01/08/2026
GDZIE ZNIKA MAGIA POŁĄCZENIA Z KONIEM?
Kiedy rozmawiamy o lęku w jeździectwie, najłatwiej dostrzec to, co dzieje się z naszym ciałem. Właściwie każdy, kto choć raz naprawdę się przestraszył w siodle, zna to uczucie bardzo dobrze. Oddech staje się płytszy, zaciskają się dłonie na wodzach, sztywnieją nogi, biodra i kark. Coraz trudniej podążać za ruchem konia, coraz trudniej poczuć głęboki dosiad, a nasza komunikacja z koniem zaczyna przypominać raczej próbę utrzymania kontroli niż spokojny dialog. To doświadczenie jest tak powszechne, że chyba nie znam jeźdźca, który nigdy by go nie doświadczył.
Im dłużej jednak pracuję z ludźmi, którzy zmagają się z lękiem, tym częściej mam poczucie, że ciało jest tylko jedną z warstw całej historii. Lęk potrafi usztywnić także naszą psychikę i robi to znacznie subtelniej. Nie zawsze zauważamy ten moment, w którym zaczynamy coraz mniej wierzyć we własne możliwości. Coraz rzadziej myślimy: „spróbuję”, a coraz częściej: „to chyba nie jest dla mnie”. Przestajemy dostrzegać własny rozwój, nie widzimy już tego, co jeszcze niedawno wydawało się całkowicie osiągalne. Zdarza się nawet, że przestajemy wierzyć w naszego konia. Jakby lęk krok po kroku zawężał świat do tego, co bezpieczne i znane.
Coraz częściej zastanawiam się jednak nad czymś jeszcze. Nad tym, że lęk usztywnia również naszą pamięć. Nasz mózg i układ nerwowy są przecież stworzone do tego, żeby chronić nas przed zagrożeniem. Dlatego z ogromną łatwością zapamiętują to, co było bolesne, niebezpieczne albo trudne. Wspomnienie upadku potrafi wracać z niezwykłą ostrością, podczas gdy dziesiątki pięknych treningów, chwil porozumienia z koniem, spokojnych galopów czy małych sukcesów gdzieś się rozmywają. Nie znikają. Mam raczej wrażenie, że chowają się za mgłą, do której z czasem coraz trudniej dotrzeć.
Być może właśnie dlatego tak wiele osób zaczyna mieć poczucie, że konie przestały dawać im radość. Nie dlatego, że ta radość naprawdę zniknęła, ale dlatego, że lęk przesłonił do niej dostęp. Nagle cały świat zaczyna być zbudowany z tego, co może pójść źle, a wszystko to, co przez lata budowało naszą więź z końmi, przestaje być równie wyraźne.
Kiedy pracuję z uczestnikami Jeździeckiej Przestrzeni Wsparcia, bardzo często odkrywamy właśnie ten mniej oczywisty wymiar pracy z lękiem. Oczywiście uczymy się rozumieć własny układ nerwowy, odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa i wracać do większego rozluźnienia w ciele. Ale równie ważne staje się coś innego. Przypominanie sobie tych wszystkich dobrych chwil, które nadal w nas żyją. Chwil, kiedy pojawiało się zaufanie, lekkość, poczucie porozumienia. Marzeń, z którymi kiedyś przyszliśmy do stajni. Tego zachwytu, który sprawił, że w ogóle zakochaliśmy się w koniach.
Myślę, że każdy z nas, kto wybrał tę drogę, miał kiedyś swój bardzo głęboki powód. Dla jednych było to poczucie wolności. Dla innych niezwykła więź z tak dużym, a jednocześnie tak wrażliwym zwierzęciem. Dla jeszcze innych cisza, która pojawia się wtedy, kiedy dwa gatunki zaczynają rozumieć się bez słów. Te powody nie znikają dlatego, że pojawił się lęk. Czasem po prostu przestajemy je widzieć.
Być może właśnie dlatego coraz mniej myślę o pracy z lękiem jak o walce. Znacznie bliższe jest mi myślenie o niej jak o powolnym odsłanianiu tego, co od początku było w nas obecne, ale na jakiś czas zostało przykryte przez doświadczenie zagrożenia. Właśnie wokół tej idei powstała Jeździecka Przestrzeń Wsparcia i kurs „Oswoić lęk”, którego kolejna edycja rozpocznie się już we wrześniu.
Jeśli ten tekst poruszył w Tobie jakąś strunę, zostaw po sobie ślad. Czasem jedno zdanie wystarczy, żeby ktoś po drugiej stronie poczuł, że nie jest z tym sam.
Art by Malwina de Brade