04/08/2025
Początki mojej pracy z końmi i zbieranie doświadczenia, było przejawem czystej determinacji, chęci robienia czegokolwiek z końmi, żeby uczyć się w praktyce.
Nauczycieli miałam surowych 😅, "życzliwych" ludzi też nie brakowało.
Nie raz słyszałam niepochlebne słowa o braku doświadczenia.
Nie było łatwo, na pierwszy rzut oka bywało beznadziejnie... 😅
Nie raz ponosiłam porażkę, nie raz cudem unikałam poważnych wypadków...
Były to czasy kiedy informacji szukało się w książkach, których było dosłownie kilka...
Kiedy zaczynałam swoją przygodę z końmi, korzystałam głównie z książki Monty Robertsa "Czego uczą nas konie". Byłam wtedy początkująca, a konie, z którymi pracowałam, często były trudne — nie wychowane, z problemami behawioralnymi, nieposłuszne, a czasem nawet niebezpieczne. Mimo to podejmowałam się pracy z nimi, często za darmo lub symboliczne kwoty, bo po prostu zależało mi na kontakcie z końmi.
Pracowałam z końmi, z którymi nikt pracować nie chciał. Jeździłam w miejsca, których inni nie chcieli odwiedzać. Stwarzam warunki tam gdzie ich nie było. Nie raz mnie wyśmiewano, ale nie raz zostałam nazwana mistrzem prowizorki lub stworzeniem upartym bardziej niż konie z którymi pracowałam...
To właśnie wtedy zauważyłam, że wiele z tych koni, to wcale nie problematyczne zwierzęta, tylko takie, które potrzebują zrozumienia i cierpliwości. Wielu powtórek, by przekonać się do czynności przed, którymi się broniły. Znalazłam z nimi kontakt i czułam, że to tylko pierwsze wrażenie, które można zmienić. Nie bałam się, może i bałam, ale mimo to działałam dalej, a moja praca prędzej czy później przynosiła efekty, co dawało mi ogromną satysfakcję.
Naturalne metody dawały mi wówczas jasną ścieżkę, poczucie bezpieczeństwa i realne rezultaty. W głowie sobie powtarzałam "jak zrobię, tak i tak, to na pewno się uda"...
Nauczyłam się przewidywać reakcje koni i wpływać na ich zachowanie. Jednak z czasem, zdobywając coraz więcej wiedzy, zobaczyłam też drugą stronę medalu — jak niektórzy stosują te metody z dużą presją i awersją, tworząc z nich niemal dogmatyczne doktryny.
Nagrania na YouTube zaczęły docierać do mnie dopiero kiedy w domu pojawił się stały internet. I był to czas, ktory zburzył moje wyobrażenie o wspaniałości metod tzw. naturalnych. Filmy Monty’ego Robertsa, Clinta Andersona czy Paretlego pokazały mi, że podejścia te bywają wykorzystywane w sposób daleki od mojego wyobrażenia i jak się okazało mojej interpretacji książek o pracy naturalnej. To trochę mnie zniechęciło, zmuszając do dalszych poszukiwań i tworzenia własnej drogi, bo serce zawsze szukało wolności, a nie sztywnych zasad i szablonów.
Nie chciałam należeć do żadnej sztywnej doktryny — chcę pracować z końmi z otwartością, empatią i wolnością, a metody traktować jako narzędzia, które można dopasować do sytuacji, a nie jako religię.
🌿 Ogólne założenia metod naturalnych w pracy z końmi
1. Zrozumienie psychologii konia.
Naturalne metody szkoleniowe opierają się na wykożystaniu zachowań, odruchów i instynktów koni jako zwierząt stadnych. Konie czują się bezpieczniej w obecności spokojnego i pewnego siebie lidera.
Konie porozumiewają się głównie poprzez mowę ciała, dlatego ważne jest, aby człowiek nauczył się odczytywać i odpowiadać na te sygnały.
Konie uczą się poprzez unikanie nieprzyjemnych bodźców, dlatego stosuje się technikę presji i jej natychmiastowego zwolnienia, po uzyskaniu pożądanego zachowania. Wykorzystując naturalne odruchy konia związane z poszukiwaniem bezpieczeństwa i unikaniem dyskomfortu.
Budowanie zaufania i partnerstwa.
Z założenia celem jest stworzenie relacji opartej na zaufaniu, a nie dominacji. Metody naturalne w zależności od nurtu, to usystematyzowane szkolenie koni od pracy z surowym koniem z ziemi, przez zajeżdżanie młodych koni, po ich bardziej zaawansowane szkolenie. Ćwiczenia takie jak odczulanie, prowadzenie, cofanie, ustępowanie od nacisku pomagają wyuczyć konia porządnych zachowań. Konkretne zasady pomagają człowiekowi zachować bezpieczeństwo, trenowanie pewności siebie i radzenia sobie w różnych sytuacjach, co jest kluczowe w szkoleniu koni.
Sprzęt do pracy naturalnej jest bardzo minimalistyczny. Halter sznurkowy, lina, carrot stick...
Oczywiście bardzo się rozwinęła ta dziedzina marketingu.
Ale jak na czasy, w których zaczynałam moją przygodę z jeździectwem, były to dla mnie "mistrza prowizorki" idealne rozwiazania...
Z czasem jednak zaczęłam dostrzegać pewnne wady tych sprzętów. Jak i samych ćwiczeń.
Moja opinia o metodach tzw. "naturalnych" - są super dla początkujących. Trzeba jednak uważać, aby nie nadużywać presji chcąc przyspieszyć szkolenie konia. To że coś "działa", nie znaczy, że jest fair wobec zwierzęcia. Czasem warto zauważyć, zasadność używania presji i jej ilości . Nie powinniśmy też doprowadzać do wywoływania lęku u konia lub zalewania go bodźcami...
Sprzęt choć minimalistyczny i o przyjaznych nazwach, może wywoływać dyskomfort i często nie jest delikatny. Należy o tym pamiętać używając go. Dopasowanie sprzętu też jest ważne, halter nie będzie uniwersalny dla każdego rozmiaru...
Z czasem zauważyłam, że chcę mieć w swoim "warsztacie" więcej narzędzi. - i wcale nie mam na myśli sprzętu jeździeckiego, tylko o zasób wiedzy i różnorodność metod.
Ponieważ czułam, że nie muszę tylko "rzeźbić" koni... mogę je lepić, kształtować i rozwijać... Mogę pomagać im wzrastać...
Temat szkolenia koni i ich behawioryzmu ciągle bardzo mnie ciekawi...
Każdy nowy koń w treningu pokazuje mi, że jeszcze są w tym końskim świecie elementy niezbadane przeze mnie...
Że jeszcze są lekcje do odrobienia...
Za każdą lekcje jestem wdzięczna!