Na Okrągło

Na Okrągło Podróże małe, i nieduże.

[Niepokonana Norwegia]Jak prawdziwi berserkerzy tym razem ruszyliśmy na podbój Norwegii, wspólnie z naszym małym berserk...
11/01/2026

[Niepokonana Norwegia]
Jak prawdziwi berserkerzy tym razem ruszyliśmy na podbój Norwegii, wspólnie z naszym małym berserkerzątkiem.
Celem było odhaczenie dwóch punktów: pierwszy to zobaczyć trochę więcej śniegu na trochę dłużej niż weekend, drugie to zobaczyć zorzę polarną.
Niezmiennie.
Podróż o tyle ważna, że to pierwszy lot samolotem naszego berserkerzątka. Fajnym akcentem był fakt, że pierwszy lot w życiu przypadł Miłoszowi Boeingiem. Nie planowałem tego, ale wyszło fajnie.
Na miejscu przywitał nas mróz no może mrozik, śniegu prawie brak.
Czyli prawienieśnieg.
Czekać nam przyszło 4 długie dni na opady, czekanie było o tyle ciężkie, że internet w tym czasie huczał o śnieżycach w Polsce.
Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
Ostatniej nocy serca zabiły trochę mocniej, bo oprócz śniegu, wzrosły szanse na zobaczenie zorzy polarnej w miejscowości gdzie bobrowaliśmy, trzy razy się człowiek ubierał, po nocy łaził ludziom pod oknami i nic.
Może mało czasu na spacery z black metalem na uszach (tam smakuje najlepiej), ale coś pospacerować się udało.
Dawno nie chodziłem po zmarzniętym zbiorniku wodnym! Dźwięki jak pracuje pod nogami lód jeżą włosy, włoski.
Fajna Norwegia ta, mógłbym tam mieszkać, żyć.
Niestety tym razem remis jest po jej stronie, bo choć śnieg odhaczyliśmy to symbolicznie raczej, a świateł północy nie udało się złapać.
Zorza polarna wciąż na bucket liście.
Będzie po co wracać.
Dziś wracamy trochę na tarczy, i trochę z tarczą.
Norwegia nie zdobyta.
⭕️⭕️⭕️

[Projekt Come on Como  ]Tym razem spędziłem we Włoszech niecałe 6 dni, objechałem Como na okrągło, z delikatną nawiązką....
10/09/2025

[Projekt Come on Como ]
Tym razem spędziłem we Włoszech niecałe 6 dni, objechałem Como na okrągło, z delikatną nawiązką.
Utwierdziłem się w tym, że Włosi mijają rowerzystów na gazety, nie jest to chyba spowodowane jakąś ukrytą agresją, po prostu się wszędzie wciskają.
Wyprzedzanie na rondzie?
Norma.
Włosi chyba duża palą, a że z rowerem zawsze siadałem na zewnątrz, to prawie zawsze towarzyszył mi smród papierosów. .
Niewiele jeździ tu Bianchi, z kolei jeden właściciel campingu na przykład śmigał na takim miejskim wysłużonym, i tak sobie pomyślałem, co jeśli dla nich Bianchi to jak dla nas Romet!?
Udało się cyknąć prawie 420km i podjechać ponad 4600m.
Wyjazd jak najbardziej udany, po dość mocnej eksploracji południowej części Maggiore wiedziałem czego mogę się spodziewać, i przyznam szczerze, że nie zostałem rozłożony na łopatki. Jeziora jeziorami, ale serce zawsze w górach mocniej bije jednak.
Serio trzeba tą Gardę zobaczyć.
Piąty dzień popsuł wszystko i przerwana została passa pizz, trzeba nadrobić w domu.
Czas wrócić do rzeczywistości.
Come on Como przechodzi do historii.
⭕️⭕️⭕️

[Projekt Come on Como  #6]Krople deszczu.Wybornie- myślę sobie - dawno nie zwijałem mokrego namiotu. Prognoza mówiła o m...
09/09/2025

[Projekt Come on Como #6]
Krople deszczu.
Wybornie- myślę sobie - dawno nie zwijałem mokrego namiotu.
Prognoza mówiła o mżawce i uwierzyłem, że cały dzień nisko będzie niebo.
Szybko dogoniłem standardowy zestaw: cappuccino + espresso, a chwilę później zrobiło się całkiem przyjemnie.
Na chwilę zajrzałem nad jezioro Maggiore - nie mógłbym go nie odwiedzić będąc w okolicy. Następnie Sesto Calende czyli miejscowość gdzie projekt Mokra Włoszka był grany. Znajome miejsca, sklepy, lody. Fajnie wrócić, cappuccino + espresso - psze bardzo!
Ostatnie 20km prawie w pełni po fajnej ścieżce rowerowej wzdłuż rzeki - już kiedyś się nią zachwycałem, to tutaj Pezet nawijał na uszy, że jest wilkiem, który odłączył się od stada i jego dom jest tam gdzie siada, czyli zwykle tam gdzie spada.
Mój jednak tam gdzie stado.
5km do końca panowie postanowili zamknąć mi ścieżkę, więc odbiłem na dróżkę, która miała wrócić z powrotem do ścieżki.
Dróżka szybko zrobiła się polna, następnie leśna. Zatrzymałem się żeby zdjęcie zrobić, a tam z tyłu głos słyszę coś tam, że „right way” oczywiście, że właściwa droga mówię, chociaż nie wiem czy dziadek pytał czy stwierdzał. Starsza para mnie wyminęła i pojechała. Cyknąłem foto i jadę, przejechałem tunelem (cały czas w lesie) i patrzę, że moja right way wysoko nade mną idzie. Były schody, trochę strome i trochę nieużywane, ale wtaszczyłem się i jadę. Ciekawe gdzie ich right way powiodła, i czy wrong turn nie było na końcu.
Chwilę później okazało się, że moja ścieżka jest pomiędzy dwoma rzekami czy tam kanałami, a moja right way wyznaczona jest po prawej stronie prawej rzeki, czy tam kanału (prawego zresztą też) i odbija na most wysoko nade mną.
Uwięziony mogłem jechać tylko dalej, na szczęście za jakiś czas udało się wrócić na właściwą drogę.
Dobrze, że miałem zapas czasu bo inaczej pewnie bym się stresował, chociaż powiem Wam, że tak pomiędzy wodą a wodą. .
Dziwnie.
/dalszy ciąg w komentarzu/

[Projekt Come on Como  #5]Zwyczajny dzień.Chwilę zajęło mi żeby się rozkręcić, cappuccino i espresso pomogły, nie mam za...
08/09/2025

[Projekt Come on Como #5]
Zwyczajny dzień.
Chwilę zajęło mi żeby się rozkręcić, cappuccino i espresso pomogły, nie mam zamiaru kłócić się z przeznaczeniem, chyba zostanę na dłużej przy takim zestawie.
Po 20km guma , na szczęście w przednim kole.
Pożegnałem Como, kolejne piękne jezioro zaliczone, ktoś wie w ile można przejechać Gardę?
Później jechałem trochę przez górki, ale nie było szczególnie widokowo, odwiedziłem Varese, które też najpiękniejsze nie jest, ale znalazło się na mojej drodze z jednego powodu.
Crispy parmesan.
Kiedyś jak tutaj byłem to zajrzałem do knajpy z włoskim streetfoodem i mówię do gościa, że przyjmę wszystko oprócz mięsa, tak mnie urzekł tigellą z chrupiącym parmezanem, że musiałem tam wrócić, przeszło mi przez myśl, czy drugiej nie wziąć, ale jeszcze były plany na kawę (a właściwie dwie kawy) i dałem spokój.
Dzień kończę w jeziorze Monate, tu też kiedyś byłem, to niewielkie jezioro, ale dzięki temu, że nie pływa tu nic co ma silnik, jest bardzo czyste.
Stoję w wodzie po pas, nogi chodzę, regeneruję.
Najgorsza wiadomość jest taka, że wszystkie dwie knajpy w okolicy zamknięte - teraz jeszcze bardziej żałuję, że drugiej tigelli nie wziąłem. .
Taki nieszczególny można rzec dzień, ale skupiłem się na tym żeby się cieszyć, że jeżdżę po włoskich górkach, a nie podrzeszowskich pagórkach.
W takie dni gdy nie ma zbyt dużo ochów i achów z zewnątrz zawsze bardziej odzywa się wnętrze, po to też wyjechałem z domu 5 dni temu.
Dużo myślałem o moim synu, że jest czystą kartką i może osiągnąć w swoim życiu co tylko będzie chciał, że nasza relacja też jest jeszcze czystą kartką, no może ze wstępem. Świadomość, że najbliższe akapity są do zapisania przeze mnie, czasem mnie trochę przytłacza.
Na szczęście tylko czasem.
Jutro do nich wracam, trzeba z młodym powygrzebywać ziemię spod schodów😂
Pisać dalej tą kartkę.
⭕️⭕️⭕️

[Projekt Come on Como  #4]Rano po zebraniu się z pola namiotowego postanowiłem. . wrócić się😂Nie no po prostu zamiast od...
07/09/2025

[Projekt Come on Como #4]
Rano po zebraniu się z pola namiotowego postanowiłem. . wrócić się😂
Nie no po prostu zamiast od razu zjeżdżać na dół, pojechałem w przeciwnym kierunku do miasteczka San Martino żeby zobaczyć jak wygląda ta alpejska miejscowość i zażyć kawy jak się można domyślić. Nie mogłem się z Panem dogadać jak mu tłumaczyłem, że cappuccino na podwójnym espresso bym chciał, więc krakowskim targiem stanęło i na cappuccino i na espresso.
Duża część zjazdu po jednej z najpiękniejszych ścieżek rowerowych jakimi kiedykolwiek jechałem, z trzech stron góry, wszędzie pomiędzy górki, wspinacze i barany (nie mylić jednego z drugim).
Przy akompaniamencie Paint The Sky Red ten zjazd był jak medytacja.
Na dole była ścieżka rowerowa, którą jechałem wczoraj, i tak minęła mi połowa dnia.
Dobrze się jechało, stanąłem na kawę, dostałem kanapkę, znów cappuccino i espresso (chociaż wcale nie zamawiałem takiego zestawu, albo zamówiłem go niechcący) i na dobitkę lody pistacjowe. Siedząc tak stwierdziłem, że cisnę na tempie do końca, widoki już były, teraz trzeba pojechać mocniej to na polu namiotowym może uda się być wcześniej, niech Znienacka ma trochę urlopu.
Jak pomyślałem tak zrobiłem, niesiony podwójną kawą sprawnie dokończyłem trasę, trochę się zastanawiam czy ta szybka jazda będzie jakimś kredytem z dnia jutrzejszego.
Się okaże.
Dziś pole namiotowe fajne, blisko na plażę i knajpa na miejscu, udało się zrobić fajną sesję rozciągania nad jeziorem i zamoczyć worek😎
To był dobry dzień.
Jutro pożegnam się z Como.
⭕️⭕️⭕️

[Projekt Come on Como  #3]Osią całego wyjazdu jest dzisiejszy dzień. Osią dzisiejszego dnia finalny dwuetapowy podjazd. ...
06/09/2025

[Projekt Come on Como #3]
Osią całego wyjazdu jest dzisiejszy dzień.
Osią dzisiejszego dnia finalny dwuetapowy podjazd.
Rano szybko pożegnałem się z Como i odbiłem w góry, miły długi podjazd, na górze espresso i można było wracać do linii brzegowej.
Po zjeździe wpadłem na spacer do Orrido - to takie ładnie miejsce z balkonami nad wodospadami i takie tam.
Dalej coś we mnie wstąpiło i naprawdę spoko się jechało. Na północy Como miałem wskoczyć na ścieżkę rowerową z polecenia, trochę przyspałem temat, ale za jakiś czas udało się na nią wjechać.
Ładna, jutro też będę nią jechał.
A później były już tylko góry i niegórki.
Oj nie, niegórki.
Oczywiście zaufałem mapom i zamiast trzymać się „głównej” to ja za gpsem jakimś skrótem. Skończyło się na wypychu bo przy 19% podjazdu po betonowej ścieżce wymiękłem. Skrót piękny, tylko winnice i nic więcej dookoła. Po powrocie na „główną” nie było wiele lżej. . Niestety nie nacieszyłem się długo „główną” bo szybko okazało się, że droga jest zamknięta, choć tutaj chyba nikt nikogo nie zamordował.
I teraz żeby osadzić to w kontekście: jest 18:00, mam podjechane ponad 1500m (mój dotychczasowy rekord to 1349m) i jeszcze 300 do podjechania. . Wróciłem się po raz pierwszy dzisiejszego dnia i zrobiłem sobie ponad kilometrowy spacer szlakiem górskim. Nie wiedziałem czy jak dotrę tym szlakiem do następnego miasteczka to droga tam będzie dalej zamknięta czy nie, gdyby była to rozbiłbym namiot u kogoś pod chatą. Przysięgam.
Na szlaku spotkał mnie starszy Włoch i dał mi jasne wskazówki primo w lewą, secundo w prawą - jak zacznie się asfalt.
Asfalt jest.
Lewo.
Prawo.
I jadę dalej.
Drugi i ostatni etap podjazdu to 300 metrów rozłożone na 5km, to tyle w pionie co na 50km w okolicach Lublina.
Miałem upatrzoną ostatnią na mapie pizzerię, tak mniej więcej kilometr przed polem namiotowym. Dojeżdżam tam, mówię grzecznie, że pizzę chciałem fungi, z pieczarkami się znaczy.
/dalszy ciąg w komentarzu/

[Projekt Come on Como  #2]Nie śpieszyłem się rano, bo wyobraźcie sobie miałem nocleg w hostelu ze śniadaniem! Śniadanie ...
05/09/2025

[Projekt Come on Como #2]
Nie śpieszyłem się rano, bo wyobraźcie sobie miałem nocleg w hostelu ze śniadaniem! Śniadanie dopiero od 9 więc się wyspałem. Przeczuwałem, że śniadanie mnie na nogi nie powali, nie dziwiło mnie, że o 8:45 nikt pod altaną się nie krzątał. .
No i się okazało, że śniadanie serwowane jest w okienku budki Radżesza dozorcy. Kawa i rogalik, jak duża kawa to wody z czajnika doleje, jak rogalik z czekoladą to nutellą nadzieje. Niby proste, i działa.
Przyznać mu trzeba, że ekspres w tej dziupli miał lepszy niż w mojej poprzedniej robocie, no i chyba to faktycznie była nutella, więc git.
Nie ma formy na te górki, ale coś tam dzisiaj podjechane. Celem dzisiejszego dnia była kaplica Matki Boskiej Rowerowej, zresztą sami zobaczcie na zdjęciach. Coś się we mnie zmieniło, bo sam z siebie dziś do muzeum wszedłem. Muzeum rowerów, ale liczy się. Pani mnie na 6€ skasowała, ale jak zobaczyła, że ja rowerem to mi blache oddała, bo dla rowerzystów taniej. Fajne to muzeum i kawę też dobrą mieli, kawę zresztą też taniej policzyła. .
Dziś trochę chłodniej, do czego to doszło, żeby człowiek do Włoch musiał lecieć żeby chłodniej było i żeby można było na rowerze pojeździć.
Dzisiejsza pizza lepsza niż wczorajsza, zakupy zrobione bo na polu namiotowym nie będzie śniadania z cieciówki Radżesza. Na zakupach ziomo mi roweru pilnował to go później za uchem podrapałem.
Dziś pierwsza noc w namiocie z bianchi, zmieściliśmy się elegancko. Ciekawostka jest taka, że śpimy nad jeziorem nie Como a Garlate😉
⭕️⭕️⭕️

[Projekt Come on Como  #1]No więc tak, dotaszczyłem się dziś do Mediolanu. W sensie przyleciałem. Śmieszne było nadawani...
04/09/2025

[Projekt Come on Como #1]
No więc tak, dotaszczyłem się dziś do Mediolanu. W sensie przyleciałem.
Śmieszne było nadawanie roweru na lotnisku w Rzeszowie. Wymiarów pudła mi nigdy nie sprawdzali to teraz nawet się tym nie przejmowałem, ale wagę zawsze, a dziś Pani mnie odprawiła, okleiła pudło i mówi, że tam pod windą zostawić to ktoś weźmie 😂 w Warszawie to skanery, bajery a tutaj pod windą pyrgnąć i poleci, odchodzę a ona się mnie pyta: „ile to może ważyć?” - 26kg odpowiadam. Uśmiechnęła się i git. Faktycznie do ubikacji poszedłem i pudło zniknęło. Na szczęście do Mediolanu dotarło, zostawiłem je w przechowalni bagażu, co będzie droższe niż moje noclegi tutaj chyba, ale jakoś wrócić trzeba.
Z lotniska mało na autostradę bianchi nie wyjechałem, więc trochę mi zajęło się wydostać stamtąd, okolice okołolotniskowe średnie, sobie myślę w Albanii znowu wylądowałem czy co? Ale nie, później coraz lepiej.
Mało mocy dziś, posiłek na chodniku pod Lidlem wszedł, bo naleśniki w lodówce zostały, ale i tak na pierwszej górce zero, nic, nul. Koło 16 stanąłem na kawę, bo wcześniej nie było dane dobroci tej ani odrobinę do krwioobiegu wlać. Więc na podwójnym espresso wjechałem no i później to było!
To znaczy mocy nie odzyskałem, ale entuzjazmu troszkę😉
Nad Como dotarłem, plan jest dookoła tfu - na okrągło je pojechać! Nie jest to dużo to i jakieś górki wejdą.
Nad jeziorem zrobiłem sobie szybką sesję mobility żeby jutro nie być jak żelbetonowy kloc, żeby być kot, a nie młot (pozdro Pjoter).
No i tak się tam wyginam, jakiś starszy gość mnie obcinał, drugi przez telefon gadał. Zbieram się na pizzę a ten drugi od telefonu podchodzi i w gadkę ze mną co ja za ćwiczenia robię, to mówię, że takie mobilki, on mówi streczing, przytakuje mu, że tak streczing taki żeby nie być jak żelbetonowy kloc, żeby być kot, a nie młot. Nie młot, nie młot odpowiada, i wszystko temu drugiemu, to znaczy pierwszemu tłumaczy.
/ciąg dalszy w komentarzu/

[Wczasy pod górą ’25 Podsumowanie]Urlop podzieliliśmy w tym roku na trzy części:Pierwsza skupiona na Koronie Gór Polski,...
19/08/2025

[Wczasy pod górą ’25 Podsumowanie]
Urlop podzieliliśmy w tym roku na trzy części:
Pierwsza skupiona na Koronie Gór Polski, z Wujami i Ciociami zdobyliśmy najwyższe szczyty, szczyciki Beskidu Wyspowego, Gorców i Beskidu Makowskiego. Każde z wyjść było fajne, na Turbaczu w weekend trochę ludzi, wiadomo, ale ogólnie bez tłumów. Można było porozmawiać, odpocząć i za razem zmęczyć się trochę.
Przewaga lasów liściastych zdecydowanie na plus dla Miłosza bo było co zrywać😉
Kolejny tydzień to pobyt w Tatrach, jak było sami wiecie. Były wyjścia krótsze, dłuższe. Miłosz pierwszy raz został z Babcią na cały dzień, co najtrudniejsze było oczywiście dla. . Mamy😉
Widzieliśmy dwa jelenie, dwa węże (w tym jedną żmiję), 2/3 jaszczurki bo była bez ogona, ale się ruszała nie to co żółwiowe skorupy w Albanii, i jednego łosioła (nie mówię tutaj o typie w klapkach).
Nie wiem w jakim kierunku zmierza Zakopane, ogólnej drożyźnie niedługo będą w stanie sprostać tylko turyści z bliskiego wschodu, w tym roku w bryczkach jadących do Kuźnic widziałem tylko ich. .
Całodniowy parking za samochód w Kuźnicach nawet 80zł, czyli doba przemieszkana w zaparkowanym samochodzie bez WC wyjdzie Cię więcej niż na taniej kwaterze.
Bardzo dużo turystów z innych krajów, Czesi lub Słowacy, Hiszpanie lub Portugalczycy, Niemcy, Angole, Węgrzy, Litwini - to nacje, które spotkacie na szlaku. Natomiast na nizinach królują Turbany. Ciekawe co na to miejscowi, czy myślą o tym jak będzie wyglądało ich miejsce za kilka lat czy tylko o tym o ile dudków więcej można wycisnąć w najbliższym sezonie? Może pomysł na burki z podhalańskimi zdobieniami będzie hitem następnego lata?
Niestety przez to wszystko coraz mniej czuję Tatry, chyba po prostu ogólnie czuję mniej w takim tłumie. .
Część trzecia już nie pod górą, a na Roztoczu - trzeba odpocząć po tym urlopie.
Bywajcie, niebawem jeszcze tu zawitam!
I to całkiem znienacka.
⭕️⭕️⭕️

[Wczasy pod górą ’25  #10]Chyba całkiem fajną formę udało się zrobić, bo wturlaliśmy się dziś na Murowaniec bez większyc...
18/08/2025

[Wczasy pod górą ’25 #10]
Chyba całkiem fajną formę udało się zrobić, bo wturlaliśmy się dziś na Murowaniec bez większych zadyszek. Oczywiście człapaliśmy sobie powoli moim tempem, ale niejednokrotnie wyprzedziliśmy osoby, które wyprzedziły nas.
Nigdy nie chodziłem po górach szybko, ale jak już wejdę w rytm to nie potrzebuję odpoczynku co 20 metrów, mogę iść i iść.
Przez przypadek dziś zauważyłem koziołka, leżał sobie przy szlaku, mało kto go widział. Ciekawe ile zwierząt mijamy w górach i nawet o tym nie wiemy.
Weszliśmy na ten Murowaniec, a Miłosz mówi, że trochę siara, i że przynajmniej na Czarny Staw Gąsienicowy wypadałoby.
No to poszliśmy.
Dobrze, że później mu się przysnęło bo pewnie jeszcze gdzieś dalej by ciągnął.
Na podejściu widzieliśmy typa w klapkach, nie wypada nam zbytnio oceniać, bo Miłosz też nie ma jakichś super butów w góry, właściwie wcale nie ma, w skietach śmiga.
Na zejściu jeszcze dwie osoby w klapkach. .
Pogoda dziś idealna, raczej chłodno niż ciepło, na podejściu i zejściu pochmurno, ale jak byliśmy na górze, to było słonecznie, góry i górki się pokazały! Majestatyczny Kościelec i kawałek Orelej.
Czy takie widoki mogą się nudzić?
⭕️⭕️⭕️

[Wczasy pod górą ’25  #9]Dziś spacer, na który czekałem od samego początku, czyli Dolina Białej Wody. Dużo dobrego słysz...
17/08/2025

[Wczasy pod górą ’25 #9]
Dziś spacer, na który czekałem od samego początku, czyli Dolina Białej Wody. Dużo dobrego słyszałem o tym miejscu, a nigdy nie byłem,no i większość trasy z Miłoszem w wózku!
Długo jechaliśmy, bo to z Kościeliska daleko, ruch duży, no i ostatnie 15 minut jechaliśmy w sznurku za jakimś kierowcą co postanowił zapiąć tempomat na 35km/h. .
Staszek?
Faktycznie spokój tam i cisza, widoki, widoczki też chyba są, piszę „chyba“ bo mamy dziś pierwszy dzień niepogody, czyli 17 stopni i pochmurno. Po tygodniu upałów nikt nie płakał.
Dziś też bliskie spotkanie ze żmiją, na szczęście nie na tyle żebyśmy potrzebowali surowicy, ale pierwszy raz w życiu mam pewność, że to żmija. Dziwna świadomość, że obcuje się ze stworem jadowitym.
Jutro ostatnie planowane wejście na Murowaniec - tym razem z Miłoszem w nosidle więc łatwo nie będzie, dlatego taką samą pogodę poprosimy i rozstaniemy się w zgodzie, choć raczej na długo z Zakopanem.
Żmij być nie musi.
Żmijek też.
⭕️⭕️⭕️

[Wczasy pod górą ’25  #8]Robim co możem. Przyjemnie dziś, Dolina Lejowa uratowała sytuację bo trochę zaczęło brakować mi...
16/08/2025

[Wczasy pod górą ’25 #8]
Robim co możem.
Przyjemnie dziś, Dolina Lejowa uratowała sytuację bo trochę zaczęło brakować mi pomysłów. Było bardzo miło, przyjemne podejścia tak żeby poczuć w nogach, a płuc nie zgubić. Ludzi mało! To najważniejsze, że udało się odpocząć.
Kawa dziś na tak pięknej polanie, nie chciało się wstawać, chciało się żyć. Jeśli w życiu piękne są tylko chwile, to takie jak ta dziś.
Zaskoczyłem się bo kawałek wracaliśmy Doliną Chochołowską, a tam ludzie z sierściuchami spacerują, nie wiedziałem, że tam można, a można.
Miłosz nie przestaje zadziwiać, od tygodnia go targamy w nosidełku po tych pagórkach, pagóreczkach, a Chłop nawet nie jęknie. Jeszcze nie ogarnia, że poziomki, maliny to dobre rzeczy są, wciąż bardziej zainteresowany listkami do jedzenia😉

Adres

Polska

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Na Okrągło umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Na Okrągło:

Udostępnij