09/02/2026
KACPER, GRATULACJE! 👑
Dzisiejszy sukces Kacpra Tomasiaka to coś więcej niż jednorazowy wynik sportowy. To wyraźny sygnał, że polskie skoki narciarskie wciąż mają potencjał, energię i młode pokolenie, które chce i potrafi walczyć. W czasie, gdy zbyt łatwo mówi się o „końcu ery” i kryzysie tej dyscypliny, taki występ podtrzymuje nadzieję, że skoki w Polsce nie umarły – i że wciąż mogą się odrodzić, jeśli tylko stworzy się ku temu warunki.
Ten sukces powinien być też ostatnią czerwoną lampką dla decydentów. Szkolenie skokowe w Polsce od lat skupia się niemal wyłącznie w rejonie Tatr i Beskidów, podczas gdy historia i logika sportu jasno pokazują, że to za mało. Skoki narciarskie nie rozwijają się dzięki jednemu ośrodkowi, ale dzięki sieci miejsc, w których dzieci i młodzież mogą rozpocząć trening blisko domu. Sudety – z ich tradycją, ukształtowaniem terenu i klimatem sportowym – naturalnie wpisują się w ten model.
Intuicyjnie i historycznie takim ośrodkiem mogłaby stać się Lubawka – miejscowość znana w środowisku skoków narciarskich, z zapleczem, pamięcią sportową i realnym potencjałem do odbudowy szkolenia. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach pojawią się programy ministerialne i systemowe dofinansowania, których celem będzie właśnie decentralizacja szkolenia i odbudowa bazy młodzieżowej. Pytanie brzmi: czy będziemy na to gotowi?
Warto przy tym jasno powiedzieć jedno: nieprawdą jest, że skoki narciarskie to dyscyplina stricte zimowa. Współczesne skoki trenuje się przez cały rok – na igelicie, matach i obiektach letnich – bez potrzeby śniegu. To oznacza, że rozwój tej dyscypliny nie jest uzależniony od zimowych warunków, lecz od infrastruktury i systemu szkoleniowego.
Nieprawdą jest również to, że w Lubawce na tym etapie potrzebna jest skocznia normalna. Taki obiekt warto zachować jako element dziedzictwa i inwestycję w przyszłość, ale prawdziwe szkolenie zaczyna się gdzie indziej. Bez kilku małych, treningowych skoczni – dostosowanych do dzieci i młodzieży – nie ma mowy o odbudowie skoków. Co więcej, te „lepsze czasy” nigdy nie nadejdą same. One nie przyjdą, jeśli wcześniej nie będzie odwagi, by rozpocząć szkolenie od podstaw.
Trudno nie zadać sobie pytania: ilu młodych chłopców i dziewcząt z Dolnego Śląska, widząc sukces niewiele w zasadzie starszego od nich Kacpra Tomasiaka, pomyślało dziś, że też chciałoby spróbować? Ilu z nich ma jednak realną możliwość, by rozpocząć trening bez wyjazdu setki kilometrów od domu?
Jeśli polskie skoki mają się odbudować, potrzebują nie tylko talentów, ale i mądrych decyzji. Dzisiejszy sukces pokazuje, że sens wciąż istnieje. Teraz czas, by ktoś na poziomie systemowym ten sens dostrzegł i odważył się działać.
Fot. PAP
Sportsinwinter.pl -