18/05/2024
Obecnie każdy dzień to inna wyprawa.
Na każdej piszą się różne historie 😍🙃💚
Przytoczę chociaż kilka, z kilkunastu ostatnich dni. Niestety jedna z nich miała bardzo smutny finał 😢 Zostawię ją na sam koniec.
1. Piękną wycieczkę odbyliśmy wspólnie z grupą z małego wielkopolskiego miasteczka, o nazwie Krzywiń, po Górach Stołowych. Chociaż doceniam wartość Szczelińca Wielkiego i Błędnych Skał, to jednak bardzo się ucieszyłem na propozycję abym to ja zaproponował trasę wycieczki i ominął te komercyjne miesca gdzie zazwyczaj jest bardzo duży ruch turystyczny. Zrobiliśmy 17 km z dolnych Łężyc, przez Skały Puchacza i Narożnik, by wrócić przez Białe Skały i Kręgielnym Traktem do Batorowa. Tam grupa spala w naprawdę fajnym schronisku młodzieżowym. Polecam. Świetna kadra i super młodzież.
2. Wjechaliśmy wyciągiem na Kopę. Weszliśmy na Śnieżkę. Zauważyłem wówczas dziwnie poruszającą się jednostkę, a po chwili zrozumiałem, że uczestnik naszej wycieczki (lat 14 albo 15). Chwiejny krok i reklamówka przy ustach od razu wskazywały na problemy żołądkowe. Faktycznie mogła to być jelitówka. Uczeń był silny i bardzo sympatyczny. Zeszliśmy niżej, do Domu Śląskiego. Niestety kolejne reklamówki szły w ruch. Doszliśmy do Strzechy Akademickiej gdzie zrobiliśmy naradę z kadrą i zdecydowałem o wezwaniu na pomoc GOPR. Chłopak tracil siły, nie przyjmował kalorii, a wysiłek fizyczny był przecież znaczny. Utrata przytomności i uderzenie o kostkę brukową lub kamienie mogłoby się skończyć kiepsko. Nie jestem zwolennikiem dzwonienia ze wszystkim po GOPR, z wielu opresji da się wyjść, ale w tym wypadku to było najlepsze rozwiązanie.
3. Grupa jedzie z drugiego końca polski, a ja dosiadam się pod Kudową-Zdrojem i jedziemy zwiedzać Skalne Miasto w Adrszpachu. Jest niedziela, piękna pogoda, środek dnia i ... okazuje się, że brakuje nam rezerwacji na wejście. To się zdarza. Biura podróży z końców Polski nie zawsze wiedzą co jak działa i może się zdarzyć taka sytuacja. Szybkie działania w telefonie, na miejscu szereg kombinacji (których nie zdradzę, bo to moje tajniki pracy 🙃) i udaje nam się legalnie wejść z odpowiednimi papierami. Tak. Czasami trzeba stawać na rzęsach by ratować wycieczkę i swoich kontrahentów. Wszystko się super udało ☺️
4. Na uwagę zasługuje jedna grupka z ambitną kadrą w tym bardzo oddaną Naturze Panią od Przyrody. Pracować z tak chlonną młodzieżą to wielka przyjemność. Trasę na 4 godzinki zrobiliśmy w 7h bo tyle było tematów do obgadania i tyle zagadnień do poruszenia, nawet kompasy poszły w ruch. Widać po takich grupach jak cechy nauczycieli i opiekunów przechodzą na młodzież, jak wiele zależy od tej grupy ludzi.
5. To ta, która wolałbym żeby się nie wydarzyła 😔😔😔
Schodzimy już z Polany do Wangu i zauważmy, że przy szlaku odpoczywa sobie kilka osób. Gdy zbliżyliśmy się na 20-30 metrów, zrozumieliśmy ze tam dzieje się coś niedobrego. Pan właśnie tracił przytomność, jego żona nie wiedziała co robić, płakała i krzyczała. Podbiegłem bez zastanowienia, uklęknąłem. Pani prosiła o pomoc co rusz psikając czymś do ust zmieniającego kolory mężczyzny dodając że miał problemy z sercem. Nie będę kłamał - przez kilka, może kilkanaście sekund szukałem w głowie odpowiedzi na pytanie co zrobić. Wyciągnąłem telefon, i znowu kilka sekund nie mogłem przypomnieć sobie numeru który znam dobrze na pamięć - 601 100 300, numeru do GOPRu. Po chwili zauważyłem że ktoś już przekazuje informacje przez telefon, chociaż byłem chyba zawiedziony że najprawdopodobniej dzwoni na 112 co wydłuży proces przyjazdu ratowników o wiele minut. Sprawdziłem tętno. Miał je. Oddychał, chociaż nie było to łatwe do oceny. Ustawiłem go w pozycji bocznej ustalonej, odchyliłem głowę do tyłu. Wtem przypadkiem podjechał samochód straży parku z którego wysiadło 3 strażników. Zmienili jego pozycję, szybko podjęli decyzję o wykonaniu masażu serca. Tu działy się rzeczy, których nie będę opisywał. Finalnie panowie przejęli akcję ratowniczą. Ja zabrałem grupę i kontynuowałem zejście. Mijały nas dwa auta GOPRu, później jeszcze jedno. A gdy 20-30 minut później wsiadaliśmy do autobusu przelatywał nad nami helikopter. Wieczorem dzwoniłem do znajomego ratownika i usłyszałem skutną wiadomość, że nie udało się uratować tego mężczyzny - najprawdopodobniej zator płuc, nie mał praktycznie szans na przeżycie. Myślałem, że lepiej zniosę tą sytuację jednak refleksje nad tym co się wydarzyło miałem w głowie jeszcze przez kilka dni. Tym bardziej podziwiam psychikę ratowników górskich i ratowników medycznych, którzy z takimi sytuacjami spotykają się często. Myślałem, że również że lepiej się zachowam podczas udzielania pierwszej pomocy. Udzielałem jej już wielokrotnie, ale nigdy w takiej sytuacji. W teorii to proste. Jeśli oddycha to pozycja boczna ustalona, jeśli nie to masaż serca. W praktyce jednak trudno ocenić czy to normalny oddech, słaby oddech a może osoba właśnie traci ten oddech. To bardziej skomplikowane. Jedno jest pewne - nie może pozostawać biernym i stale trzeba sobie odświeżać wiedzę i umiejętności z zakresu pierwszej pomocy. Przewodnik może zapomnieć w którym roku był remont schroniska, ale nie jak się zachować w sytuacji zagrożenia życia.
Aby najszybciej poinformować zespół ratownictwa górskiego w Sudetach, najlepszym numerem na który powinniśmy dzwonić jest 985. A gdy ktoś nie wie gdzie jest, nie potrafi tego opisać bo nie jest ekspertem, najlepiej wzywać GOPR przez aplikację "Ratunek"