11/01/2026
[Niepokonana Norwegia]
Jak prawdziwi berserkerzy tym razem ruszyliśmy na podbój Norwegii, wspólnie z naszym małym berserkerzątkiem.
Celem było odhaczenie dwóch punktów: pierwszy to zobaczyć trochę więcej śniegu na trochę dłużej niż weekend, drugie to zobaczyć zorzę polarną.
Niezmiennie.
Podróż o tyle ważna, że to pierwszy lot samolotem naszego berserkerzątka. Fajnym akcentem był fakt, że pierwszy lot w życiu przypadł Miłoszowi Boeingiem. Nie planowałem tego, ale wyszło fajnie.
Na miejscu przywitał nas mróz no może mrozik, śniegu prawie brak.
Czyli prawienieśnieg.
Czekać nam przyszło 4 długie dni na opady, czekanie było o tyle ciężkie, że internet w tym czasie huczał o śnieżycach w Polsce.
Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
Ostatniej nocy serca zabiły trochę mocniej, bo oprócz śniegu, wzrosły szanse na zobaczenie zorzy polarnej w miejscowości gdzie bobrowaliśmy, trzy razy się człowiek ubierał, po nocy łaził ludziom pod oknami i nic.
Może mało czasu na spacery z black metalem na uszach (tam smakuje najlepiej), ale coś pospacerować się udało.
Dawno nie chodziłem po zmarzniętym zbiorniku wodnym! Dźwięki jak pracuje pod nogami lód jeżą włosy, włoski.
Fajna Norwegia ta, mógłbym tam mieszkać, żyć.
Niestety tym razem remis jest po jej stronie, bo choć śnieg odhaczyliśmy to symbolicznie raczej, a świateł północy nie udało się złapać.
Zorza polarna wciąż na bucket liście.
Będzie po co wracać.
Dziś wracamy trochę na tarczy, i trochę z tarczą.
Norwegia nie zdobyta.
⭕️⭕️⭕️