26/01/2026
Siema, dawno nie było update’u, a w tym roku mamy już za sobą pierwsze dwa ligowe spotkania, więc wypada coś wydukać. Jest o czym opowiadać, więc zaparzcie sobie herbatkę czy tam kawkę i zapraszam do dłuższej niż zwykle lektury.
Zaczniemy od wcześniejszego eventu.
7 stycznia mieliśmy okazję gościć chłopaków z Czarnego Lasu. Graliśmy z nimi pierwszy mecz tego sezonu, więc sporo sensu ma podejmowanie ich jako pierwszych w 2026 na parkiecie, aby rozruszać zardzewiałe po świętach kości i zrobić szybki check formy. 😤
Od samego początku widać było, że niektórych dalej trzymają sylwestrowe procenty i oba zespoły borykały się z celnością rzutów. Pierwsza kwarta to klasyczna walka punkt za punkt na zasadzie: „rzucę, może wpadnie”…. wpadało po równo, bo po 10 minutach goście nieznacznie wysunęli się na prowadzenie 15–16.
Druga kwarta w podobnym stylu, jednak zgodnie z zasadą „nie wpada – to broń”, zaczęły działać pierwsze systemy obronne (posadzenie Ziemniaka) i na połowę schodziliśmy już z bezpieczną przewagą 5 punktów: 31–26.
Po przerwie kontynuowaliśmy taktykę, więc nie było innego wyjścia niż zamknięcie chłopaków w przysłowiowym Czarnym Lesie. Założenie zrealizowane jak najbardziej poprawnie, bo w ciągu kolejnych 10 minut przeciwnicy tylko trzykrotnie zapisali się na scoreboardzie, a jako wisienkę na torcie dostaliśmy piękny buzzer za 3 w wykonaniu Marcina.
Czwarta kwarta to moment przebudzenia reszty zespołu. Nie wiem, czy to my uwierzyliśmy w siebie, czy bardziej przeciwnicy zdążyli zwątpić, ale w tej odsłonie poszło wyjątkowo gładko. W końcu siatka zaczęła przyjmować nasze piłki, co przełożyło się na fajny wynik kwarty 30–13 i całego spotkania 79-45 na naszą korzyść.
Punkty podzieliły się po równo i aż 6 naszych graczy zdobyło minimum 10 oczek, przy czym najlepiej punktujący młodzieńcem okazał się Karkocha, który nie tylko punktował, ale przede wszystkim świetnie bronił co pozwoliło zgarnąć mu zasłużone MVP.
Najlepiej punktowali
Karkocha 15(1), Żyła 13, Nowak 13, Nowinski 10, Liwoch 10(2), Metoui 10.
————————————-
Natomiast w zeszły poniedziałek doszło do starcia z OSiR Kłobuck.
Kibice, którzy oglądali mecz w hali Szkoły Podstawowej nr 1, nie narzekali na nudę. Od początku mieliśmy kłopoty z wejściem w mecz i mimo niezłej gry w obronie ciężko było nam znaleźć swoją drogę do kosza. Jednak co własny parkiet, to własny parkiet -gospodarze postawili na ciężkie działa i głównie za sprawą tegorocznego zaciągu z śp. 2 ligowej Iskry – Adama Michalaka w pierwszych dwóch kwartach zbudowali niezłą przewagę i z pomocą niesamowitego buzzera Xaviera z ¾ długości boiska pierwszą połowę zakończyli z bezpieczną przewagą 20 punktów… no właśnie, bezpieczną?
59-39.
Co prawda ostatni rzut miał należeć do Bostończyków, jednak sędziowie przeoczyli 32 ciosy, które wylądowały na rękach naszego zawodnika szukającego drogi do kosza na 5 sekund przed końcem kwarty… bywa i tak, strata. Może dobrze wyszło, bo to tylko przypomniało nam, że mecze wygrywa się punktami, nie gwizdkami i dodatkowo zmotywowało drużynę.
Na szczęście mieliśmy asa w rękawie, właściwie to nawet dwa asy, które od początku meczu stawiały opór rywalom. Nie wiem, czy słyszeliście o braciach Żuk z Barcelony, ale z dumą możemy stwierdzić, że od paru lat posiadamy w składzie niewiele starszy koszykarski odpowiednik tego fenomenalnego duetu. Pamiętacie bohatera meczu z OG Czarny Las? No to teraz powiem wam, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, mowa oczywiście o braciach Karkocha.
Adam i Kuba- których chwilowo wypożyczyliśmy do ŁKS-u, aby podratowali polską koszykówkę, wrócili na stare Częstochowskie śmieci pograć ze staruchami. Naturalne więc, że ostatnią deską ratunku miało być postawienie na młodzież i danie im zielonego światła do strzelania bez rozkazu i już tutaj mogę obiecać, że nie zawiedli.
Od pierwszego gwizdka pokazali nie tylko ogromny talent, ale przede wszystkim serce do walki o każdą bezpańską piłkę w ramach pogoni za wynikiem. Nie odpuszczali bardziej doświadczonym rywalom nawet na sekundę. Skutkowało to wieloma bezradnymi okrzykami przeciwników, gdy raz po raz młodzi adepci zabierali piłkę, by kolejny raz zaatakować obręcz. Po 10 minutach zaowocowało to nie tylko podniesieniem ciśnienia trenerowi Kłobucka, ale i świetnym comebackiem!
Wynik kwarty? Chore 31–14 dla nas! A tym samym pozostajemy w grze z wicewiceliderem tabeli – 73–70! 🤙
Czwarta kwarta to już całkowite show 17-letniego Kuby. To w tej odsłonie pierwszy raz udało nam się wyjść na prowadzenie, które niejednokrotnie zmieniało właściciela wraz z upływem czasu na zegarze. Końcówka pachniała co najmniej remisem, szczególnie kiedy Xavier złapał 5 faul i musiał opuścić boisko. Niestety Michalak nie zamierzał ulegać młodszemu koledze i w decydującym momencie trafia ważną trójkę, która w końcu pozwala gospodarzom odetchnąć i odejść na więcej niż jedno posiadanie mniej więcej w ostatniej minucie spotkania – i to okazuje się naszym gwoździem do trumny. ⚰️
Piękny pojedynek najlepszych strzelców obu zespołów. W samej czwartej kwarcie Kuba dopisał sobie 23 punkty, natomiast ichniejszy Adam odwdzieńczył się 15 oczkami. W głowie pozostaje frustracja, że było bardzo blisko, jednak emocje, jakie dostaliśmy w ostatnich minutach meczu, rekompensują porażkę i dają nadzieję, że koszykówka nawet w naszym mieście ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Wynik: 100–95.
Najlepiej punktowali Karkocha 49(1), Karkocha 20(1), Żyła 14, Nowak 6, Karkocha 6 🙉