23/04/2024
Szosowa Włóczęga 2024 - w tym roku też nie mogło zabraknąć naszej grupy Sokolej na trasie maratonu Szosowej Włóczęgi. Księgowy za tegoroczny plac boju obrał Roztocze ... no i było Pięknie! Stawiliśmy się na starcie w Szewni Dolnej w dużym 9-osobowym składzie z kilkoma debiutantami. Taktyka obrana na ten wyjazd to: jeden samotny wilk Tomek krążył asfaltami a 8 osobowy skład wyruszył na szlak gravelowy. Kiero wyznaczył trasę: Krasnobród - Józefów - Zwierzyniec - Szczebrzeszyn - Zamość czyli 120km lasów, polnych dróg, wąwozów, bagienek, szutrów, bruków, płyt drogowych i oczywiście odrobina asfalciku.
Od tygodnia każdy z nas obserwował prognozę pogody a nasz grupowy szaman Konrad vel.Grupetto ogłaszał że czeka nas stabilne +5 stopni Celsjusza błocko i wyrypy - na szczęście przepowiednia ta się nie spełniła i pogoda nam dopisała. Tradycją jest, że należy potwierdzić zaliczenie punktu kontrolnego przez zdobycie wpisu z pieczątką na karcie maratonu. W Krasnobrodzie w punkcie z "Prawdopodobnie najlepszymi zapiekankami nad zalewem" zdobyliśmy pierwszą partię tuszu a przy okazji zapoznany strażak PSP udzielił nam cennych rad co do pokonania czekającego nas niebawem podjazdu. Po dotarciu do Józefowa o pieczęć zgłosiliśmy sie do komisariatu Policji - gdzie przyjęto nas bardzo gościnnie :) a kolega Marcin Dziku/Wilku w ramach rewanżu pięknie zaprezentował barwy Sokoła. Odrobinę zawiodła nas brakiem wody słynna fontanna na rynku w Józefowie przedstawiająca w postaci rzeźb: konika polskiego, jelenia, wilka, rysia, dzika, lisa, orła i głuszca - nas też była ósemka: Marcin to był dzik, Konrad - głuszec ... . Następny cel to słynny Zwierzyniec a nasza trasa przebiegała przez tereny Roztoczańskiego Parku Narodowego i osadę Florianka gdzie znajduje sie hodowla konika polskiego. Droga przepiękna gravel jak się patrzy a sama osada malowniczo położona zrobiła na każdym wrażenie. We Floriance nasza uczestniczka debiutantka Agava zorientowała sie że prawdopodobnie zgubiła swoją książeczkę rajdu z pieczątkami i z noskiem na kwinte, smutną minką - kręciła w stronę Zwierzyńca. Rozpędziliśmy sie troche na tym cudnym szutrze a tu Ania grupowy spec od multirolek wypatrzyła sokolim okiem malowniczy leśny Czarny Staw - mogło sie to skończyć spektakularną kraksą ale wyszły z tego piękne ujęcia zwłaszcza Marcina Dzika-Usaina-Bolta na żerdzi :) W Zwierzyńcu pieczęcie zdobyliśmy w punkcie informacyjnym Roztoczańskiego Parku Narodowego a kiero zorganizował Agatce zastępczą kartę na pieczątki - nikt nie może być smutny z Sokołami. Potem jedynie runda honorowa obok Browaru Zwierzynieckiego i Kościoła na wodzie pw. Św. Jana Nepomucena by zawinąć na zasłużony popas w Karczmie Młyn - tu sie okazało że książeczka Agaty wcale sie nie zgubiła :). A tymczasem nasz ultraszybki Sokół TomekS który śmigał szosami niczym błyskawica już kończył trasę - pozdrowiliśmy go dumnie przezentując schaby na widelcach ;) Do Szczebrzeszyna czekała nas największa trudność ponieważ szlak prowadził przez Kawęczynek i wąwozy lessowe a to wszystko na podjeździe i to po obfitych opadach z dnia poprzedniego - było błocko skąd szaman Konrad to wiedział? Chciałem tu pogratulować naszym dzielnym sokolim baberkom Agnieszce Agacie Ani Ewelinie że wdarły na tą górę bez zająknięcia! W Szczebrzeszynie chcieliśmy pieczątkę zdobyć od strażaków PSP ale się okazało że w całej jednostce pieczątki brak. Ze spuszczonymi głowami powoli wróciliśmy na rynek gdzie grupa studentów zrobiła nam pamiątkowe foto z jakimś chrząszczem a my nadal bez pieczątki smutni udaliśmy się do sklepu po uzupełnienie zapasów wody/jedzenia. A tu miła Pani z monopolowego rzuca w naszą stronę: co was trapi co was smuci? dawać książeczki wam podbije :) No i tym oto sposobem Szczebrzeszyn Monopolowym zapisał sie słowem. Ostatni cel podróży Zamość wydał mi sie troche z nudnym dojazdem na mapie - nic bardziej mylnego - okazał sie przepięknie malowniczym, usłanym polami kwitnącego rzepaku, pagórkami pól a wszystko w pięknym świetle popołudniowego słońca. Zamość nikomu nie trzeba przedstawiać poprostu Perła - jak tu wymyślić jakies oryginalne miejsce na zdobycie pieczęci. Sokoły dały radę - otóż 20.04.2024 w Zamościu odbywały się Mistrzostwa Polski Juniorów w Podnoszeniu Ciężarów no i wbiliśmy na imprezę :) - jedyny minus jak sztanga z obciążeniem uderzała o pomost to nam rowery podskakiwały (i weź tu prosto nabij pieczątke). Potem defilada brukiem na rynek, sesja zdjeciowa, zainteresowanie turystów, postój na gofera z kawusią i pomalutku zbieramy sie na metę. Na koniec łapie nas już zmierzch ale w szampańskich nastrojach finiszera ze śpiewem na ustach docieramy na metę gdzie wita nas zawsze uśmiechnięty organizator Księgowy. Wręczanie nagród hologramów, opowieści z trasy, łzy radości, łzy smutku (że już koniec) cała huśtawka emocji. Muszę tu jeszcze zdradzić tajemnicę o jednej ważnej osobie - mieliśmy człowieka od logistyki Bartka dzięki któremu mieliśmy zagrzane w chałupie, zagrzane w bani i rozpalone ognicho z ekskluzywną kiełbachą i luksusowym ketchupem. Najważniejsze że wszyscy cało i zdrowo wrócili a przy okazji tego startu pomogliśmy fundacji Avalon. Dzięki dla was za to że jesteście niesamowitymi ludźmi: Agnieszka, Agata, Ania, Ewelina, Tomek, Konrad, Grzesiek, Marcin, Kiero i Bartek. Nie wiem jak wam jeszcze starczyło sił żeby odtańczyć na koniec nasz taniec bitewny ZumbaSquad A&A. ps. Spodziewane kolejne kontrakty do grupy ;) negocjacje trwają...