26/05/2026
Wczoraj zadzwoniła do mnie mama F. i dotarło do mnie coś trochę absurdalnego.
Zakończyli właśnie przygodę z JB SPORT. Po... 10 latach.
Poznałam F., kiedy jeszcze pracowałam dla innej szkoły pływania i prowadziłam grupowe zajęcia dla niemowląt. F. przychodził z mamą jako maluch, a później kiedy podrósł, dostałam telefon: „Asia, może poprowadzisz go prywatnie?”. Wtedy dopiero rozkręcałam swoją firmę.
Były zajęcia indywidualne, dwa albo trzy różne baseny, dużo czasu i jeszcze więcej cierpliwości. F. był na początku wrażliwy. Głowy zanurzyć nie chciał długo. Bardzo długo 😉 Były rekiny, statki, zabawy, kombinowanie i ten moment przełomowy, kiedy po prostu.. to zrobił i już pod tą wodą został na kolejne długie lata:)
Były zastępstwa, pojawiali się kolejni instruktorzy, JB SPORT się rozrastało, a na końcu F. trafił do Szymona, co okazało się być strzałem w dziesiątkę. Przenieśli się na pełnowymiarowy basen i dziś F. pływa sportowo, wszystkimi stylami. Nurkuje z butlą i żegluje z dziadkami. Czuje się w wodzie jak ryba. Ale chyba najbardziej mnie i jego mamę cieszy to, że pokochał pływanie.
Siedzę sobie właśnie i myślę, że przez te 10 lat wydarzyło się dużo więcej niż nauka pływania.
Były rozmowy na brzegu basenu z mamą, z którą złapałyśmy super flow. Laurki, które F. mi przynosił. Bransoletki. Prezenty. Nawet kawa u nich w domu była.
I chyba właśnie dlatego zawsze mam problem z odpowiedzią na pytanie: „ile trwa nauka pływania?”
Bo czasem trwa 45 minut.
A czasem 10 lat i kawałek życia.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że F. i jego mama to też świetny przykład czegoś, o czym często mówię rodzicom dzieci wrażliwych.
Bo te 10 lat to nie było „10 lat nauki zanurzania głowy” 😉 To była spokojna droga. Budowanie poczucia bezpieczeństwa. Relacji. Oswajania. Wzmacniania.
I ogromna zasługa jego mamy, która od początku myślała o pływaniu długodystansowo. Nigdy nie goniła. Nigdy nie było: „dlaczego jeszcze tego nie umie?”. Zawsze powtarzała, że najważniejsza jest dla niej relacja i dobra zabawa dziecka.
I chyba właśnie dlatego wszystko przyszło.
Czasem rodzice zakładają: dwa lata pływania i koniec. A przecież pływanie może być czymś dużo większym. Stylem życia. Ruchem, który zostaje z dzieckiem na lata. Miejscem, gdzie buduje pewność siebie, ciało, relacje i poczucie: „hej, ja sobie radzę”.