Przypadki nieDZIELNEGO Ultrasa

Przypadki nieDZIELNEGO Ultrasa Na starość będzie co opowiadać wnukom 😉

Luźny blog z zapisem przypadków, celów i przygód biegacza-amatora zakochanego w biegach górskich, uzależnionego od endorfin i przemierzania szlaków oraz próbującego godzić pasje z z życiem rodzinnym i zawodowym.

Dziś o tym jak przewrotna jest dola sportowca...Hej Ekipa!Koniec wakacji, co? Pocieszę Was, u mnie też 😉Pytacie w listac...
30/08/2025

Dziś o tym jak przewrotna jest dola sportowca...

Hej Ekipa!

Koniec wakacji, co?
Pocieszę Was, u mnie też 😉
Pytacie w listach, co u mnie. Jest ok. Truchtam sobie dość żwawo i przygotowuje się do mojego PIERWSZEGO w życiu płaskiego maratonu w połowie października. Różnie idzie, ale azymut trzymam :)
Ale dziś nie o tym...

Dziś o tym jak nieprzewidywalne są biegi górskie, czy szerzej sport. Dla kibica, a już szczególnie dla zawodnika.
Część z Was pewnie wiem że w tym tygodniu w Chamonix odbywa się UTMB Mont-Blanc, największy i najbardziej prestiżowy festiwal biegów górskich na świecie. Z każdym rokiem, na starcie wszystkich dystansów staje coraz więcej, coraz mocniejszy zawodników z Polski.

Dwa dni temu nasze apetyty mocno rozbudził Witek stając na trzecim stopniu podium w biegu na 60 km, tuż obok legendarnego Jima Walmsleya z USA.

Wczoraj popołudniu i wieczorem cała biegowa Polska z zapartym tchem śledziła walkę o zwycięstwo w biegu na 100 km w wykonaniu Młynarczyk. Oj, to co się tam działo, szczególnie na ostatnim zbiegu to jest materiał na solidny film akcji. Z happy endem. Po 11 godzinach i 41 minutach, Martyna wpada na metę jako pierwsza, wyprzedzając Norweżkę o... 18 sekund. Ciary na samą myśl 🥳🥳🥳

Jednocześnie środowisko trailowe od 17.45 śledziło zmagania naszych na dystansie 100 mil. Jedną z głównych kandydatek do osiągnięcia świetnego wyniku była Dombrowska. Przez 80 km walczyła jak równa z równą między innymi z żywą legendą biegów górskich Courtney Dauwalter. Wtedy wydarzyła się katastrofa. Jeden nieuważny krok w ciemnościach i deszczu - bardzo mocno skręcona kostka. Próba podjęcia walki przez kilka kolejnych kilometrów. Trudne pogodzenie się jedyną rozsądną decyzją. Koniec zawodów. Łzy, rozpacz, rozczarowanie.

Takie właśnie jest sport. Szczególnie gdy ktoś, tak jak dziewczyny jest zawodowcem. Tysiace godzin treningów, hektolitry wylanego potu i potem jeden moment sprawia że marzenia trzeba odłożyć w czasie. Przynajmniej o rok.

Mimo tego że w tym momencie obie Panie są zapewne w skrajnie innych stanach emocjonalnych, jestem pewny że obydwie wrócą na UTMB i dadzą nam, kibicom oraz szczególnie sobie mnóstwo powodów do radości i dumy.
Będziemy czekać 💪😎🔥🥳
Cytując Scotta Jurka: "Polska GUUUUUROM!"🇵🇱🇵🇱🇵🇱

Kingrunner ULTRA - dziękuję za Waszą świetną pracę w Chamonix. Czapki z głów 👏👏👏

Dziś o tym że warto słuchać swojego organizmu. Nawet jak się bardzo nie chce 😵‍💫Gorce Ultra-Trail 100 km. A tak właściwe...
03/08/2025

Dziś o tym że warto słuchać swojego organizmu. Nawet jak się bardzo nie chce 😵‍💫

Gorce Ultra-Trail 100 km. A tak właściwe to 101 km i 4200 m +/- po najwyższych szczytach Gorców + w gratisie Mogielica w Beskidzie Wyspowym. Cały cykl w tym roku obchodził w tym roku dziesiąta rocznicę istnienia. Cóż mogę powiedzieć... ROBIĄ TO NAPRAWDĘ DOBRZE 👏👏👏 Klimacik jest naprawdę super, a górale gorczańscy to wyjątkowa grupa ludzi💪💪💪

Ale do rzeczy...start w sobotę o 4.00 z Ochotnicy Dolnej. Zapowiadany deszcz, ale póki co tylko zachmurzone niebo ☁️☁️☁️

Pierwszy odcinek to rozbiegówka po asfalcie. Potem skręt w prawo i długie, strome podejście na Lubań. Od początku jakoś idzie. No właśnie. JAKOŚ.Samopoczucie zdecydowanie bez szału. Na szczycie wieży widokowej(gdzie był punkt kontrolny na 11 km) melduje się po 1h29min na 9-tym miejscu. Trzymam tętno pod kontrolą i pilnuje jedzenie.

Następnie ruszam w stronę Turbacza. Za moimi plecami, na wschodzie przez chmury przebija się słońce. Na zachodzie...ukazuje się piękna tęcza 🌈 Fajnie to wygląda, ale to znak że...z zachodu nadciąga deszcz 🌧️🌧️🌧️. Nie mija 10 minut i spadaj pierwsze krople. Po kwadransie leje już bardzo mocno. I tak będzie przez kolejne około 2h30min.

Na 25 km był punkt odżywczy na Przełęczy Knurowskiej. Melduje się tam po 2h50min na 9-tym miejscu. W kiepskim nastroju i z kiepskim samopoczuciem. Na punkcie(poza obsługą) był niezawodny Bogusław Niedziela , który wsparł dobrym słowem(Dzięki serdeczne!👏👏👏). Kilka łyków coli i cisnę dalej.

De facto od 25 km aż do końca moich zmagań biegnę już sam. Nie licząc zawodników których minąłem po drodze.

Ulewa odpuszcza mi dopiero na szczycie Turbacza ⛅ Zbieg do Obidowej przez Wisielakówke upływa dość monotonnie, jeśli nie liczyć przeskakiwania i omijania kałuż oraz prób uniknięcia upadku na wszechobecnym błocie. Po drodze mijam dwójkę zawodników 🏃🏃

Zza chmur zaczęło przebijać się słońce. Gdy biometr poszedł do góry, do góry poszlo też samopoczucie⬆️W Obidowej na punkcie na 43 km byłem dosłownie 60 sekund. Nawrotka i trasa biegła znów w stronę Turbacza, tym razem przez Stare Wierchy. To był chyba moj najmocniejszy odcinek tego dnia. Masa błota i kałuż, ale mimo wszystko dawało się przemieszczać w naprawdę dobrym tempie. Po drodze chmury się rozstąpiły całkiem i ☀️ pokazało swoją moc.

Kolejny kryzys dopadł mnie na Hali Turbacz. Niby cały czas biegłem, ale szło ciężko. Niby mięśniowo bardzo ok, zero skurczów/bóli mimo już pokonanych przeszło 50 km, ale największy ciężar zaczął pojawiać się w głowie. Czułem się tak jakbym nie spał od dobrych dwóch dni. Mówiłem sobie że przejdzie, że to chwilowe. Ale kilometry leciały, czas uciekał, a to uczucie nie chciało ustąpić. Na jakieś 2 km przed punktem na 63 km zaczęło mi się wręcz kręcić w głowie. Ostatni raz coś podobnego czułem gdy byłem już skrajnie zmęczony i odwodniony po 15 godzinach walki na Rzezniku Ultra w 2019 roku. A tu byłem oczywiście trochę zmęczony. Może też trochę odwodniony, ale własną kondycję motoryczną oceniałem naprawdę dobrze. Szczerze powiedziawszy trochę się przestraszyłem. Dobiegłem na punkt z jasną decyzja w trochę zamroczonej głowie. Kończę zabawę na dziś. Właśnie tak. To jest zabawa, a kolejne 38 km z takim samopoczuciem i ciężka głową nie miałoby z zabawą wiele wspólnego. Raczej z hazardem. Pewnie gdyby od tego zależało życie, moje lub czyjeś to cisnąłbym dalej. Na moje szczęście, tak nie było. A był tam za to mój niezawodny suport 💪💪💪
Tak więc 63 km dobrego, równego biegu w 7h11 min. Schodząc z trasy byłem siódmy.

Chwilę posiedziałem na ławce, wypiłem sporo coli, zjadłem nalesniczki, pożartowałem nawet z mega ekipą wolonatariuszy z obsługi💪💪💪 i po jakieś 25 minutach poszedłem do samochodu. Przez cały ten czas nie pojawił się na punkcie nikt z zawodników będących za mną, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu że motorycznie wszystko grało. Że zabrakło czegoś innego... No właśnie, czego?

Na chłodno oceniam że poprostu organizm dostał za bardzo w palnik przez ostanie tygodnie. Maj i czerwiec były intensywne na wielu frontach(w tym treningowym), ale lipiec dał naprawdę mocno do wiwatu. Dużo treningów, w tym takich w trudnych i gorących bałkańskich górach i górkach, wiele godzin spędzonych w podróży, zaburzona jakość snu i spore obciążenia w pracy i domu. Musiało się to jakoś odbić. W końcu 18 lat też skończyłem już jakiś czas temu i imprezy do białego rana przez kilka dni pod rząd przestały mnie kręcić jakieś 15 lat temu ;)

Mega miłym akcentem było to że w sobotę popołudniu do Ochotnicy przyjechała Żonka, Agatka i Staś❤️❤️❤️ Spędziliśmy wspólnie super popołudnie i wieczór. Nawet przechodzące co jakiś czas burze za bardzo nie przeszkadzały. A w niedzielę z rana dzieciaki wystartowały w biegach dla najmłodszych w ramach GUT. Dzielnie walczyły i z uśmiechami na buziach i medalami na szyjach kończyły swoje zmagania na dystansach odpowiednio 200 i 400 m. Tata bardzo dumny 🤩🤩🤩

Pozytywnym znakiem jest też to że w niecałe 24 godziny po zejściu z trasy normalnie, bez dolegliwości mięśniowych się poruszam, chodzę po schodach, robię przysiady itd. Byłem nawet w stanie dość żwawo przebiec z 500 m. Maszynka działa całkiem dobrze. Musi napewno trochę odpocząć ;)
Daje sobie kilka dni na (aktywną) regenerację i sprawdzenie czy to faktycznie tylko przemęczenie i chciałabym wrócić do treningu. Końcówka sezonu zapowiada się(jak na mnie) nietypowo... More to come ;)

Do zaś!

Ależ ten czas za...suwa.Dopiero był koniec czerwca, a tu cyk. I już koniec lipca 😱😱😱 a to oznacza że za tydzień czas na ...
27/07/2025

Ależ ten czas za...suwa.
Dopiero był koniec czerwca, a tu cyk. I już koniec lipca 😱😱😱 a to oznacza że za tydzień czas na Gorce Ultra-Trail 100 km.
Przez ostatni okres wpadło sporo kilometrów i metrów pionu. Głównie w trudnych górach Durmitor i dzikich, nadbrzeżnych górkach Czarnogóry. W jednym z tygodni spędziłem w biegu i na rowerze ponad 17 h, co jest bez wątpienia moim osobistym rekordem objętości tygodniowej. Ciepełko i około 3500 km zrobionych autem w 2 tygodnie też odcisnęły swoje piętno. Od powrotu do domu ponad tydzień temu, staram się złapać świeżość przed nadchodzącą zabawą w Gorcach :D Opornie ale idzie do przodu 😉

Do zaś!

Jak wygląda zmęczenie i szczęście na jednym obrazku? 🕵️U mnie, tak jak poniżej 😉Na zakończenie mocnego cyklu treningoweg...
01/07/2025

Jak wygląda zmęczenie i szczęście na jednym obrazku? 🕵️
U mnie, tak jak poniżej 😉

Na zakończenie mocnego cyklu treningowego postanowiłem kontrolnie przebiec maraton w ramach Biegów Górskich w Krynicy. Mimo intensywnego czasu(na wielu frontach) i nawarstwiającego się zmęczenia udało się pobiec(jak na mnie) naprawdę fajnie.
Trasa była generalnie dość szybka, ale momenty były 😎 Na przykład w postaci legendarnej ścianki "wspinaczkowej" na Lackową od strony Izb.
Bieg od początku z chłodną głową i nie uleganie emocjom, pozwoliły zameldować się na mecie po biegu w równym, mocnym tempie i ze średnim czasem z zdecydowanie poniżej 6 min/km, co było jednym z moich celów biegowych na ten sezon 🎯 A fakt że dało to ostatecznie 11 m-ce OPEN, świadczy o tym jak mocno biegają chłopaki. Czapki z głów! 🫡
Kolejny dobry treningowo miesiąc i fajny start za mną. Oby tak dalej 😁
Lipiec upłynie mocno pod kątem objętości i pracy na wysokościach, bo już za miesiąc i dzień Gorce Ultra-Trail 100 km- czyli mój główny start sezonu 2025 🥳

Do zaś!



Robota zrobiona 💪  Teraz łapiemy ciut luzu i za tydzień ciśniemy kontrolnie maraton "Powrót Nikifora"  Biegi Górskie.
22/06/2025

Robota zrobiona 💪 Teraz łapiemy ciut luzu i za tydzień ciśniemy kontrolnie maraton "Powrót Nikifora" Biegi Górskie.



Z wizytą u "Królowej Beskidu Niskiego" 👑Za 2 tygodnie planuje też wpaść z szybką wizytą. Tym razem podczas maratonu w ra...
15/06/2025

Z wizytą u "Królowej Beskidu Niskiego" 👑
Za 2 tygodnie planuje też wpaść z szybką wizytą. Tym razem podczas maratonu w ramach Biegi Górskie.



Kiedyś był "Tańczacy z wilkami", a dziś jest "Biegający z orlikami- edycja Beskid Gorlicki"... 🏃🦅⛰️🥰
12/06/2025

Kiedyś był "Tańczacy z wilkami", a dziś jest "Biegający z orlikami- edycja Beskid Gorlicki"... 🏃🦅⛰️🥰



Od wczorajszego wieczoru wszyscy rozmawiają o wynikach, więc ja też chcę wtrącić swoje trzy grosze... ;)Mianowicie, moje...
02/06/2025

Od wczorajszego wieczoru wszyscy rozmawiają o wynikach, więc ja też chcę wtrącić swoje trzy grosze... ;)

Mianowicie, moje wyniki za maj mnie osobiście się podobają i mam nadzieję że uda się trzymać podobną tendencję w najbliższych miesiącach.

44 godziny treningu wydolnościowego:
1) 🏃🏞️⛰️25 godzin i 248 km biegania po górkach(w tym jeden start w zawodach- 75 km na UltraBies). W głównej mierze objętość, ale też trochę akcentów .
2) 🏃🛣️9 godzin i 120 km biegów płaskich, w tym sporo akcentów.
3) 🚴‍♀️5 godzin roweru. Może byłoby więcej gdyby nie nieco zimowa aura przez większą część miesiąca.
4) 🏊‍♂️5 godzin pływania. Głównie dla regeneracji.

Poza licznikiem, dobrych kilka godzin ćwiczeń wzmacniających.

Na drugą nóżkę, sporo było w tamtym miesiącu okazji do świętowania, co się trochę odbiło na wadze. Trzeba znów przypilnować "koryta".

Za 4 tygodnie start kontrolny w maratonie podczas Biegi Górskie.
Do roboty! Do roboty! 😎

Czołem!Dziś o tym że nawet bieg w teorii "bez historii" może mieć całkiem ciekawą (moim zdaniem) historię :) WERSJA KRÓT...
13/05/2025

Czołem!

Dziś o tym że nawet bieg w teorii "bez historii" może mieć całkiem ciekawą (moim zdaniem) historię :)

WERSJA KRÓTKA:
UltraBies- Niezniszczalny Raróg. 75 km. 2700 m +/ 2500 m-. Start 10 maja z kamieniołomu w Bóbrce o 4.30. Od 3-go kilometra ląduje na 5 miejscu i na nim dobiegam do mety ulokowanej przy Schronisku w Jaworcu. Cisza, spokój, nuda. Nic sie nie dzieje. Koniec historii. Można się rozejść :)

WERSJA DŁUGA:
Plan na pierwsze ultra w sezonie na koniec kwietnia/ początek maja miałem już w jesieni tamtego roku. Wahałem się pomiędzy 64 km w Szczawnicy, a UltraBiesem właśnie. Koniec końców wybór padł na Bieszczady. Szczawnica odpadła gdyż przez ostatnie lata kolidowała ona terminem z Otwartymi Mistrzostwami Gorlic w Pływaniu, które przez lata odbywały się w ostatni weekend kwietnia. Na Biesa byłem zapisany już w styczniu. Jakież było moje zdziwienie gdy na początku kwietnia dowiedziałem się że pływanie w Gorlicach będzie, ale... 10 maja, czyli dokładnie wtedy kiedy ja planowałem podbiegać w Bieszczadach. No trudno...basen musi poczekać. Góry ważniejsze 😉

Jak już wspomniałem we wcześniejszych wpisach kwiecień był(jak na mnie) bardzo pracowity pod kątem treningowym. Generalnie dużo działo się też na innych frontach i na tydzień przed startem w Bieszczadach... przyplątała się infekcja :( Niby nic strasznego. Mocny katar i drapiące gardło, ale mając w perspektywie 75 km ultra na ktore się mocno od miesiącu nastawiałem, nie była to dobra wiadomość. Kolo środy/czwartku, objawy udało się zwalczyć. Czulem się ok. Do Jaworca pojechałem już w piątek popołudniu. Po drodze odbiór pakietu z Cisnej. Wieczorem spacerek po tym co zostało z opuszczonej po II WŚ wsi Jaworzec. Swoją drogą, bardzo ciekawe i dające do myślenia miejsce, jakich wiele w tym rejonie. Dla przykładu, odsyłam do zdjęcia ikony poniżej. Stoi ona na ruinach cerkwii.
Zrobiłem przy okazji krótki rekonesans ostatnich 3 km trasy. Niby ostatnio zbyt dużo nie padało, ale Bieszczady to Bieszczadu. Tu zawsze jest mokro i blotniscie. Ot, taki wybryk natury 😁

Odjazd autobusu z Jaworca na start biegu był planowany na 2:15. Podjąłem decyzję że prześpię się na materacu w aucie. Pogoda dość mocno zaskoczyła. Niby początek maja, księżyc w pełni, ale gdy wstawałem przed 2-gą to termometr pokazywał -2 stopnie. Zimno 🥶
Po drodze zebraliśmy kolejną część biegaczy z Cisnej i o 3.40 byliśmy już w Bóbrce. Problem taki że nikogo z organizatorów nie zastaliśmy na miejscu. Ciemno, zimno(a my ubrani raczej na lekko), do domu daleko. Każdy zaczął truchtać, podskakiwać itd. byleby się tylko dogrzać. Ja osobiście zmarzłem solidnie. Po jakis 10 minutach przyjechali organizatorzy. Na "dzień dobry" usłyszeli kilka gorzkich słów na temat organizacji, ale szybko stanęli na wysokości zadania. Przeprosili za zamieszanie i wyjaśnili że nie spodziewali się naszej grupy na starcie wcześniej niż około 4-tej. Szybko też rozpalili ognisko, przy którym oczekiwanie na start było zdecydowanie bardziej komfortowe i przyjemne(odsyłam do zdjęcia poniżej). Błędów nie popełnia tylko ten kto nie robi nic, a organizacja takiego festiwalu biegowego do najprostszych nie należy, więc ja wybaczam całe przedstartowe zamieszanie. W tzw. międzyczasie na strat dotarli pozostali biegacze.

4.30- Start! Dość mocne tempo po pierwszą górę. Tak jak w lutym na Gorcach, wiedziałem że muszę robić swoje i nie dać się ponieść emocją od startu. Gdy na pierwszym zbiegu czołówka zaczęła mi powoli odjeżdżać, dałem sobie na wstrzymanie i trzymałem swoje, komfortowe tempo. W efekcie po 15 minutach biegu wylądowałem na 5-tym miejscu. Krótsza rundka wokół Jeziora Myczkowskiego, wspięcie się na Górę Jawor w Solinie, przebiegnięcie przez Zaporę, a później głównie leśnymi ostępami w stronę Polanczyka. Cały ten czas biegłem sam, z własnymi myślami i podcastem na słuchawkach. Można było doświadczyć znanej m.in. z książki i piosenki Iron Maiden "samotności biegacza długodystansowego" :)
Sama trasa niby jakaś wybitnie trudna na tym etapie nie była, ale meandrowanie wzdłuż zatoczek jeziora, przeskakiwanie nad zwalonymi drzewami i potokami, wprowadziło sporo urozmaicenia.
Praktycznie od początku biegu czułem że mięśnie pracują dziwnie. Szczególnie czworoglowe. Tak jakbym dzień lub dwa wcześniej zrobił jakiś naprawdę mocny trening. Nie wiem czy był to skutek zmarznięcia, infekcji czy może jednego i drugiego albo czegoś jeszcze, ale to był pierwszy start w tym sezonie gdzie nie czułem mocy od samego początku. Tragedii nie było, ale do fajnego floooooow też dużo brakowało.

Nareszcie jest. Polańczyk. 21 km. Punkt kontrolny zorganizowany przez Piotr Hercog - Mountain Challenge i Ekipę z Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich . Pełna profeska 💪💪💪 Przy okazji, trafiłem na środek stawki zawodnikow którzy właśnie stąd kilka minut wcześniej wystartowali na dystansie 55 km. Samotność się skończyła :D Zrobiło się raźniej. Motywacja skoczyła.
Czas do kolejnego punktu w Górzance na 35 km przeleciał momentalnie. Po drodze parę kąpieli błotnych(w tym takich do kolan) urozmaicało czas :) .

Od 40 km miały się zacząć główne atrakcje tego dnia. 4 górki, z czego 3 naprawdę solidne. Na pierwszy ogień Korbania. Jakoś poszło, choć już wtedy zacząłem sobie pluć w brodę że nie zabrałem kijów. Na zbiegu do punktu kontrolnego przy cerkwi w Łopience(49 km) złapałem ostatnich zawodnikiem którzy walczyli na dystansie 35 km i niedawno wystratowali z Bukowca. Znów zrobiło się tłoczno :)
Na danie główne tego dnia był Łopiennik. Kawał góry, a podejście z Łopienki i zbieg do Cisnej dały dość mocno popalić. Na 58 km był punkt w Cisnej(zorganizowany przez Lasy Państwowe). To była prawdziwa uczta. Szkoda że nie miałem czasu zostać dłużej 😅
Kończąc podejście na Jeleni Skok (vel. Mochnaczkę) szybko sprawdziłem różnice czasowe na punkcie w Cisnej. 11 minut straty do 4-go zawodnika. 15 minut przewagi na 6-tym. I tu i tu dużo i mało jednocześnie. Szczególnie biorąc pod uwagę zmęczenie materiału u każdego z nas, a już napewno u mnie. Ja już wtedy balansowalem na granicy skurczów mięśni czworogłowych i widziałem że nie mogę zacząć cisnąć zbyt mocno, bo źle się to skończy. Robiłem swoje. Biegiem na płaskim i z góry, pod górę podbieganie miksowane z podchodzeniem. Szło, ale dość opornie. Po drodze zaczął z różną intensywnością siąpić deszcz. Czernina- ostatnia atrakcja tego dnia, nie chciała tanio sprzedać skóry, a ostry zbieg też do najprzyjemniejszych nie należał 😉

Ostatni etap już znałem z wczorajszego rekonesansu. Doczłapalem do mety. Z mieszanymi uczuciami. 8h 50min- apetyt był na czas o jakieś 30 minut lepszy. Z drugiej strony, jak już wspomniałem, to nie był mój "dzień konia", a mimo wszystko równym tempem, finalnie bez żadnego skurczu dotarłem do mety w czasie który określiłbym przyzwoitym. Mogło być lepiej? Mogło. Mogło być znacznie gorzej? Też.
Sama strefa mety była bardzo fajnie zorganizowana(zdjęcie poniżej). Pogoda niestety nie odpuszczała. Było jakieś 5-6 stopni i padał deszcz. Naprawdę chciałem tam chwilę posiedzieć, a nawet zostać do dekoracji, ale zwyczajnie się nie dało. Mimo załozenia kurtki przeciwdeszczowej i tak zaczynało mnie telepać z zimna. Do auta musiałem przejśc jakieś 500 metrów. Gdy tam dotarłem, przebrałem się i rozgrzałem, a na zewnątrz nadal padało, to naprawdę nie chciało mi się już wracać.
Odpaliłem auto i pojechałem: 1) na duży, zasłużony obiad do Cisne 🍛🍜🍝 2) do domu ❤️

Podsumowując- swój start oceniam na 8/10, jako naprawdę poprawny w zaistniałych warunkach.

Festiwal jest naprawdę fajnie zorganizowany. Trasy są ciekawe, często poprowadzone poza oczywistymi, uczęszczanymi szlakami. Organizatorzy starają się żeby była sympatycznie i wymagająco jednocześnie. Momentami czułem się jak na . Oznaczenie tras- TOP. Dobra robota! 👏👏👏

Teraz stopniowo podciąganie formy pod główny start sezonu Gorce Ultra-Trail 100 km. Po drodze start kontrolny na maratonie podczas Biegi Górskie. Trzeba chwilę odpocząć, a potem zasuwać :)

Dziękuję domowej, zdalnej Ekipie wsparcia pod kierownictwem Justyna Wallach , która była ze mną na liniach i wspierała dobrym słowem 🥰🥰🥰

Przy okazji. Duże gratulacje dla całego Klubu Pływackiego Karpatia za super wyniki na Otwartych Mistrzostwach Gorlic. Z tego miejsca szczególne uściski dla mojego Juniora, który dzielnie walczył na 50 metrów dowolnym i grzbietem 🤩🤩🤩 Tata dumny! :)

Do zaś!

Dzień dobry!Od poniedziałku była walka z infekcją, którą (chyba) wygrałem, choć katarek nie odpuszcza 🎉Jutro będzie walk...
09/05/2025

Dzień dobry!

Od poniedziałku była walka z infekcją, którą (chyba) wygrałem, choć katarek nie odpuszcza 🎉
Jutro będzie walka z samym sobą i 75 km trasą podczas . Bieszczady i Góry Sanocko- Turczańskie wzywają 😎
Pytanie tylko jak się ubrać, bo prognoza zapowiada się tak jakby zimowo 😰 Może śniegiem nie sypnie 😅
Start o 4.30 🏃
Uprasza się o trzymanie kciuków 🙏

Fajny to był kwiecień. Taki niezbyt leniwy... 😉Poza licznikiem jeszcze kilka dobrych godzin ćwiczeń siłowych, rozrusznik...
30/04/2025

Fajny to był kwiecień. Taki niezbyt leniwy... 😉
Poza licznikiem jeszcze kilka dobrych godzin ćwiczeń siłowych, rozruszników porannych i rozciągania.
Średnia dzienna kroków w kwietniu to 25 tysięcy :D
Cieszę się że ta część okresu przygotowawczego już za mną, bo zmęczenie daje się we znaki.
Teraz odpuszczamy delikatnie, ostatnie szlify i za 10 dni pierwsze ultra w sezonie: Bies i 75 km po Górach Sanocko- Turczańskich i Bieszczadach. Nareszcie będzie szansa się pościgać i sprawdzić formę, bo od ostatniego startu na Gorce Ultra-Trail Winter minęło już ponad 2 miesiące 😁 (ależ ten czas za...suwa 😰).

Can't wait 😎


Adres

Ochotnica Dolna

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Przypadki nieDZIELNEGO Ultrasa umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria