12/08/2026
Jestem najgorszym rodzicem roku, bo zabrałem dzieci z treningu do lasu? Oceńcie sami. 👇
Dzisiejszy harmonogram mówił jasno: obowiązki domowe, szybki obiad, pakowanie sportowej torby i wyjazd na trening. Zamiast tego... spakowaliśmy plecaki trekkingowe i uciekliśmy do Słowackiego Raju. Tak po prostu. Bez wyrzutów sumienia.
Wiem, że w dzisiejszych czasach presja na bycie "konsekwentnym" jest ogromna. Sport uczy dyscypliny, jasne - sam często o tym mówię. Ale czy uczycie dzieci także tego, że czasem trzeba zwolnić, posłuchać siebie i złamać rutynę, żeby nie zwariować?
Tym bardziej że są po swoim najważniejszym starcie w sezonie - MP w kajakarstwie i jesteśmy z nich bardzo dumni jak przepracowali ten sezon.
Zanim ktoś napisze, że uczę dzieci lenistwa i odpuszczania: jeśli myślicie, że spacer po Słowackim Raju to relaks na kanapie, to spróbujcie przejść te wszystkie drabinki, kładki i łańcuchy nad przepaściami! 🧗♂️
To był trening życia 😉 Trening z odwagi, przełamywania własnych barier, wspólnego zaufania, równowagi i budowania naszych relacji w ciszy lasu, a nie w hałasie i krzyków z trybun. Wróciliśmy brudni, padnięci, ale z głowami pełnymi wspomnień, których żaden rutynowu dzień by nam nie dał.
Dajcie znać w komentarzach: zdarza Wam się "ukraść" dzieci z ich napiętego grafiku na spontaniczną wycieczkę, czy u Was dyscyplina i harmonogram to rzecz absolutnie święta? Czekam na wyrok czy jestem najgorszym rodzicem i wrogiem trenera?