Ambasadorskie wędrówki z kompasem

Ambasadorskie wędrówki z kompasem Strona poświęcona moim - czyli Ambasadora - wędrówkom z kompasem. Relacje, zdjęcia, wspomnienia, przemyślenia...

WiMnO - na którym pada deszcz, a złodzieje kredek i lampionów trafiają do aresztuLedwo wróciłem z Kołbielskich Poszlak, ...
19/05/2026

WiMnO - na którym pada deszcz, a złodzieje kredek i lampionów trafiają do aresztu

Ledwo wróciłem z Kołbielskich Poszlak, nawet do końca się nie rozpakowałem (na szczęście, mam kilka plecaków...) - a już czas na kolejne imprezy. Oto rozpoczął się OTTInO - Ogólnopolski Tydzień Turystycznych Imprez na Orientację. I w ramach tego tygodnia, na dobry początek Darek zaprasza nas na Wiosenne Marsze na Orientację. Ogólnie, WiMnO raczej nie ma szczęścia do miejsc. W tym roku jednak całkiem przyjemny las koło Białołęki Dworskiej się trafił.
Ale najpierw dojściówka. Od stacji Płudy idziemy bocznymi uliczkami, coraz bardziej zagłębiając się w podmiejsko-wiejską białołęckość i po drodze trafiając na nietypowe rzeczy, jak np. zagroda jeleni. Przy tym zaczyna padać. Nie peszy nas to jednak i raźno ruszamy na pierwszy etap.
Pierwszy etap, "Szalona zegarynka" (wszak jesteśmy przy ulicy Zegarynki - Juniorowi muszę wytłumaczyć, co to takiego) składa się z jajowatych wycinków mapy do umieszczenia w planie. Wycinki zawierają mało szczegółów, no więc lekko nie jest. Do tego leje coraz bardziej. Moknie mapa, karta startowa i kredki przy lampionach. Których to kredek czasem nie ma... Wchodząc w limit spóźnień i z pewnością łapiąc trochę stowarzyszy, zwłaszcza pod koniec - docieramy na metę.
Etap drugi - wycinki trójkątne do posklejania. Znacznie prostszy koncepcyjnie, za to trudniejszy praktycznie, bo wielu lampionów po prostu nie ma. Jest za to aspekt krajoznawczy, bo etap prowadzi wokół aresztu śledczego na Białołęce. I tak, trzymając się muru idziemy od punktu do punktu (lub czasem - do miejsca, gdzie punkt powinien być) - i finalnie do mety, a że tym razem trasa prostsza, nie wchodzimy nawet w "lekkie" minuty.
Podsumowując - impreza całkiem sympatyczna, miejsce OK (mimo, że to areszt...), konwalie dzwonią po lesie, kwitną głogi i dziki chrumkają. I tylko pogoda mogłaby być lepsza, bo zmokliśmy jak nieboskie stworzenia.

Kołbielskie Poszlaki cz. 2Zatem etapy dzienne mamy za sobą.Wracamy luźnym krokiem na bazę. Tam czeka na nas obiad przygo...
17/05/2026

Kołbielskie Poszlaki cz. 2

Zatem etapy dzienne mamy za sobą.
Wracamy luźnym krokiem na bazę. Tam czeka na nas obiad przygotowany przez panie z lokalnego Koła Gospodyń. Placki ziemniaczane przepyszne, tak jak i jajecznica ze śniadania. No a potem - większość uczestników poszła nyny, a że zostało trochę czasu do nocy, przy tym wyszło słońce - wyszedłem na zlotą godzinę, obejść Władzin dookoła, co zaiste można zrobić w godzinę...i tak minęło popołudnie, wieczór i nastała noc. Startujemy.
Mapa - wycinki w kształcie łosi do poskładania w kupę. Nietrudne, zatem po chwili mam już całą mapę i ruszam w las. Punkty są gdzie należy, odległości się zgadzają - aż do momentu, gdy trzeba odnaleźć punkt na krzaku na środku wielkiej łąki. Postanawiam iść na azymut, aby skrócić drogę, co nigdy nie jest dobrym pomysłem, a w nocy - szczególnie. Jest w tym trochę romantyzmu - iść przez ciemną, spowitą mgłami łąkę, nawigując się na gwiazdy. Wprawdzie romantyzm pryśnie po powrocie do bazy, gdy okaże się, że idąc za gwiazdą, trafiłem nie ma ten krzak, tylko inny. I stowarzysz. A nawet dwa - bo punkt podwójny. Ale i tak to metafizyczne, nieco pierwotne doznanie, które codziennie się nie zdarza. Reszta punktów idzie gładko i jeszcze przed północą, przed czasem podstawowym - trafiam do bazy.
Czas spać.

Kołbielskie Poszlaki Otworzył mi się nagle wolny weekend: Junior odpoczywa przed egzaminem ósmoklasisty - zatem postanow...
09/05/2026

Kołbielskie Poszlaki

Otworzył mi się nagle wolny weekend: Junior odpoczywa przed egzaminem ósmoklasisty - zatem postanowiłem wybrać się na imprezę, którą znalazłem.
Kołbielskie Poszlaki, bo o nich mowa, organizuje oddział PTTK z Otwocka, a konkretnie - Paweł. Baza mieści się w śeietlicy wiejskiej we Władzinie koło Kołbieli. W takim obiekcie jeszcze nie spałem.
Zatem w piątek po pracy udałem się do Władzina, a że byłem pierwszy, tradycyjnie zająłem najlepsze miejsce: w rogu, przy stole i gniazdku. Z czasem dotarli inni uczestnicy, głównie z rubieży takich, jak Śląsk. A że były też gitary, rozpoczęły się śpiewanki i trwały do północy.
W sobotę rano, jak się okazało, mieliśmy zaplanowane śniadanie. Jajecznica w ilościach dużych, więc najedliśmy się solidnie. I tak najedzeni ruszyliśmy w trasy. Start obu etapów znajdował się w polu kawałek za bazą. Oba etapy składały się z wycinków - nieprzekształconych - do dopasowania do mapy-matki. Ogólnie trasy nietrudne. Lasy i zmiennej przebieżności - również i bagna (co dziwne - mokre). Sporo też przelotów na otwartej przestrzeni. Po lesie śmigają łosie, na bagnach krzyczą żurawie, idzie się ogólnie fajnie. Tak więc oba etapy udało się przejść w czasie. W międzyczasie pogoda się poprawia i chmury rozpraszają.
A po powrocie - czekamy na obiad i etapy nocne.

Znowu mnie pognało na zadupia, gdzie będę szukał lampionów 🧭🗺️
08/05/2026

Znowu mnie pognało na zadupia, gdzie będę szukał lampionów 🧭🗺️

Sosnowe Klimaty - łapiemy demony i koniki morskie za ogonInO Sosnowe Klimaty jest zawsze daleko. Nie inaczej było i tym ...
30/03/2026

Sosnowe Klimaty - łapiemy demony i koniki morskie za ogon

InO Sosnowe Klimaty jest zawsze daleko. Nie inaczej było i tym razem - Sobieńki koło Osiecka to naprawdę zadupie przez duże Zet. O dziwo, dojeżdżał tam jednak autobus, nawet na odpowiednią godzinę (a w nim - tylko my i jeden zakręcony kierowca) - dlatego bez większego wysiłku trafiliśmy na start.
Pierwszą osobą, którą spotkaliśmy po przyjeździe był uchachany rowerzysta, w bluzie miejscowej straży pożarnej, który przywitał się z nami i dał nam mapę dojściówki. Z tą mapą trafiliśmy na start i wyruszyliśmy już na trasę właściwą.
Organizatorzy - Stowarzyszony Celestynów w ogólności, a Andrzej w szczególności - zawsze na swoich imprezach popularyzują jakiś fragment popkultury. Na poprzednich Sosnowych chodziliśmy zatem po Śródziemiu, zdobywając Barad-Dur; dosiadaliśmy czerwia pustyni z "Diuny"; szukaliśmy najlepszych kasztanów na Placu Pigalle, które Zuzanna lubi tylko jesienią... Nie inaczej było tym razem, gdy to mieliśmy zatańczyć demoniczny taniec z zespołem Saja Boys. I przy okazji dowiedzieliśmy się o takim (u)tworze, jak "K-popowe łowczynie demonów". Polecam zapoznać się z fabułą - lepsze, niż dopalacze.
Wracając do lasu - mapa wysokościowa we wściekłych barwach z pięcioma wycinkami (to członkowie Saja Boys). Pomijając fakt, że skala podana nieprawidłowo (co wywołało lekki fakap na początku) - trasa lekka miła i przyjemna. Las sosnowy, idealnie wręcz przebieżny, więc i chodzenie na azymut nie wychodziło źle. W dobrych nastrojach dotarliśmy do mety.
Na mecie poczęstunek, ciasto, syrop z kwiatów bzu (w butelce po whisky) - i czas na drugi etap. Dłuższy. I więcej punktów.
Aha, baza imprezy mieściła się w stajni zwanej Przylesie. Nic zatem dziwnego, że w drugim etapie udaliśmy się do stajni. Ale morskiej. Wycinki mapy w kształcie kraba, ryby, meduzy no i konika morskiego, którego trzeba wpasować.

c.d. w komentarzu, bo limit długości posta

ZawOr na suchych bagnachZawOr, czyli Zawody na Orientację, organizowane przez HKT Trep to impreza tradycyjnie rozpoczyna...
23/03/2026

ZawOr na suchych bagnach

ZawOr, czyli Zawody na Orientację, organizowane przez HKT Trep to impreza tradycyjnie rozpoczynająca sezon wiosenny. Tak było i tym razem, dlatego udaliśmy się z Juniorem, aby jako zespół P*K wystartować w kategorii TU. Baza imprezy - Macierowe Bagno.
Bagno... Kiedyś to były bagna, teraz tylko przesuszone doły. Ale i tym później. Tymczasem idziemy trasą dojściową z przystanku, rejestrujemy się - i bez zbędnej zwłoki do lasu.
Pierwszy etap całkiem fajny. Wycinki mapy w kształcie cyfr i liter tworzących napis 50LAT, bo taką właśnie rovznicę obchodzi w tym roku klub HKT Trep. Trochę po obracane, trochę na siebie nachodzą... Tak czy inaczej - idziemy. Punkty zbiera się dość dobrze, więc w podstawowym czasie docieramy do mety przy Czarnym Stawie.
Staw to tylko z nazwy - bardziej teren piknikowy nad suchym dołem. Na którego dnie jeszcze dogorywa niewielka kałuża. Jemy drugie śniadanie - po czym Piotr wypuszcza nas na etap drugi.
No i powiem, że jest znacznie trudniej. Wycinków kilka, mają się jakoś ze sobą łączyć... Nie do końca widzimy jak, ale znajomość terenu pomaga, trasa bowiem biegnie na początku do legendarnego Barku na Dakowie.
Może kiedyś napiszę, jak tam pierwszy raz trafiłem, bo to też historia z kompasem w tle...
Tak więc wiedząc, w którą stronę mamy iść - z mapy to słabo wynika, ale wiemy po prostu, gdzie jest Barek i które drogi do niego prowadzą - zbieramy punkty po suchych dołach. Druga część trasy prowadzi przez bagna. A właściwie, z jednego brzegu bagna na drugi i nie da się tego zoptymalizować. Tyle, że bagna suche, więc łazimy po nich w te i wewte, jak po jakiejś księżycowej równinie. Punkty rozstawione jak trzeba, ale od tego biegania po suchych bagnach siada nam czas i dochodzimy do mety mocno w limicie spóźnień. No, ale dochodzimy.
Podsumowując - bardzo przyjemna impreza, fajne miejsce. Szkoda, że bagna mało bagienne, ale to już do zmiany klimatu pretensje.

Orient-dezorientSkoro nowy, dwa tysiące dwudziesty szósty się już zaczął - to czas zacząć nowe imprezy na orientację. Ja...
05/02/2026

Orient-dezorient

Skoro nowy, dwa tysiące dwudziesty szósty się już zaczął - to czas zacząć nowe imprezy na orientację. Jak to zwykle w styczniu, na pierwszy ogień poszedł Orient, organizowany przez HKT Trep. Miejsce akcji - Wiązowna, a bardziej lasy okoliczne. Jeden etap. Kategoria TU. Zespół P*K.
Mapa dość prosta - biegowa z usuniętymi drogami plus cztery wycinki. Ale trzy punkty można odpuścić. Limit czasu uczciwy. Wygląda więc, że największą trudność sprawia nam pogoda. Jest zimno, wilgotno i śnieg do pół łydki. No nic, idziemy. Na azymut, bo na mapie nie ma dróg.
Mimo to dość łatwo znajdują nam się punkty. Aż zadziwiająco, jak dobrze zgadzają się azymuty i odległości. Do czasu. W końcu wchodzimy w nie tą drogę, co trzeba (choć niby kierunek pasuje) - i po określonej odległości... punktów nie ma. Cofamy się jeszcze raz do skrzyżowania. Jeszcze raz wyznaczenie odległości. Jeszcze raz wybieramy tę drogę z planem, by iść do skutku... I tak lądujemy przy pierwszych domach warszawskiego Aleksandrowa. To nas skłania do refleksji, że jednak droga była zła, a kierunek... Kierunek też był zły. Trzeci raz cofamy się na skrzyżowanie i tym razem wybieramy drugą drogę.
I odtąd znów idzie jak po sznurku. Zbieramy wszystkie punkty, ale cośmy się nakręciki, to nasze. Wchodzimy 14 minut w limit spóźnień.
Wyniki - z sześciu zespołów startujących w TU wszyscy znaleźli wszystkie punkty i wszyscy prawidłowo. Zatem o miejscu decydował tylko czas. My, na skutek naszego błądzenia, zajęliśmy miejsce czwarte. No cóż...
Podsumowanie: miejsce ciekawe, las ładny, punkty dobrze rozstawione. I tylko lekko niedosyt, że tak żeśmy spaprali tak przyjemną trasę.
Następnym razem pójdzie lepiej

To już raczej oficjalnie: zespół P*K z drugim miejscem w klasyfikacji generalnej Turystycznych Mistrzostw Warszawy i Maz...
10/01/2026

To już raczej oficjalnie: zespół P*K z drugim miejscem w klasyfikacji generalnej Turystycznych Mistrzostw Warszawy i Mazowsza w Marszach na Orientację w kategorii TU w roku 2025.

Zawsze to jakiś sukces...

Jeszcze nie koniec - były jakieś poszlaki...W poprzednim wpisie zasugerowałem, że ChoInO zamknęło rok 2025. Ale nie do k...
01/01/2026

Jeszcze nie koniec - były jakieś poszlaki...

W poprzednim wpisie zasugerowałem, że ChoInO zamknęło rok 2025. Ale nie do końca.....oto bowiem znalazłem ogłoszenie, że Otwock organizuje w drugi dzień świąt imprezę o nazwie "Szachowe Poszlaki". Zapisałem się zatem - na TU rzecz jasna - i tak znalazłem się około godziny 11 w ten pochmurny piątek w Otwocku.
Co pierwsze rzuciło się w oczy - dużo punktów. Ale serio - dużo dużo. Aż 34 - więcej niż się mieści na karcie startowej. I na jednej mapie - temu mapy były dwie, lekko się lączące. Limit czasu -180 minut - też budził respekt, jak na imprezę jednoetapową (tylko Manewry SKPB to przebijają - no ale to Manewry...). Oba fragmenty zawierały mapę-matkę - ortofoto, ale z naniesionymi ścieżkami. W dodatku - nad wyraz dokładnie - tak że już po kilku punktach odpuściłem liczenie parokroków i wyznaczanie kierunków, tylko szedłem po prostu od skrzyżowania do skrzyżowania - i to działało. Oprócz punktów na mapie-matce były punkty na wycinkach, które należało dopasować, co w zasadzie dość dobrze działało. Ostatecznie, największym wyzwaniem była długość trasy, żeby to wszystko poobskakiwać. Jednak trasa poprowadzona ciekawie, była okazja odwiedzić różne okoliczne lasy i osiedla, także nieźle zachowany kirkut w Anielinie i słynny "szałas na wypasie" przy drodze do Karczewa, zwany, nie bez powodu, "małym Biskupinem". Punkty - gdy się już dopadowało - zbierało się fajnie i przyjemnie. W drugiej połowie trasy spowalniał trochę deszcz powodujący gołoledź - musiałem zwolnić, żeby nie upaść na dupala. I ostatecznie dwie czy trzy minuty przed limitem podstawowym dotarłem na metę.
Wynik - jeden brak punktu (przez gapiostwo - wstyd!) i jeden stowarzysz dały w sumie czwarte miejsce. Ale najważniejsze, że udało się tak fajnie spędzić drugi dzień świąt. Jeszcze raz - brawo organizatorzy!

O, Cho...InO! Albo - zakończenie roku InOwskiegoTuż przed świętami, Ania K. zaprosiła nas na ostatnią imprezę w sezonie....
20/12/2025

O, Cho...InO! Albo - zakończenie roku InOwskiego
Tuż przed świętami, Ania K. zaprosiła nas na ostatnią imprezę w sezonie. Miejsce nie zachwyca, bo to krajobraz dość miejski - warszawska Ochota - ale że i tak dzień krótki, pogoda bydle-jaka, to można się wybrać i jeszcze z ludźmi przy okazji zobaczyć.
Idziemy z Juniorem, kategoria TU, wiadomo.
Najsampierw spotkaliśmy Zuzę, która aż puchła z dumy, że pocięła i pokleiła mapę (akurat nie na naszą kategorię) i tak jej się to spodobało, że już planuje przyszłoroczne imprezy, na których będzie ciąć i kleić mapy. Zapowiedzieliśmy, że będziemy. No i cieszy taki entuzjazm, gdyż Zuzę lubię.
Potem dostaliśmy swoje mapy. No, prosto nie było. Kulki bałwanów, pomieszane, poobracane i nawet polustrowane. Jakoś to składamy i idziemy od uliczki do uliczki. Czasem się coś znajdzie, czasem nie. Jeśli się znajdzie, to np. grafitti NUNU w bramie. Albo pomnik Krecika (ah jo!). Pomocą są obszerne bramy w blokach - specjalność Starej Ochoty. I to że trochę znam teren, bo nieraz tamtędy śmigam rowerem do pracy. Ale i tak zapomnieliśmy o tym, że kule mogą być zlustrowane, więc szukaliśmy reniferów tam, gdzie ich nie było - no i nie znaleźliśmy. Problemem był też punkt w zamkniętym podwórku; gdy w końcu udało mi się tam wbić (co to nie ja...), okazało się że punktu jednak nie ma. No i w końcu, już po wszelkich limitach dotarliśmy na metę.
Jednak miło było spotkać różnych ludzi, pogadać co gdzie i u kogo. Zobowiązać się do postawienia jakiegoś TRInO (taaa, kiedyś na pewno...).
Do zobaczenia w przyszłym roku. Może już na styczniowym Oriencie?

Adres

Pionki

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ambasadorskie wędrówki z kompasem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria