23/06/2026
Czasem słyszę, że empatia kojarzy się ludziom z byciem miłym. Z ustępowaniem. Z niepokazywaniem złości. Z łagodnym uśmiechem niezależnie od tego, co dzieje się w środku.
Tymczasem empatia nie polega na byciu miłym za wszelką cenę. Polega na byciu w kontakcie ze sobą. A to oznacza również kontakt ze złością.
Złość sama w sobie nie jest problemem. Jest ważną informacją. Często mówi o przekroczonych granicach, niezauważonych potrzebach, doświadczeniu niesprawiedliwości czy braku wpływu.
Problem pojawia się wtedy, gdy przez lata nie było przestrzeni, by tę złość wyrażać. Gdy słyszeliśmy: „nie przesadzaj”, „uspokój się”, „nie złość się”, „grzeczne dzieci się nie złoszczą”. Wiele osób nauczyło się wtedy zamrażać złość i odcinać od niej kontakt.
Ale emocje nie znikają tylko dlatego, że przestajemy je czuć. Często gromadzą się przez lata niczym woda zatrzymana przez tamę.
I dlatego bywa, że kiedy człowiek zaczyna zdrowieć, odzyskiwać kontakt ze sobą i swoimi granicami, ta złość nagle staje się bardzo mocna. Czasem wręcz rażąca dla otoczenia. Nie dlatego, że pojawiła się znikąd, ale dlatego, że przez długi czas nie miała prawa wybrzmieć.
W pracy z traumą czy długotrwałym doświadczeniem pomijania siebie taki etap jest często naturalnym elementem procesu zdrowienia. Złość odzyskuje głos.
Nie chodzi o to, by ranić nią innych. Chodzi o to, by ją usłyszeć, przyjąć i zrozumieć, co próbuje nam powiedzieć.
Bo złość, która zostanie zauważona i przyjęta, może stać się nie siłą niszczącą, ale siłą przywracającą granice, godność i poczucie wpływu. A czasem także początkiem prawdziwego uzdrowienia relacji.
Z empatią 💙
Magda