Dawno, dawno temu jak jeszcze miałem mleko pod nosem, a na zbieranie truskawek chodziłem z drabiną, spotkałem się z grupą kolegów przy półlitrówce i zaczęliśmy narzekać na to, jak nasze kochane miasteczko nie jest przychylne miłośnikom adrenaliny i sportów ex termalnych. Co prawda wybudowali nam skatepark (o ile tak można to nazwać), ale szybko nam się znudził, gdyż przeszkody były wielkości... Wr
acając jednak do flaszki, po paru głębszych wpadliśmy na szatański pomysł, aby wybudować coś samemu. Nagle spod stołu dobiegł nas radosny krzyk. Okazało się, że pijany Serek przypomniał sobie o swoim szanownym dziadku, który ma stolarnie, a nad nią jest wielkie niewykorzystywane pomieszczenie. Był to rok 2006. Spotykaliśmy się popołudniami po szkole i w miarę swoich możliwości zbijaliśmy ze sobą deski i próbowaliśmy coś z tego stworzyć. Nie jednokrotnie niezbędna była pana Genia (Dziadek Serka). Prace powoli posuwały się do przodu, aż w końcu stanął nasz pierwszy Qater. Trochę się rylał, ale całą zimę przetrwał, a to najważniejsze. Jednak cały czas było nam mało; nie można przecież cały czas śmigać na jednej przeszkodzie. Pewnego dnia jak z nieba spadła nam kolejna przeszkoda. Starszy raider pomyślał sobie o młodszych kolegach i wygrzebał z garażu stary qarter. Wystarczyło go trochę podreperować i po chwili mogliśmy śmigać W miedzy czasie zbudowaliśmy jeszcze kilka boxów, ale większość się rozleciała. Gdy już zdobyliśmy podstawowe wykształcenie w dziedzinie stolarstwa extremalnego, wybudowaliśmy benk. Na miejscówce było coraz więcej możliwości, a co za tym idzie, mieliśmy coraz większy progres. Rok 2011 niestety nie był taki przychylny. Nasza kochana miejscówka znalazła inne zastosowanie. Musieliśmy się z niej wynieść, ponieważ była potrzebna jako magazyn na deski. W tym roku jednak wszystko się zmieniło. Podczas gdy wszyscy tracili nadzieje na jazdę w zimowe miesiące, ponownie pojawił się legendarny Serek i oznajmił, że udało mu się odzyskać hale i możemy ruszać z pracą. Dodał jednak, że w tym roku musi być profesjonalnie. I tak też się stało. Po raz kolejny powstał park na poddaszu stolarni i jest naprawdę obiecujący. Jedyne co nam pozostało to wysprzątać efekty uboczne pracy, wskakiwać na rower/rolki/deskę i kręcić swoją zajawkę.