19/02/2017
Liga, liga i po lidze..
Smutne to, ale Warszawska Liga Ultimate 2016/2017 przeszła właśnie do historii.
W sobotnie popołudnie odbyły się finały. Gratulujemy wszystkim drużynom walczącym o podium! Dla nas to nie był jeszcze czas na taki występ, ale czy jesteśmy rozczarowane? BYNAJMNIEJ
Ostatecznie zaczończyłyśmy turniej na 5. miejscu, podobnie jak w roku 2015. Ale jeżeli ktoś myśli, że to stagnacja, śpieszę z wyjaśnieniami i rozwiewam wszelkie wątpliwości!
W tym roku w dywizji women wystąpiło 9 drużyn, w zeszłorocznej dywizji drużyn było tylko 6. Lokatę w połowie stawki zapewnił nam bilans zwycięstw 4:4 (uprzedzałyśmy, że po pierwszej kolejce miałyśmy chrapkę na więcej!). W roku 2015 był to nieco mniej imponujący bilans 2:8. Wciąż pachnie stagnacją? NO BA, ŻE NIE!
Ale abstrahując od cyferek.. Zdecydowanie umocniłyśmy się jako drużyna, każda z nas wie, że musi zrobić robotę na bojku, budzą się nasze wewnętrzne dzikie zwierzaki! Skaje i lejałty ścieliły się gęsto (no dobra, czasem lebrałty też). WOMEN to nie przelewki!
Jak by radości było mało to nasza zawodniczka Iga Sobieralska zgarnęła nagrodę WMVP! To była naprawdę udana liga, aż szkoda, że to tylko dwie kolejki.
Jaramy się! I trochę smucimy, że za tydzień we Wrocławiu znów trzeba będzie zagrać mixed i uważać na facetów na boisku...
No cóż, może kiedyś przyjdzie nam zagrać w Halowych Mistrzostwach Polski O/W? Wszystko przed nami :)
Żeby zgrabnie zakończyć to podsumowanie i udowodnić, że słowa o wychodzących z nas zwierzakach nie są czcze załączmy transformację Mariolki w.. no właśnie, w co? Trochę żółwia, trochę węża? Oceńcie sami co to za wybryk natury!