Boston Cegliks

Boston Cegliks Młoda ambitna i waleczna drużyna, mistrz 2 ligi CzNBA sezonu 2019/20, złożona z przypadkowych ludzi którzy za darmowy strój na boisku zostawią pot i serce!

Siema.Dziś z bólem serca musimy sklepać kolegów z Ironman Kalej Basketball. 🏀 Oba zespoły są po świeżym wpierniczu od Mu...
10/02/2026

Siema.

Dziś z bólem serca musimy sklepać kolegów z Ironman Kalej Basketball. 🏀

Oba zespoły są po świeżym wpierniczu od Mustsfa, obu więc zależy na odwróceniu passy porażek.

Czy się uda? Komuś napewno. 💁🏻‍♂️

20:20 Kalej!

Już dziś podejmiemy Boston Cegliks!

Pierwszy mecz zakończył się naszym zwycięstwem 82-62.

Cegły zawsze były dla nas niewygodnym przeciwnikiem, dlatego można spodziewać się sporych emocji! Zapraszamy!

Siema, dawno nie było update’u, a w tym roku mamy już  za sobą pierwsze dwa ligowe spotkania, więc wypada coś wydukać. J...
26/01/2026

Siema, dawno nie było update’u, a w tym roku mamy już za sobą pierwsze dwa ligowe spotkania, więc wypada coś wydukać. Jest o czym opowiadać, więc zaparzcie sobie herbatkę czy tam kawkę i zapraszam do dłuższej niż zwykle lektury.

Zaczniemy od wcześniejszego eventu.
7 stycznia mieliśmy okazję gościć chłopaków z Czarnego Lasu. Graliśmy z nimi pierwszy mecz tego sezonu, więc sporo sensu ma podejmowanie ich jako pierwszych w 2026 na parkiecie, aby rozruszać zardzewiałe po świętach kości i zrobić szybki check formy. 😤

Od samego początku widać było, że niektórych dalej trzymają sylwestrowe procenty i oba zespoły borykały się z celnością rzutów. Pierwsza kwarta to klasyczna walka punkt za punkt na zasadzie: „rzucę, może wpadnie”…. wpadało po równo, bo po 10 minutach goście nieznacznie wysunęli się na prowadzenie 15–16.

Druga kwarta w podobnym stylu, jednak zgodnie z zasadą „nie wpada – to broń”, zaczęły działać pierwsze systemy obronne (posadzenie Ziemniaka) i na połowę schodziliśmy już z bezpieczną przewagą 5 punktów: 31–26.

Po przerwie kontynuowaliśmy taktykę, więc nie było innego wyjścia niż zamknięcie chłopaków w przysłowiowym Czarnym Lesie. Założenie zrealizowane jak najbardziej poprawnie, bo w ciągu kolejnych 10 minut przeciwnicy tylko trzykrotnie zapisali się na scoreboardzie, a jako wisienkę na torcie dostaliśmy piękny buzzer za 3 w wykonaniu Marcina.

Czwarta kwarta to moment przebudzenia reszty zespołu. Nie wiem, czy to my uwierzyliśmy w siebie, czy bardziej przeciwnicy zdążyli zwątpić, ale w tej odsłonie poszło wyjątkowo gładko. W końcu siatka zaczęła przyjmować nasze piłki, co przełożyło się na fajny wynik kwarty 30–13 i całego spotkania 79-45 na naszą korzyść.

Punkty podzieliły się po równo i aż 6 naszych graczy zdobyło minimum 10 oczek, przy czym najlepiej punktujący młodzieńcem okazał się Karkocha, który nie tylko punktował, ale przede wszystkim świetnie bronił co pozwoliło zgarnąć mu zasłużone MVP.

Najlepiej punktowali
Karkocha 15(1), Żyła 13, Nowak 13, Nowinski 10, Liwoch 10(2), Metoui 10.

————————————-
Natomiast w zeszły poniedziałek doszło do starcia z OSiR Kłobuck.

Kibice, którzy oglądali mecz w hali Szkoły Podstawowej nr 1, nie narzekali na nudę. Od początku mieliśmy kłopoty z wejściem w mecz i mimo niezłej gry w obronie ciężko było nam znaleźć swoją drogę do kosza. Jednak co własny parkiet, to własny parkiet -gospodarze postawili na ciężkie działa i głównie za sprawą tegorocznego zaciągu z śp. 2 ligowej Iskry – Adama Michalaka w pierwszych dwóch kwartach zbudowali niezłą przewagę i z pomocą niesamowitego buzzera Xaviera z ¾ długości boiska pierwszą połowę zakończyli z bezpieczną przewagą 20 punktów… no właśnie, bezpieczną?

59-39.

Co prawda ostatni rzut miał należeć do Bostończyków, jednak sędziowie przeoczyli 32 ciosy, które wylądowały na rękach naszego zawodnika szukającego drogi do kosza na 5 sekund przed końcem kwarty… bywa i tak, strata. Może dobrze wyszło, bo to tylko przypomniało nam, że mecze wygrywa się punktami, nie gwizdkami i dodatkowo zmotywowało drużynę.

Na szczęście mieliśmy asa w rękawie, właściwie to nawet dwa asy, które od początku meczu stawiały opór rywalom. Nie wiem, czy słyszeliście o braciach Żuk z Barcelony, ale z dumą możemy stwierdzić, że od paru lat posiadamy w składzie niewiele starszy koszykarski odpowiednik tego fenomenalnego duetu. Pamiętacie bohatera meczu z OG Czarny Las? No to teraz powiem wam, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, mowa oczywiście o braciach Karkocha.

Adam i Kuba- których chwilowo wypożyczyliśmy do ŁKS-u, aby podratowali polską koszykówkę, wrócili na stare Częstochowskie śmieci pograć ze staruchami. Naturalne więc, że ostatnią deską ratunku miało być postawienie na młodzież i danie im zielonego światła do strzelania bez rozkazu i już tutaj mogę obiecać, że nie zawiedli.

Od pierwszego gwizdka pokazali nie tylko ogromny talent, ale przede wszystkim serce do walki o każdą bezpańską piłkę w ramach pogoni za wynikiem. Nie odpuszczali bardziej doświadczonym rywalom nawet na sekundę. Skutkowało to wieloma bezradnymi okrzykami przeciwników, gdy raz po raz młodzi adepci zabierali piłkę, by kolejny raz zaatakować obręcz. Po 10 minutach zaowocowało to nie tylko podniesieniem ciśnienia trenerowi Kłobucka, ale i świetnym comebackiem!

Wynik kwarty? Chore 31–14 dla nas! A tym samym pozostajemy w grze z wicewiceliderem tabeli – 73–70! 🤙

Czwarta kwarta to już całkowite show 17-letniego Kuby. To w tej odsłonie pierwszy raz udało nam się wyjść na prowadzenie, które niejednokrotnie zmieniało właściciela wraz z upływem czasu na zegarze. Końcówka pachniała co najmniej remisem, szczególnie kiedy Xavier złapał 5 faul i musiał opuścić boisko. Niestety Michalak nie zamierzał ulegać młodszemu koledze i w decydującym momencie trafia ważną trójkę, która w końcu pozwala gospodarzom odetchnąć i odejść na więcej niż jedno posiadanie mniej więcej w ostatniej minucie spotkania – i to okazuje się naszym gwoździem do trumny. ⚰️

Piękny pojedynek najlepszych strzelców obu zespołów. W samej czwartej kwarcie Kuba dopisał sobie 23 punkty, natomiast ichniejszy Adam odwdzieńczył się 15 oczkami. W głowie pozostaje frustracja, że było bardzo blisko, jednak emocje, jakie dostaliśmy w ostatnich minutach meczu, rekompensują porażkę i dają nadzieję, że koszykówka nawet w naszym mieście ma przed sobą świetlaną przyszłość.

Wynik: 100–95.

Najlepiej punktowali Karkocha 49(1), Karkocha 20(1), Żyła 14, Nowak 6, Karkocha 6 🙉

Elo, witamy w kolejnym roku Bostońskiej dominacji, jak tam, karp*ki pojedzone? Petardy wyszczelone??? No to pora ruszyć ...
07/01/2026

Elo, witamy w kolejnym roku Bostońskiej dominacji, jak tam, karp*ki pojedzone? Petardy wyszczelone??? No to pora ruszyć dupcie.

Jeszcze pierwsza kolejka się nie skończyła, a my już lecimy z kolejną, pewnie słyszeliście o sromotnej porażce Cegliksów na Lublinskiej ziemi…. nie wiecie natomiast że rychło tydzień później udało nam się zemścić za ten niegościnny łomot i tym sposobem mamy 1-1, a to że z różnymi drużynami pomijam kierując się dobrem propagandowym zespołu. 💁🏻‍♂️

Fajny pojedynek, na początku młodzież dała się wozić jednak potem pokazali że to nie tylko starsi koledzy stoją na straży Lublińskiej koszykówki.

Ostatecznie było całkiem blisko -93-84 oczywiście dla nas.

Nasi najlepsi strzelcy Kliszewski MVP 17(3), Dzianok 17(1), Liwoch 15(3).

Ale to już historia, bo już dziś kolejne starcie tytanów, sprawdzimy czy OG Czarny Las przyskilowali cos od naszego ostatniego spotkania które otwierało ten piękny sezon. Tym ta zem zmierzymy sie u nas ale nie jestem pewny czy to jakikolwiek boost w naszą stronę.

Kto chętny to wbija na Mstów, godzina meczu nie do końca jasna ale jakoś między 19:20-40 jest szansa na pierwszy gwizdek.

Zapraszamy

Elo!Jak pewnie nie wiecie, jakiś tydzień temu odbyła się pierwsza potyczka naszych chłopaków na niewdzięcznej lublińskie...
17/12/2025

Elo!

Jak pewnie nie wiecie, jakiś tydzień temu odbyła się pierwsza potyczka naszych chłopaków na niewdzięcznej lublińskiej ziemi.

Wiedzieliśmy, że lekko nie będzie. W końcu to ta bardziej doświadczona część lokalnych zawodników miała stanąć nam naprzeciw w pierwszej kolejności. Dodatkowo na kraniec województwa dotarło tylko siedmiu naszych zawodników, co oznaczało, że nie mogliśmy pozwolić sobie na kolejne straty w ludziach po głupich faulach.

Początek niezły. Pierwszy raz doświadczyliśmy Pasieki, który nie potrafił odbić piłki od tablicy w celu umieszczenia jej w obręczy, i tym samym lokalni, mimo znacznie lepszej znajomości wąskiego parkietu, w pierwszej odsłonie uciekają nam zaledwie na 2 punkty. Po 10 minutach 23–21 na tablicach.

Druga kwarta w podobnym klimacie. Obie drużyny szukały swojego najlepszego ustawienia choć tym razem to nam udało się częściej umieszczać piłkę w koszu i nie tylko wygrywamy kwartę, ale na drugą połowę wchodzimy z solidną, trzypunktową przewagą -46–43.

Trzecia kwarta to przełomowy moment dla ekipy gospodarzy. To w tej odsłonie dwaj liderzy z Lublinca w końcu zaczęli wchodzić w mecz i nasza przewaga topniała szybciej niż lodowce po trasie koncertowej Taylor Swift.
Na szczęście 10 minut później mecz dalej pozostawał nierozstrzygnięty, po wielkim przebudzeniu zespołu R mamy remis! 66–66!

Ostatnia kwarta. Przeciwnicy byli w gazie, więc i my musieliśmy odpowiedzieć. Kto był na hali, może potwierdzić, że mimo kiepskiego rezultatu obie ekipy wzniosły się na wyżyny swoich umiejętności i zamiast w kosza zaczęliśmy grę w ping-ponga, odbijając piłeczkę zwycięstwa raz na naszą korzyść, by za chwilę znów oddać prowadzenie.

Na zmianę oba zespoły trafiały dosłownie wszystko. Na dwie minuty przed końcem udało się czmychnąć na 6–7 punktów, ale tu znów odezwało się doświadczenie. Pasieka i Richter zapomnieli, że powoli powinni wieszać buty na kołek, i najzwyczajniej w świecie zlali nam tyłki, zamieniając się w okrojony skład Harlem Globetrotters.

Z 34 punktów Lublinca zdobytych w ostatniej kwarcie aż 28 było ich autorstwa, a im bliżej końcowego gwizdka, tym głupsze rzuty trafiali, odkupując winy z pierwszej połowy. Chłopakom trzeba oddać, że tego dnia byli lepsi i choćby ustawić wambanyame w obronie to by nic nie dało, tak widocznie miało być, choć sam mecz był jednym z ciekawszych w naszym wykonaniu.

Wynik ostateczny 100-94 dla gospodarzy.

Najlepsi u nas:
• Szymonik – 26 (3)
• Nowiński– 16 (1)
• Liwoch– 16 (3)

A my już dziś wracamy do Lublinca, by pokazać, że nie było to nasze ostatnie słowo w tym rejonie. Jeśli akurat nie macie co robić, zapraszamy o 18:30 – podejmiemy drugą ekipę lokalnych gagatków. Może tym razem to my wyjdziemy z tego zwycięsko.

*grafika nie powiązana 🙂‍↔️

Elo,Po krótkiej przerwie wracamy z meczowymi aktualizacjami. Starcie z Foxami przemilczeliśmy… i chyba każdy, kto grał w...
07/12/2025

Elo,

Po krótkiej przerwie wracamy z meczowymi aktualizacjami. Starcie z Foxami przemilczeliśmy… i chyba każdy, kto grał w tamtej sali, zrozumie dlaczego — to miejsce potrafi człowieka sponiewierać psychicznie. 🥴

W dużym skrócie: między gwizdkami sygnalizującymi błąd połowy to im częściej udało się trafić do kosza, i tak też pod wodzą Karkoszki złoili nas 93–84.

U nas najlepiej strzelali: Kliszewski 14 (3), Szymonik 13 (3), Metoui i Nowak po 12.

Zaskakująca porażka mogła nas tylko dodatkowo zmotywować, więc zaczęliśmy przygotowania do spotkania w Konopiskach i tak w nich przepadliśmy, że nie daliśmy informacji o meczu, który odbył się w ostatnią środę. ⌚

Późnym wieczorem, bo o 20:20, wybrzmiał pierwszy gwizdek prowadzącego zawody. Nie obyło się bez problemów, bo niestety w tym meczu musieliśmy rozszyfrować przeciwników bez pomocy trenera.
Wyszło nie najgorzej. Mimo początkowego chaosu szybko wdrożyliśmy taktykę testu nieszablonowych połączeń zawodników, i przynajmniej w pierwszej kwarcie fajnie to chodziło, bo po pierwszych 10 minutach to my wyszliśmy na prowadzenie 24–20.

Zwycięskiego składu się nie zmienia, więc nastąpiła klasyczna zmiana hokejowa i wymiana całego składu na świeże głowy.
Wyszło gorzej i do połowy zdążyła nastąpić zmiana prowadzenia, a po przerwie to Konopiska miały rozdawać karty już od korzystnego dla nich wyniku 45–43.

Wiedzieliśmy już, że żeby wygrać, musimy postawić na sprawdzone rozwiązania. Ostatnie szlify w tworzeniu fantastycznej piątki i ruszyli.

Najpierw potężny Wojtek, po dłuższej absencji spowodowanej kontuzjami, postanowił przypomnieć, że w zeszłym sezonie to on był jednym z ważniejszych działów Bostonu i trafiał and one za and onem, zaraz za nim odpalił Piotruś i to głównie dzięki nim w tej kwarcie i meczu znów prowadzimy — 65–63.

Ostatnia kwarta była bardzo fizyczna. W takich wyrównanych spotkaniach obrona potrafi być ważniejsza niż atak, a w tym aspekcie jesteśmy czasem nieźli to i wyszło ponadprzeciętnie.

Żeby tego było mało, na boisko wpuszczony został głodny minut Ziemniak, z prostymi wytycznymi: czas i wynik grają na naszą korzyść, gramy długie akcje…
No to Ziemniak postanowił odpalić Klaya Thompsona z 2016 i nie zważając na zegar, karał rywali kolejnymi trójkami oddawanymi w pierwszych 6 sekundach akcji, niszcząc ostatnie nadzieje gospodarzy na wygraną. Jedni powiedzą „wariat”, drudzy będą skandować „MVP”, ale tak właśnie rodzą się legendy. 💪

Rozjeżdżamy rywali 24–11 w ostatniej odsłonie i to my tego wieczoru otwieramy zwycięskiego szampana 89–74.
Chłopaki z Konopisk na podium z zasłużonym drugim miejscem, więc w tym przypadku wilk syty i owca cała.

Najlepiej punktowali: Liwoch 14 (3) — MVP, Dzianok 14, Nowak 12 (1), Szymonik 12.

Kolejny test już jutro w Lublińcu. Co jak co, ale tam powinniśmy mieć sporo zwolenników.

19:30 — ZAPRASZAMY!

19/11/2025

Przypominam już dziś wielkie starcie w Częstochowie, lejemy Foxberg o ile znajdziemy drogę do kosza bez zrywania tynków z sufitu hali.

19:20 Traugutt!

No elo. 👋🏽 Trochę przespaliśmy niedzielne podsumowanie, ale już śpieszę dementować wszelakie plotki, jakoby Mustaf obrzy...
18/11/2025

No elo. 👋🏽

Trochę przespaliśmy niedzielne podsumowanie, ale już śpieszę dementować wszelakie plotki, jakoby Mustaf obrzydził nam ten sport.

No to co właściwie wydarzyło się w środę? Ano zacznijmy od tego, że zapomnieliśmy piłki meczowej, więc gdzieś tam przypadkowo powstał plan, żeby zagrać czymś, na co nawet magiczne dłonie Płaczka nie będą gotowe.

I tak wjechał cały na pomarańczowo Willson Ziemniaka — skoro już raz ta marka pomogła wyciągając Toma Hanksa z bezludnej wyspy, to może i nas wyrwie z opresji podejmowania ligowego hegemona! 🦍

Tu pewnie nie uwierzycie, ale plan naprawdę działał. Co więcej, w rolę Toma Hanksa wcielił jeden z naszych nowszych nabytków- Michał Nowak, który wszedł w podejrzaną relację z piłką i chyba zapomniał jak się nazywamy bo trafiał wszystko! 10 oczek chłopak nazbierał w pierwszej odsłonie i to głównie dzięki niemu czasem wydawało się, że wiemy co robimy.

Po pierwszej kwarcie lekki hołd w stronę Rakowa, bo na tablicy 19–21 niestety dla przyjezdnych, ale udało się zaciągnąć chłopaków w otchłań pato-basketu, a właśnie w tym szukaliśmy naszej szansy.

Druga odsłona bez większych zmian, poza tym że trener Daniel postanowił wejść na boisko — co już samo w sobie jest rare eventem — i pokazać jak poprawnie rzucać buzzery z drugiego końca boiska techniką siła razy ramię.
Do tej pory nie wiadomo czy serio celował żeby trafić czy może liczył na uszkodzenie konstrukcji kosza i zakończenie meczu przy jeszcze całkiem korzystnym dla nas wyniku. 🙉

No i co? Piknikowa atmosfera, wynik do połowy 43–36, nic nie zapowiadało tego, co miało nadejść po przerwie. Tu akurat kardynalny błąd sędziów: pozwolili Płaczkowi poćwiczyć rzuty naszą taktyczną piłką… Efekt? 7 trójek w 3 kwarcie i totalny odjazd naszych nadziei na zwycięstwo. 39-19 🙈

Czwarta kwarta trochę podreperowała nasze morale i tę odsłonę stawiamy jakiś tam opór- 22–20, niestety znów dla gości…
4–0 w kwartach, 103-76 na tablicy wyników, więc jakbyśmy nie liczyli wychodzi srogi wpierdol.

Najlepiej rzucali : Nowak 19(1) Nowiński 14 Kliszewski (3)

Złe wieści również dla Foxberga, wygląda na to że idziemy jakimś schematem- co drugi mecz wygrana, a następne starcie mamy właśnie z nimi i to już jutro w tej Trauguttowej klitce. Jak lubicie oglądać akcje w trybie VR zapraszamy, bliżej parkietu w tym sezonie nie usiądziecie. 🫡

12/11/2025

Wyrok prawomocny

Dziś 19:20 Mstów

Siema!Właśnie mija kolejna niedziela, a to oznacza, że pora podsumować nasze ligowe poczynania.Jak pewnie wiecie, w środ...
09/11/2025

Siema!

Właśnie mija kolejna niedziela, a to oznacza, że pora podsumować nasze ligowe poczynania.

Jak pewnie wiecie, w środę mieliśmy okazję ugościć nowy projekt z Dolnego Śląska, mianowicie drużynę Bluescreen Dobrodzień. Chłopaki do tej pory na wyjazdy śmigali w sześć osób, toteż atmosfera zrobiła się gęsta, gdy na plac mstowskiej hali wjechały aż trzy osobówki pełne zawodników.

Zagotowany trener ledwo zdążył na pierwszy gwizdek, gdy poszedł w spokoju przemyśleć nową taktykę na to spotkanie, wpadł dosłownie w ostatniej chwili, rzeźbiąc pierwszą piątkę, której nie powstydziłby się Michał Anioł. Ciężko powiedzieć, czy to przez jego geniusz, nowe szaty, a może po prostu bollywood, który w końcu opuścił żołądek i zezwolił na logiczne myślenie, ale pierwszą kwartę zagraliśmy niczym Chopin na pianinie – perfekcyjnie!

33:13 to u nas rzadkość na otwarcie, tym bardziej patrząc z perspektywy poprzednich spotkań. Zagrało wszystko, atak, obrona, kibice zaczęli powoli dopytywać czy na pewno są na meczu Bostonu. Nie inaczej potoczyła się druga kwarta. Idąc za ciosem, udało się potwierdzić naszą dyspozycyjność i razem z kolejnymi, coraz dziwniejszymi trafieniami Dzianoka systematycznie uciekaliśmy przeciwnikom, klepiąc ich 24:15 w tej odsłonie.

Połowa- 57-28 🤯🤯🤯

Mimo krytycznej sytuacji Dobrodzień nie planował składać broni i za wodzą lidera w drugiej połowie poszli na wymianę ognia, podejmując walkę i dodatkowo uprzykrzając nam życie obroną na całym. To był zdecydowany p*k koszykówki tego dnia, bo w końcu tłukliśmy się jak równy z równym. Po dziesięciu minutach trzeciej kwarty mielibyśmy remis, gdyby tylko pierwsza połowa nie miała znaczenia.

20:20 w tej części, na szczęście obyło się bez klątwy trzeciej kwarty.

Ostatnia odsłona była formalnością, bo przewagi trzydziestu punktów nawet my nie jesteśmy w stanie roztrwonić w jedną kwartę, toteż spokojnym tempem dobiliśmy do 100 punktów, kończąc całe spotkanie 101:64. 💪🏻
Wychodzi na to, że na Halloween w tym roku przebraliśmy się za dobrą drużynę, a naszym cukierkiem okazało się słodkie zwycięstwo, byle tak dalej.

Najlepsi strzelcy: MVP Dzianok 22, Szymonik 22, Kliszewski 16 (3).

Chwila przerwy i już w środę w szranki staniemy z koszmarem lokalnych amatorskich graczy, drużyną Mustaf, która spróbuje wybić nam koszykówkę z głowy. Czy się uda? Przekonać możecie się tylko we Mstowie!

Góra z górą się nie zejdzie, a Boston z Dobrodzieniem? Być może.Już dziś starcie tych dwóch pięknych drużyn! Nie dajcie ...
05/11/2025

Góra z górą się nie zejdzie, a Boston z Dobrodzieniem? Być może.

Już dziś starcie tych dwóch pięknych drużyn! Nie dajcie się zwieść wynikom w tabeli — bo na ten moment można by mylnie pomyśleć, że to my jesteśmy faworytami spotkania.

Jednak wygląda na to, że chłopakom z Dobrodzienia wywaliło bluescreen w dwóch pierwszych potyczkach i jakimś cudem chwilowo szorują po dnie tabeli. Trzeba pamiętać, że te gagatki mają do Częstochowy kawał drogi, a co bardziej doświadczeni gracze wolą złapać po drodze fuchę na wykończenie kuchni — i często bardziej im się to opłaca niż dojazd na mecz CzNBA.

Za to jak już dojadą, to naprawdę jest drużyna, która może utrzeć nosa poważnym rywalom. My na szczęście do poważnych nie należymy i gameplan zakłada srogi łomot dla rywali.
Jak będzie tym razem? — przekonamy się już o 19:30 w Mstowie, wstęp wyjątkowo free.

Jeśli chcecie zobaczyć nowe stroje albo jak wracamy na zwycięskie tory, koniecznie wbijajcie! Warto też zaznaczyć, że w tym sezonie jeszcze nie przegraliśmy dwóch meczów z rzędu, więc niezależnie od wyniku — będziemy tworzyć historię!!!

Zapraszamy

Kolejny tydzień za nami — drugi mecz i jeden z cięższych rywali tego sezonu. Postaram się wam jak najlepiej oddać, co si...
02/11/2025

Kolejny tydzień za nami — drugi mecz i jeden z cięższych rywali tego sezonu. Postaram się wam jak najlepiej oddać, co się stało w środę.

Już przed meczem udało nam się nazbierać parę wymówek na wypadek nieplanowanej porażki — braki kadrowe, stare trykoty, złe oświetlenie (tak, to nasza sala) czy chociażby manipulacje wysokością obręczy przez gości!!! (Niedopuszczalne na takim poziomie)

No nic — mimo wszystko rękawice zostały podjęte, nie było odwrotu. Od pierwszego gwizdka musieliśmy zaznaczyć, że Boston tanio skóry nie sprzeda. Klasycznie trochę przespaliśmy pierwszą kwartę i to rywale po 10 minutach wysunęli się na minimalne prowadzenie 24:18.

Kubeł zimnej wody w formie spokojnej serii bluzgów od trenera — gramy dalej. 💪🏼

Od tego momentu to my zaczęliśmy rozdawać karty: as serce, dama kier i co tam jeszcze liczy się w pokerze. Zanim się obejrzeliśmy, okazało się, że odrobiliśmy 2 punkty straty, wygrywając tę odsłonę 19:17. Nie inaczej wyglądała trzecia część — idąc za ciosem, zdominowaliśmy rywala i po 30 minutach mieliśmy remis 55-55.

Wyszłaby z tego pewnie piękna trylogia opisująca upadek i powolne odbudowywanie się naszego zespołu ze wzruszającym happy endem i niezłą obsadą aktorską. Niestety, mecz ma cztery kwarty, a Dzianok tylko pięć fauli do wykorzystania — i tego już tak dobrze nie przekalkulowaliśmy…

W tym momencie warto też dodać, że Ironi nazwę zaczerpnęli — jak AC/DC — z jakiegoś żelazka siostry czy tam minerału w Minecrafcie, a nie od tego latającego typka z Avengers. Co może być dość mylne, ponieważ wchodząc w czwartą kwartę, poczuliśmy się jak talibowie, którym zamknięty Tony Stark zmontował pranka w piwnicy, wyszedł i zaczął strzelać bez litości…

Mimo dobrych relacji między klubami — bardzo brzydkie zachowanie przyjezdnych. Wynik 27:7 w ostatniej kwarcie nie mógł zakończyć się inaczej niż triumfem przeciwników, matematykę zostawiam wam.

Najdzielniej u nas walczyli: Liwoch 14(2) Nowak 12 Nowiński 11(1)

Głów nie chowamy i już w środę będziemy polować na pierwsze zwycięstwo na własnym parkiecie podejmując meblarzy Dobrodzienia!

Adres

Partyzantów 2
Mstów
42-244

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 19:00 - 23:00
Piątek 19:00 - 23:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Boston Cegliks umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij