06/08/2026
Macha do mnie, uśmiechnięta od ucha do ucha, krzyczy „cześć Marta!”, a w mojej głowie pustka. Kto to jest?
06.50, idę na trening, czuję się tak, jak wyglądam - rozmemłana, ze snem na twarzy, mimo wczesnej pory już czuję upał na skórze. Trening zawsze robi dobrze na głowę, uwierzcie mi, nie mam problemu z motywacją jeśli to jedyna opcja aby wrzucić przysiady, wyciskania i podciągania w grafik tygodnia.
Jest południe, idę po kawę do biurowej kuchni. „Cześć Marta, nie spodziewałem się Ciebie tutaj”. No ja Ciebie też nie, tym bardziej, że nie potrafię sobie przypomnieć z której sali się znamy - tej w centrum, czy bardziej w stronę Mokotowa?
I tak się przeplatają moje życia, to z kiedyś, kiedy biegałam z zajęć na zajęcia, to z później, kiedy biegałam z wózkiem to tu to tam i to z dzisiaj, kiedy nie potrafię nadążyć za codziennością a największym luksusem jest kawa wypita w spokoju pomiędzy przytulasami od ukochanej istoty pod słońcem.
Mata stoi na widoku. Czasem ją rozwijam, częściej łapię się na tym, że choćby się paliło to nie jestem już tą samą osobą co kiedyś. I tak sobie na tej macie poleżę w zadumie. I zrobię głęboki wydech.
Wdech.
Wydech.
Wdech.