29/01/2026
Książka - skarbnica wiedz, czy przeżytek?
Czyli filozoficzne wywody przy kawce ☕ i 🍩
No właśnie czy książki o broni, o sztukach walki to już przeżytek, czy może nadal skarbnica wiedzy?
Kiedyś zdobywanie wiedzy o broni, o sztukach walki wymagało czasu, cierpliwości i determinacji.
Czasopisma takie jak Bushido, Karate, Polska Zbroja czy Wojownik nie były tylko lekturą — były źródłem inspiracji, wiedzy, impulsem do treningu.
Jeden numer potrafił krążyć wśród znajomych by podzielić się widzą i refleksją
Jeśli ktoś miał kasetę VHS z technikami, był traktowany jak bożyszcze niczym, mistrz.
Filmy akcji zakłamywały i zakłamują rzeczywistość, ale trenowało się nieumiejętnie podpatrzone (teraz też to się robi tylko kasety VHS zatopił YouTube 🤷♂️), techniki, bo to było WOW.
Ale wrócę do książek...
Często powielane na ksero...
Robiło się „ksero ksera” — krzywe, niewyraźne, czasem ledwo czytelne, ale to nie miało znaczenia najważniejsze że było 😍
Pamiętam jak kserowałem Jeet Kune Do, u wujka w państwowej firmie poligraficznej. Oczywiście nie legalnie, bo to były takie czasy. Wujek pokazał mi jak to robić i sam kserowałem swoją wymarzoną "książkę". To było ksero ksera. Nie ważne,że kiepska jakość, nie ważne że nic nie rozumiałem bo po angielsku, ważne było, że MIAŁEM, coś tak wówczas dla mnie wyjątkowego.
Wiedzę trzeba było zdobyć, wyszukać... Wykazać się inwencja i zaangażowaniem.
Wiedzę na temat białej broni można było zdobyć z czasopism, ale bardzo niszowych, jeśli oczywiście były.
Zresztą kulturę broni białej skutecznie niszczyła komuna, bo to kojarzyło się z obyczajami słusznie minionymi według filozofii parti.
Ta wiedza i ksiegozbiór były wręcz niedostępnym białym krukiem przekazywanym z rąk do rąk.
Takie były czasy
Może właśnie dlatego bardziej się szanowało, doceniało tak ciężko zdobytą lekturę.
Dziś mamy dostęp do wszystkiego: Książki, aplikacje, media społecznościowe, tysiące filmów instruktażowych itd.
Jeżeli nie zaciekawiłeś kogoś w 3 s. to już jesteś skrolowany dalej...
Sory takie czasy 🤷♂️
"Wiedza" jest wręcz natychmiastowa i nieograniczona.
Pytanie tylko, czy równie głęboko przeżywana i doceniana?
Sztuki walki, to nie tylko techniki.
To proces, droga, relacja mistrz–uczeń i tysiące godzin spędzonego czasu na treninngach, a nie na przewijaniu ekranu.
Z perspektywy lat, Patrząc na teraźniejsze czasy cieszę się, że mogłem stać w kolejce do kiosku by kupić swoje upragnione czasopismo, bo potrafię, a przynajmniej tak mi się wydaje docenić trud i ciężką pracę, by osiągnąć coś, co jest nieosiągalne a jednak możliwe do osiągnięcia 🙂.
Cieszę się, że żyłem w czasach gdy chłopiec mógł nosić scyzoryk i nikt nie wpadał w panikę.
Cieszę się, że mogliśmy grać w pikuty, że mogłem nosić "finke" i skrobać patyki by zrobić łuk 🏹 i strzały.
Cieszę się, że mogłem zrobić nunchaku i wymachiwać nim niczym Bruce Lee do czasu aż rozbiłem mamy kryształy stojące na Rubinie.
Ale był wpierdziel 🤦♂️🤫
Cieszę się że mogłem mieć zrobioną maczugę i wypróbować ją z bratem na drzwiach od łazienki.
Nie pytajcie 🤦♂️🤦♂️ 🤦♂️ 🤦♂️
Cieszę się, że mogłem rzucać nożem w drzewo (wiem teraz już nie wolno) i nikt nie wzywał zielonych by zrobić ze mnie 12 letniego przestępcę
Tak to były inne czasy... Czy lepsze? Czy gorsze?
Inne.
Teraz by zdobyć "wiedzę", "umiejętności" wystarczy wziąć telefon (nomen omen na którym piszę 📝 ten post), i przeszukać sieć w wybranym temacie.
No cóż, ja jednak wolę książkę, czasopisma (chyba jestem już wiekowy, bo tablety to nie moja bajka), i to te z nutką zamierzchłej histori.
Kto jeszcze pamięta te czasopisma z tamtych lat jak Bushido, Karate, Polska Zbroja czy Wojownik
Ci co dotarli do końca moich wypocin wiedzą o co mi chodzi.
A może ktoś ma je nadal w swoich zbiorach kolekcjonerskich ?
Pozdrawiam
Mariusz Zarzycki