między jakimiś stawami hodowlanymi i już był półmetek z międzyczasem 5️⃣km 4:20. No i można by pomyśleć, że powrót do Wolsztyna będzie prosty, bo to przecież jeszcze tylko szybka piąteczka. Nic z tych rzeczy. Trasa dalej pięknie falowała, prowadząc raz w 👆 górę, raz w 👇 dół, a 🌳 leśne ścieżki i 🏜 piachy gdzieniegdzie dość sypkie czy też kopne, niespecjalnie ułatwiały to zadanie. I choć dramatu nie było, to ⌚️ Garmin po 6️⃣km zaśpiewał do uszka 4:28. Ale potem było już z ⛰ górki. Czasem nawet dosłownie. I w ten oto sposób kolejne 3️⃣km po 4:24, aż dotarliśmy z powrotem na obrzeża Wolsztyna. No to lecimy z tym ostatnim 🔟kilometrem 🫡 A że była to już przestrzeń miejska, to i grunt pod 🦵 nogami nieco pewniejszy. I choć ja tam dalej wolę te 🌳 leśne ścieżki to już nie było co kalkulować tylko dokończyć 🔁 pętelkę wokół jeziora, przebiegając w międzyczasie mostkiem nad Dojcą po drugiej stronie, by wreszcie wpaść w strefę 🏁 mety i przekroczyć linię końcową.
I w sumie byłem względnie z siebie zadowolony, bo 🦵 noga wytrzymała, ale jak do tego doszło, że byłem dopiero 1️⃣4️⃣open to nie wiem 🧐 Czyżbym jednak nie umiał liczyć❓🤔 W dodatku ten rezultat dał mi dopiero 4️⃣miejsce w kategorii wiekowej 😩 Gdybym w podobnym czasie i tempie pobiegł 2️⃣4️⃣km też byłbym 4️⃣, ale open, więc powtórzyłbym wyczyn z ubiegłego roku i dostał ładną 🏆 statuetkę. A tak 🍊 I to zbita 🤷‍♂️
Na domiar złego nasze kalkulacje czasowe się nie spięły i choćby skały... kichały, a potem 👃 nosy wycierały, to jednak coś nie pykło z tym, żeby zdążyć na czas do Poznania na ślub Agi i Tomka... 🤷‍♂️ Będziemy musieli być nimi 👻 duchem czy innymi myślami. Czy jak to się tam mówi 😅
Skoro dalsze plany legły nieco w gruzach, to chyba już nikomu nie zaszkodzi, jak pójdziemy jeszcze na mały 🚶‍♂️🚶‍♀️ spacer po Wolsztynie. W końcu jak to 🎤 śpiewa Kazik, 🎵„bo po 🏁 wyścigu dobrze zabawić się” 🎶 albo przynajmniej zdobyć kilka dodatkowych squadratsów 😅
A 🌜 wieczorem 🚗 autko znów poszło w ruch, tym razem, żeby zaprezentować swoją 🚛 ładowność, bo w planie była przeprowadzka Emanuela Adamczyk i Wojciech Grabiński z Poznania do Murowanej Gośliny 🥺 Niby trochę szkoda, że się wyprowadzają zez fyrtla, ale za to jaką 🕌 hacjendę tam znaleźli, to niejeden by pozazdrościł. Normalnie tak jakby luksusowo 😲 No w porównaniu z poprzednim lokum to można by nawet zabrać to „tak jakby” 😅 Oby tylko pamiętali o znajomych 🥹 Z powrotem w 🏠 domu późnym 🌜 wieczorem.
W niedzielę znowu nie było 😴 garowania do południa, bo dziś w Skokach @7 Bieg Podkowy 🤩 gdzie pojawiłem się w końcu po 3️⃣latach przerwy. Tym razem na specjalne zaproszenie Wojciech Grabiński w ramach roboty 😅 Znowu ten Wojtek... 😏 A jaka to robota zapytacie... otóż nic innego jak 🎈 pejsowanie, 🚩 paceowanie, 🐰zajączkowanie, ⏱ nadawanie tempa czy też prowadzenie grupy na wyznaczony czas. Na tej imprezie dostępne są 2️⃣dystanse 5️⃣ oraz 🔟km, ale wiadomo, że jak kochać to 👸 księżniczki, a jak 🎈 pejsować to najlepiej od razu ten dłuższy. No chyba, że to Bieg Lwa, to wtedy można nawet oba 😎 Ale tu wskoczyłem jako 🐰 zajączek na dychę 😁 Co prawda coś poszło nie tak i przypisano mi pakiet na 5️⃣km, ale trzymajcie mi 🍺 piwotonik, a ja się pobawię nieco markerem 🤪 No co, ja nie zrobię 2️⃣kółek razem z Łukasz Huderek❓ To pa tera❗️😎
Najpierw jednak trzeba się wbić w tłum i zrobić zbiorową 🤸‍♀️ rozgrzewkę 😉 No i jeszcze trochę poprzeszkadzać Wojtkowi w prowadzeniu imprezy 😂 Ale potem już ładnie ustawiliśmy się do startu i ruszyliśmy.
Start z Rynku i 4️⃣0️⃣0️⃣metrów ⬆️ prosto, a następnie po zwrocie w ➡️ prawo zaczęło się 🤿 nurkowanie, czy też inne z ⛰ górki na pazurki, żeby zrobić szybki 🛩 przelot przez tunel pod torami 🚂 kolejowymi, a później dla odmiany odrobinę w 👆 górę. Na końcu tej oryginalnej prostej zrobiona mała pętelka i powrót do tunelu. No i byłoby fajnie, jakby dało się teraz skręcić w lewo z powrotem do mety, Ale nie❗️ Zamiast tego polecieliśmy łamaną prostą przed siebie na 2️⃣pętlę, która na domiar wszystkiego była większa niż poprzednia 🤷‍♂️ No ale przynajmniej jak już ją domknęliśmy, to do 🏁 mety zostało nieco ponad 3️⃣0️⃣0️⃣metrów.
Po 1️⃣okrążeniu, czyli po 5️⃣km Garmin pokazał 2️⃣4️⃣:4️⃣9️⃣... tyle że Wojtek zapomniał wspomnieć o jakże istotnym fakcie, że trasa jest odrobinę dłuższa niż ustawa przewiduje i do półmetka zostało jeszcze jakieś 💯metrów 😱 więc na 2️⃣okrążeniu trzeba będzie niepostrzeżenie przyspieszyć 🤫 Nie no, dobra, przyznaliśmy się z Łukaszem, że nie dostaliśmy tej informacji wcześniej i 2️⃣runda będzie nieco szybsza niż poprzednia. Zapnijcie pasy, jedziemy z koksem 😁 I znów lecieliśmy to 👆 w górę, to 👇 w dół, to po 🛣 asfalcie, to bocznymi uliczkami, ale za to na 🏁 mecie pojawiliśmy się z zaplanowanym wcześniej zapasem i jeszcze udało się na chwilę obrócić i zdopingować grupę, która biegła za nami. Jak już było to konieczne, żeby nie zaliczyć wtopy, przekroczyliśmy wszem i wobec linię 🏁 mety z czasem 4️⃣9️⃣:5️⃣6️⃣. Tak to się robi, a co❗️😎
No i niby robota, ale zawsze miło usłyszeć kilka słów 🤝 podziękowania, że dzięki nam ktoś wspiął się na wyżyny swoich możliwości i udało się pokonać samego siebie i swoją 🔝 życiówkę 🥹 No i wiadomo, nie może zabraknąć zdjęć 📷 z 🏁 mety, bo inaczej ktoś by pomyślał, że mnie tam nie było 😂
Później, jak już Kasia ukończyła swoje zmagania i nieco 😮‍💨 odpoczęła, przyszła pora na uzupełnienie kalorii 😋 A skoro już jako-tako wróciliśmy do życia, to jeszcze mały 🚶‍♂️🚶‍♀️ spacerek po Skokach, bo nowych squdratsów nigdy za wiele 😁 Ale potem już do 🏠 domu, bo trzeba nieco odpocząć przed nowym tygodniem, a na pewno będzie co robić 😅
Cześć 😄
Zdjęcia:
- Bolechowo na Sportowo #55 - Fotografia Tomasz Szwajkowski, ja i moja ciemnia
- Spotkanie Treningowe Plusport Poznan #24 - Plusport Poznan Fotomatti, ja i moja powolna lokomotywa
- Lato z Biegiemwlas 🌞🏖🌲 | Trening 12/12 - LASEK MARCELIŃSKI TEST 1500 m 🙂 – Marcin St, ja i moja mapka Lasku Marcelińskiego
- Night Run 2024 – ja i moja wieczorna zmiana
- Parkrun Lasek Marceliński #163 – ja i nie moja pompka do balonów
- Nordan Run 2024 – ja i moje nieogarnięcie czasowe
- Bieg Podkowy Skoki 2024 - Fotografia Tomasz Szwajkowski, ja i moje baloniki

Adres

Koszalińska 32
Poznan

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Zalatany Maciej, czyli krótka historia o tym, dlaczego nie lubię biegać umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Zalatany Maciej, czyli krótka historia o tym, dlaczego nie lubię biegać:

Skróty

Udostępnij