16/08/2026
Lęk mieszka w ciele. Nie jestem dobrą pływaczką i boję się głębokiej wody, dlatego morze nie jest dla mnie jedynie piękną, błękitną przestrzenią, lecz również żywiołem, wobec którego moje ciało reaguje szybciej, niż umysł zdąży powiedzieć: „przecież nic ci nie grozi”. Ten lęk nie pojawia się jako wyraźna myśl, którą można podważyć albo zastąpić inną, ponieważ jest zapisany głębiej: w oddechu, który staje się płytszy, w napięciu przepony, w odruchowym usztywnieniu mięśni i w potrzebie odzyskania kontroli nad tym, co z natury pozostaje zmienne, nieprzewidywalne i niemożliwe do całkowitego opanowania. Patañjali nazywa ten głęboko zakorzeniony impuls abhiniveśa - instynktownym lgnięciem do życia i lękiem przed jego utratą - a w Yoga Sūtrze II.9 mówi:
Svarasavāhī viduṣo’pi tathārūḍho’bhiniveśaḥ abhiniveśa,
Abhiniveśa niesiona własną, instynktowną siłą i głęboko zakorzeniona, obecna jest nawet w człowieku mądrym.
To rozpoznanie wydaje mi się szczególnie ważne, ponieważ pokazuje, że lęk nie zawsze wynika z braku wiedzy ani nie musi ustąpić pod wpływem racjonalnych argumentów; mogę wiedzieć, że deska utrzyma mnie na powierzchni, mogę znać swoje ciało i ufać umiejętnościom zdobytym podczas wieloletniej praktyki, a mimo to, gdy pode mną otwiera się głęboka woda, uruchamia się reakcja starsza niż myśl, przemawiająca językiem napięcia, zatrzymanego oddechu i odruchowego wycofania.
Śīrṣāsana wykonywana na desce SUP unoszącej się na morzu stała się dla mnie właśnie takim doświadczeniem. Nie była próbą pokonania wody ani demonstracją panowania nad ciałem, lecz praktyką wsłuchiwania się w najmniejsze przesunięcia środka ciężkości, odwracania perspektywy i rezygnowania z przekonania, że równowaga oznacza bezruch. Na lądzie szukam stabilnego punktu i buduję pozycję wobec nieruchomego podłoża, tutaj natomiast muszę stać się jednym z deską, która odpowiada na każdy ruch mojego ciała, a zarazem jednym z falującą wodą, która nie obiecuje stałości, lecz podtrzymuje mnie właśnie wtedy, gdy przestaję z nią walczyć.
Woda w symbolice jungowskiej prowadzi ku temu, co nieświadome, ku emocjom, wspomnieniom i pierwotnym treściom psychiki, których nie można całkowicie uporządkować ani kontrolować, dlatego wejście na deskę i odwrócenie ciała ponad jego powierzchnią stało się dla mnie czymś więcej niż ćwiczeniem równowagi: było spotkaniem z lękiem, który dotąd żył poza słowami. Nie chodziło o to, by lęk przełamać, wyprzeć albo udowodnić sobie, że już go nie ma, lecz o to, by pozostać z nim dostatecznie długo, świadomie oddychając i czując podparcie, aż ciało mogło zapisać inną odpowiedź: woda faluje, deska się porusza, świat oglądany do góry nogami traci swoje znajome kontury, a ja nadal mogę odnaleźć w tym ruchu własną oś.
Zrozumiałam, że praca z abhiniveśa nie polega na odrzuceniu pierwotnego instynktu samozachowawczego, który służy przecież ochronie życia, ale na stopniowym odróżnianiu rzeczywistego niebezpieczeństwa od śladu dawnego lęku, który przejął ciało i nauczył je reagować tak, jakby każda niepewność była zagrożeniem. Lęk musi zostać przyjęty do świadomości i zintegrowany, włączony w większą opowieść o sobie, aby woda nie była już wyłącznie zagrożeniem, ale mogła stać się również przestrzenią podparcia, zmienności i zaufania, a równowaga nie oznaczała kurczowego trzymania się tego, co nieruchome, lecz była zdolnością unoszenia się na fali.