12/10/2025
W związku z ogromnym wzrostem nauczycieli udzielających prywatnych lekcji, na przykład języków obcych, mam wrażenie, że w związku z tym, że wiele osób deklaruje lęk przed mówieniem panuje przekonanie, że żeby ułatwić ludziom przełamanie bariery językowej proponuje się im przechodzenie z lektorem czy nauczycielem przechodzenie na “ty”.
Często mam jednak wrażenie, że przejście na “ty” to taka bezpieczna baza, żeby pokazać klientowi, że u mnie na zajęciach jest miło, sympatycznie i przyjemnie, że nie mam zamiaru za dużo wymagać, bo najważniejsze, żeby było słodko i miło. Po niespełna 15 latach pracy z osobami dorosłymi stwierdzam, że dorosły uczeń przede wszystkim potrzebuje jasnych zasad współpracy.
Bo często okazuje się w praktyce, że zamiast większej swobody pojawia się… brak szacunku dla nauczyciela, bo pomimo że jesteśmy w relacji biznesowej to fakt, że jesteśmy ze sobą po imieniu sprawia, że jesteśmy bardziej koleżankami/kolegami. Często biorą się z tego problemy dotyczące chociażby egzekwowania regulaminu i zasad ustalonych na początku współpracy.
Luz i przyjazna atmosfera nie biorą się z samej formy zwracania się do siebie, tylko z tego, jak traktujemy drugą osobę.
Można być blisko, serdecznym i wspierającym nauczycielem, nie rezygnując z profesjonalnego dystansu. Pewien dystans pozwala uczniowi czuć się bezpiecznie i komfortowo, bo wie, gdzie są granice. A bliskość i ciepło rodzą się z uważności, słuchania i szacunku — nie z magicznego przejścia na „ty”.
Dlatego warto pamiętać: to nie forma zwracania się do ucznia decyduje o atmosferze, tylko jakość relacji, którą budujemy poprzez nasze działania i sposób bycia.
A Wy jak to widzicie? Jakie są Wasze doświadczenia? Czy forma “ty” pomaga w budowaniu relacji czy czasem przeszkadza?