Ambasadorskie wędrówki z kompasem

Ambasadorskie wędrówki z kompasem Strona poświęcona moim - czyli Ambasadora - wędrówkom z kompasem. Relacje, zdjęcia, wspomnienia, przemyślenia...

Grillowanie Kosmatych InOków 2026- ciężkie muszle na koniec...i tak nastała niedziela, kiedy to po śniadaniu pozostał mi...
12/07/2026

Grillowanie Kosmatych InOków 2026
- ciężkie muszle na koniec.
..i tak nastała niedziela, kiedy to po śniadaniu pozostał mi jeszcze jeden etap pieszy, mianowicie drugi.
Mapa w łapę i w drogę.
Wycinki mapy mają kształt pięciu muszli, które trzeba rozmieścić według podanego wzoru. Sprawę utrudnia fakt, że wycinki nie nakładają ani nie stykają się ze sobą, więc nie są to puzzle. Jeszcze większym utrudnieniem jest fakt, że dwa spośród wycinków nie mają dróg.
No nic, idę i klecę. Pierwszy wycinek - nawet spoko. Dwa następne - jest trudniej, ale daję radę, odkrywając przy okazji ładne Jezioro Ciche, a nad nim miejsce wypoczynku z mazurskimi rzeźbami.
A potem, gdy dochodzę do wycinków bez dróg, już idzie źle. Ciągłe rozważanie, czy akurat jestem na granicy między lasem dobrze przebieżnym i dość dobrze przebieżnym - czy też ta granica jest trzy drzewa dalej - do niczego nie prowadzi. Gdy kilka razy namierzam się bezskutecznie na punkt, nie odnajdując go, a limit - nawet spóźnień - mi się kończy - wracam jak niepyszny do bazy.
No ale nie wszystko musi być idealnie. Zgarniamy więc honorową KICHĘ za przejście wszystkich dziesięciu etapów pieszych. A potem załapuję się na podwózkę ze znajomymi, i pożegnawszy wszystkich, w strugach ulewnego deszczu - opuszczamy gród legendarnego Juranda.
InOki - to w dalszym ciągu dla mnie top topów. Ciekawe miejsce z wodą w tle, świetny klimat, fajnie ludzie, niebanalne trasy - ale jednak do przejścia - współtworzą całokształt tej imprezy. Na którą będę wracał.
Gdy piszę te słowa, znane są wyniki DInOzaura - niezłe piąte miejsce na 23 zespoły oceniam jako przyzwoicie. Na inne wyniki pewnie sobie poczekamy.....i do zobaczenia - za rok, nad innym jeziorem.

Grillowanie Kosmatych InOków 2026- tramwajem z Pinky i the Brain..i tak nastała kolejna noc, a więc podwójny etap nocny....
10/07/2026

Grillowanie Kosmatych InOków 2026
- tramwajem z Pinky i the Brain
..i tak nastała kolejna noc, a więc podwójny etap nocny. Zaplanowany dla nas przez Pawła. Idea dość prosta - mapa główna + pełne wycinki, które trzeba wpasować. No i idzie się. Na początek mały fu**up, bo okazuje się, że pierwszego punktu nie ma. Ma być w dole i faktycznie, w okolicznych dołach od punktów aż się roi, a w tym jednym - jak na złość. Po prostu ktoś zabrał. Albo budowniczy nie rozstawił. No, bywa - ale zanim do tego dojdę, dogania mnie siła ludzi i w końcu wszyscy szukają punktu w dole.
Wśród owej siły ludzi trafia się para, którą już pamiętałem z zeszłego roku: dziewczyna, która boi się, że da się strollować i chłopak, który sprawia wrażenie, jakby już trzy dni i trzy noce chodził po tym lesie i był solidnie senny. Tworzą oni zespół Pinky i the Brain, przy czym on jest zdecydowanie Pinky, a ona - the Brain. Myśli, kombinuje i nadrabia entuzjazmem za całą dwójkę, a potem i trójkę, bo po kilku minięciach się na punktach kontrolnych w końcu, przy końcu pierwszego z nocnych etapów tworzymy regularny tramwaj, czyli po prostu idziemy razem, wspierając się wzajemnie. Jak dawno nie słyszałem tego słowa, ale mam też wrażenie, że także sami InOwcy jakby rzadziej łaczą się w tramwaje.
No nic, my w każdym razie idziemy. Zwłaszcza, że drugi etap znacznie trudniejszy, bo punkty daleko od dtóg, pośrodku niczego. A drogi też są lub ich nie ma lub są gdzie indziej - gdyż mapa ma już swoje lata (najlepsze dawno za sobą). Mimo to walczymy, kombinujemy z the Brain, a Pinky liczy kroki i lekko przysypia. Księżyc świeci, trawy się srebrzą, bo to jest ten ulubiony mój czas, chwilę po północy, blisko pełni. Do naszych latarek lgną ćmy i czasem inne owady. Gdzieś pohukuje sowa, gdzieś pies szczeka tyłkiem. Punkty coraz mniej wiadomo gdzie są ("na skrzyżowaniu czegoś z czymś" - cytat za the Brain). Mimo to jednak coś zbieramy, gdzieś dochodzimy i ostatecznie chwilę po drugiej lądujemy na mecie. Czas spać.

Grillowanie Kosmatych InOków 2026- mokra robota...Po powrocie z kosmatego dinozaura plan był taki, żeby zjeść obiad i is...
09/07/2026

Grillowanie Kosmatych InOków 2026
- mokra robota...

Po powrocie z kosmatego dinozaura plan był taki, żeby zjeść obiad i isć na pozostałe etapy dzienne.
I tak by pewnie było, gdyby nie ten obiad.
A obiad był pyszny, kołduny wyjątkowego smaku, do tego lokalne piwo. Gdy tak napychałem kałdun kołdunami, przysiadł się do mnie koleżka, jak się okazało, zwany Adamem. Od słowa do słowa - kto gdzie był, kto gdzie idzie - no i wyszło, że Adam ze swoim kompanem idą na etapy kajakowe.
- A ja pójdę jutro.
- Ale jutro od rana ma lać
- To najwyżej nie pójdę.
No i tu Adam użył argumentu ostatecznego.
- Ale przecież to jest Krutynia! Krutyni nie wolno odpuścić!..no, w sumie ma rację. I z jednym, i z drugim.
Także po obiedzie zameldowałem się, z mapami etapów kajakowych, na przystani. Płynąć nikt ze mną nie chciał, więc cały kajak dla mnie ;-)
Etapy dwa - jeden w górę rzeki, aż do śluzy przy jeziorze Zyzdrój. Drugi etap w dół. Ale że nurt niewielki, a rzeka dość szeroka - plynęło się nieźle i ładnie. Punkty - jak to punkty, lampiony przy brzegu, znaleźć dość łatwo, pomylić się - też łatwo. A do tego na Jeziorze Spychowskim łatwo ugrzęznąć w mule. Wyznaczono wprawdzie linię obowiązkowego przejścia tak, aby płycizny omijać, ale były też punkty poza nią... Które odpuściłem, nie chcąc ugrzęznąć po raz drugi. I tak to w sumie oba etapy zakończyłem chwilę przed 18.
Potem ruszyłem na etap po bazie. Który przerwała mi sroga ulewa! Przeczekałem pod daszkiem, myśląc sobie, że ci, co są akurat w kajaku lub w lesie, mają sporo przegwizdane (jak się niebawem miało okazać - mieli). Gdy deszcz nieco zelżał, etap ukończyłem i poszedłem na pomost poczillować. Jednak wkrótce przeniosłem się pod parasol, bo znowu lunęło.
I tak to na przemian, ciesząc się słońcem i ciesząc się tym, że na mnie nie pada - doczekałem wieczora.
Czas zmierzyć się z etapami nocnymi...

Grillowanie Kosmatego DInOzaura cz. 2Ciekawa w tym etapie - poza nazwą (fantazja Darka nie ma chyba granic, jak chodzi o...
06/07/2026

Grillowanie Kosmatego DInOzaura cz. 2

Ciekawa w tym etapie - poza nazwą (fantazja Darka nie ma chyba granic, jak chodzi o nazwy) - jest linia obowiązkowego przejścia, czyli LOPka. Kiedyś LOPki były bardzo popularne, na każdej prawie imprezie jakaś się pojawiała. Teraz - nie widziałem ich chyba od stu lat. W skrócie, chodzi o to, że trzeba przejść określoną drogą i zebrać odpowiednią ilość punktów, które się zobaczy.
W międzyczasie cały czas tropię DInOzaura, odbiegając od trasy całkiem sporo czasem na południe. No i tak dochodzę do końca gąsienicy. Zaczyna się trzeci etap, w którym budowniczy daje nam skrzydła.
Skrzydła, oczywiście, w formie wycinków mapy i odpowiednim kształcie. A przydałyby się prawdziwe... Na początek uderza mnie smród pobliskiej oczyszczalni ścieków. A potem dalej sznurujemy przez wioskę. Na koniec kilka punktów, do których nie bardzo wiadomo jak dojść, bo są za płotem - no i koniec, no i cześć.

Grillowanie Kosmatych InOków 2026- a raczej: Grillowanie Kosmatego DInOzauraNastał ranek.Czas wybrać się na potrójny meg...
06/07/2026

Grillowanie Kosmatych InOków 2026
- a raczej: Grillowanie Kosmatego DInOzaura

Nastał ranek.
Czas wybrać się na potrójny megaetap.
Ale w tym roku mamy innowację (InO-owację??) - InOki zostały połączone z trasą Pucharu Polski DInOzaur. Ale jak to zrobić, żeby przejść jedno, i drugie, gdy doba ma tylko 24 godziny? (Jaka szkoda...)
Darek wymyślił tak - jest łańcuch trzech etapów, jak co roku: meta poprzedniego to start następnego. I jest DInOzaur, który jakoś sobie biega wokół tych trzech etapów, punkty na trochę wspólne, trochę obok i idzie się to razem.
No, OK. Czyli ruszam w drogę, zaopatrzony w cztery mapy, cztery karty startowe i mocne postanowienie, żeby tego wszystkiego nie pomylić. Na szczęście, idea wszystkich map jest podobna: jest mapa-matka całego etapu, trochę małych wycinków do wpasowania - zatem mózg nie boli przy przełączaniu z mapy na mapę.
Idę zatem. Najpierw wzdłuż Krutyni. Płynie sobie rzeczką leniwie, tu pomost, tam kładka, ówdzie wędkarz kima pod krzakiem - bo jeszcze wcześnie. A ja idę i zbieram punkty na pierwszym etapie, nieco topornym (bo wycinki mapy w kształcie topora).
Tak dochodzę do lasu, gdzie zaczynają się poziomki. Ale jakie! Nie jedna czy dwie: całymi garściami można jeść te małe, aromatyczne kuzynki truskawek. Ok, trochę czasu mi na tym zeszło.
Przy okazji - czy spotkaliście się, żeby ktoś, na pytanie o ulubiony owoc - odpowiedział: poziomka?
No, to będę pierwszy.
W międzyczasie, między jedną a drugą kępą poziomek kończy się pierwszy, "toporny" etap. A zaczyna drugi: "Gąsienica, kurde Benek". W sumie, ładne imię dla gąsienicy. Spotkałem się z gąsienicą Magdą, był gąsienicek Icek - ale Benek? Też spoko.
Ciekawa w tym etapie - poza nazwą (fantazja Darka nie ma chyba granic, jak chodzi o nazwy) - jest linia obowiązkowego przejścia, czyli LOPka.
c.d.n. bo limit znaków

Grillowanie Kosmatych InOków 2026Etapy 8 nocny, czyli o trupich czaszkach, o tym, komu one nie dają spać oraz o kotach i...
06/07/2026

Grillowanie Kosmatych InOków 2026
Etapy 8 nocny, czyli o trupich czaszkach, o tym, komu one nie dają spać oraz o kotach i koniach widmo

A więc noc.
Zwykle pierwszej nocy na InOkach robię podwójny etap nocny, tym razem jednak czułem się zbyt zmęczony na to, więc licząc, że uda mi się wyspać (spojler - nie uda się), postanowiłem przejść się na etap pojedynczy. Zatem - punkt 22 Basia i Ania zapraszają nas do szukania trupich czaszek..taki bowiem kształt miały wycinki, na które podzielono mapy.
Ideowo dość prosto, problemem jest długość trasy. A przede wszystkim dojście do lasu, bo wszystkie prawie drogi są zabudowane, w niektórych zaś odbywają się imprezy, w których niekoniecznie chcę wziąć udział. No ale w końcu się udaje, ruszam i zaczynam zbierać nawet punkty.
Długo idę sam, co zasiewa wątpliwość, czy idę dobrze. Z czasem pojawiają się światła... Jak się okazuje, światła oczu kota. A tak to dalej idę sam. Dziwna sprawa z tym kotem i jego oczami, na które natykam się w różnych zakątkach lasu. A może to różne koty? Mniejsza o to.
Punkty rozstawione poprawnie, więc zbiera się dobrze. Z wyjątkiem jednego - na końcu pola. Podchodzę do niego i już z daleka widzę, że jest jakaś inba: po polu biegają orienterzy z latarkami, a za nimi goni jakiś gość. Jak się okazuje, właściciel pola. Właściciel jest nieco zdziwiony faktem, że co i raz ktoś mi próbuje wtargnąć na pastwisko (ja spytałem, czy jest przejście, ale inni po prostu walą przez płot, bo dla orienterów nie ma przeszkód terenowych). W końcu tłumaczy nam, jak dostać się do punktu od tyłu. Tak też idziemy. Mało nie wyskakujemy z butów, gdy nagle nad uchem słyszymy głośne prychanie. Jak się okazuje, na pastwisku z tyłu pasie się nocą koń. Mało wiem o koniach poza tym, że potrafią ugryźć. Ten nie ugryzł nas, więc zacząłem się zastanawiać, czy koń nie powinien teraz spać? Kiedy śpią konie? I w jakiej pozycji?
Nieważne, jest punkt.
Tylko szkoda właściciela pola, który dziś i jutro sobie nie pośpi.
No nic, ruszamy do kolejnych punktów. Dalej zbiera się nieźle, pogoda też współpracuje (bez deszczu, bez chmur, gwiazdy), zatem w niezłym humorze docieram na metę.

Grillowanie Kosmatych InOków 2026Etapy 6-7, na których jem poziomki, moknę i śpiewam dzikomZatem dotarłem do Spychowa do...
04/07/2026

Grillowanie Kosmatych InOków 2026
Etapy 6-7, na których jem poziomki, moknę i śpiewam dzikom

Zatem dotarłem do Spychowa do bazy, zakwaterowałem się jako jeden z pierwszych. Zaangażowałem też pół obsługi, żeby naprawili mam w pokoju lodówkę i zamek. No i lodówkę naprawili, a zamku już nie. Trudno, nic wartościowego nie mamy.
Potem jedzenie, chwila odpoczynku i pogaduch ze znajomymi - i w drogę.
Za namową Zuzy, na pierwszy ogień wziąłem etap podwójny 6 i 7. I może dobrze, bo wygląda na najtrudniejszy. Głównie ze względu na to, że budowniczowie chyba pierwszy raz budowali, mapa trochę na Wacka oko, a do tego drukarka wyraźnie nie domagała. No nic. Idę w las.
Większość trasy idę sam, nikogo nie mijam. Drogi raz są, raz ich nie ma - różnie. Za to jest dużo poziomek. Zaczyna też solidnie padać - ale nic to. Idę sobie od punktu do czasami punktu, szukam nieistniejących ścieżek i jest bardzo fajnie, dopóki w pewnym momencie nie uslyszę z krzaków gniewnego "chrum-chrum". Czyli w lesie nie jestem sam...
O dzikach wiadomo tyle, że raczej ludzi unikają. Chyba, że zostaną nagle zaskoczone. Żeby ich nie zaskoczyć, nie można być zbyt cicho. A że trudno samemu ze sobą rozmawiać, zaczynam śpiewać. Że też w takich sytuacjach przychodzą człowiekowi do głowy najgłupsze piosenki, jakie zna...

Kubuś Puchatek, misio malutki,
nie palił fajek, nie pijał wódki.
Jedną miał wadę wśród zalet tylu:
O męskim myslał wciąż seksapilu - rozbrzmiewa wesoło i chrumkanie ustaje.

Ustaje też deszcz i tak to w radosnym nastroju docieram na śródmetek.
Drugi etap - prostszy, głównie przez to, że staranniej przygotowany. Ostatecznie, docieram do mety, nie wchodząc nawet w "lekkie".
Jest czas, by odpocząć przed etapem nocnym.

Adres

Pionki

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ambasadorskie wędrówki z kompasem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria