19/04/2026
Mamy to!
Można by było napisać😊
Mamy, ale to mamy to, takie pisane dzisiaj. Wcale nie zapowiadało się, że będzie to mamy. Mało tego, jeszcze wczoraj wahało się, czy w ogóle wystartuję.
Mniej więcej od połowy listopada zacząłem przygotowania pod ten sezon.
Biegam bez trenera, pewnie wiele rzeczy robię źle, bo specjalistą od treningów biegowych to ja na pewno nie jestem, ale to co zaplanowałem udało się zrealizować do samego maratonu. Oczywiście robiłem modyfikacje przy okazji startów pośrednich. No i wiadomo, po drodze były schody. W moim przypadku, ten pierwszy wysoki schodek trafił się 31 marca – tak przepizgało mnie wiatrem na trójkach na wale wiślanym, że do wczoraj miałem przygody, których nie życzę nikomu😊Parę dni masakry, parę dni lepiej i tak w kółko… Wszystkie treningi ogarnąłem do końca, ale wydaje mi się, że zbyt dużym kosztem. Organizm już chyba balansował na granicy i był mniej odporny. Wczoraj rozruch wypadł na Wzniesienie Osowy, Gdańsk . Ja Cię kręcę… nie wiedziałem co się dzieje…tętno 183 i tak też się czułem. No i chyba też tak wyglądałem, skoro Ania powiedziała, że "jutro to Ty na pewno nie pobiegniesz!"😊Po parkrunie wjechała kołderka i jakieś prochy z apteki i tak dotrwałem do rana 😊A raczej wieczora, bo Ania startowała na 5km w ramach maratońskiej imprezy i bez kibicowania nie mogło się obyć.
Dzisiaj pobudka… jest lepiej… jedziemy na start Gdańsk Maraton, rozgrzewka, startujemy zgodnie z planem, czyli 4:25/km. Ciężko było utrzymać równe tempo, bo i podbiegi i czasami kręta trasa to utrudniały, ale generalnie udało się to dojechać. I to bez większych kryzysów. Patrząc co wybiegałem od początku przygotowań, byłem pewny swojej formy, ale te zawirowania od końca marca postawiły wszystko na głowie.
I na koniec, czyli najważniejsze! Podziękowania dla ekipy EasyRunning Team za doping i dobre słowo. Megafon w użyciu GO robił robotę!