29/10/2025
WBVC 2025 (Wild Boar Valley Challenge) tak na zamknięcie sezonu!
Od lat rozmawialiśmy z kilkoma załogami, żeby wybrać się na jakiś rajd w Europie, zapoznać się, pojeździć, może powalczyć. Kierunków było kilka...
Jakoś w połowie roku odezwał się Kożuch z STRs, że w Chorwacji jest taki tam rajd, chcą jechać w 3-4 Evo7 i czy się dołączę. Serce szybciej zabiło ale rozum mówił, że wóz ma jeszcze mnóstwo nieznanych problemów, które trzeba będzie rozwiązać.
Od słowa do słowa, decyzja zapadła. Jedziemy!
Szybkie ogarnięcie wozu, eliminacja znanych wad, wprowadzenie kilku zmian, pakowanie, organizowanie części zamiennych i jakoś na ostatni dzwonek się spakowaliśmy.
W kierunku Chorwacji wyjechaliśmy w piątek rano. Plan był prosty - dotrzeć na miejsce w sobotę ok południa, rozpakować się, przygotować camp. Na spokojnie.
Tak się jednak nigdy nie dzieje. Problemy zaczęły się jeszcze w PL. W okolicach Śląska nasz holownik zgasł. Szybka analiza i okazało się, że zabrakło paliwa (wcześniej zabrakło gazu ale zatankowaliśmy; tylko, że nikt na gaz nie przełączył). Awaryjnie odpaliliśmy na LPG i dalej w drogę. Kilkadziesiąt km przejechane, stacja, zatankowane paliwo a Ford nadal nie pali. Kolejne awaryjne odpalenie na LPG i jedziemy. Zjechaliśmy na MOP w okolicach Częstochowy na spokojnie sprawdzić co się dzieje. "to chyba p***a paliwowa". No to nic będziemy odpalać na gazie i jechać tylko, że ilość awaryjnych uruchomień na LPG właśnie się skończyła.
Na MOP-ie zrzuciliśmy bak, wyjęliśmy pompę, itp. itd. zajęło to nam dobre 6h ale mieliśmy bajpas w postaci pompki z kanistra do odpalania. W okolicach Bielska zrobiliśmy szybki nocleg.
W sobotę rano wyruszyliśmy na południe - przez Czechy, Austrię i Słowenię. Do Buzet dotarliśmy jeszcze za dnia, zajęliśmy miejsce na placu i się co nieco rozpakowaliśmy.
W niedzielę spokojnie rozbiliśmy obóz, przeszliśmy odprawę techniczną Kleszcza i szykowaliśmy się do poniedziałkowego prologu.
Wylosowaliśmy 27 pozycję startował. Prolog jechało się po 7 aut; co znaczyło, że mamy czwarty start. Założenie było proste - nie ciśnieniować ale przejechać bez problemów, zająć jakieś miejsce, lepiej wyżej niż niżej w tabeli. Plan (pomimo kilku błędów - zły bieg, źle wpięty reduktor czy napędy) został zrealizowany i zajęliśmy dobre 12-te miejsce.
Kolejnego dnia zaczynało się prawdziwe ściganie - kilkadziesiąt kilometrów roadbooka z pięcioma próbami. Start mieliśmy o 9:44; tuż za czołówką i to był bardzo dobry start. Ciśnieniowcy polecieli a my mieliśmy czystą trasę do jazdy. Po rozwiązaniu kilku początkowych problemów - kalibracja metromierza, odnalezienie się w roadbooku, itp. złapaliśmy tempo. Dogoniliśmy kilka załóg, ba! nawet je wyprzedziliśmy i spokojnie sobie lecieliśmy do przodu w top10. W międzyczasie straciliśmy tylny hamulec (zapiekł się czy tam jak to w Kleszczu zakleszczył ;-) ) i tylną wyciągarkę (padł silnik na stromym zjeździe) przez co poleciało nam kilka pozycji ale spokojnie robimy swoje - 4 próby zrobione, ciśniemy do piątej - stromego podjazdu.
Dodać trzeba, że padało od rana na przemian z ulewami :-D
Na pochyłej, śliskiej dojazdówce popełniamy błąd i walimy rolkę. Za nami nikt już nie jedzie. Przez pogodę większość załóg zakończyła zmagania po 1,2 lub 3 próbie. Nie mając elektryka nie jesteśmy w stanie się sami podnieść. Zmuszeni jesteśmy zostawić Kleszcza na dachu, na noc w lesie.
W wynikach tracimy cały dzień i spadamy dość daleko.
Na następny dzień Wild Boar Valley Challenge - ORK Kamo Oko Vidi zaplanował rajd w kółko (coś jak nasze H6). Ekipa Małysz/Kożuch zdecydowała się odpuścić te formułę i nam pomóc wytargać Kleszcza z lasu. Zajęło to dobre pół dnia ale dotarliśmy na bazę. Tutaj rewizja silnika i reszty i odpalamy Kleszcza. Udało się! Wracamy do gry!
Przez rolkę straciliśmy pierwszy dzień, circle race oraz nocny roadbook. Następnego dnia starujemy koło 11, straciliśmy mnóstwo pozycji. Ruszamy na kolejne kilkadziesiąt km roadbooka - dojazdówki typu drogi zrywkowe, wąskie, ciasno między drzewami a przed nami mnóstwo wozów. Zaczynają się korki i oczekiwanie na przejazd. Po pary godz. docieramy do najbardziej widowiskowej próby - zjazd i podjazd pod cementowe góry. Zastanawiamy się dłuższą chwilę jak to zrobić bez tylnej windy; czy nam starczy liny w przedniej, itp. Większość załóg jak i kibiców jedzie dalej a my ostatecznie podejmujemy próbę. Zjeżdżamy na pasie, dalej Andrzej na strzał jak wiewiórka wspina się na górę i na windzie za chwilę jesteśmy na górze. Lecimy dalej ale godzina jest już taka, że nie mamy szans dokończyć roadbooka i wracamy na bazę.
Kolejny dzień/roadbook to zjazdy. Docieramy do pierwszej próby. Jest stromo! Na prawdę stromo i daleko. Podejmujemy decyzję, że tę próbę zrobimy tyłem (bez tylnej windy inaczej się nie da) opuszczając się na mechaniku. Wjeżdżamy na próbę, zaczynamy się obracać i przypomina mi się, że ta winda nie jest samohamowna i jak tylko zaczniemy się opuszczać to ona będzie przyspieszać aż do końca liny a wtedy to już sobie elegancko będę leciał w dół na złamanie karku. Odpuszczamy :-(
Kibicujemy naszym Evo7 i spokojnie wracamy do bazy.
Kolejny dzień to próba techniczna w miejscu prologu ale z dodanymi podjazdami i zjazdami górskimi. Ten dzień także odpuszczamy gdyż nic on już by nie zmienił w rankingu.
Mamy masę doświadczeń i kwestii do przemyślenia. Ten "jakiś rajd w Chorwacji" okazał się najtrudniejszym maratonem przeprawowym w Europie - prawie 400km rycia i 10 dni biwakowych, dla prawdziwych dzików przeprawy. Tu sprzęt musi działać inaczej. Tu nie naprawiasz się w trakcie rajdu, jedziesz albo przegrywasz, żelazo nie może klękać.
Film to krótka relacja z naszych zmagań i tej wspaniałej przygody.
https://www.youtube.com/watch?v=gYMD3IWnmg4
Offroadrallyengineering ORE4x4
STRs
Extreme Media oneoffroadonefamily
Wild Boar Valley Challenge - ORK Kamo Oko Vidi
Chorwacja, Buzet. Piękna miejscowość górska z ogromnym potencjałem i wspaniałymi terenami na rajd 4x4. Pojechaliśmy zbadać tereny, zwyczaje i zobaczyć, jak o...